main kry

Kriya Yoga – autostrada do Boga

Grupa przyjaciół postanowiła wyruszyć w podróż życia, łodzią. Przygotowania zajęły kilka tygodni. W końcu przyszedł ten dzień! Pakowanie ekwipunku i pożegnania trwały do zachodu słońca. Gdy zrobiło się już całkiem ciemno, przyjaciele wsiedli do łodzi i postanowili wyruszyć. Wszyscy chwycili wiosła i wiosłowali całą noc, z pasją i oddaniem, energicznie. Byli zmęczeni, ale cieszyli się, że realizują marzenie swojego życia – wiedzieli, że ten wysiłek się opłaci, poza tym był niezbędny by pozostać w ruchu. Gdy zaczęło się przejaśniać, jeden z przyjaciół rozejrzał się po okolicy i odniósł wrażenie, że dobrze zna to miejsce. Inni mieli podobne wrażenie i ze zdumieniem przecierali oczy. Okazało się, że nie odwiązali liny trzymającą łódź przy brzegu.

Historię tę po raz pierwszy usłyszałem na kursie medytacji Vipassana. Czasami o niej myślę, bo jest opowieścią o wielu, których znam i z pewnością jest opowieścią o mnie. Podejmowałem w życiu wielu praktyk duchowych, oczekując, że zmienią coś w moim życiu – mówiąc innymi słowy: wsiadałem do wielu łodzi i wiosłowałem jak szaleniec, nie odwiązując liny. Nie zawsze było ciemno, czasami odwracałem się za siebie w świetle dnia, przerażony, że brzeg, z którego chciałem ruszyć jest wciąż na wyciągnięcie ręki. Zamiast się zrelaksować, rozejrzeć, zauważyć linę, odwiązać ją – wiosłowałem jeszcze szybciej. Przywiązanie do ego jest najsilniejszym, które znam, przebija pasję tworzenia, a nawet zakochanie, nie wspominając oczywiście o rytuałach picia kawy czy zielonej herbaty.

12 sierpnia zostałem inicjowany na ścieżce Kriya Yoga. Ofiarowałem pięć owoców symbolizujących moje wszystkie działania w życiu. Ofiarowałem pięć kwiatów reprezentujących pięć organów zmysłów. Ofiarowałem datek finansowy. A później usłyszałem głos Boga (co sobie teraz myślisz?), zobaczyłem jasne światło, a na ciele poczułem wibracje. Kolejnym etapem był wykład i wprowadzenie do techniki, którą praktykuję codziennie. Obiecałem również nie przekazywać informacji o tym na czym polega praktyka i zamierzam jej dotrzymać. Trzeba sprawdzić samemu, opowiedzieć się nie da, a przynajmniej nie słowami. W kontakcie osobistym pozostają jeszcze westchnięcia, uniesiona albo opuszczone ramiona, sapanie, oczy wzniesione do góry, i śmiech, i machanie rękami.

Część z Was wie, że szukam od dawna, może nawet od zawsze. Życie za życiem. Tak, nie jestem tutaj pierwszy raz, Ty pewnie też nie. Tym razem urodziłem się w rodzinie świadków Jehowy. Praktykowałem fanatycznie. Później zwiedziłem świat przeróżnych używek i związków tak zwanych miłosnych. Były terapie i treningi. Religie. Ustawienia Hellingerowskie. Vipassana. Ayahuaska. Odosobnienia, reżim, wolność i wiele innych sposobów. Byłem wytrwałym atesitą i agnostykiem. Spałem w klasztorze buddyjskim i podróżowałem samotnie dookoła świata. W końcu znalazłem. Możesz teraz szybko ocenić: znalazłeś kolejną ścieżkę, jesteś zachwycony jak wcześniej, przejdzie Ci. Och, możesz wszystko – nie moja sprawa. Jestem tu tylko po to by opowiedzieć.

Kriya Yoga jest połączeniem techniki medytacyjnej z oddechem, uważnością, pracą z ciałem i zwyczajnym życiem. Szczegóły poznaje się podczas inicjacji. Nie ma nic wspólnego z gimnastyką. Kriya w sanskrycie składa się z dwóch słów: kri oznacza pracę, a ya wewnętrzną moc, siłę Boga czy duszy. Z kolei Yoga oznacza zjednoczenie, integrację, połączenie pracy, zwykłego życia z wszystkimi siłami, które na nas oddziałują. Aby dowiedzieć się więcej i praktyczniej czym jest Kriya Yoga polecam książkę „Autobiografia jogina” autorstwa Paramahamsy Yoganandy, przetłumaczoną do dzisiaj na ponad osiemnaście języków. Podobno jedyna książką, którą miał w swoim czytniku Steve Jobs była właśnie „Autobiografia jogina”.

Gdy piszę „znalazłem” – czuję wdzięczność, ale przede wszystkim ogromną ulgę. Mam poczucie jakby wszystkie wcześniejsze techniki przygotowywały mnie do Kriya Yogi, co wcale nie umniejsza ich znaczenia. Przeciwnie – uważam, że Vipassana jest doskonałą medytacją i polecam ją wszystkim, a nawet swoje życie dzielą na to przed i po Vipassanie. Ayhuaska uczyła miłości moich rąk, uczyła jak dotykać swojego ciała i jak patrzeć na przeszłość, uczyła miłości mojego umysłu. Po prostu Kriya zawiera to wszystko, jest przypomnieniem o tym co najważniejsze, pretekstem do bycia blisko, a przede wszystkim jest autostradą do Boga. I znowu to słowo: Bóg. Co z nim robisz? Albo: co z nim zrobić? Chwaliłem Boga, przeklinałem, pokładałem w nim wszystkie nadzieje, bałem się Go, uciekałem przed nim, nie wierzyłem, że jest, uważałem, że jest w rodzaju męskim. Za każdym razem się myliłem. Bóg to opowieść, która wzbudza różne skojarzenia w różnych głowach. Często związane z religią, przeszłością, światem dzieciństwa.

Dla mnie Bóg to kanapka z chleba, który rozwozi po mojej wsi piekarz, chleba z czarnuszką i solą morską, to patrzenie za okno pociągu gdy podróżuję i zapominam o celu, to spotkanie z Tobą, gdy mi i Tobie się chce, to spotkanie z tym kto się na mnie złości i tym kto mnie gani, to wolność do pracy i tworzenia, pisania czegokolwiek zechcę, to cisza i lekkość, gdy znikają myśli, to powieść, która pozwala mi czuć, to Twój ironiczny śmiech i to jak kręcisz głową, gdy mówię o Bogu. Tak łatwo rozdeptać opowieść o Bogu, o intymności, nie pasuje ona do wszelkich prób obiektywnego opisu świata, rzeczowego, newsowego. Szybko można otrzymać łatę – wierzący, natchniony, szalony, ograniczony, zaburzony, poszukujący, z poczuciem wyższości, albo utajonym poczuciem niższości. Zrób ze słowem Bóg co chcesz, ale Boga bym do tego nie mieszał.

kry2

Siadam na poduszce, zamykam oczy. Dzieje się. Wstaję z poduszki i chciałbym zapomnieć, wiosłowałem. Często dzieliłem życie na etapy – teraz pracuję, teraz odpoczywam, teraz podróżuję, teraz zajmuję się duchowością, czy rozwojem. Teraz wiosłuję. Tylko, że nie odwiązywałem liny – czyli przywiązania do każdego aspektu życia, który trzymał mnie w martwym miejscu. Spędziłem setki godzin medytując i oczekując, że to wystarczy, że reszta wydarzy się sama. Kriya uczy mnie, że nie ma granicy, że nie ma różnicy pomiędzy chwilą, w której siedzę na poduszce i tą, w której z poduszki wstaję. Codzienność jest tak samo istotna jak modlitwa, i musi się nią stać, jeśli chcę zrealizować swój cel. A cel jest jasny – chcę się obudzić. Trzymajcie proszę za mnie kciuki.

Więcej o Kriya Yodze znajdziecie tutaj.

 

Poprzedni wpis                                                                                                    Następny wpis

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Moana Galimoto

    Poczatki zawsze sa piekne… Nauki kriji pomagaja w zyciu, ale manipulacja oddechem wplywa na uklad nerwowy i rozlegulowuje go. Nie polecalabym praktyki ktorej prawdziwego wplywa na organizm nie doswiadczyles. Znam te sciezke i techniki od 10 lat. Znam osoby ktore potrzebowaly pomocy psychiatrycznej po regularnej codziennej praktyce tych technik. Zycze Tobie powodzenia i samych korzysci z nowej praktyki, prosze tylko nie wciagaj w to innych.

  • https://erient.pl Erient.pl

    Ależ pięknie napisane, dziękuję. „Bóg na tę chwilę” – tak.