justyna1

Ćwiczenia z uważności

Chcę państwu zaproponować ćwiczenie z wyobraźni, podobne do tego, które kiedyś zaproponowano mi, w sali szkoleniowej. Potrwa ono tyle, ile lektura tego tekstu. Po wszystkim wrócą państwo do swojego życia, a o ćwiczeniu zapomną jeśli uznają je za bezwartościowe.

 

– Proszę napisać na kartce dziesięć najważniejszych wartości w państwa życiu – powiedziała superwizorka do młodych trenerów. Usiadłem w rogu sali, na pustej kartce papieru napisałem: miłość. Potem dodałem: przyjaźń, wolność, praca i sześć kolejnych. Dokonywane wybory wiązały się z selekcją obrazów, różnych historii, które pojawiały się w głowie. W końcu minęły długie minuty, skończyliśmy. – A teraz proszę skreślić trzy wartości i wyobrazić sobie, że na zawsze znikają z waszego życia. – Ale jak to? – ktoś zapytał – tyle wymyślania i mam kreślić? – Tak – odpowiedziała superwizorka – i proszę poczuć, proszę sobie wyobrażać, że naprawdę i na zawsze tracicie te wartości. Smutek i złość mieszała się z bezradnością. Gdy wszyscy skończyli superwizorka powiedziała: A teraz kolejne trzy. Lament w sali szkoleniowej. Podjęliśmy zadanie. Jeśli mam być szczery to lubiliśmy takie ćwiczenia z wyobraźni, nawet jeśli wywoływały opór i niechęć. Rodzina czy podróże? Spokój czy zdrowie? Sukces zawodowy czy związek? Wiara czy wolność? Tym razem trwało to dłużej. Prowadząca przemówiła ostatni raz – Skreślcie kolejne trzy, tak by zostało to co uważacie za najważniejsze. Ktoś nawet uznał, że to niemoralne, takie ćwiczenie. Ktoś chciał płakać, ktoś odmówił wykonania zadania, chociaż było to tylko ćwiczenie. Po kilku godzinach wróciliśmy do swoich domów, położyliśmy się spać, w cieple.

A dla państwa co jest najważniejsze?

justyna

Furgonetka policyjna pod obozem w Opatovac, Chorwacja 2015, zdjęcie Justyna Chmielewska, Wysokie Obcasy

Chciałbym żyć – powiedział 16letni Mahomet gdy zapytałem go o to co dla niego ważne. We wrześniu spędziłem tydzień czasu przy granicy serbsko-chorwackiej. Tysiące uchodźców, więcej niż Polska zdecydowała się przyjąć. Zapytałem kilku o marzenia, wartości – odpowiedzi się powtarzały, przestałem pytać. Chcieli żyć, znaleźć miejsce, na które nie spadają bomby, które nie jest zagrożone atakiem terrorystycznym, w którym mężczyźni nie są przymusowo powoływani na wojnę, a kobiety nie są gwałcone.

Według danych UNHCR do Europy przez Morze Śródziemne dotarło w tym roku ponad 900 000 uchodźców i imigrantów. To zaledwie garstka. W samej Syrii cztery lata walki pochłonęły 300 tysięcy ofiar. 5 milionów uchodźców uciekło do 60 obozów w Turcji, Libanie, Jordanii i Iraku. Liban, w którym żyje 4 miliony ludzi, przyjął 1,2 mln Syryjczyków, co  powiększyło populację kraju o 25 proc. To tak jakby Polska przyjęła 10 milionów uchodźców. Ponad 7 milionów migruje wewnątrz Syrii, porzucili swoje domy, nie mogą albo nie chcą wyjeżdżać ze swojego kraju.

Ćwiczenie

Chcę państwu zaproponować ćwiczenie z wyobraźni, podobne do tego, które zaproponowano kiedyś mi, w sali szkoleniowej. Potrwa ono tyle, ile lektura tego tekstu. Po wszystkim wrócą państwo do swojego życia, a o ćwiczeniu zapomną jeśli uznają je za bezwartościowe.

Wybierasz się w podróż z Syrii. Jesteś w żałobie po bliskich, którzy zginęli podczas wojny. Wyruszasz  z najbliższą rodziną. Nie wolno ci opuścić swojego kraju, ale jeśli zapłacisz 1000 euro przemytnik gwarantuje ci miejsce na łodzi. Pieniądze zbierała rodzina i Ty przez ostatnie rok. Chcesz sprzedać najcenniejsze rzeczy, ale nie ma na nie zbyt wielu chętnych, prawie nikogo. Domu, w kraju ogarniętym wojną, również nikt nie chciał kupić. Ale i tak jesteś w szczęśliwej mniejszości, większość twoich rodaków migruje wewnątrz kraju, bo nie stać ich na wyjazd.

Kupujesz kamizelkę ratunkową, pomarańczową. Przymierzasz. Kilku twoich znajomych utonęło kilkanaście dni temu. Zastanawiasz się czy nie zostać w swoim kraju i dołączyć do ponad 7 milionów innych, którzy stracili dom, pracę. Uznajesz, że przeprawa przez morze będzie mniej ryzykowna. Patrzysz po raz ostatni na swój dom, znajomych, ulubione miejsca i tak dobrze znaną drogę do sklepu. Co czujesz?

Pakujesz plecak, nie możesz dużo zabrać, a musi się zmieścić woda do picia, coś do jedzenia, ubranie. Popatrz na regał z książkami, na rzeczy w kuchni, na pościel, na swoje ulubione rzeczy, na album ze zdjęciami, na pamiątki, obrazy – pożegnaj się z tymi rzeczami na zawsze. O czym myślisz?

Ty i najbliżsi, z plecakami na plecach, zbliżacie się do nabrzeża. Zamiast łodzi widzisz ponton, którym legalnie mogą podróżować 4 osoby. Jesteś w grupie 110 innych ludzi. Przemytnik mówi, że aby wejść na ponton każdy musi wyrzucić swój bagaż, nie możesz nawet zabrać wody. Chcesz zawrócić. Dowiadujesz się, że przemytnik nie zwróci ci 1000 euro, zostaniesz z niczym, poza tym właśnie wyciągnął karabin. Zostawiasz na brzegu plecak, do kieszeni spodni wkładasz resztkę pieniędzy, którą udało ci się zebrać i wsiadasz na ponton. Jest noc, wypływasz z Afryki do Europy. Wszystko się w Tobie kołysze, spróbuj to poczuć.

Jeśli wędrujesz z kobietami, ze swoją siostrą, córką, mamą, kuzynką najpewniej każda została zgwałcona. Jeśli jesteś kobietą być może jesteś w ciąży, bo zostałaś zgwałcona.

A może już wystarczy?

Umysł ma kilka rozwiązań, dobrze znanych mechanizmów obronnych. Najszybciej będzie uznać, że dziennikarz przesadza, że to propaganda, zracjonalizować. Innym sposobem jest nabrać dystansu, nie czuć się odpowiedzialnym, zbadać swoją możliwość wpływu na sytuację i uznać, że nie można nic zrobić, niech problemem zajmie się rząd, organizacje pozarządowe, wolontariusze. Po przeczytaniu można zapomnieć, skorzystać z klasycznego wyparcia. Są również inne strategie. Tymczasem zachęcam państwa do wytrwania w czytaniu, ze świadomością, że to tylko ćwiczenie z wyobraźni, podczas którego mogą pojawić się różne uczucia i myśli, i to państwo zdecydujecie czy z tymi uczuciami i myślami chcecie cokolwiek zrobić.

Jesteś na brzegu, ponton dotarł, wszyscy przeżyli. Mogłoby się pojawić szczęście, bo przecież tysiące innych utonęły. Pośpiesznie bada Cię lekarz. Od kilkudziesięciu godzin chcesz załatwić swoje potrzeby, tylko na to czekasz. Schodzisz z pontonu, szukasz ustronnego miejsca. Przed tobą kilkaset kilometrów i kilka krajów do przejścia. Chcesz dotrzeć do Niemiec, Austrii, Norwegii. Jesteś pierwszy raz w Europie, jednym z najbogatszych miejsc na świecie. Przed tobą wiele dni i godzin czekania na przejściach granicznych, w kolejkach do tymczasowych obozów, przejście przez lasy, rzeki, czekanie pod płotem z drutu kolczastego. Bez łazienki, dachu nad głową. Czasami ktoś poda coś ciepłego do jedzenia, koc, przy wielkim szczęściu namiot. W obozach Czerwony Krzyż, UNHCR, Lekarze Bez Granic i grupy wolontariuszy udzielą pomocy najbardziej potrzebującym, nie wszystkim. Zapamiętam na zawsze kobietę, która dwa dni temu poroniła i prosiła o pomoc lekarza. Krwawiła. Działo się to w nocy na granicy serbsko-chorwackiej w miejscowości Bapska. Po minucie konsultacji została odesłana do szeregu, w kilkutysięcznym tłumie były bardziej krytyczne przypadki. Udało się zdobyć dla tej kobiety dwie butelki wody, poszła w noc, umyć się. Na większą pomoc nie mogła liczyć.

Uciekasz od wojny, wielu jest takich, ale są też ci, którzy uciekają od biedy, głodu, którzy marzą o lepszym życiu. W trakcie podróży usłyszysz o sobie, przeczytasz w internecie i gazetach różne opinie. Dla większości uchodźcy i imigranci to terroryści. Samozagłada Europy. Zamach na chrześcijańską tradycję. Najazd. Podbój. Penetracja. Choroba. Islamska horda. Gwałciciele. Dyktatura Zachodu, Berlina. Socjalny dżihad. Święta wojna. Azjatycka dzicz.

Jak się czujesz gdy tak cię nazywają? Co myślisz o sobie i o tych, którzy te słowa wygłaszają?

Żyjemy w czasach i kulturze, w której możemy mieć kilka wartości na podium. Na warsztatach ogólnorozwojowych możemy tworzyć listę priorytetów, nasyceni, z kilkoma drobnymi na koncie, z dachem nad głową. Zazdroszczą nam miliony osób, to ci, którzy wybrali się do Europy uciekając od wojny, biedy i głodu. Trafiam na coraz więcej tych, którzy tworząc listę wartości pamiętają o gościnności, uważności na innych, pomaganiu, współczuciu, szacunku i empatii.

 

Artykuł został opublikowany w magazynie Coaching, listopad 2015 roku, Robert Rient.