Agata Zubel

Agata Zubel jest bardziej bardziej znana na świecie niż w Polsce. Kompozytorka, wokalistka, naukowczyni – woli nieznane i muzykę współczesną od porządku i wszystkim znanych Symfonii Beethovena. Specjalistka od barwy głosu opowiada nam o swoim pierwszym pianinie i samotności, którą zamieszkują głosy z jej głowy.

 

Czym jest głos?
Najpiękniejszym instrumentem. Jest najbardziej ludzki i nierozłącznie nam przypisany. Wyjeżdżając na wakacje, nie możemy – tak jak innych instrumentów – zapakować go do futerału. Związek z głosem jest na stałe. Głos dojrzewa, zmienia się, ma tą przewagę nad każdym innym instrumentem, że jest nośnikiem ekspresji nie tylko muzycznej, ale też codziennej. Tym samym głosem, którym śpiewamy – krzyczymy na kogoś, wyznajemy miłość. Służy do wyrażania całej gamy emocji.

Jak zyskuje się kontrolę nad instrumentem?
Niedawno oglądałam, a raczej wsłuchiwałam się w konkurs chopinowski. Patrzyłam na pianistów, którzy zasiadają przed fortepianem tak jak sportowiec wsiada przed rozpoczęciem wyścigów do jaguara. Próbują okiełznać instrument. Dla śpiewaków tym instrumentem będzie głos, trzeba z nim i nad nim pracować.

Jak to robisz?
Systematycznie. Pomagają codzienne ćwiczenia, rozwijanie mięśni odpowiedzialnych za różne czynności. Planuję czas, tak samo jak biegacze planują czas na rozgrzewkę i ćwiczenia przygotowujące do przebiegnięcia maratonu. I staram się pracować świadomie.

Gdzie mieszka twój głos?
To trudne pytanie. Sam aparat foniczny to dwie malutkie struny głosowe, mniejsze niż dwa centymetry. Cały proces tam właśnie się odbywa, każdy milimetr ma więc znaczenie. Ale do wydobycia dźwięku potrzebne jest jeszcze powietrze, które wprowadzi struny w drgania. Zatem zaczyna się od przepony. Ale rezonansem jest całe ciało. A więc instrumentem jestem cała ja.

A czym jest barwa?
To moje ulubione słowo. Rodząc się otrzymaliśmy określoną barwę głosu. Na ulicy rozpoznajemy się wizualnie, w słuchawce telefonu rozpoznajemy się audialnie. Ale oprócz tego, czy wbrew temu, głos ma nieskończoną ilość barw. Podchodząc do sprawy profesjonalnie, nazywając głos instrumentem, czyli tą częścią organizmu, nad którą decydujemy się pracować, musimy porozmawiać o wyborach. One odbywają się na różnych polach. Istnieją różne gatunki śpiewu, mamy śpiewaka operowego, folkowego, rozrywkowego, heavymetalowego i innych. To wszystko zakłada skrajnie różne użycie głosu. Do tego dochodzą podgrupy w każdym gatunku, chociażby samej operze. Mówię o tym, by wskazać na ogromny zakres możliwości dla rozpoczynających przygodę z głosem, z drugiej strony to opowieść o niezwykłym potencjale tkwiącym w tych dwóch centymetrach naszego ciała.

Zajmujesz się muzyką współczesną, czyli jaką?
To obszar z wieloma niewiadomymi. Często mam do czynienia z prawykonaniami, to znaczy mniej więcej tyle, że kompozytor skończył utwór w zeszłym tygodniu, a ja właśnie dostałam nuty. Muszę się go nauczyć, orkiestra musi się go nauczyć i oto tego wieczoru, na który zaplanowany jest koncert, wszyscy jesteśmy świadkami narodzin nowego dzieła. To w sumie historyczny moment. Nikt jeszcze nic o tym nowym utworze nie wie. To nie jest V Symfonia Beethovena, po której wszyscy wiedzą czego się spodziewać. Pracuję cały czas w nieznanym.

zubell

Co cię w nieznanym pociąga?
Uwielbiam nieznane, niepewność, to fascynuje. Kiedy śpiewam utwory klasyczne, Mozarta, Schuberta, muszę wpisać się w pewien kanon wykonawczy. Dochodzi do porównań. Żeby dobrze oddać dzieło kompozytora, trzeba poddać się, podporządkować. W muzyce współczesnej to ja stwarzam kanon wykonawczy. Prawykonanie to pierwszy kontakt z martwą partyturą zapisaną na papierze, której świat jeszcze nie usłyszał. Muszę przefiltrować nuty przez swoją wiedzę, wrażliwość, a potem zdecydować jakiej barwy użyć, jakim głosem zaśpiewać.

Lubisz chaos?
Wolę spokój, jestem w miarę ustabilizowaną osobą.

Gdy widziałem cię na scenie, słuchałem, miałem wrażenie, że obcuję z emocjonalną burzą, twórczym bałaganem.
Przy pomocy skupienia, pracowitości, można osiągnąć efekt, o którym mówisz. Czasami pożądam efektu szaleństwa, szczególnie gdy zajmuję się twórczością Samuela Becketta. Poszukiwanie spełnienia, a może profesjonalizmu, oznacza dla mnie wewnętrzne opanowanie siebie, instrumentu jakim jestem. Wtedy mogę plądrować różne światy.

Mówią, że nie samym głosem człowiek śpiewa – czym śpiewasz?
Wyobraźnią. Ten sam utwór Chopina może zagrać trzydzieści osób, ale za wykonaniem pojedynczych artystów szaleją słuchacze. W muzyce nie chodzi o śpiewanie nut, ale o przekazanie jakiejś idei.

The New Yorker przyznał rekomendację twojemu albumowi „Not I”, a później zostałaś nominowana do „Gwarancji Kultury 2015” – „za wirtuozerię śpiewu, wyjątkowy talent kompozytorski i umiejętność łączenia z sukcesem tych dwóch wymagających zawodów. Za upór w dążeniu do perfekcji, który doprowadził ją na szczyty polskiej muzyki współczesnej”. Czujesz się na szczycie?
Nie mi to oceniać, ale nie zajmuję się wspinaniem na szczyty. Teraz wyjeżdżam na trzy miesiące do Wiednia, będę tam pisać operę w ramach stypendium, które dostałam od rządu austriackiego. Później wracam i zaczynam intensywnie koncertowanie w Stanach i w Europie. Zatem jak widzisz, żadne szczyty, raczej podróże, lubię je. Spotkania z innymi ludźmi, kulturami, zwyczajami, pomagają pracować nad własną otwartością, pomagają chłonąć różnice, rozumieć je, nie bać się. Różne religie, różne zachowania, dzielą nas, dopóki pozostajemy zamknięci we własnych czterech ścianach. Ruszenie z miejsca, doświadczenie owych różnic jest bardzo wzbogacające. Może na tym polega upór w dążeniu do perfekcji, o którym wspomniałeś? Pretendując do bycia artystką bierzemy na siebie obowiązek opowiadania czegoś własnego. Żeby mieć czelność zawracania publiczności głowy swoją osobą, muszę pracować nie tylko nad głosem, ale również nad tym jaką artystką chcę być, nad tym co mam do powiedzenia.

Co masz do powiedzenia?
Nie mam dla Ciebie żadnej historii. Chodzi mi o otwartość, o zaplecze, z którego mogę czerpać. Każdy musi znaleźć własne, stawać się człowiekiem, czy też artystą, o możliwie najszerszych horyzontach.

Bliżej ci do wokalistki komponującej czy kompozytorki śpiewającej?
Nie rozdzielam tych dwóch ról, jestem w komfortowej sytuacji, bo jestem po obu stronach: twórczej i odtwórczej. Mogę oglądać muzykę z perspektywy kompozytorki, która nie skupia się wyłącznie na papierze i nutach. Od samego początku myślę o wykonawcy, do którego trafi to co napisałam. Z kolei gdy jestem wykonawczynią i śpiewam, łatwiej mi dotrzeć do idei, zamysłu tego kto komponował.

Porozmawiajmy o tym skąd się wzięła Agata Zubel. W przedszkolu było pianino…
…a u mnie w domu nie. Na pianinie w przedszkolu nie można było grać gdy dzieci biegały, malowały, bawiły się zabawkami. Dopiero późnym popołudniem, gdy w sali już prawie nikogo nie było, wolno było dotknąć pianina. Wszystkie dzieci prosiły rodziców, by przychodzili jak najwcześniej, a ja prosiłam mamę by przychodziła jak najpóźniej. Wiedziałam, że jak zostanę sama to będę mogła pograć. Dziwny głód, który skłonił mamę by wysłała mnie do szkoły muzycznej, lubiłam tam być. W kwietniu dostałam się do szkoły, najbliższa dostawa pianin planowana była na grudzień – takie wtedy były czasy. To czekanie było okrutne. Wracałam kiedyś ze szkoły do domu, pod bramą stała ciężarówka. Panowie wynieśli z niej pianino, nie wiedziałam, że ono jest dla mnie. Pamiętam, że całe schody były zablokowane ich przemarszem. Wlekłam się za nimi, ciągnąc za sobą tornister i cały czas wlepiałam rozmarzone oczy w pianino. Nagle okazało się, że ci panowie,  dźwigający pianino na szelkach i linach, weszli w moje drzwi. Co za uczucie! Tato całą noc stał w kolejce, do sklepu przyjechały dwie, czy trzy sztuki. Udało mu się. Dla rodziców moje zainteresowania musiały być dziwne. Mama zajmuje się nanotechnologią, fizyką, tata też po politechnice i nagle ja, kolorowy ptak. Pomimo tego wspierali mnie.

Pierwszy duży sukces w szkole podstawowej to twoja autorska kompozycja pt. „Wirówka”. Powiedziałaś, że bolała Cię głowa, a mama robiła pranie, co było na tyle denerwujące, że napisałaś ten utwór.
Wymyśliłam tę historyjkę, bo wszyscy dookoła pytali skąd ten tytuł. Próbowałam od dawna sił w komponowaniu jakiś miniaturek. Nauczycielce spodobał się ten utwór i powiedziała, żebym wysłała go na konkurs. Wygrałam. Przy opowieściach o utworach zawsze kłamałam. Dla mnie muzyka jest sztuką abstrakcyjną, frajda w obcowaniu z nią polega na tym, że są tam sprawy nienazwane, niedopowiedziane, wyrażone dźwiękiem. Nawet gdy układam historię muzyczną nie jest to historia, którą można opowiedzieć słowami, zdaniami. To dwie zupełnie różne struktury. Opowiadać historie o swoich utworach wydaje mi się absurdalne.

Chętnie sięgasz po poezję, twierdząc, że kompozytorów i poetów łączy to samo, czyli zagospodarowywanie czasu odbiorcy. Jest jakiś pomost.
Poezja ma w siebie wpisaną niejednoznaczność, zupełnie inaczej czyta się prozę. Poezja oznacza zamyślenie, zawieszenie się, ona często zmusza do refleksji. Autor wiersza jest świadomy kiedy robi pauzę, kiedy gwałtownie skręca, kiedy rzeźbi w materii. Kompozytor też.

To powiedz jak ukradłaś wiersz „Piosenka o końcu świata” Czesława Miłosza.
Właśnie nie ukradłam! To był rok 1998, byłam na początku studiów. Jednym z zadań było napisanie utworu z tekstem, taka synteza różnych sztuk. Nie zawracaliśmy sobie głowy prawem do tekstu, bo to były ćwiczenia, które zazwyczaj lądowały na dnie szuflady. Zawsze lubiłam „Piosenkę o końcu świata”, napisałam do niej muzykę. Ogłoszono konkurs na utwór z tekstem, wygrałam. I zaczęły się schody. Nagrodą było wykonanie utworu i nagranie na płytę, bardzo przyjemne dla młodej kompozytorki. Chciałam skorzystać. Organizatorzy konkursu i ja, próbowaliśmy panicznie zdobyć pozwolenie na użycie tekstu. Wszystkie próby dotarcia do pana Miłosza spełzły na niczym, dowiedzieliśmy się, że poeta nie udziela takich praw. Organizatorzy pisali listy, ja też, piórem na papierze – przypominam, że nie było maili. W jakiejś gazecie przeczytałam, że pan Miłosz będzie podpisywał swoją książkę w Warszawie, w Pałacu Kultury i Nauki. Wsiadłam w pociąg, kolejka ludzi czekających na autograf owijała się trzy razy wokół pałacu. Czekałam, przerażona, z tego wszystkiego zapomniałam nawet książki do podpisania. W końcu stanęłam przed poetą, na każdego było pięć sekund, od razu wyrecytowałam kim jestem, że proszę, że uwielbiam ten wiersz. Pan Czesław, zdziwiony sytuacją, po czterech godzinach podpisywania książki, powiedział: dobrze. I tyle, poszłam do asystenta, który musiał wypełnić procedurę, dostałam pismo. Utwór został wykonany i nagrany, można go posłuchać również dzisiaj.

Piękny upór, taka jesteś? Waleczna?
Nie po trupach. Nie myślę o sobie w tych kategoriach. Na co dzień jestem zwolenniczką małych kroczków. Idę powoli, w swoim tempie, swoją ścieżką, którą lubię. Jeśli odwracam się do tyłu, a nie robię tego często, to widzę kawałek wydeptanej drogi. Ale przed sobą, a tam raczej staram się kierować wzrok, widzę chaszcze. Tnę scyzorykiem, nie maczetą. Widzę, że są rzeczy nieosiągalne, ale wiem również, że kiedyś mogą zmienić się w osiągalne.

A czego w tej podróży szukasz?
Rzadko mam poczucie, że znalazłam. Wbrew pozorom to dobre uczucie. Najciekawsza jest podróż, nie dojście, znalezienie. Dzięki temu szukam dalej, to mnie bawi.

Kto ciebie słucha?
Ludzie poszukujący, tak mogę określić tych, którzy przychodzą na koncerty. Często podchodzą po przedstawieniu, dzielą się poruszeniem.

Lubisz samotność?
Lubię, ale moja samotność jest oszukiwana. Z zewnątrz wygląda to tak, że siedzę długimi godzinami sama w pokoju. Jednak to co się dzieje w głowie, te wszystkie dźwięki, głosy – czasami czuję się wręcz osaczona.

Agata Zubel (ur. w 1978 r.) – dr habilitowana sztuki muzycznej, kompozytorka, śpiewaczka i pedagożka w Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu. Laureatka licznych nagród zarówno jako wokalistka, jak i kompozytorka, m.in. Fryderyka, Orfeusza, Paszportu Polityki. Dokonała prawykonań wielu dzieł współczesnych kompozytorów. W 2014 roku pojawiła się jej płyta „Not I”, w maju 2015 „Dream Lake”, a w listopadzie tego roku wraz z Cezarym Duchnowskim wydała „Znikąd historie”.

Wywiad został opublikowany w magazynie Zwierciadło nr 12/2015, Robert Rient.