main cien dloni

Cień dłoni

Odwracam się za siebie z tym poczuciem, że nie jestem sam.

Od godziny chodzę brzegiem morza, w cieniu drzew i skał. Dzika plaża, najpiękniejsza jaką kiedykolwiek widziałem.

DSCN1214

Nie widać, nie słychać stąd ludzi.

DSCN1178

W skałach znajduje się mała świątynia („sanktuarium dobrej samotności”). Podczas przypływu woda obmywa wejście, kamienne schody.

DSCN1216

Stoję często u wejścia do sanktuarium i gapię się w morze, albo w korony drzew, patrzę na ptaki, takie małe z żółtymi brzuszkami, albo na motyle. Skończyłem właśnie czas gapienia się, wracam na ręcznik, do książki i obracam się za siebie z tym poczuciem, że nie jestem sam.

Krab, różowy, większy od pięści. Zobaczył mnie i zakopał się w mokrym piasku, dokładnie tam gdzie kończą się fale. Zamarłem. Stoję i czekam. Po kilku minutach krab wykopuje się z piasku. Chwilę stoi nieruchomo, w końcu biegnie w stronę plaży. Biegnie jak baletnica, z niezwykła gracją, jakby unosił się nad ziemią. Zatrzymuje się jakieś dwa metry ode mnie, siada. Prawe odnóża wyciąga na bok. Po chwili tak samo prostuje lewe odnóża. Stoję i patrzę, to zawsze jest ekscytujące – móc podglądać to strachliwe stworzenie. Różowy krab się nie rusza. Stoję nieruchomo kolejne dziesięć minut i nic. Wokół kraba latają małe muchy, siadają na nim, krab nie reaguje. Podchodzę bliżej, powinien mnie zauważyć, uciec. Nie ucieka. Podchodzę bardzo blisko, różowy krab się nie rusza. Patrzę. Przylatują kolejne muchy. Nabieram wody w ręce i polewam kraba, nie reaguje.

Umarł, a ja patrzyłem.

Odchodzę kilka kroków, wracam. Odganiam muchy, które na nim siadają. W pierwszym odruchu chcę go pochować, ale szybko powstrzymuję ten egoistyczny i sentymentalny gest. Na śmierci różowego kraba zyska przecież wiele innych stworzeń.

Zostawiam go i wracam do domu.
Nie chcę być dłużej na plaży.
Przez chwilę wydaje mi się, że będę płakał – ale nauczony wcześniejszymi łzami, zdaję sobie sprawę, że płakałbym nad sobą (więc nad czym dokładnie?). Nie znałem różowego kraba, nie byliśmy sobie bliscy, dlatego nie rozumiem tego jak bardzo jestem wyprowadzony z równowagi.

Zastanawiam się czy umarł przeze mnie – odrzucam tę myśl, bo wiele razy kraby uciekały na mój widok, na widok cienia, wiele krabów podglądałem. Ten smutek i brak równowagi nie dotyczy również tego konkretnego kraba, nie znałem go przecież, a przeżył prawdopodobnie wiele lat. Oto byłem świadkiem śmierci nie wiedząc, że na nią patrzę.

W głowie mam wiele romantycznych historii i wiele romantycznych oczekiwań dotyczących śmierci. Iluzje. Może ta cisza umierania, ten spokój był taki niepokojący.

W umieraniu kraba nie było żadnej tajemnicy, nie było w tym nic mistycznego, wzniosłego. Usiadł, jeśli można tak powiedzieć o krabie, usiadł, wyprostował odnóża i umarł. To cała historia. Niezwykłym przypadkiem mogłem obserwować śmierć, nie wiedząc, że śmierć obserwuję. Widziałem martwe kraby, martwe zwierzęta – nigdy nie wywołały we mnie takiej lawiny myśli, uczuć. Wciąż je ubieram i nie radzę sobie, i nie umiem przestać myśleć o śmierci różowego kraba.

„Woda może być starsza od światła, diamenty mogą pękać w gorącej koziej krwi, lodowe góry mogą strzelać zimnym ogniem, na środku oceanu mogą wyrosnąć lasy, kraba może pochwycić cień dłoni, a wiatr można schwytać w węzły na kawałku sznurka. Może się też okazać, że miłość czasem przychodzi bez bólu i cierpienia” – „Kroniki portowe”, Annie Proulx.

 

Poprzedni wpis                                                                                                               Następny wpis