Adam Wajrak

Wilk był konkurencją dla człowieka, polowaliśmy na tę samą zwierzynę. Nienawiść wobec wilka może być nienawiścią do zbiegłego niewolnika, który nie poddał się, nie został psem. Rozmowa z Adamem Wajrakiem, autorem książki „Wilki”.

 

Naprawdę jesteś leniwy?

Tak jak wszystkie zwierzęta. Jeśli nie muszę czegoś zrobić, to wolę skupić się na przyjemności. Najchętniej chodziłbym do lasu i patrzył na zwierzęta, ale nawet do tego lasu daleko nie chodzę. Żadne wielkie ekspedycje z ambicją przejścia 30 czy 50 kilometrów. Zazwyczaj biorę rower, jadę, siadam na łące i patrzę, co się będzie działo. Nie lubię wcześnie wstawać jak rasowy przyrodnik, który biegnie do puszczy przed wschodem słońca.

Ale codziennie do lasu chodzisz, to uzależnienie?

Mój kolega, niepijący alkoholik, twierdzi, że jestem uzależniony, i to od wielu lat. Najgorzej pisało mi się książkę w Teremiskach, tam gdzie mieszkam, bo las był ważniejszy od układania słów. Odkładałem pisanie na później, na wieczór, jeszcze tylko sobie pójdę do lasu.

Jak długo trwają te wędrówki?

Dzisiaj kilka godzin, ale po śmierci Antonii zazwyczaj wychodziłem na trzy godziny. Ostatnie lata nosiłem ją na rękach. Gdy mijały trzy godziny, Antonia kazała mi wracać. Już jej nie ma, ale ten nawyk pozostał.

Z Antonią – jedną z bohaterek książki „Wilki” – to nie była miłość od pierwszego wejrzenia.

Zaczęło się od niechęci. Oto ja, chłopak z Żoliborza, chcący wyglądać, i nagle pojawia się ta brzydka kundelka. Sympatyczna, kumata, ale do wilka niepodobna. A w końcu okazała się kluczem do świata wilków. Mistrzowsko tropiła ślady drapieżników. Wychowała wydrę. Nauczyła mnie skomlenia, którego później używałem, rozmawiając z wilkami.

wajrak
Zdjęcia pochodzą z najnowszej książki Adama Wajraka „Wilki”. Fot. Materiały Prasowe

Po co podglądasz zwierzęta?

Jestem ciekawski. Myślę, że dziennikarzami, reporterami zostają właśnie ludzie ciekawscy. Niektórzy nawet twierdzą, że jestem plotkarzem. Lubię wiedzieć, co się dzieje obok mnie, a ludzie cały czas robią w sumie to samo. Świat przyrody jest ciekawszy, bardziej różnorodny. Możesz spotkać żubra, a później śluzowca – trochę grzyb, a trochę zwierzę. Nie nudzę się, gdy wychodzę kilkaset metrów z domu.

Jak się ubierasz do lasu?

Tak, by zlewać się z otoczeniem. Czasami las jest żółty, czasami ciemny. Mam kurteczki w różnych kolorach: białe, khaki, jasne, ciemne. Moim marzeniem jest kurtka w kolorze sierści jelenia. Ubieram się lekko, zabieram wielki plecak z aparatem, statywem i termosem. Ciekawe jest podglądanie nieznanego, kogoś, kto żyje obok nas. Zazwyczaj nie wiemy, jak zwierzęta cierpią wskutek tego, że niszczymy środowisko. Cierpią samotnie, w dziurach, lasach, poza naszym wzrokiem. Czuję się zobowiązany o tym opowiadać, mam wobec zwierząt dług do spłacenia. Nie chodzi o to, żeby im pomagać, tylko żeby nie wtrącać się w ich życie.

Czym jest ten dług?

Dostaję od zwierząt radość, przygodę. Poza miłością przygoda jest najważniejsza w życiu. Czuję się czasem tak, jakbym wskoczył w sam środek filmu przyrodniczego. Nie mogę pójść do lasu, zrobić zdjęcia dzięcioła, a później odwrócić się, gdy będą wycinane świerki, w których one żyją. Nie mogę pójść na cudowne rykowisko, patrzeć na jelenie, słuchać wilków i udawać, że polowanie lub wycinanie puszczy nie jest niczym złym. Dlatego zabieram głos. Nie można poprzestać na opisywaniu ładnych obrazków.

Zniszczyłeś kiedyś myśliwym ambonę?

Nie. Raz z moją mistrzynią duchową i ornitologiczną panią Bogumiłą Olech szliśmy Kampinoskim Parkiem Narodowym, zobaczyliśmy ambonę i zostawiliśmy karteczkę. Pani Olech napisała, ja karteczkę zaniosłem. Na karteczce było tak: „Ambona w parku narodowym to chyba przesada”. Uważam, że nie wolno stosować żadnej przemocy. Ważne jest dla mnie to, o czym mówili Gandhi, Dalajlama, to, co robiła „Solidarność”. Wierzę, że jesteś zgubiony, gdy zaczynasz stosować przemoc.

Najcenniejsza lekcja z podglądania zwierząt?

Jak patrzę na puszczę, to widzę śmierć i odradzanie się. To się wydarza w tym samym czasie i na moich oczach. A przez to, że wyrugowaliśmy z naszej kultury śmierć, obserwowanie jej robi mocniejsze wrażenie. Mówią, że śmierć jest zła, nienaturalna, ukryta, a wszyscy mają być piękni, młodzi, silni. Używa się idiotycznych zwrotów: „Przegrał walkę z rakiem”, jakbyśmy byli na wojnie. W puszczy widać pięćsetletnie drzewa, które przewrócił podmuch wiatru i one umierają. Widać żubra, który umarł, bo starły mu się zęby, albo jelenia rozerwanego przez wilki. Z drugiej strony widać odrodzenie, małe drzewko, które jeśli będzie miało szczęście, stanie się wielkim drzewem. A gdzieś z boku idzie rodzina żubrów z młodymi.

Jesz mięso?

Czasami. Śmierć zwierząt mnie nie razi. Widzę ją często, poza tym zabijałem zwierzęta, małe żółte kurczaki, masowo.

Dlaczego?

Dla bocianów. Z tego powodu nie ratuję już tych zwierząt, bo to nie jest dobre uczucie być dowódcą obozu koncentracyjnego. Moja wrażliwość na śmierć zwierząt jest obniżona przez doświadczenie tej codzienności mordowania. Jednym z najgorszych przeżyć ostatnich lat było dla mnie uśmiercenie jerzyków. Miały połamane skrzydła, konsultowałem się z lekarką weterynarii. Powiedziała, że najlepiej ścisnąć za pierś. Pod palcami czułem, jak serce przestaje bić, jak uchodzi życie. Potwornie przygnębiające, ale żyjąc tutaj, czasami nie mam wyboru. Zadawanie śmierci jest złe, każda śmierć jest zła. Jedzenie mięsa również jest złe.

Ale robisz to.

Tak, na szczęście coraz mniej. Ludzie robią różne złe rzeczy. Tu gdzie mieszkam, na wsi, czasami trudno nie jeść mięsa. W Krakowie i innych miastach jestem częstym gościem barów wegetariańskich.

Jak to jest nie ruszać się przez sześć godzin?

Przez sześć to luz, najdłużej siedziałem w zamkniętym pudełku 24 godziny. To medytacyjne przeżycie, uczące samodyscypliny. Zostajesz sam ze sobą, z myślami, które latają po głowie albo przeciwnie – zwalniają, znikają. Po wyprawach polarnych jestem przyzwyczajony do sikania do butelki. Samotność i czekanie powoduje, że wyrasta trzecie oko. To stan półsnu, instynkt nie zasypia. Często coś kazało mi się podnieść, spojrzeć, bo oto kruki przyleciały.

wajra2
Zdjęcia pochodzą z najnowszej książki Adama Wajraka „Wilki”. Fot. Materiały Prasowe

Wierzysz w coś? W Boga? Energię?

Z Bogiem mam problem, nie wspominając o Kościele. Wierzę, że jest energia łącząca wszystkie żywe istoty. Przecież czujemy czyjś wzrok na sobie, to może być człowiek, wilk, żubr, łasica albo samica jarząbka, która siedzi na gnieździe i jest przerażona tym, że ją wypatrzysz.

„Wilk jest w naszej kulturze demonem, symbolem dzikości, nienasycenia, ciemności, krwiożerczości” – napisałeś w książce. Dlatego eksterminacja wilków trwa?

Kultura germańska, może trochę romańska, związana z chrześcijaństwem, demonizowała wilki. W kulturze słowiańskiej nie było to nasilone. Gdy wilk kogoś zjadał, mówiono, że ten ktoś musiał być kimś złym. Patronem wilków był św. Mikołaj. Ta eksterminacyjna historia wilków opiera się na tych samych mechanizmach, których używamy do wykluczania, zabijania ludzi. Najpierw trzeba wybrać jakąś grupę etniczną, wyznaniową i przyprawić jej mordę, zrobić z niej zagrożenie, robaka. Podświadomie czujemy, że zabijanie jest złe, dlatego musimy je usprawiedliwiać.

Ale dlaczego właśnie na wilka projektujemy te demoniczne cechy, których nie ma?

Wilk był konkurencją dla człowieka, polowaliśmy na tę samą zwierzynę, to oczywiste. Inna sprawa jest taka, że najwcześniej z wszystkich zwierząt udomowiliśmy psa, jakieś 40 tysięcy lat temu. Nienawiść wobec wilka to może być nienawiść do zbiegłego niewolnika, który się nie poddał, nie został psem, zachował wolność.

Dziś w Polsce żyje siedem milionów psów i tysiąc wilków. „Człowiek nie potrzebował tak bardzo partnera, jak wykonawcy poleceń” – napisałeś w książce.

Bo przecież zarządzamy światem, opanowaliśmy ogień, energię, dobraliśmy się do paliw kopalnych. Psy potrafią być partnerami, ale jeśli chodzi o człowieka, lubimy służących.

W czym wilki są mądrzejsze od psów?

Psy są bardziej naiwne, decyduje za nie przewodnik stada, człowiek. Oczywiście są takie jak Antonia, które w nosie miały przewodnika i robiły, co chciały. Wilk musi sobie radzić sam z polowaniem, unikaniem zagrożenia, chorobami, przetrwaniem. Pies jest leczony, szprycowany witaminami, karmiony. Stwarzanie psa z wilka musiało być bardzo intensywne od samego początku, dochodziło z pewnością do bezwzględnej selekcji, wybierania uległych młodych, które poddają się woli człowieka.

Dużo miejsca w książce zajmuje strach.

Strach jest złym, paraliżującym uczuciem. Pisząc książkę, zobaczyłem wyraźnie, że jestem produktem socjalizacji, kultury, która boi się wilków. Czym innym jest się bać, a czym innym czuć respekt i szacunek. Nigdy nie podejdę do żubra czy niedźwiedzia, by go pogłaskać, nie wejdę też pomiędzy wilczą watahę. Jako człowiek, przedstawiciel gatunku, który wyrządził najwięcej krzywd zwierzętom, nie powinienem przekraczać granicy ich prywatności.

Kiedy przestałeś się bać wilków?

Stałem przy drzewie zamaskowany, przeszedł obok mnie wielki, piękny basior. Zawołałem go, a on wystrzelił rzadką kupę, uciekł przerażony. To był rozpaczliwy obrazek. Poczułem jego lęk, zrozumiałem, że one boją się bardziej niż my. Dotarło do mnie, że to ja, człowiek, jestem przerażający i że to ja muszę coś z robić z opresją, którą w sobie noszę.

„Ludzka twarz to jest to, czego zwierzęta najbardziej się boją” – kolejny cytat z książki.

Dla zwierząt ludzkie twarze w lesie to są najbardziej przerażające obrazki z najbardziej przerażających horrorów. Twarz jest najlepiej widoczna, biała, jasna, z wyraźnie osadzonymi oczami. Idąc do lasu, często ją zasłaniam. Wilki, żubry, sarny, ptaki – wszyscy się boją ludzkiej twarzy.

Napisałeś, że wiedza i rozsądek nie są antidotum na strach, co zatem nim jest?

Doświadczenie. Wiedza zoologiczna przegrywa z kulturowymi strachami, całym zapleczem tego, jak nas wychowano, jak sami się wychowujemy. Kontakt leczy strach, spotkanie.

A jak jest z miłością – niektórzy mówią, że to rewers lęków?

Nie wiem, zwierzęta szanuję, a kocham swój gatunek, człowieka. Miłość jest dobra tylko wtedy, gdy pozostaje odwzajemniona. Widzę często ludzi, którzy przelewają swoją miłość na zwierzęta, głównie psy i koty. Wtedy zarówno ci ludzie, jak i zwierzęta, ich maskotki, pozostają nieszczęśliwi. Zwierzęta należy traktować jak osobne byty, które mają prawo zakochiwać się w przedstawicielach swojego gatunku. A domowe zwierzęta często zastępują partnera, dziecko, ci ludzie mówią, że wolą zwierzęta od ludzi. Nigdy bym tak nie powiedział. Lubię, gdy zachowana jest równowaga.

To, że wolę ludzi, nie znaczy, że stoimy w hierarchii wyżej od zwierząt. Przecież przede wszystkim jestem zwierzęciem. Po prostu należę do gatunku, który zyskał potężne narzędzia do rządzenia światem. Jesteśmy zachłanni, pazerni jak lis w kurniku, jak wiele zwierząt. Zależy mi na tym, by uszanować prawo innych do istnienia. Wszyscy jesteśmy dziećmi natury, nawet gdy dusimy się w wieżowcach. Mamy głęboko zakorzenioną potrzebę kontaktu z naturą, im więcej jej znika, tym bardziej depresyjni jesteśmy my, ludzie.

Sporo w książce o twojej żonie Nurii, o waszej miłości.

Wzięliśmy ślub w osiem minut za 80 zł. W T-shirtach, bez obrączek, dwójka świadków i my. Najbardziej lubię na nią mówić „moja była narzeczona”. Jak mnie trzepnęło 20 lat temu, gdy ją po raz pierwszy zobaczyłem, tak mnie trzyma. Jestem nią zafascynowany. Jacek Kuroń powiedział mi kiedyś, że kluczem do sukcesu w związku, poza miłością i szacunkiem, jest możliwość rozmowy, wspólny świat. Mnie i Nurię kręcą te same sprawy. Mogę podążać za nią, gdy zajmuje się badaniem niedźwiedzi. Kiedy potrzebuję pomocy w puszczy, mogę na nią liczyć.

Gdy w Polsce pojawiły się ksenofobiczne głosy dotyczące uchodźców, wychyliłeś nos ze swojej puszczy, zabrałeś głos. Dlaczego?

Bo to mój obowiązek. Jestem tak wychowany, że ludziom w potrzebie trzeba pomagać. Warto swoją popularność utylizować w dobrej sprawie. Nie można patrzeć, że ktoś cierpi, ucieka przed wojną, głodem, biedą, i nic nie robić. Nienawiść i strach opanowały sporo osób. W 1989 r. sam byłem migrantem, spałem na tekturze w Wiedniu, goniła mnie policja, nie uciekałem przed wojną. Poza tym moja ukochana Nuria jest emigrantką. Polska to przecież kraj migrantów, wystarczy przyjrzeć się naszej historii, możemy być dumni z tej różnorodności. Chociaż w przypadku więzi z narodem ważniejszy od dumy jest wstyd.

Dlaczego?

Mówili o tym Marek Edelman, Jacek Kuroń, Karol Modzelewski. Nie wstydzę się za słonie, wilki i psy, nie wstydzę się za Żydów, Niemców, Amerykanów. Wstydzę się za Polaków, bo jestem jednym z nich. To dla mnie najgłębsza, najbardziej patriotyczna więź.

Za co teraz się wstydzisz?

Za ksenofobię. Wstyd przeradza się w wewnętrzny ból. Szkoda mi również tych, którzy się tak bardzo boją i głoszą rasistowskie, antyuchodźcze słowa, muszą być niepewni siebie, swojej polskości. Przez minione 25 lat zbudowaliśmy autostrady, stworzyliśmy miejsca pracy, ale zawaliliśmy zwyczajną ludzką edukację. Nie rozumiemy, że warto dbać o rzeczy publiczne. W Polsce żyje grupa indywidualistów, której wydaje się, że jak dostanie do ręki karabin, to sobie poradzi.

„Pogarda dla młodych facetów uciekających przed wojną bierze się stąd, iż większość młodych facetów u nas jest przekonana, że wojna to coś w rodzaju historycznej rekonstrukcji” – napisałaś na swoim profilu na Facebooku.

Gdybym był młodym facetem w Syrii, prawdopodobnie uciekłbym jako pierwszy. Tam wszyscy walczą ze wszystkimi, Kurdowie, PI, Wolna Armia Syryjska. Młodzi faceci to potencjalne ofiary, mięso armatnie. Można być zmuszonym do strzelania do kolegi z ławki. My w Polsce trochę nie pamiętamy, że podczas wojny to właśnie młodzi faceci uciekali. Gdyby miało do nas przyjść 200 czy 300 tysięcy uchodźców, do prawie 40-milionowego kraju, nie zaszkodziłoby to naszej gospodarce, kulturze. Tę ostatnią by wzbogaciło. Z uchodźcami jest trochę jak z Żydami – nie ma ich w Polsce prawie wcale, a kwitnie antysemityzm, ksenofobia. Wilków też boją się najbardziej tam, gdzie ich nie ma.

A może jest jak z psami – one tak, wilki nie. Jeśli uchodźcy staną się potulni, posłuszni, jeśli się zasymilują i zamieszkają w budach, to będzie dla nich miejsce?

Może tak być, ale nie chciałbym takiego świata. Różnorodność jest fascynująca, szanuję ją. W przyrodzie najgorsza jest homogenizacja. Przerażają mnie lasy, które wyglądają tak samo, w których rosną te same drzewa i w których żyją tylko jelenie. Różnorodność pozwala znaleźć wyjście, szczególnie gdy zaczyna się dziać coś złego, gdy dochodzi do klęski. Przy homogeniczności genetycznej i gatunkowej kryzysy bardzo źle się kończą. Tolerancja rasowa, religijna, seksualna daje całą masę możliwości. Zarówno w przyrodzie, jak i społeczeństwie różnorodność daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Adam Wajrak – (ur. 1972) – działacz na rzecz ochrony przyrody, dziennikarz, autor właśnie wydanej książki „Wilki”

 

Wywiad został opublikowany w magazynie Wysokie Obcasy, Gazeta Wyborcza, 31.10.2015 – Robert Rient

 

wajra3

„Wilki” Adam Wajrak, wyd. Agora SA. Fot. Materiały Prasowe