main2

Bóg, oświecenie, poszukiwacz i inne iluzje

Wszystko czego szukałem, było tutaj przez cały czas.
Gdybyście mogli usłyszeć teraz mój śmiech. Trwa od kilku dni.

Nie było to wymedytowane, zrozumiane, wyczyszczone z iluzji, przepracowane, zasłużone, pojęte, wchłonięte, objawione czy przekroczone.
Donikąd nie doszedłem, nic nie osiągnąłem.

W więzieniu
Miałem mniej niż trzy lata, gdy dotarło do mnie, że żyję w więzieniu. Postanowiłem zrobić wszystko, by to więzienie porzucić. Przez lata byłem przekonany, że więzieniem są zewnętrzne warunki, dom rodzinny, religia, relacje, pieniądze, ludzie. Opuściłem dom rodzinny i religię, zmieniałem pracę za pracą, aż znalazłem właściwą, szukałem ludzi, którzy są mi bliscy. Poczułem, że dostałem większą celę, znacznie przestronniejszą, nie zatłoczoną obcymi ale znajomymi. Jednak poczucie bycia w więzieniu nie znikało. Wtedy dotarło do mnie, że więzieniem jest moje wnętrze, płeć, emocje, nawyki, uwarunkowania, brak spokoju, harmonii. Przez lata zajmowałem się w różnych terapiach i szkoleniach traumami przeszłości i planowaniem przyszłości. W mojej celi zrobiło się jeszcze przestronniej, wyrzuciłem zbędne graty, dostałem nowy materac do spania, a nawet umyłem okno, przez które wpadało więcej światła. Jednak tęsknota za wolnością, za prawdziwym i ostatecznym spełnieniem nie znikała. Wtedy zająłem się tak zwaną duchowością. Medytowałem setki godzin, katowałem ciało i trzymałem je w bezruchu, jeździłem do nauczycieli non-dualizmu, do joginów obiecujących samadhi, do klasztorów buddyjskich i szamańskich uzdrowicieli. Przeżywałem stany podniosłe, wypełnione łaską i miłością. Kolejne praktyki nauczyły mnie spokoju, żegnania się ze złością,pomogły znaleźć pracę, o której zawsze marzyłem, rozprawić się z mitami miłości tak zwanej romantycznej. A czasami, w głębokiej medytacji, gdy znikały myśli, znikało również poczucie bycia w więzieniu. Jednak później wracała rzeczywistość i dogłębne poczucia tkwienia w więzieniu, a z nim pustka, głód, pragnienie zjednoczenia, bliskości, spełnienia, którego nie karmiło uznanie, sukcesy, podróże. Każda praktyka okazywała się niewystarczająca, chociaż każda kolejna sprawiała wrażenie lepszej od poprzedniej, głębszej, intensywniejszej, doskonalszej. Aż do chwili, gdy z całą jaskrawością dotarło do mnie, że nigdy żadnego więzienia nie było, poczucie braku było wyłącznie snem.

Pomylone drogi
Wszystko na co czekałem, o co się modliłem, czego wypatrywałem było na wyciągnięcie ręki, co ważniejsze, to wszystko jest na wyciągnięcie ręki, chociaż oczywiście nie mam na myśli czegokolwiek możliwego do uchwycenia. To czego pragniesz jest tutaj, dokładnie teraz, albo inaczej: tylko teraz. I nie chodzi o postawienie przed umysłem niemożliwego do wykonania zadania – by żył w „tu i teraz”. Cóż w ogóle znaczy ten rozmyty psychologią zwrot? Tak naprawdę nie ma przecież innej opcji, zawsze jestem w teraz i dopiero w tej rzeczywistości pojawiają się różne myśli, pragnienia, emocje, plany, lęki, frustracje, które mają moc zasłaniania rzeczywistości. Również w tej rzeczywistości pojawia się poszukiwacz i jego sen o spełnieniu, wolności, miłości, boskości, sen o oświeceniu, przebudzeniu, pojawia się głód, poczucie pustki, oddzielenia. Wraz z tymi odczuciami przychodzi pragnienie znalezienia drogi. Tych jest wiele, tak jak wielu jest guru i nauczycieli, mistrzów, którzy czasami zamiast wskazywać na cel, opowiadają o drodze, nawet jeśli nie jedynej – to do celu prowadzącej.

Nie ma żadnych dróg.

Nie ma również własnej drogi, którą można by odkryć, by nią podążać. Droga to odcinek od jednego do drugiego punktu, to opowieść o dystansie do przebycia. Wiara w drogę, doskonałą, albo własną, którą wystarczy tylko odkryć słuchając mistrza, Boga czy intuicji – wzmacnia jedynie poczucie oddzielania, wzmacnia sen.

Nie istnieje żaden port, do którego można dotrzeć, żaden punkt – owszem istnieje idea oświecenia, zapraszająca poszukiwacza do wielu praktyk, czasami masochistycznych, czasami takich, o których można powiedzieć: mistyczne, boskie, kojące, wypełnione światłem, wzruszeniem, miłością. To tylko część snu o oświeceniu, poszukiwaczu i drodze.

Ostatnie miesiące wstawałem o 4:30 by medytować Kriya Jogę z tym poczuciem, że po latach poszukiwań znalazłem praktykę doskonałą, wymodloną, wyczekiwaną całe życie. Zachęcałem Was zresztą do niej w ostatnim wpisie (zapomnijcie). Czułem, że pasuje do mnie jak marynarka od krawca. Po latach fanatyzmu w religii świadków Jehowy, latach praktykowania ateizmu, tak zwanego doskonalenia poprzez psychologię i szeregu własnych terapii, a w końcu praktykowaniu Vipassany, Ayahuaski i innych technik uzdrawiania, i technik duchowych – okazało się, że są one jednym i tym samym snem. To droga donikąd. Na tej ścieżce tylko obserwuj oddech, na tej wypij smolistą substancję z drzewa, na tej ustaw swoją rodzinę, na tej kłaniaj się i dotykaj stóp guru, na tej mantruj, służ innym, na tej wybacz, a na tej wstrzymuj oddech –  to wszystko wyłącznie duchowa rozrywka. Ekscytująca, męcząca, czasami masochistyczna, czasami sprawiające wrażenie bliskości z prawdą, Bogiem, miłością, ale ostatecznie prowadząca jedynie do utrwalania snu.

Pozorne nic
Przy wszystkich duchowych praktykach kluczowa jest wiara (będąca energią, zasileniem, czy też napędem) która może zaprowadzić poszukiwacza w niezwykłe rejony, świat wizji, obrazów i przeżyć sprawiających wrażenie spoza tego życia. Nic złego w praktykowaniu, taniec życia trwa cały czas, a w nim jest doskonałe miejsce dla każdego poszukiwacza. Forsowanie umysłu setkami godzin medytacji, przebywanie w stanie bezdechu, bezruchu, w stanie bez myśli, rozmawianie z drzewami i zwierzętami, wizje i prorocze sny – to wszystko może się wydarzyć na duchowych ścieżkach. Czasami sprawia to przyjemność poszukiwaczowi, czasami sprawia cierpienie, ale zawsze jest częścią snu, iluzji. Są również nauczyciele, którzy sprawiają wrażenie jakby nie kroczyli po żadnej ścieżce, ale jeśli uważnie ich słuchać okaże się, że i oni mają jakiś przekaz, np.: zatrzymaj się, nic nie rób, albo przestań robić to co właśnie robisz, wyjdź poza umysł, bądź uważny. To tylko pozorne nic. Zatrzymać się, nie robić nic – to przecież forma zadania. Instrukcje, sprawiające wrażenie nieinwazyjnych, działają na subtelnym poziomie i podtrzymują wiarę w poszukiwacza, że ma jakąkolwiek wolę, że ma siłę, możliwość samemu się przebudzić. Poszukiwacz chce szukać i będzie szukał. Nie jest możliwe opuścić iluzję używając narzędzi iluzję podtrzymującą.

Bełkotliwie wezwanie do życia „tu i teraz” ma wiele odmian, typu: bądź sobą. Mówić do siebie „bądź sobą” to jak stanąć przed drzewem i powtarzać do niego: bądź drzewem. No dalej, bądź drzewem, drogie drzewo – bądź drzewem. Zawsze jesteś sobą, zawsze. Nie ma innej opcji. Jesteś skończona, skończony. To dobra wiadomość. Nic nie zostało zgubione, nigdy. Niczego Ci nie brakuje. A jeśli czujesz, że tak nie jest, jeśli cierpisz, albo szukasz to znaczy, że śpisz. Ale to również nic złego – sen jest przecież ekscytujący. To trochę jak gra, w którą tak bardzo udało się uwierzyć, zaangażować, że na chwilę zniknęło poczucie czasu, ciała, realności. Życie bywa taką grą. To absolutnie wciągająca gra, w której posiadanie celu życia jest jedną z większych atrakcji, a zarazem jedną z większych iluzji. Pomimo tego samo granie w ową grę jest fascynujące, właśnie boskie, przypomina najdoskonalszy taniec, w której muzyka, ruch, parkiet i ciało stają się jednym.

A jeśli już wierzysz w siebie, innymi słowy: jeśli śnisz – możesz zrobić całkiem sporo by ustalić o czym to ma być sen. Możesz rozpisywać role dla siebie, a czasami nawet innych, możesz tworzyć scenografię, wypełniać sen cierpieniem i przeżywaniem szczęścia, możesz wylądować na bruku lub w pałacu, osiągnąć sławę lub dno, chodzić po subtelnych poziomach zatracenia i masochizmu. I chociaż scenariusz często sprawia wrażenie napisanego gdzieś w okresie wczesnego dzieciństwa – na pewno znajdziesz narzędzia by go przepisać na nowo. Oczywiście o ile interesuje Cię sen.

Nieistniejące ja
Sen dobiegł końca, czy też przestał się śnić. A wraz z nim zapadł się, umarł, odszedł czy może przebudził się poszukiwacz (żadne z tych słów nie oddaje tak naprawdę   t e g o       c o   j e s t).

Stało się wtedy jasne, że wraz ze snem śniona była tożsamość. Nie ma żadnego „ja”, nie ma „mnie”. I nigdy nie było. Wraz z końcem snu przyszła również oczywistość tego co jest i zawsze tutaj było, wyczekiwane, poszukiwane, tak absurdalnie bliskie i stale obecne, że przez to łatwe do przeoczenia. Nie możesz zrobić nic, ale też nie musisz robić nic, bo to czego szukasz jest tutaj. I chociaż chciałbym umieć napisać o tym bardziej wprost – nie jest to możliwe. To co zawsze obecne znajduje się poza zrozumieniem i poza słowami.

T o   c o    j e s t
Gdy piszę „to co jest” mam na myśli to o czym można powiedzieć używając słów: poczucie spełnienia, jedność, przebudzenie, oświecenie, spokój, Bóg. Jednak zwroty te mają olbrzymią moc zakłamywania rzeczywistości. Wskazują na ideę, którą poszukiwacz lepi z własnych projekcji, często nieuświadomionych oczekiwań, marzeń, urojeń oscylujących od stanu mającego uwolnić od cierpienia do bycia doskonałą ludzką istotą. Powyższe zwroty wskazują więc na nieistniejącą, ale upragnioną przyszłość rozbudzając nadzieję, że już za chwilę, niebawem, na kolejnej terapii, w kolejnym związku, po kolejnym odosobnieniu, w trakcie kolejnej medytacji pojawi się spełnienie.

Iluzja nadziei
Nie ma nadziei. Ta tożsama jest z czekaniem, a czekanie – zależnie od swojego natężenia – albo oznacza cierpienie, albo zabiera nas z teraźniejszości. Tak jak „oświecenie” i „Bóg” – „nadzieja” jest tylko słowem. Natomiast doświadczanie nadziei należy do snu poszukiwacza. Jednak stan bez nadziei nie jest stanem beznadziejnym, przeciwnie, to moment absolutnej wolności, relaksu i odpuszczenia każdej, najmniejszej wiary, to pozwolenie, by rzeczy działy się.

Nie ma żadnych kropek do połączenia, żadnej karmy do przepracowania, grzechu do odkupienia, nie ma nikogo do zbawienia. Jest to co jest, a w tym jest to wszystko czego szukasz. T o   c o   j e s t  nie jest możliwe do opisania, a każdy kto wskazuje drogę, doskonałą praktykę, czy technikę zbawienia z pewnością śni swój sen – możliwe, że to piękny sen, pełen współczucia, miłości i wdzięczności, taki, który na długie tygodnie, a czasami lata będzie sycił poszukiwacza. Jeśli jednak poszukiwacz uczciwie wypatruje przebudzenia i uczciwie wpatruje się w to co jest, dostrzeże, że powraca głód, a wraz z nim poczucie oddzielenia, pustka – za każdym razem zawarta jest w tych odczuciach informacja o tym, że śpię, śnię swój sen, być może najbardziej miłosny sen o najlepszej z możliwych dróg, być może sen pełen bólu o cierpieniu, trudnej przeszłości i nieosiągalnej przyszłości. Spełnienie nie jest dostępne w wypracowanej przyszłości, ono należy do teraz.

Wszystko czego szukasz jest tutaj cały czas. Nie musisz w tym celu brać głębokiego oddechu, zamilknąć, zatrzymać się, być inicjowanym w tajemniczych praktykach, jechać do himalajskich mistrzów, iść do kościoła czy na kurs medytacji, nie musisz katować swojego ciała rytuałami, odosobnieniami, wywarami ze świętych roślin. W niewyraźny i niepełny sposób można podjąć próbę opisania tego  c o   j e s t  używając słów: lekkość, brak przywiązania, brak zadań i konieczności robienia czegokolwiek, spokój, spełnienie, relaks, zadziwienie, obecność, świadomość, zwyczajność, boskość, przyzwolenie – ale to tylko wykrzywiony percepcją drogowskaz.

Rób wszystko czego chcesz, wszystko co musisz, zresztą jeśli śnisz sen o przebudzeniu, jeśli jesteś wyznawcą, jeśli wierzysz, zrobisz wszystko co musisz, nie ma innej opcji. Do czasu gdy stanie się oczywiste, że nosisz w sobie spory pakunek, być może nazywa się on „Bóg”, albo „spełnienie”, albo „miłość”, albo „oświecenie”. W pakunku tym zawarte są wszystkie przekonania, które masz na temat zbawienia, oświecenia, czy spełnienia, miłości, szczęścia, braku cierpienia. Znajduje się tam cała wiara i nadzieja, również ta, która była wyparta, ukryta. Znajdują się tam w końcu wszystkie strachy i lęki, skumulowane pragnienia. Gdy przyjdzie czas okaże się, że pakunek ten można rozpakować, dostrzec czym i przez kogo został wypełniony, a następnie odłożyć jako zbędny i nikomu do niczego niepotrzebny.

Wszystko czego poszukujesz jest tutaj i jest obok Ciebie, teraz.

Więcej i być może precyzyjniej w filmie, który możesz zobaczyć klikając tutaj.

  • http://www.offmatka.pl/ OffMatka

    Twój najlepszy tekst Robert. Prawdziwy do szpiku kości. Filozoficzny, metaforyczny ale z realnym logicznym przekazem – przekazem optymistycznym, co w przypadku tego typu wniosków wcale nie musi być oczywiste. Zainspirujesz nim wiele osób :)

    • https://erient.pl Erient.pl

      Dziękuję – tak zupełnie szczerze to czuję, że nie ma tu żadnego Roberta, chociaż był, chętnie podpisywałbym się „to”, ale są pewne wymogi świata, którym ulegnę :)

      • Dagnes Zoon

        :)

  • Sylwia Lewczuk

    Bardzo dobry tekst, głęboki, trafny… tylko jedno ale… „To coś ” jest po prostu w nas, nie obok nas. Przynajmniej z mojej perspektywy. Dziękuję za te przemyślenia.

    • https://erient.pl Erient.pl

      Dziękuję. To co jest – jest w nas i obok nas, bez fałszywego podziału na to co zewnętrzne i wewnętrzne – to jest jednym i tym samym, pozbawionym granic.

  • https://erient.pl Erient.pl

    Zabawne rzeczy się dzieją, gdy nie próbuję nikogo do niczego przekonać 😉 Pozdrawiam serdecznie!

  • Blanż Skorcumaku

    skoro nie ayahuaska, to może prozac?

    • https://erient.pl Erient.pl

      Jeśli tylko masz ochotę.

  • Paweł Lipka

    Hmmm… :) Jakoś nie potrafię zgodzić się ze wszystkim, o czym napisałeś, czuć sporą frustrację w tym tekście, zwłaszcza wobec Boga oraz duchowości (choć, nawet nie napisałeś, co ona dla Ciebie oznacza). Duchowość i oświecenie zaczyna się w momencie zrozumienia, iż jest się Duszą, a nie tym ciałem (Dusza znajduje się w uwarunkowanym ciele, dlatego nie może Pan osiągnąć wiecznego szczęścia, co jest cechą charakterystyczną tego materialistycznego świata, można to udowodnić, ale nie mamy tutaj na to czasu i miejsca). Poza tym tylko świadomość jest Pana, żadna rzecz materialna NIE… a więc zaspokajanie wyłącznie własnych zmysłów i potrzeb materialnych do niczego Pana nie zaprowadzi, a z tego co Pan pisze to właśnie o to chodzi w Pana przypadku :) Jogi też są różne i służą różnym celom (w zależności od rozwiniętej świadomości), ale głównym celem jest dojście do Bhakti Jogi, czyli właśnie do nawiązania relacji z Najwyższą Osobą Boga :) Praktykowanie jogi służy do poznania Boga, a nie zaspokajaniu własnego fałszywego Ego jakimiś masochistycznymi praktykami, wizjami po wiele godzin, samobiczowaniem się 😉 Ajałaska też nie jest żadną duchowością, tylko narzędziem poszerzającym świadomość. Dziwię się tylko, że mając takie doświadczenie o jakim wspominasz, nagle wszystko spaliło na panewce i najzwyczajniej w świecie napisałeś artykuł, w którym wylewasz swoje żale i frustrację, oczekując poklępnieć i aprobaty innych ludzi, bo Tobie się nie udało 😉 Samo pisanie w stylu: „ja uważam, że tak jest, nie ma nic i radzę Wam podążać za umysłem i robić co się chce, sprawdziłem wszystko – szamanizm, hinduzim, buddyzm, mantrowałem, joginowałem sie, medytowałem i robiłem wszystko i dupa, Boga nie ma, ja to mówię z własnego doświadczenia i interpretacji, nie fatygujcie się nawet” – powiem Panu co to jest – ZWYKŁA SPEKULACJA :) A może przejście na NEW AGE? bo z tego co Pan pisze, można to tak zakwalifikować :-) Logicznie rzecz biorąc, wiara tylko we własne ego (i to fałszywe) na pewno utwierdzi jeszcze bardziej w oddzieleniu i żadne techniki nie pomogą, bez dobrej INTENCJI 😉 To nie za skutki własnych wyborów nastąpi rozliczenie karmiczne, a za intencję stojącą za tymi wyborami. Życzę powodzenia, w dalszych poszukiwaniach i poszerzaniu świadomości 😉 BTW umysł jest tylko zmysłem, a więc podążanie za nim do niczego nie prowadzi 😉

    • https://erient.pl Erient.pl

      Nie ma tu nikogo kto czegokolwiek lub kogokolwiek by szukał. Pozdrawiam.

      • Paweł Lipka

        To po co ten artykuł i dlaczego piszesz za wszystkich czytających Twój blog? :) Pozdrawiam

        • https://erient.pl Erient.pl

          Z tego samego powodu, z którego pojawiło się Twoje pytanie.

    • Dagnes Zoon

      ojej, fascynujące jak to filtr postrzegającego wpływa na postrzeganie :)
      ja odebrałam ten tekst zupełnie inaczej :)

  • Dagnes Zoon

    i nie ma i jest jednocześnie – paradoksik :)
    Bawmy się nim jak (nie)chcemy 😉

    • Dagnes Zoon

      I jeszcze całkiem może adekwatny tekścik Steda:
      „Żyć z celem?
      Z jakim celem?!
      Czy życie ma jakiś cel?
      Życie oczywiście ma sens,
      będąc sensem samo w sobie,
      ale celu nie ma!
      Po co nam to?!
      Gdyby życie miało jakiś cel –
      dokąd by ten cel prowadził?
      Gdzie kończą się wszystkie ściany?
      Na rogu!
      Dokąd prowadzą wszystkie cele?
      Do grobu!
      Oto docelowy cel wszystkich celów!

      Życie oczywiście nie ma celu.
      Życie oczywiście nie ma grobu.
      Życie JEST!
      I będąc zawsze inne
      Skrzące się…mieniące się…
      tryskające nieustającą nowością -nie
      przemija…
      Nie przemija z niego ani drobina!
      Dlatego „Żywemu” nie spada na prawdę
      ani jeden włos z głowy!
      To co fałszywe, marne, żałosne,
      blichtrowe -jest chwilowe, jest czasowe,
      przemija…
      Jak posępny czy hałaśliwy kondukt…”

      • https://erient.pl Erient.pl

        Cele do grobu, a tak!

  • grutt

    Bardzo, bardzo smutny punkt, w którym się znalazłeś. Jeśli wiara jest snem to jestem w nim od kilku lat nieprawdopodonie szczęśliwa i spełniona. Bóg i Jezus są odpowiedzią na każde pytanie a Ty nie chcesz już nawet pytać…Czyli co? Decydujesz się na odzielenie, brak nadziei i ból bezsensu. Bardzo, bardzo mi Cię szkoda,bez szczypty wywyższania. Bardzo, bardzo chciałabym Ci pomóc choć nie widzisz, że czegos potrzebujesz. Bardzo wzrusza mnie Twoja historia i tak chciałam żebyś odbił się od ran z przeszłości a ten post boli…

    • https://erient.pl Erient.pl

      Pytasz, więc spróbuję odpowiedzieć. Nie podjąłem decyzji, że nie będę pytał – okazało się, że nie ma pytań. Nie decyduję się na oddzielenie – to co tutaj jest – wypełnione jest jednością. Dziękuję za chęć pomocy, ale faktycznie nie ma tu nikogo kto potrzebowałby pomocy, a z tej, gdy poszukiwacz śnił swój sen – korzystałem z otwartym i wdzięcznym sercem. Ran z przeszłości również nie ma, a może są, ale jako powidok, wspomnienie, nie bolą. Gdy okazało się wyraźne, że rany były urojone i ból musiał okazać się urojony. Zostaję z tym, że ten post Ciebie zabolał, że znajdujesz smutek – chociaż to co jest tutaj jest lekkie, boskie, pełne, nieokreślone ale nie wymagające najmniejszej korekty czy poprawy.

  • A. P. Sakson

    Po lekturze zacząłem pisać w notatniku … „nie szukam”
    nie szukam szczęścia,
    nie szukam miłości ,
    nie szukam kariery czy sukcesu,
    nie szukam pieniędzy ani majątku,
    nie szukam pewności,
    nie szukam dnia wczorajszego,
    nie szukam przyszłości,
    nie szukam niczego ….,
    bo wszystko mam …,
    a to czego bym pragnął i tak przeminie …

    • https://erient.pl Erient.pl

      :)

  • jarkog

    Dobry artykuł. Tylko dlaczego mam wrażenie, że został urwany jakby w połowie? Czytając, liczyłem w końcu na więcej niż zwyczajowo w takich „wyznaniach” i zawiodłem się nieco 😉 . Tekstów o tym, że jest tak jak jest mamy zatrzęsienie, że jest to wszystko tu i teraz też. A że nie ma poszukiwacza, ego, osoby, to dla każdego zaznajomionego z adwajtą też nie tajemnica i nowość :). To samo z Jednością itd… Teraz czas na krok dalej, na wskazówkę która podpowie czego nie robić, lub co robić, lub jak nie robić nic, aby to wszystko czyli Tu i Teraz czy Jest jak Jest sobie uświadomić :). Jakie rady? :) :) :) Sorki że Ciebie zacytuję ale tak po prawdzie to co tu naskrobałeś: „Tych jest wiele, tak jak wielu jest guru i nauczycieli, mistrzów, którzy czasami zamiast wskazywać na cel, opowiadają o drodze, nawet jeśli nie jedynej – to do celu prowadzącej.” Jest tym samym co zarzucasz innym i niczym innym. Z własnego doświadczenia wiem natomiast, że własnie wielu jednak potrafi wskazywać cel i to bezbłędnie. Brakuje mi tylko takich, którzy znają sposób JAK GO OSIĄGNĄĆ! I nie mówię tu o pomocy osiągania czegokolwiek przez ego czy osobę. Tak jest, że nawet ci co go osiągnęli nie potrafią i nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że mimo to NIE ZNAJĄ takiego sposobu! Bo gdyby znali, to odsetek przebudzeń byłby ogromny! :). A będąc bezwzględnie szczery, to oczywistym jest, że nawet nie jest w ich mocy, możliwościach, czy nawet wiedzy pomóc innym w dojściu do TEGO TU I TERAZ. :). To zależy zupełnie od CZEGOŚ innego, a na pewno nie od jakiegokolwiek ego/osoby czy nawet mistrza. Każdy mistrz jest tu tak naprawdę bezradny. Tzw. przebudzenie, jeżeli już użyć tego sloganu, nie odbywa się na żadnej drodze ani nawet na żadnej wskazówce, czy wskazaniu celu. Zabawa w TU i TERAZ to też w zasadzie tylko koncepcja i iluzja, z którą umysł sobie nie poradzi tak czy siak. Fajnie jest o tym wszystkim pisać z pozycji już z po za umysłu. Ale takie informacje dla umysłu są w praktyce bezużyteczne, bo on i tak nie będzie wiedział co z nimi począć. Jedyne co z nimi zrobi to utworzy sobie nową historyjkę na własny użytek i się przy okazji sam umocni :). Ciekawi mnie czy sam wiesz jak TO osiągnąłeś? Czy sam wiesz jak to powtórzyć aby znów TEN CEL powtórzyć gdyby była taka możliwość!!! Szczerze! Załóżmy że TO tracisz dziś i wracasz do sytuacji jak z przed uświadomienia sobie Tego Tu i Teraz… Potrafisz uczciwie powiedzieć że na podstawie tego że TO już miałeś bez problemu to powtórzysz, odzyskasz że tak się wyrażę??? Napisz jak to zrobisz! Uczciwie proszę o odpowiedź. To byłaby naprawdę cenna odpowiedź. Dopiero wtedy nie byłaby wskazującą jedynie, nie opowiadającą jedynie o czymś, co tak innym zarzucasz. Gdyby udało się tobie na to pytanie odpowiedzieć to byłby naprawdę krok dalej niż u wszystkich innych nauczających opowiadaczy. Pozdrawiam serdecznie.

    • https://erient.pl Erient.pl

      Komentarz, który obudził ogromną energię. A jeśli Ci powiem, że tak, że wiem to czy posłuchasz? Tak naprawdę? Zrobisz to? Czy pojawi się myśl o to czy warto zaufać, albo inna – tak zrobię co powie. Ale czy wtedy nie wystąpisz wbrew temu co wiesz, albo co wie raczej Twój poszukiwacz, że właśnie nie ma drogi, sposobu, nauczyciela, nikogo? Skoro jednak pytasz, najpewniej jest w Tobie nadzieja, że jest jakiś sposób, jakaś droga. O nią pytasz. Zatem po pierwsze chcę Ci napisać, że nie ma żadnej nadziei – możesz się jej pozbyć? Teraz, w tej sekundzie? Zrób to. I jak? Jest dalej nadzieja? Jeśli nie to znaczy, że przestałeś czytać te słowa. Jeśli czytasz, to niech będzie małą podpowiedzią czy raczej iluzją podpowiedzi, że nie możesz zrobić nic. Nie możesz zrobić nic żeby znaleźć to czego nie zgubiłeś, co jest odkryte, co jest przed Tobą teraz, nie możesz znaleźć tego miejsca, z którego pytasz, z którego wiesz, tego miejsca, z którego szukasz – bo ono tu jest. Za to możesz zrobić wiele innych rzeczy, jesteś wypełniony preferencjami i nic w nich złego. Możesz żyć. W każdym odruchu, w każdej leniwej myśli, błahej czynności – jest to. Jednak moment, w którym oceniasz jedne preferencje za bardziej przydatne, bardziej zbliżające a drugie za oddalające, usypiające, jest momentem kreacji wiary w wolną wolę poszukiwacza, w jego siłę sprawczą. Jeśli powiem Ci – powstrzymaj poszukiwacza, gdy ten chce szukać, a ty go powstrzymasz – postąpisz wbrew temu. Jeśli powiem Ci nic nie rób, a Ty nie będziesz nic robił, wytworzysz napięcie i nową praktykę związaną z nic nie robieniem. Jak mógłbym Ci coś, cokolwiek powiedzieć skoro jesteśmy równi, jednakowi, skoro masz to? Tak, to zupełnie bezużyteczne dla umysłu. I takim ma być. Ciekawym wydaje się badanie struktury snu, nie drogi do przebudzenia ale motywów, które stwarzają pragnienie przebudzenia. Przeczytaj uważnie co napisałeś o bezradności tak zwanych mistrzów, o tym, że gdyby był sposób – zostałby przedstawiony. Stawiasz pytania, ale masz wszystkie odpowiedzi, po co więc stawiasz pytania? Piszesz „załóżmy, że to tracisz i co dalej” – to punkt wyjścia zakładający osiągnięcie czegoś, otrzymanie czegoś. Nic nie osiągnąłem, niczego nie otrzymałem. Tak zwane przebudzenie jest raczej utratą. Zróbmy jednak inne założenie, sprawia ono wrażenie bardziej pomocnego, chociaż takim nie jest: załóżmy, że nic nie straciłeś i co teraz (a nie co dalej)?

      Ps. Stawiasz pytania, które są ze mną często, nawet jeśli Ci, którzy sprawiają wrażenie śpiących gloryfikują tak zwany stan tak zwanego przebudzenia.

      • jarkog

        Dzięki za staranną i uczciwą odpowiedź. Łatwo jest wyczuć, że pisana jest z głębi doświadczenia i trudno się z nią nie zgodzić :). Faktem też jest, że mój wpis był nieco prowokujący i przyznam- świadomie. Co nie mniej, cieszy mnie twoja odpowiedź o ile można to tak ująć, bo nie rozczarowała mnie w najmniejszym stopniu a co więcej, utwierdziła w rozumieniu całości co potwierdzasz gdy piszesz. Właśnie to zrozumienie doprowadza mnie już od jakiegoś właśnie czasu, a właściwie mój umysł, do punktu w którym wcześniejsza nadzieja ulega zatraceniu. Nawet zwątpienie w to całe staranie się przez nas wszystkich osiągnięcia tego czegoś jak i sensu opowiadania tego o tym przez innych. Właśnie świadomość (celowo z małej litery-umysłu), że nic nie można zrobić, że nikt nic nie może zrobić a nawet, że jak coś zrobię, lub nie, to i na to nic nie mogę poradzić, jest konfundująca a mimo to silny umysł i tak szuka swoich rozwiązań. „Najśmieszniejsze” jest to, że nawet, jak proponujesz, („…chcę Ci napisać, że nie ma żadnej nadziei – możesz się jej pozbyć? Teraz, w tej sekundzie? Zrób to”) chęć porzucenia nadziei nie leży w mocy umysłu a tym bardziej nie leży w jego mocy zrobienie tego w dowolnej sekundzie. Kto tak myślałby jest w błędzie :). I to jest frustrujące :). Z kolei nic nie robienie też nie jest w mocy umysłu. I to też jest frustrujące :). Tak naprawdę o fakcie zniknięcia nadziei czy fakcie dokonania się tego (a więc „zrobienia” tego) umysł dowiaduje się jako ostatni, po fakcie :). On nie może tego zrobić ale może jedynie nagle zorientować się że już jej nie ma :). Tak, napisałem o bezradności mistrzów i nie tylko ich bo i sami tacy jesteśmy. Bo to widać po prostu na przestrzeni dziejów :). Najgorsze, dla umysłu, jest to kiedy pojmie, że nic nie zależy od niego! Że porzucenie nadziei, też nie zależy od niego, jak i nic nie robienie też. To wszystko może stać się jedynie samoistnie, bez jego udziału czy tego chce czy nie. Tak jak i wszystko do tej pory zresztą. Dlatego mając tego świadomość umysł widzi to wszystko: poszukujących i pomagających w poszukiwaniu, jako bezsens i trochę z tej perspektywy też pisany był mój wpis. Bo, nazwijmy to życie robi niejako w balona większość ludzi łudząc ich zmierzaniem do „celu” a tak naprawdę wcale do niego nie musi doprowadzić i jak wiadomo w ogromnej większości przypadków nie doprowadza :). Zastanawia mnie tylko dlaczego nie mówi się o tym jasno wprost a jedynie „mami się” wszystkich, nadziejami własnie, wręcz je podsycając, własnymi zwierzeniami o swoim przebudzeniu. Owszem nie podsyca się tego wprost obiecankami, bo jak wiadomo żaden mistrz/nauczyciel/guru nie jest nawet w stanie obiecać przebudzić kogokolwiek. (no chyba że opowieści takie jak o Sai Babie miałyby być choć trochę prawdziwe). Nie uczciwiej byłoby powiedzieć ludziom „Słuchajcie, coś takiego jak przebudzenie nie może tak naprawdę spotkać wszystkich, ale jedynie nieznaczną mniejszość i nie wiemy nawet kogo i kiedy. Ale możemy wskazywać na to co może w was się przebudzić i może u nielicznych się to wydarzy.” :). Owszem dywagacje takie o jasnym i uczciwym przedstawieniu sprawy, nadal są jedynie dywagacjami umysłu i można je zignorować bądź nie ale może i potrafiłyby pomóc niektórym faktycznie pozbyć się nadziei? Bezwysiłkowo? :). Zamiast „I co teraz?” można by więc zapytać I co wtedy?” (gdyby ludzi pozbawić nadziei w otwarty, uczciwy i jasny sposób) :)

        • Beata Chruścińska

          Dziękuję.

        • https://erient.pl Erient.pl

          Nikt nie jest w stanie nikogo przebudzić, bo nie ma ja, które by spało i ja, które mogłoby obudzić. Przebudzenie jest naturalnym stanem, nazwijmy go na potrzebę tej wymiany rzeczywistością – to w niej wydarza się poszukiwacz, nadzieja, sen o oświeceniu czy przebudzeniu. Sen nie jest oddzielony od tej rzeczywistości, nie jest poza nią czy obok niej, ale właśnie w niej czy też wydarza się na niej – symultanicznie. Zatem gdy ten kogo możemy nazwać przebudzonym, a precyzyjnie: nie śniącym swego snu o przebudzeniu, nie wierzącym w przebudzenie zawarte w przyszłości spotyka się z tym kto śni swój sen może jednak coś się wydarzyć. Nie w słowach, przekazach, ale energii – poprzez dyskusję, pytania i odpowiedzi może dojść do nienasycenia poszukiwacza, czyli niejako zmuszenia go by pozostał bez odpowiedzi, bez nadziei, bez wiary, głodny, z kompulsywną potrzebą umysłu uchwycenia się czegoś. Czasami podczas takich spotkań od poszukiwacza może odpaść iluzja. W tym znaczeniu wymiana energii (rozmowa, spotkanie) może być swoistą próba badania struktury snu, iluzji. Nie ma to jednak nic wspólnego z wybudzaniem kogoś, bo raz jeszcze – nie ma nikogo do przebudzenia. I nikt nie może w tej kwestii nic zrobić. Pisząc wyżej, że podczas takich spotkań może odpaść iluzja chcę pozostawić jasnym stwierdzenie, że może ona odpaść zawsze i wszędzie, w toalecie i kościele, podczas medytacji i gapienia się na ścianę Facebooka. To nie jest do wypracowania, zaplanowania. Umysł jest w rzeczywistości i jest we śnie, myśli są w rzeczywistości i jest we śnie , ciało jest w rzeczywistości i jest we śnie – za to nie ma w rzeczywistości tożsamości, nie ma ja, nie ma dążeń, nie ma pytań. Jest to jednak tak bardzo zwyczajny stan, że wielu nauczycieli czy guru snuje rozległe wizje o przebudzeniu czy oświeceniu być może tylko po to, by gromadzić wokół siebie wyznawców. Są również tacy, którzy sprawiają wrażenie nie potrafiących się precyzyjnie wyrazić. Masz rację, że ogłoszenie przez „przebudzonego”, że przebudzenie dotyczy nielicznych to wyłącznie dywagacja. To co nazywamy przebudzeniem zdarza się i część z tych, którym się zdarzyło nie pisze komentarzy na blogu, nie nagrywa filmów na Youtubie, żyją życiem i już. Pytasz o to czy taki przekaz pomógłby niektórym pozbyć się nadziei. Po pierwsze poszukiwacz nie funkcjonuje bez nadziei, ona jest jego pokarmem i stworzycielem. Po drugie, gdyby nawet to przesłanie, o którym piszesz, dotarło do wszystkich poszukiwaczy na świecie, możliwe, że każdy z nich uznałby, że on znajdzie się w gronie przebudzonych, czym tylko wsparłby swoją nadzieję i śnił sen o własnej wyjątkowości. Po trzecie sam wyżej odpowiedziałeś, że umysł nie może się nadziei wyzbyć, nie gdy pozostaje we śnie, a gdy sen się kończy nadziei nie ma, i nie ma poczucia straty nadziei. Dlatego chęć pozbawienia ludzi nadziei jest snem. Nie widzę również powodu by to robić. Z tej perspektywy wszyscy są przebudzeni, równi. I tak, wiele osób sprawia wrażenie pogrążonych we śnie, ale cóż jest złego we śnie? Co tak kuszącego jest w przebudzeniu? Co złego w nadziei? (Tak, pisząc byś się jej pozbył umysłem, siłą woli, pisałem o niemożliwym). Co dołożyłeś do tej koncepcji, jak ją stworzyłeś, z czego ulepiłeś, z jakich projekcji i założeń, jakich intencji i motywacji? Może się okazać, że one wszystkie są z materii snu. Wracam do pytania – cóż złego we śnie, w nadziei? To boski taniec, absolutnie zachwycający. Być, patrzeć, obcować ze śpiącymi jest równie fascynujące jak obcowanie z tymi, którzy nie śnią.

          • jarkog

            To nie ja śpi więc i to nie ja może się przebudzić. Ono nigdy nie zostało w takim celu stworzone. Jego
            rolą jest żyć w iluzji i udawać wrażenie sprawstwa w tej iluzji. To chyba oczywiste, bo inaczej ta życiowa „boska gra” nie
            miałaby sensu. To Coś wyższego „zasypia” w zapomnienie czym jest, z własnej woli, aby móc prawdziwie i ze wszystkimi
            „konsekwencjami” tej niewiedzy przeżywać sytuacje jakie sobie zaserwuje w tym śnie, w tym symulatorze. Inaczej nie mogłoby głęboko i prawdziwie doświadczać. Z całym ryzykiem strachu, z całym ładunkiem radości, z całym poczuciem niepewności, itd. Kto myśli,
            że to ja-ego śpi i trzeba je obudzić, to już oczywiście na samym początku jest w błędzie :). Ego-umysł jedynie jest zasłoną
            dla czegoś, co chciało dzięki tej zasłonie po przeżywać jak naprawdę. Co chciało się po obawiać jak naprawdę, co chciało po naniewidzieć jak naprawdę. Pozabijać jak naprawdę, po, po, po… wszystko czego może doświadczyć we śnie ale tak aby nie wiedzieć że śni! Bo cóż to byłyby za doświadczenia z jednoczesną świadomością, że i tak nic nie jest tak naprawdę prawdziwym zagrożeniem? Bo samo w sobie jest niedotykalne przez nic? To byłoby tak, jakby kogoś kogo mamy wystarczyć uprzedzić o tym że będzie straszony:). Żadne z tego przeżycie. To tak, jakby robiąc komuś urodzinową niespodziankę,
            uprzedzić go że będzie urodzinowa niespodzianka :). To tak jakby komuś kto chce spróbować prawdziwej jazdy bez trzymanki ciągle przed nosem pokazywać, że trzymamy go za rękę. Teraz może łatwiej będzie zrozumieć dlaczego tak mało jest przebudzeń i dlaczego To co stworzyło ten cały teatr iluzji nie bardzo może być zainteresowane wybudzeniem wszystkich czy nawet sporej części śniących. Bo to jakby popsuć sobie prezent niespodziankę. To tak jakby strzelanka dziecinna z patyczków zamiast z karabinów. Tak można tylko popsuć sobie zabawę, grę. To byłoby tak jakby ryzykować ale już bez poczucia ryzyka. Wtedy smak ryzyka nie ma miejsca. Smak strachu nie ma miejsca. Smak radości nie zachodzi. Smak niepewności
            nie zachodzi. A w tej grze nie o to chodzi :). Wszystkie te sformułowania typu „Sen nie jest oddzielony od tej rzeczywistości, nie jest poza nią czy obok niej…” itp.,
            to zwykłe filozofowania umysłów na potrzeby umysłów, nierzucające nawet odrobiny światła na to JAK JEST NAPRAWDĘ. :).

            „Wszystko jest jednią, jednia jest wszystkim, to też zwykłe omamianie poszukiwaczy, którym nie mówi się tak naprawdę SEDNA.”

            Owszem wiele z tego jest prawdą samą w sobie ale prawdą dla umysłu tak naprawdę bezużyteczną :). Powodującą jeszcze większy zawrót głowy i pretekst do kolejnych dywagacji :). Natomiast wiedza trzeźwiąca nie jest przedstawiana, jest jakby wręcz zaniedbywana, żeby nie powiedzieć pomijana :). Przedstawiana oględnie sformułowaniami typu „Nie ma dobra, nie ma zła”, Miłośc i nienawiść to dwie strony tego samego medalu”, itp. Zamiast jasno powiedzieć, że miłowanie jest po to aby móc bawić się jego przeżywaniem jak i nienawidzenie jest po to aby bawić się jego przeżywaniem, jak i całą resztą dwu-stanów tego dualnego świata. Ale pytanie jeszcze, dla kogo to tak naprawdę jest??? Tego się nie mów. I „czyim kosztem” jest to robione? Podobnie nic nie mówią słowa typu „Nie ma kogoś kogo można by przebudzić” i owszem bo, ten ktoś o którym, w domyśle się tu mówi, to nie po to został stworzony aby go budzić :). On nie śpi, on jest pionkiem pośród iluzji wśród wielu jej pionków-aspektów, jest jej częścią :). To nie on śpi, jego rolą jest życie we śnie, banie się w tym śnie, radowanie się w tym śnie, nienawidzenie, kochanie, itd. On za sprawą „boskiej iluzji” sprawia zasłonę dla czegoś innego, zasłonę świadomości niedotykalności czegoś innego aby To coś mogło się bać, bo inaczej nie potrafiłoby, aby to coś mogło się radować, bo inaczej nie potrafiłoby, aby to coś mogło doświadczać ze strachem całości dualności lub z radością, lub z niepewnością bo inaczej nie mogłoby wiedząc że jest nieśmiertelne niedotykalne, wieczne bez względu na wszystko. W tym dopiero kontekście widać jaki ma sens pytanie „I do dalej?” „I co Wtedy?” gdyby ludzi pozbawić nadziei w otwarty, uczciwy i jasny sposób za pomocą prawdy oczywistej :)
            Okazałoby się że NIC. Wszystko musiałoby się toczyć i tak jak się toczy, bez woli naszych maluczkich egusiów bo one i tak są
            tylko w służbie czegoś co bez pardonu przypisało im takie role jakie odgrywają i nie ma możliwości zmiany tego. I ta wiedza mogłaby co niektórym otworzyć oczy, pozbawić złudnej nadziei być może.

            Co do „To boski taniec, absolutnie zachwycający. Być, patrzeć, obcować ze śpiącymi jest równie fascynujące jak obcowanie z tymi, którzy nie śnią.” To tez taka trochę papka nieużyteczna. To zależy z jakiej perspektywy na to patrzymy!!! :). Jak z perspektywy Świadomości to i owszem :) Ale z perspektywy ego/osoby nie wiem czy jest jakieś ego które uznało by to za zachwycające gdyby w jego roli do odegrania na tym padole było na przykład powolne konanie przez zadawanie bólu! :). A bywają i takie! Tak więc takie niekonkretne najczęściej rozmawianie nauczycieli z uczniami właśnie w wielu aspektach jest! heh. Bezsensowne to trochę, bo mówić komuś takie rzeczy kto może w tym czasie własnie przeżywać coś odwrotnego, czyli ból i cierpienie to w sumie edukacyjne nieporozumienie :). Własnie najczęściej zauważa się, że przebudzeni jakby łatwo zapominają jak to wszystko widzieli ze swojej perspektywy z przed a zaczynają mówić z nowej. Tak to miedzy sobą mogli by sobie fajnie nawet pogadać ale w innym przypadku trąci to trochę nieprzygotowaniem do roli :).

          • https://erient.pl Erient.pl

            Bo nie ma roli – odwołując się do ostatniego zdania.
            I nie ma ja – to w odwołaniu do zdania pierwszego (nic nie zostało nigdy stworzone, to jest stwarzane cały czas).
            Domagasz się rzucania światła na to co jest już absolutnie rozświetlone.

          • jarkog

            Nie ma roli to znów filozofowanie takie tylko. Są role i to każda inna. Nie ma ich tylko tak samo jak nie ma całości świata :) Ale nie w tym świetle tu to zostało podane. Bo tak jak będziemy mówić że nas nie ma, ani tego co piszemy, to znów wyjdzie własnie z tego taka papka o której własnie pisałem. (co nie znaczy oczywiście z punktu widzenia TEGO, że nie jest to absolutna prawda) Ale nie mająca waloru wyjaśniającego w tej iluzorycznej naszej rzeczywistości. :) Naświetle to inaczej nasz zwykły sen i role w nim też nie istnieją i owszem, to jest prawda (tak jak prawda jest z punktu absolutu to co napisałeś) ale mimo to po obudzeniu się te role nadal odczuwamy wywołane przez nie emocje. Podobnie dzieje się o „poziom wyżej”. Poziom ten nazywany przez nas jawą jest dla Świadomości zwykłym snem i z tej perspektywy całość naszej jawy, to fakt nie istnieje, ale rozmawiając z uczniami oni tego nie wiedzą ani nie czują! Dla nich jawa to życie realne nie sen. Dla nich zagrożenia w tym życiu są realne nie sennymi majakami to to należy zrozumieć. A jak się pisze że taniec jest cudowny taki czy siaki to i owszem ale nie z tej perspektywy. Z tej perspektywy nikt nie wie, że to wszystko łącznie z bólem nie istnieje :). Gdyby wszystko zostało już dawno absolutnie rozświetlone jak chcesz tu przekonywać, to ludzkość nie miałaby już żadnych problemów z niedualnością czy nawet a w sumie tym bardziej i z dualnością :) :)

          • https://erient.pl Erient.pl

            Nie napisałem, że „wszystko już dawno” zostało rozświetlone. To co teraz jest rozświetlone.

            Oczywiście, że dla śniącego jawą jest jego sen.

            Schodząc z poziomu filozofowania, za którym nie przepadam – co jest problemem? Albo inaczej, bo nie o problem zapewne chodzi – co jest Twoją intencją?

          • jarkog

            Przebija się ona wyraźnie moich wypowiedziach aż dziwne, że nie jest zauważona :) No dobra, pozdrawiam, już więcej nie mam tu do napisania.

          • https://erient.pl Erient.pl

            Przebija się głód. I podejmowana jest próba niedostarczania pokarmu.

          • jarkog

            Każdy umysł musi sobie coś na swój sposób wyjaśnić aby być nasyconym. Niech będzie więc że głód się przebija. Smacznego 😉

          • https://erient.pl Erient.pl

            Jeśli chodzi o umysł – wszystko przecież masz.
            Nie chodzi zatem o umysł.
            (Nie piszę, że jest coś czego nie masz – żeby było jasne).

  • Śniący

    Ciekawy tekst. Jakiś czas temu zauważyłem, że nie ma żadnego „ja”, że jest to tylko taka myśl, która pojawia się w umyśle. Wszystko wydarza się automatycznie a wolna wola to bzdura. Mimo tego dalej czuję się jak w klatce a cierpienie i zmęczenie z każdym miesiącem wydają się coraz większe. I chciałbym z tym coś zrobić lecz nic z tym zrobić nie mogę. Chciałbym zapytać co zrobić, żeby się obudzić jednak zdaję sobie sprawę jak bardzo absurdalne jest to pytanie, bo niby kto miałby się przebudzić?

    Co byś mi poradził? Sen trwa i nie wiem co dalej. Jest tylko bezradność i ból.

    • https://erient.pl Erient.pl

      Jeśli nie ma ja inaczej niż jako myśl, jeśli wolna wola jest bzdurą to kto czuje się jak w klatce? Komu cierpienie i zmęczenie z każdym miesiącem wydaje się większe? Te pytania nie powstają po to by zaprzeczyć cierpieniu i zmęczeniu.

      Jest potrzeba by coś z tym zrobić i zrozumienie, że nic z tym zrobić nie można. Poza tym wydarza się przecież coś jeszcze: patrzenie, czytanie, pisanie na klawiaturze, oddychanie.

      Nie wiesz co dalej, bo nie ma żadnego dalej. Pytanie o to co dalej zabiera z teraz, prześlizguje się nad teraz, neguje teraz. Pytanie o to co dalej ma potencjał wytwarzania bólu. Piszesz, że „jest tylko bezradność i ból” – czy na pewno tylko? Czy poza bezradnością i bólem wydarza się coś jeszcze? Może nie jest tak dojmujące, intensywne, nie sprawia wrażenia trwałego, może trwa krócej niż ułamek sekundy – ale jest. Oddech, pauza, cisza, krótka chwila bez bezradność i bez bólu. Jeśli okazuje się, że nawet na krótką chwilę się, wydarza się coś więcej niż bezradność i ból, wtedy nie będzie prawdziwym stwierdzenie, że „jest tylko bezradność i ból”, może się okazać, że jest bezradność i ból, i coś jeszcze. Bezradność to potencjał, to drzwi przez które można przejść, sprawdź tu: https://www.youtube.com/watch?v=Bp3UrVAVVeM

      W razie potrzeby – odzywaj się