girl

Borderline – chorzy na miłość

– Mam ambiwalentne uczucia. To teraz moje ulubione słowo.
– Wiesz, co znaczy „ambiwalencja”?
– Nie dbam o to.
– Jeśli tak lubisz to słowo…
– Oznacza „nie dbam o to”. Kropka.
– Wręcz przeciwnie, Susanno. Ambiwalencja sugeruje silne, choć sprzeczne emocje. Przedrostek znaczy „oba”. Reszta, po łacinie, oznacza „wigor”. To słowo sugeruje, że jesteś rozdarta między sprzecznymi działaniami.
– Zostanę czy wyjdę?
– Jestem zdrowa czy szalona?
– To nie są działania.
– Dla niektórych, moja droga, mogą nimi być.
– Więc to niewłaściwe słowo.
– Nie. Sądzę, że jest doskonałe. Co to za świat? Jakie królestwo? Jakie to brzegi i jakich krain? Zmagasz się z wielkimi pytaniami, Susanno. Z wyborem drogi życiowej. Ile woli zaangażujesz w swoje słabości? Jakie są twoje słabości? I czy są to słabości? Czy jeśli pozwolisz im sobą kierować, zostaniesz w szpitalu na zawsze? Wielkie pytania, wielkie decyzje. Nic dziwnego, że udajesz wobec nich obojętność.

Susanna Kaysen w 1967 roku, po krótkiej sesji z psychiatrą została umieszczona w taksówce, a następnie zamknięta na prawie dwa lata w szpitalu psychiatrycznym McLean. Tym samym, w którym przebywała m.in. Sylvia Plath. Dzięki pomocy prawnika udało jej się po wyjściu ze szpitala odzyskać swoje akta. Dowiedziała się z nich, że zdiagnozowana u niej borderline. Swoje przeżycia opisała w książce „Przerwana lekcja muzyki”, na podstawie której powstał film o tym samym tytule (z którego pochodzi powyższy cytat). W rolę Susanny wcieliła się Winona Ryder, a jej przyjaciółki socjopatki Angelina Jolie, która za tę rolę otrzymała Oscara. Susanna trafiła do szpitala po tym jak przespała się ze swoim nauczycielem i połknęła fiolkę aspiryny, którą popiła wódką. Do tego odmówiła pójścia na studia. Podczas pobytu w szpitalu w pewnym momencie dochodzi do przełomowej, wyżej zacytowanej rozmowy pomiędzy nią, a psychiatrą dr Sonią Wick.

DI-Girl-Interrupted-5-DI-to-L10

Fragment plakatu filmu Girl interrupted (Przerwana lekcja muzyki), 1999, Winona Ryder i Angelina Jolie

Chorujemy na coraz powszechniejszą chorobę zachodniej cywilizacji, która nazywa się miłością szczęśliwą i próbujemy leczyć się z tej choroby miłością jakąkolwiek. W świadomości zbiorowej i indywidualnych obszarach tego co nieświadome znajdują się obrazki, piosenki, całe filmy i długie szeregi książek opowiadających o miłości. Tej od pierwszego wejrzenia, tej z motylarnią zajmującej miejsce żołądka. „Mo­ja miłość równie jest głębo­ka jak morze, równie jak ono bez końca” – twierdziła stworzona przez Szekspira Julia, zakochana w swoim Romeo. Od tamtego czasu znalazła miliony wyznawczyń i wyznawców na całym świecie. Przesiąkliśmy ideą romantycznej miłości. Jesteśmy zakochani w pomyśle o miłości, ale nie w niej samej. Wiemy jak byśmy chcieli kochać, doskonale wiemy jak byśmy chcieli być kochani, ale samo kochanie nie bardzo nam wychodzi. Niemożliwość osiągnięcia tego co upragnione, wymarzone, a przede wszystkim wyidealizowane, więc nieistniejące prowadzi do coraz większej frustracji. A za tym idzie podejmowanie ryzykownych zachowań, wchodzenie w krótkie, intensywne związki, dotykanie rozpaczy i ekstazy, czasami tego samego wieczoru. Energia, zapał, wyścig, dążenie do sukcesu, które szybko zmienia się w wyczerpanie psychiczne, zmęczenie ciała, zabijanie czasu używkami, telewizją, portalami społecznościowymi. Coraz częściej jesteśmy chwiejni emocjonalnie, żyjemy na granicy.

Według badania „Pokolenie wyżu” (Metro) 24 % badanych w wieku 24 – 34 lat to single. Statystyki CBOSu są podobne, wynika z nich, że około 1/4 dorosłych badanych żyje poza związkiem. Z kolei prognozy GUSu na 2030 rok zapowiadają wzrost liczby singli do ponad 7 milionów. Natomiast za dwie dekady większość ludzi żyjących w dużych miastach będzie mieszkało w pojedynkę. Media, w których funkcjonuje nadreprezentacja singli, kreują wizerunek bogatego, niezależnego, uśmiechniętego człowieka, takiego który jada na mieście, nosi dobre ciuchy, podróżuje. I świetnie sobie radzi bez związku. Jednak coraz więcej singli korzysta z farmakologii, terapii, pracy po 60 godzin na tydzień i wielu mniej legalnych środków by poradzić sobie z emocjonalną pustką. 62% kobiet i 30% mężczyzn pozostaje samych z obawy przed nieudanym związkiem i co ciekawe ponad 40% kobiet i prawie tyle samo mężczyzn przyznaje się, że jest singlem bo „nie mogą znaleźć odpowiedniego partnera” (CBOS, „Kontrowersje wokół różnych zjawisk dotyczących życia małżeńskiego i rodzinnego”). Bycie singlem zazwyczaj nie jest wyborem, jest stanem ani gorszym, ani lepszym od pozostawania w związku. Konsekwencje obu dróg życiowych przynoszą korzyści i straty, zarówno emocjonalne jak i materialne. Wiążą się z ograniczeniami i niepodważalnymi możliwościami. W ramach odczarowywania rzeczywistości warto jednak skończyć z propagandą, która stwarza dwa oddzielne państwa. Po jednej stronie stawia fanów miłości idealnej, którzy odnajdują sens wyjazdu na urlop, powrotu do domu, istnienia jako takiego wyłącznie wtedy gdy jest się w związku. Po drugiej samotnych, którzy głośno krzyczą, że ową samotność wybrali, że czują się z nią najszczęśliwsi i po chwili łykają xanax. To właśnie społeczny borderline, życie na granicy dwóch światów. Nieumiejętność bycia ze sobą, znalezienia się w środku, ciągłe pragnienie bycia nasyconym przy zaniku funkcji trawienia, bo żołądek zajęły motyle, chociaż coraz częściej to tylko larwy motyli, którym nie będzie dane przeżyć metamorfozy. „Borderline” to w dosłownym tłumaczeniu pogranicze, natomiast „borderland” może również oznaczać teren sporny.

1) Niejasny obraz samego siebie, w tym swoich celów, dążeń, wewnętrznych preferencji. 2) Uczucie wewnętrznej pustki. 3) Skłonność do wchodzenia w niestabilne, ale intensywne związki, które często prowadzą do kryzysów emocjonalnych. 4) Podejmowanie prób i wkładanie wysiłku w to by nie zostać porzuconym. 5) Powtarzanie gróźb samobójstwo lub samouszkodzenia. To kryteria diagnostyczne zaburzenia osobowości typu borderline według klasyfikacji ICD-10. Do tego dochodzi tendencja do konfliktów i podejmowania działań bez rozważania jego konsekwencji, wybuchy złości, zmienne nastroje i brak satysfakcji z działań, które nie przynoszą natychmiastowej gratyfikacji. Od wielu lat głównie psychiatrzy, ale i psychoterapeuci toczą spór podejmując próbę szczegółowego opisu „osobowości chwiejnej emocjonalnie”, do której zalicza się borderline. Bo cóż to znaczy „niestabilność związków interpersonalnych”? A „niestabilność emocji i kontroli impulsów”? Czy głośny śmiech na ulicy się kwalifikuje? A krzyk? Czym jest „niestabilny obraz własnej osoby”? (powyższe cytaty pochodzą z definicji osobowości pogranicza zawartej w „Amerykańskim słowniku psychiatrycznym” z 2009 roku). Czym jest stabilny obraz siebie? Czy dotyczy całej osobowości, czy w niektórych obszarach „ja” mogę sobie pozwolić na „niestabilność” i wciąż być „normalnym”? Kliniczne objawy borderline zdają się występować w natężeniu u wszystkich zakochanych, przynajmniej przez kilka pierwszych tygodni, miesięcy.

Osoby z borderline balansują pomiędzy skrajnymi emocjami, decyzjami, wybuchami złości, po których mogą pojawić się epizody depresyjne. „Terapia osób z borderline wymaga przede wszystkim od terapeuty możliwości mieszczenia powtarzających się w pracy z danym pacjentem wybuchów emocjonalnych, a także gotowości do zachowania się w odmienny sposób, do tego który ukształtował taką osobę” – tłumaczy Sylwia Fajkowska, psychoterapeutka Gestlat i coach. „Zmian osobowości możemy spodziewać się po około 2 latach pracy. Typowa terapia będzie jednak pełna wybuchów ze strony klienta i frustracji dla obu stron”. Osoby z borderline trafiają na terapię zwykle z konkretnym problemem takim jak depresja, napady lęku lub paniki, nieradzenie sobie ze stresem, czasami robią to za namową bliskich, rodziny. Ich celem prawie nigdy nie jest zmiana osobowości. Na poziomie deklaratywnym chodzi im o to, by z ich życia zniknęło cierpienie lub krytyka, z którą się spotykają. Reagują zazwyczaj bardzo impulsywnie, poszukują natychmiastowej gratyfikacji w tym co robią. Mogą w trakcie nieprzyjemnej rozmowy z szefem odwrócić się na pięcie i odejść trzaskając drzwiami, po drodze obrażając wszystkie napotkane osoby. Nawet jeśli po kilku godzinach przyjdzie do nich refleksja, że takie zachowanie przyniosło im straty, raczej nie zdecydują się przeprosić, nazwać rzeczy po imieniu, poprosić o kolejną szansę. „Zwykle pierwszą wskazówką, że klient ma strukturę borderline jest interpretowanie prób udzielenia pomocy przez terapeutę, jako ataków” – opowiada Sylwia Fajkowska. „Osobiście lubię pacjentów z borderline, choć kontakt z nimi bywa frustrujący i nieprzewidywalny. Ze zwrotów od pacjentów, w późniejszym czasie, otrzymuję informację, iż to, że pojawiało się w nich przekonanie, że mogę ich lubić, bez względu na to co wnosili na sesję, pozwalało im pozostać w terapii. Czasami mam poczucie, jakby do gabinetu trafiał  noworodek na tym wewnętrznym poziomie, który potrzebuje miłości i akceptacji również dla jego odrębności, a także odzwierciedlenia. Często nie rozumie świata i postrzega go przez pryzmat własnych agresywnych projekcji i jest przerażony. Jego proces stawania się, integrowania różnych aspektów, jest jak proces lepienia z plasteliny, kiedy dokładasz poszczególne kawałki, kolory, a obraz staje się coraz bardziej pełny. Mam wtedy poczucie uczestniczenia w czymś bardzo intymnym.”

Podobnie jak z szeregiem zaburzeń psychicznych nie jest znana dokładna przyczyna formowania się osobowości z pogranicza. Szczególnie znacznie ma wczesna relacja dziecka z matką, rodzicami. W historii osób z borderline powtarzają się przypadki odrzucenia, porzucenia, nagłego zerwania więzi, utraty opiekunów lub posiadania rodziców chłodnych, wycofanych, nieobecnych, albo bardzo krytycznie nastawionych, czyli takich, których pojawia się coraz więcej w naszej cywilizacji. „Osoba z borderline nie otrzymała odpowiedniego wsparcia rodziców w procesie oddzielania się i zajmowania własnymi sprawami. W zdrowej relacji rodzic wie, że dziecko potrzebuje się oddzielić, a jednocześnie jest w stanie zapewnić je o swojej obecności i gotowości wsparcia, gdy będzie tego potrzebowało, bez zmniejszania naturalnej i zdrowej potrzeby niezależności. Osoby takie podejmowały próby niezależności, jednak towarzyszył temu ogromny lęk w relacji z rodzicem, że zostaną zupełnie opuszczone. Wobec tego późniejsze przejawy dorosłości i niezależności wiążą się z odczuwanym lękiem przed opuszczeniem” – mówi Sylwia Fajkowska. Dlatego często prowokują rozstania, konflikt, odchodzą pierwsze z obawy przed byciem porzuconym. Badania pokazują, że część osób dotknięta tym zaburzeniem doświadczyło w dzieciństwie prześladowania, przemocy, niekiedy molestowania seksualnego. Pod uwagę brane są również przyczyny genetyczne i niekorzystny wpływ środowiska zewnętrznego.

Terapia osób z borderline zmierza do integracji „ja” i wytworzenia w nich samych stabilnego gruntu uczuć, percepcji i wartości, którym będą mogli zaufać. „Pacjenci mają nieustającą potrzebę naruszania granic, od przesuwania czasu rozpoczęcia i zakończenia sesji, nieprzychodzenia w ogóle, prób kontaktowania się z terapeutą poza gabinetem, przychodzenia na sesję w stanie po spożyciu czy też na tzw. kacu” – opowiada Sylwia Fajkowska. „Jeśli  terapeuta umawia się z klientem, że czeka na niego 15 minut od czasu rozpoczęcia sesji, to zwykle staje się pewne, iż osoba ta pojawi się w gabinecie właśnie w  15 minucie, albo tuż po”. Na postawione granice osoby z pogranicza reagują zazwyczaj złością, czasami wybuchami wściekłości. Dotyczy to zarówno granic stawianych przez terapeutę, szefa czy bliską osobę. Podobnie sprawa wygląda z krytyką, lub po prostu głośno wyrażonym odmiennym zdaniem. W trakcie owego wybuchu nie ma sensu rozmowa, prezentacja stanowisk, bo siła emocji osoby z pogranicza zalewa ją i usprawiedliwia prawie każdą reakcję. Do tego dochodzi słabo rozwinięte lub w ogóle nie istniejące ego obserwujące – czyli umiejętność interpretowania zachowań swoich i drugiej osoby, przypuszczanie, że mogę się mylić, a moje emocje nie są najmądrzejszym i jedynym sprawiedliwym sędzią na świecie.

Osoba z borderline mówi w tym samym czasie: przytul mnie i odejdź; kocham Cię i nienawidzę; bądź ze mną zawsze i zostawię Cię. W swojej esencji są oni wypełnieni znaczeniem słowa ambiwalencja, które filmowa psychiatra Sonia Wick tłumaczy Susannie. Relacje osób z borderline prowadzą zwykle do emocjonalnego trzęsienia ziemi. Niekiedy taki związek może trwać latami, ale co kilka miesięcy dochodzi w nim do rozstania, zerwania i szybkiego ponownego powrotu, pełnego namiętności i pasji. „W ten sposób realizują swój główny lęk przed odrzuceniem. Wchodzą w relacje, które nie dają poczucia bezpieczeństwa, a kiedy związki się rozpadają podejmują liczne wysiłki mające na celu unikniecie odrzucenia. Dość szybko przechodzą od miłości do nienawiści. W jednej chwili są w stanie mówić o partnerze jako wybrańcu na całe życie, by w następnej chwili wyrzucić go z domu” – wyjaśnia Sylwia Fajkowska. Osoby z pogranicza często bywają w swojej powierzchowności niezwykle atrakcyjne, niedostępne, szalone. Potrafią rozkochać w sobie otoczenie, stać się duszą towarzystwa, która podejmuje spontaniczne, odważne decyzje. To oni wychodzą ostatni z imprezy, którą sami rozkręcili. Często zdają sobie sprawę z tego, że ich osobowość jest zaburzona, ale fakt ten wykorzystują jako kartę przetargową w dyskusjach z bliskimi, a czasami jako potwierdzenie własnej wyjątkowości, pożądanej nieprzeciętności. „Borderline jest dosyć rozpowszechnionym typem osobowości. Dotyczy od 1 do 2 procent populacji, przy czym kobiet trzy razy częściej niż mężczyzn” – wyjaśnia dr Jarosław Klebaniuk, wykładowca z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Osoby z pogranicza szybko przechodzą z jednego stanu emocjonalnego do drugiego, zupełnie odmiennego, chociaż dominującą emocją jest złość. Osoby takie czasami skarżą się na odczucie wewnętrznej pustki, smutek, brak sensu w życiu, ale pod spodem najczęściej jest wrogość, poczucie krzywdy i gniew. Postrzeganie partnera jak i siebie waha się pomiędzy ekstremami idealizacji i dewaluacji. Kiedy partner się złości, spóźnia, nie odbiera telefonu, zapomina o spotkaniu to szybko staje się złą osobą, zasługującą na najgorsze traktowanie. Kiedy prawi komplementy, zapewnia o uczuciu, uśmiecha się, jest sprawcą czułości lub bezpieczeństwa staje się bogiem, najlepszym ze wszystkich ludzi. Impulsywność osób z pogranicza dotyczy takich obszarów jak wydawanie pieniędzy, seks, nadużywanie substancji psychoaktywnych, niekiedy dochodzą do tego samookaleczenia, próby samobójcze. Czasami uaktywnia się tylko jeden z tych obszarów. „W wyniku terapii i procesu zmierzającego do integracji i stabilizacji Ja, rośnie zdolność osób z borderline do przeżywania prawdziwej miłości i bycia w satysfakcjonujących związkach. Osiągają świadomość stałości związku. Zaczynają rozumieć, że silna relacja jest w stanie przetrwać złość, gniew i rozłąkę” – tłumaczy Sylwia Fajkowska

I chociaż zdecydowana większość z nas, chorujących na miłość, nie rozpozna w sobie klinicznych objawów borderline z pewnością bez trudności rozpoznamy w swoich związkach pojedyncze objawy. Niestabilne emocje. Uczucie pustki. Brak kontroli impulsów. To się czasami zdarza wszystkim, szczególnie wtedy gdy przebywa się w mentalnym więzieniu – zbudowanym przez powinności, które trzeba wypełnić wobec swoich dzieci i rodziców, przełożonych i podwładnych, a przede wszystkim misternie utkanego w wyobraźni świata oczekiwań. Jednym z mechanizmów obronnych stosowanych przez osoby z borderline jest zaprzeczanie. Dokładnie tego samego narzędzie używają single, twierdzący, że są sami z wyboru, w samotności cierpiący, wyczekujący drugiej osoby, sparaliżowani myślą o bliskości, pragnący by ktoś ich w końcu pokochał bardziej od nich samych. Jako społeczeństwo nie możemy cierpieć na zaburzenie osobowości borderline, bo to przynależy do jednostki. Ale nie trzeba być psychiatrą by stwierdzić, że coraz bardziej zbliżamy się do granicy, albo mieszkamy na terenie spornym. Pomiędzy pragnieniem a lękiem przed bliskością, pomiędzy brakiem wzorca miłości a ideą miłości romantycznej, wiecznie szczęśliwej.


„Nienawidzę Cię. To nie prawda, ale czasem myślę, że jednak tak. Nie odpowiem na Twoje telefony, nawet jeśli chcę z Tobą rozmawiać. Nie zadzwonię do Ciebie, nawet jeśli każda moja część tego chce. Będę na Ciebie zła, będę chciała Cię skrzywdzić, odepchnę Cię od siebie, ponieważ boję się dać Ci się zbliżyć. Potrzebuje Twojej uwagi, Twoich zapewnień, lecz powitam je chłodną obojętnością. Jestem zazdrosna o uwagę jaką poświęcasz innym, o Twoje pochlebstwa pod adresem innych. I jestem wściekła na Ciebie za najmniejsze ignorowanie mnie. Jednego dnia czuję się bardzo blisko Ciebie, kocham Cię, oddałabym za Ciebie życie, innego dnia czuję, że Cię nienawidzę i chcę Cię wyrzucić z mojego życia, na zawsze. Czasami będę szukać pretekstu aby od Ciebie uciec. Może nawet Cię sprowokuje, abyś mi go dał. A gdy pretekst już się znajdzie i skreślę Cię z mojego życia (a zrobię to nie zważając na nic; to ile lat byliśmy razem i jak bardzo mnie kochasz nie będzie mieć znaczenia) – będę później tego czasami bardzo żałować. Ale nie zmienię decyzji, nie wyciągnę do Ciebie ręki: moja duma nie pozwoli mi zawrócić. Pójdę dalej, przed siebie. Mam coś w rodzaju amnezji, może zawsze miałam, nie pamiętam. Biorę każde wydarzenie, każdy dzień, każdą konwersację jako osobne wydarzenie, zawsze szukając znaków tego, iż chcesz mnie zranić. Kiedy czuję się lekceważona – wściekam się i zapominam o tym następnego dnia zanim powiesz mi jak bardzo Ci zależało, jak bardzo Cię to zabolało. Jest mi wtedy bardzo przykro. Ale szybko o tej sytuacji zapominam, historia się powtarza. Ranię… ranię i wykańczam, Ciebie, innych; wszystkich, którzy są blisko i na których mi zależy.(…) Nie lubię tego. Nie lubię tego, że bywam potrzebująca i lgnącą. Nieznoszę moich słabości, nikomu o nich zwykle nie mówię i sama staram się o nich nie myśleć. Wciąż od nich uciekam. Nie lubię też tego, że ranię ludzi i jestem niemiła i sarkastyczna. Nie chcę ranić. Chcę innym pomagać, mimo że często ich niszczę. Oni wyciągają do mnie przyjazną rękę, ja w niej widzę narzędzie ataku i bronię się. Atakiem. Chcę mieć emocje kiedy są one na miejscu, emocje adekwatne do danej sytuacji. Lecz nie mam. Częściej chcę nie mieć emocji, lecz potrafi mnie bardzo zasmucić tak błaha rzecz jak Twoje jedno krzywe spojrzenie na mnie, wywołać taką lawinę myśli, iż 30 sekund później z powodu wewnętrznego bólu będę myśleć jak się zabić, jak zakończyć to życie, bo nie mam już sił. Jak długo można tak żyć? Chcę być blisko Ciebie, mimo że odpycham Cię od siebie.”

Fragment listu osoby z borderline zatytułowany „Nienawidzę Cię. Nie opuszczaj mnie, proszę” napisany przez Ccunning, osobę z borderline (przedruk za Everything2.com).

 

Fragmenty artykułu zostały opublikowane w magazynie Sens „Pokolenie borderline – czy potrafi kochać”, luty 2014 roku, Robert Rient

  • Ewa Migalska

    popłakałam się, czuję się jakbym czytała o swoim byłym narzeczonym, chłopaku, którego kocham najbardziej na świecie, ale tych rozstań było już chyba za wiele…odwołany ślub itd…a mnie to wyniszcza…

    • https://erient.pl Erient.pl

      Rozumiem, proszę nie pozwalać sobie być wyniszczaną.

  • bogini powagi

    Też się popłakałam, bo jestem borderem.. Ambiwalentnie- to także moje ulubione słowo, zawsze, ale to zawsze używam go, gdy moja psycholog pyta, co u mnie, jak się czuje. Okropnie się męczę, niestabilność i nieprzewidywalność nastroju, potrafię się rozpłakać w jednej chwili, gdy nagle przypomni mi się straszne przeżycie, to że kogoś zawiodłam, zranilam, okazałam się niewystarczająco dobra, ktoś mnie odrzucił. Do tego dochodzi nieustanne pytanie -kim jestem, czy tym niszczącym bezwzględnym człowiekiem, który zawsze maści się za krzywdy, czy ta mała dziewczynka, która wtula się niczym kilkuletnie dziecko i płacząc prosi, by ochronić ja przed tym światem, którego nie rozumie i tak bardzo się boi. Nie wiem często co czuje, czego chce, co lubię a co nie. Codziennie marzę by uciec gdzieś daleko, gdzie nie ma ludzi, gdzie nikt mnie nie oceni i nie sprawi, że poczuje się gorsza. Jednocześnie lgnę do ludzi, potrafię być strasznie atencyjna, prosząca o uwagę, o zauważenie tego, że istnieję,…Później sobą gardzę, bo to takie żałosne.
    Często nienawidzę siebie. Właśnie za to, że taka jestem. Od lat na wszelakich terapiach i spotkaniach z psychologami i psychiatrami, kierowane jest do mnie pytanie- Czy ma pani myśli samobójcze, czy chce się pani zabić. Na ogół odpowiadam wtedy, że nie, to nie tak. Ja
    po prostu permanentnie nie mam siły by żyć…

    • https://erient.pl Erient.pl

      Przytulam Cię bardzo mocno!