Dawid Ogrodnik

Stworzone przez niego role już przeszły do historii kina. Przekonany do swojej prawdy potrafi bronić jej do samego końca, walcząc o swoją przestrzeń i warunki, w których będzie mógł z pełnym oddaniem budować, a raczej stawać się graną przez siebie postacią. Dawid Ogrodnik opowiada o tym dlaczego najważniejsze w życiu to umieć się zatrzymać, dlaczego nie chce grać w serialach i jak można się uzależnić od religii.  

Gdy stajesz się wymyśloną postacią, emocje które przeżywasz pozostają prawdziwe, gdzie stawiasz granicę między fikcją a rzeczywistością?
Kiedy gram, buduję postać, a w końcu staję się nią, wtedy nie ma granicy. Jeżeli decyduję się być kimś innym, potem po prostu potrzebny mi jest czas by wrócić do siebie.

Do głównej roli niepełnosprawnego chłopaka w „Chce się żyć” schudłeś dziesięć kilogramów, spędziłeś osiem miesięcy na diecie, podobno na początku sam zacząłeś się odchudzać, co źle wpłynęło na twoje relacje ze światem.
Moment, w którym mogłem dostać profesjonalną opiekę dietetyka odwlekał się, a wiedziałem że potrzebuję poświęcić tej roli więcej czasu żeby zdążyć, dlatego robiłem to na własną rękę. To kwestia zdrowia, brakowało mi witamin, minerałów i organizm zaczął pracować w inny sposób, wpadałem w pewien rodzaj otępienia. Pojawiły się problemy z komunikacją z różnymi osobami, które nie wiedziały, że coś złego działo się z moim ciałem, koncentracją. Na szczęście pojawił się Darek Brzeziński, który zadbał o wszystko.

Podczas zdjęć dokumentalnych kręconych do filmu pojawiłeś się z ekipą na dyskotece dla osób niepełnosprawnych, wjechałeś tam na wózku inwalidzkim na cztery godziny, ktoś cię rozpoznał?
Nie, nikt. Traktowali mnie jak osobę niepełnosprawną, tylko że wysiadał mi kręgosłup. Nie mogłem wytrzymać bólu, powstał we mnie problem natury moralnej. Ci ludzie fantastycznie zareagowali na mnie, na ekipę filmową, obdarzyli nas zaufaniem i naturalnością, chociaż właściwie zostali przez nas oszukani, zastanawiałem się czy mam prawo powiedzieć: daliście się nabrać i wstać z wózka. Stwierdziłem, że tego nie zrobię. Na wszystkie możliwe sposoby, które miałem wybudowane w tej postaci starałem się dać znać, że potrzebuję wyjechać do toalety. Nie używałem słów, ale ktoś w końcu odczytał moje sygnały, i mogłem na kilka minut zamknąć się w toalecie i porozciągać.

ogrodnik2

Czego się nauczyłeś od swojego bohatera?
Zmieniło mnie to w znacznym stopniu. Zawodowo inaczej myślę o aktorstwie, a osobiście jest mi trudno to zwerbalizować, bo nie pamiętam siebie z przed tego filmu. Spotykając się z osobą niepełnosprawną wiem, że mam do czynienia z człowiekiem, brzmi jak banał, ale inaczej nie umiem tego wyjaśnić. Nie udaję, że kogoś nie ma, że nie chcę zauważyć, że nie wiem co mam zrobić, wiem że pod tymi ruchami, wykrzywionym czasami ciałem, grymasem na twarzy jest człowiek. To punk wyjścia dla dalszego myślenia, działania, traktowanie nieprzedmiotowego. Wcześniej miałem problem w zbliżaniu się do ludzi z dysfunkcją, a w sobie mechanizmy umożliwiające mi niedostrzeganie człowieka. Ludzi traktowałem jako masę, niezróżnicowaną, jak sprzedawca w sklepie, który na taśmie przekłada kolejne przedmioty. To doświadczenie wyczuliło mnie by nie popadać w ułudę bycia z kimś w relacji.

I co się zmieniło?
Jak daję słowo, to daję słowo, wiem bardziej z kim chcę być blisko a z kim nie. Otaczające mnie relacje czyszczą się, zależy mi by w związkach, w których pozostaję dochodzić do sedna. Nie chce mi się udawać, widzę jak wiele było do tej pory fikcji między mną a ludźmi.

W „Obietnicy”, najnowszym filmie z Twoim udziałem świat wirtualnych, zdawać by się mogło fikcyjnych relacji, szybko i brutalnie wkracza w realną codzienność coraz liczniejszej grupy, głównie młodych ludzi.
Korzystam ze świata wirtualnego i nie ukrywam, że ma on na mnie wpływ, ale przede wszystkim śledzę to co się dzieje i widzę jak niebezpieczny potrafi być świat fikcyjnych związków, jak można się w niego zapaść. Nie trzeba żyć prawdziwymi relacjami, tylko otaczać się pozornie bezpiecznymi dla siebie, w których zza ekranu komputera można na wszystko sobie pozwolić. Granice moralne przesuwają się, co może mieć tragiczne skutki, dlatego dobrze, że taki film powstał. Gram postać, która próbuje się odnaleźć w rzeczywistości niestandardowego związku, mój bohater żyje z kobietą dużo starszą od niego.

Co w tej kreacji było najbardziej interesujące?
Przestrzeń pomiędzy pragnieniami młodego chłopaka a wyzwaniami dorosłego mężczyzny. Mój bohater próbuje stworzyć rodzinę, bierze na siebie odpowiedzialność i zadania, na które nie jest gotowy, nieprzygotowany wkracza w świat dorosłości. W tej roli najbardziej fascynujące było przyglądanie się i próba zrozumienia czym jest moment przejścia z chłopięcości w męskość, jakie myśli wchodzą wtedy do głowy, czym jest owo pragnienie ciągnące w stronę przeszłości, szaleństwa i czy stanie z boku wydarzeń jest dobre czy powinno się walczyć o swoją pozycję, o swoje miejsce w związku. Tak naprawdę to moment bezradności, z którym musi się zmierzyć każdy dorastający facet.

Jak sobie radzisz gdy czujesz się bezradny?
Nie mam przepisu. Umiejętność zaakceptowania, że jest się bezradnym, zgoda by w tym być jest prawdą. I to jest w jakiś sposób piękne, bycie szczerym w myśleniu o sobie, innych ludziach. Wierzę w siłę intencji. Ograniczenia tak naprawdę dają wolność, bo gdy się pojawiają sprawiają, że w życiu dochodzi do pewnej gradacji. Organizm, umysł, sam podpowiada co jest autentycznym zachowaniem, co lub kto przekracza moje granice. Słuchanie tego, tej wewnętrznej prawdy daje ogromną siłę do życia. Wiele osób woli się dostosowywać, dla aktora to jest szczególnie trudne, bo wokół niego jest szereg ludzi, którzy wymagają bardzo różnych rzeczy.

A co robisz jak tych oczekiwań jest za dużo, zarówno na planie jak i w życiu osobistym, gdy masz dosyć i wszystko w środku krzyczy?
Sporo zależy od mocnej kontroli siebie i obserwacji, tego kiedy pojawia się lęk, panika, chęć by wszystkim rzucić, w jakich okolicznościach. Organizm nigdy nie okłamuje, on wszystko czuje, trzeba go uważnie słuchać. Potem można zdecydować w jakiej formie wyrazi się sprzeciw.

Wściekasz się?
Niestety. Próbuję się tego oduczyć i powoli mi wychodzi. Staram się nie robić tego na planie, ale w domu, sam ze sobą, chyba, że jestem przekonany, że mam rację wtedy nie ustępuję. Mogą mówić, że jestem szczeniakiem, gówniarzem, że gwiazdorzę, ale jak czuję że mam rację to  nie odpuszczam. Oczywiście wtedy dużo zależy od formy w jakiej się wyrażam, nad tym pracuję.

Nie kusi cię by w osobistych relacjach sprawdzać pewne emocje, zachowania, pracować nad rolą?
Kusi, ale to ryzykowne. Raz się na tym złapałem i nie chcę do tego wracać. Czasami w osobistej relacji pojawiają się jakieś emocje, jakiś gest i chcę to zabrać do roli, ale wtedy momentalnie nie jestem już z tą osobę, w tej konkretne sytuacji, wychodzę z czegoś szerszego, znacznie ważniejszego. Teraz już to oddzielam.

Powiedziałeś, że podczas kręcenia „Chce się żyć” rozpadł się twój związek.
Jestem niepocieszony tą wypowiedzą, która wraca do mnie jak zły sen. Tak naprawdę to był efekt uboczny, byłem wtedy innym człowiekiem. Nie chciałem zaznaczać, że jest to koszt mojego oddania się roli, że oto biedny ja poświęciłem związek na rzecz filmu. To było raczej impertynenckie, gówniarskie, nie umiałem – z kimś komu zależało – autentycznie porozmawiać, może byłem za blisko mojego bohatera, który nie potrafi się z drugim człowiekiem skomunikować, wyrazić siebie, nie odpuściłem tej energii. Mówienie komuś, że moje jest najważniejsze niszczy, i jest straszne, równie straszne jest to, że tego nie widziałem. Nie chcę stwarzać mitologii na swój temat, że jak zaczynam grać to zostawiam wszystko, to raczej dla mnie opowieść o niedojrzałości. Bo ta wykreowana fikcja ucieka, i zostaje się z tym co było przed nią.

Jak wracasz do rzeczywistości z tymi wszystkimi powidokami?
Żyję nimi przez jakiś czas, ciężko puścić ten moment, zmierzyć się z tym, że oto skończyła się przygoda.

ogrodnik

Podobno tato próbował zaszczepić w tobie przekonanie, że liczy się tylko złoto, pierwsze miejsce na podium. Brzmi jak wyzwanie i presja.
Do pewnego momentu wychowania faktycznie było to dla niego ważne. Ale to mi się za bardzo kojarzy ze sportem. Ważne jest by w odpowiednim momencie zorientować się, że oto pracuję, żyję, jestem dla siebie. I zdecydować, że dłużej nie będzie nakręcał mnie stary mechanizm, który powoduje, że powtarzam jakieś zachowania, schematy, bo to właśnie jest presja. Wierzę, że człowiek jest z natury świadomy, schematyzacja życia powoduje że przebywa w świecie pozorów. Dzieci jak się rodzą są totalne wolne, podoba mi się to.

Czujesz się wolny od przeszłości, wpływów rodziny, otoczenia?
Nie, uczę się tego cały czas. Wiele rzeczy jest we mnie wciąż kierunkiem do celu. Nie da się dwudziestu czy piętnastu lat życia obrócić w jedną, dobrą myśl. Trzeba wielu godzin, tygodni, czasami lat by dojść do wniosku: nie mam pretensji, do nikogo. Wierzymy, że życie polega na szukaniu sensu, zarazem wiemy, że tego sensu nie ma. Zamiast na chwilę się zatrzymać. Wydaje mi się, że to jest istota bycia, zatrzymanie się. W aktorstwie, graniu, w relacji z drugim człowiekiem, wszędzie. W tym zatrzymaniu okazuje się, że świat jest kolorowy, straszny, piękny, tragiczny, multiplikowany do wielu doznań, że dotyczy mnie wiele spraw.

A jak się zatrzymujesz to co powoduje że jesteś tym kim jesteś?
Każdy dzień. W filmie nie ma ważniejszych i mniej ważnych scen. Z życiem jest tak samo, dzisiejszy dzień nie jest ważniejszy, a jutrzejszy nie będzie się mniej liczył.

Co to znaczy?
Codziennie trzeba wykonać pracę, żeby stwarzać siebie. Ten wysiłek jest każdego dnia taki sam.

Masz czas by się zatrzymać w codziennym tempie, pędzie, pracy?
Od dwóch miesięcy nic nie zrobiłem i siedzę w domu. W tym czasie mogę się zatrzymać, odnaleźć, zdenerwować, zainspirować, wiele odrzucić, zmęczyć, odpocząć, przerazić i znowu chcieć szukać.

Medytujesz, modlisz się, biegasz, mantrujesz, a może jakieś inne czary z psychiką, ciałem wyprawiasz?
Nic. Chciałbym czasami, ale totalnie nie radzę sobie z wolnym czasem, nie umiem go wykorzystać w żaden sposób. Gdy go nie mam to idealnie mi się pracuje, pozostaję zaangażowany, skupiony, jak go mam to nie robię nic. To sztuka umieć nie robić nic. Czas rozciąga mi się maksymalnie. Jedyne co mi dobrze wychodzi to gra w FIFĘ 2014. Ale tak naprawdę myślę, że złoto liczy się w sumie najmniej.

Co zatem się liczy?
Życie, doświadczenie. Myślenie, dotykanie materii taką jaką jest, próba niekoloryzowania wszystkiego dookoła. Dostałem kilka nagród, stoją na półce, ale tak naprawdę po czasie pozostają przedmiotami z przyjemną historią. Oczywiście idą za tym wymierne korzyści, które pozwalają mi grać i nie iść do serialu, przeżyć pół roku z nadzieją, że dostanę dobry scenariusz. Sam w środku czuję, przed każdą rolą, że nic nie umiem, że nie mogę powtarzać tego co ktoś zrobił, albo tego co sam wcześniej zrobiłem. Mam różne atrybuty, narzędzia, które mi pomagają. Klaun jak zakłada rzeczy w cyrku staje się klaunem.

Wielu gra rolę klowna, ale nie staje się nim pomimo doklejonego nosa. Nie rozpoznałem cię w „Idzie”, również w spektaklu „Nietoperz” miałem wrażenie, że jesteś okaleczonym mistrzem origami, a nie rolą. Nie zagrasz w serialu?
Nie zagram w serialu dopóki będę miał warunki do życia. Na dzień dzisiejszy mam kredyt zaufania od widzów i ludzi z którymi pracuję. Chciałbym móc powiedzieć, że jak nie będzie mnie stać to zajmę się czymś innym, że do serialu nie pójdę. Ale nie mogę zapewnić bo nie wiem.

Pracowałeś w fabryce czekolady, w rzeźni, na stacji paliw, w agencji doradztwa finansowego, roznosiłeś piwa w knajpie, prowadziłeś własną agencję artystyczną oraz chór, kiedy postanowiłeś zostać aktorem?
Długo nie miałem pojęcia co chcę robić, ale zawsze wiedziałem, że te wszystkie prace są tymczasowe. W liceum trafiłem na wspaniałą wychowawczynię, uczyła mnie wcześniej języka angielskiego, potem polskiego. Zauważyła coś we mnie i zaproponowała mi rolę w przedstawieniu szkolnym. To był Dostojewski, „Zbrodnia i Kara”, monolog, potem były kolejne spektakle, jakieś nagrody, wciągnęło.

Masz swojego mistrza?
Nie, nie mam wzoru, raczej staram się nie powielać. Ważna jest kwestia koncentracji.

Ty i religia spotykacie się?
Prywatnie. Nie jestem instytucjonalny, nie rozumiem religijnej formy, braku dialogu, rygoru. Obchodzi się w kościele święta ludzi którzy mordowali tysiące Żydów, to dla mnie absurd. Nie widzę pozytywnej strony religii, postrzegam ją jako umartwianie się ciągłością kary. Jakiś czas temu usłyszałem jak pewien człowiek powiedział, że Bóg jest ważniejszy od jego żony, poczułem w tym szczerość i przeraziło mnie to. Gdy byłem w Monarze zapytałem narkomana czym jest nadzieja, miłość, i to co dla niego ważne, wszystkie odpowiedzi były związane z narkotykami. Osoba totalnie wklejona w religię odpowiedzi na te same pytania sprowadza do Boga. Te dwie postaci niczym się dla mnie nie różnią, to uzależnienie, ucieczka. Tak samo jak się bałem narkomana, z którym rozmawiałem tak samo bałem się tego człowieka, dla którego Bóg był ważniejszy od wszystkiego.

W Boga wierzysz?
Tak, ale duchowość i religia to dla mnie dwie różne sprawy.

Jest nadzieja, że słynna sodowa nie uderzy ci do głowy.
Myślę, że absolutnie nie ma na to szans.

Dawid Ogrodnik (ur. w 1986 w Wągrowcu) – polski aktor filmowy i teatralny, na stałe współpracujący z Teatrem Rozmaitości w Warszawie. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. W 2014 roku otrzymał „Paszport Polityki” w kategorii „Film” za „aktorstwo, które łączy imponujące umiejętności warsztatowe i wielką charyzmę. Za rolę niepełnosprawnego w „Chce się żyć”, która już przeszła do historii polskiego kina”. Wystąpił m.in. w obrazie Leszka Dawida „Jesteś Bogiem” i „Idzie” Pawła Pawlikowskiego.

 

Wywiad został opublikowany w magazynie Zwierciadło nr 4/2014, Robert Rient.