Dawid Podsiadło

Po wygraniu  X Factora uciekł przed podpisaniem kontraktu do swojego domu, rodziny i miłości. Dawid Podsiadło, dwudziestolatek wypromowany przez programy typu talent show nagrał debiutancką płytą, która szybko pokryła się potrójną platyną. Oszczędny w słowach, świadomy swoich wad i potencjału zamkniętego w głosie, opowiada o muzyce, dorastaniu bez ojca i tym dlaczego czuje się szczęściarzem.

Odpadłeś z X Factora, potem poszedłeś do Mam Talent, znowu się nie udało, za trzecim razem ponownie spróbowałeś swoich sił w X Factorze, tym razem z sukcesem. Chciałeś coś sobie udowodnić?
Lubię trójkę, zasadę że do trzech razy sztuka. Bardzo mi się podobał Idol, chciałem wziąć udział w czymś takim, wydawało mi się to ciekawą przygodą. To było wewnętrzne marzenie, chęć sprawdzenia siebie. Odpadłem za pierwszym razem przez swój błąd, zapomniałem tekstu, nie przygotowałem się. Wiedziałem, że na pewno spróbuję ponownie i tym razem nie zawiodę siebie, zrobię to tak bym nawet jeśli odpadnę, nie miał do siebie pretensji.

Nie bałeś się ponownego odrzucenia?
Faktycznie chciałem coś sobie udowodnić, że mogę dojść dalej niż za pierwszym razem, to było główne zadanie. Kuba Wojewódzki zapytał mnie ile razy mam zamiar przychodzić do programu, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że to jest ostatni raz, niezależnie od tego co się wydarzy. Trzy razy to wystarczająca ilość.

To był sposób na zyskanie popularności?
Takie programy bardzo pomagają, potrafią z dnia na dzień sprawić, że przestaje się być anonimowym. Doskonale wiedziałem co chcę robić w muzyce, świadomie wybrałem takie narzędzie, trampolinę która pozwoli mi tworzyć muzykę na większą skalę, bez wysiłku codzienności, pracowania w innym miejscu by mieć czas na śpiewanie. Minęło kilka miesięcy i mamy podwójną platynę, to co się dzieje jest oszałamiające, i mimo wszystko niespodziewane.

Wydajesz się być raczej wycofany, oszczędny w słowach, nie pasujesz mi na showmana, jak się czułeś w telewizyjnej machinie?
Lubię kamerę, żartować sobie w jej obecności. Telewizyjna magia, to co dostaje widz działało na mnie, po występie przychodziliśmy do domu, z rodziną oglądaliśmy program i myślałem sobie, że to naprawdę jest niezłe, wciąż byłem zaskoczony tym, że jestem jednocześnie na kanapie w Dąbrowie Górniczej i w telewizorze. Nie miałem ukrytego pomysłu na siebie, że będę cichym chłopakiem z tajemnicą, nie obchodziło mnie jak zostanę pokazany, robiłem wszystko by być sobą takim jak na co dzień. Chociaż w sumie na co dzień więcej mówię, jestem trochę bardziej smutny, może zgorzkniały.

podsiadlo

Ale podobno miłość czyni z ciebie lepszego człowieka.
Z Eweliną jestem ponad cztery lata, ona mnie doskonale rozumie, to jak patrzę na świat, wspiera mnie. A kiedy robię coś nie tak, błądzę, zamykam się w osądzaniu, to mówi co myśli na ten temat i zazwyczaj ma rację, prostuje mnie. Każe poczekać, wziąć głęboki oddech, pokazuje inne perspektywy, mówi nie obrażaj się, przemyśl, jest bardzo mądra. Kiedy powstał zespół Curly Heads pojawiła się ona, była ze mną od samego początku, widziała pierwsze koncerty gdzieś w małych knajpach, to że dopłacamy do tego by grać, wypożyczamy sprzęt, obserwowała każdy kolejny krok. Zna mnie sprzed tego całego zamieszanie, a trochę się zmieniłem, jestem odważniejszy, bardziej asertywny i trochę mądrzejszy.

Masz czas by dbać o intymne relacje?
Ewelina często ze mną podróżuje, ale tęsknota też robi dobrze. Zostaję sam w hotelowym pokoju, jestem smutny, samotny i nagle pojawia się radość, że jest osoba, która myśli o mnie tak samo jak ja o niej, że spotkamy się niebawem, bo ona czeka. Rozłąka mobilizuje, jestem w szczęśliwym związku, chcę poświęcać temu dużo energii ważnym relacjom. A teraz otaczają mnie sami dorośli ludzie, w wytwórni, pracy, na różnych spotkaniach a ja, dwudziestolatek, nagle okazuje się, że mam jakieś znaczenie. To jest dziwne, powinienem jeszcze wiele przeżyć zanim będę miał znaczenie.

Masz również znaczenie dla coraz większej rzeszy fanów, boisz się tego?
To co dostaję w wiadomościach, listach, bywa czasami przerażające. Ludzie utożsamiają się z tekstami, muzyka wpływa na codzienność niektórych, komuś pomaga w smutkach, inni pisali, że pomogło w depresji, znaleźć nadzieję, albo światło. To przestrasza.

To czyli odpowiedzialność?
Tak, te utwory początkowo powstawały w małym pokoiku, wszystko było domowe i skromne. Czuję moc, która stoi za muzyką, chociaż ona mówi za siebie, każdy interpretuje piosenki tak jak chce. Bardziej mnie przeraża, że to co mówię może mieć znaczenie dla kogoś kogo nie znam, jakoś wpłynąć, coś zburzyć, bo moim zdaniem nie powinno tak być. Chciałbym być muzykiem, i tylko tym się komunikować ze światem.

Na twojej debiutanckiej płycie tylko dwa utwory są po polsku, a cała reszta po angielsku, dlaczego?
Kiedyś czułem się zupełnie nagi śpiewając po polsku, teraz już w połowie jestem ubrany, przyzwyczajam się. Próbowałem pisać w ojczystym języku, ale wychodziły słabe, żenujące teksty, po angielsku szło mi znacznie łatwiej. Na „Comfort and Happiness” polskie teksty napisała Karolina Kozak, wiedziała co chcę przekazać.

Tworząc płytę wysłałeś do producenta, Bogdana Kondrackiego dwadzieścia utworów, wybrał cztery a resztę odrzucił, jak wyglądała współpraca?
Wybrał cztery ulubione a do kolejnych albo go przekonałem, albo od całkowitego zera wymyśliliśmy wspólnie nowe. Nie miałem ciśnienia, byłem otwarty, to świetny producent. Nawet moje ulubione utwory powstawały od zera, mówiłem mu o co mi chodzi, a on proponował coś pięknego muzycznie. Bogdan pomimo tego, że jestem debiutantem pochodzącym z talent show, nie dał mi tego odczuć, traktował mnie jak partnera, nie wchodził w rolę guru, który wie lepiej.

Nie było kompromisów, których żałujesz?
Nie, płyta jest taka jak chciałem żeby była. Ale udział emocjonalny, muzyczny, tekstowy jest wynikiem pracy grupy ludzi, Bogdana, Karoliny i innych. To nasza płyta, czułem się rozumiany, magia pozostała i będziemy dalej współpracować.

Dlaczego tak długo zwlekałeś z podpisaniem kontraktu po wygraniu programu?
Słyszałem o innych zwycięzcach, którzy przez kontrakt musieli latami robić rzeczy, których nie chcieli. Zależało mi na tym bym nie musiał rezygnować ze swoich projektów, żebym miał wewnętrzny spokój. Nie miałem siły by negocjować, uciekłem do domu, spędziłem tam trzy miesiące. Kontrakt wisiał nade mną jak demon, nie chciałem o nim myśleć. Mój brat miał siłę by usiąść ze mną, porozmawiać, powiedzieć mi, żebym się nie bał, doradzić, że przecież mam wpływ na warunki. Dzięki niemu w dużej mierze uznałem, że chcę powalczyć. Młody jestem, miałem dużo obaw, dylematów.

W wieku szesnastu lat zapisałeś się do szkoły muzycznej, klasa puzonu, grać na tym instrumencie i śpiewać byłoby intrygującym wyczynem, skąd taki wybór?
Może ktoś to potrafi! Założyłem zespół z chłopakami, zależało mi na muzycznym wykształceniu. To był przypadek, ale teraz już lubię puzon. Zaczynałem szkołę dosyć późno, przeszedłem testy i było miejsce tylko na dziwny, dęty, blaszany instrument z suwakiem. Na początku miałem dużo problemów, nie wytrzymywałem psychicznie tego instrumentu, ale miałem dobrego profesora. Zrezygnowałem ze sportu, karate, wszystkich innych zajęć na rzecz muzyki, grania koncertów, czasami jestem uparty.

Twój brat jest od ciebie osiem lat starszy, podobno on pierwszy inspirował cię muzycznie.
Od urodzenia mieszkałem z nim w pokoju, słuchał dużo ambitnej muzyki, chodził do szkoły muzycznej, grał na gitarze. Dni kończyłem przy jego muzyce, do dzisiaj ciężko mi usnąć w ciszy. Brat był jedynym mężczyznom w domu, mieszkałem tylko z nim i mamą, był jak ojciec, autorytet męstwa. Łączyło nas więcej niż braterstwo, pomimo sporów czy różnicy zdań jesteśmy przyjaciółmi. Szanuję go. Jestem tutaj dzięki niemu i mamie, zawsze w domu ważne były takie wartości jak wrażliwość, szczerość, rodzina, miłość. Oni oboje są psychologami, zawsze o wszystkim rozmawialiśmy, miałem dzieciństwo bez określonego systemu kar, mimo tego czuję się ułożony, nie rozpieszczony.

Brakowało ci taty?
Zostało mi tylko kilka wspomnień, nie byłem przyzwyczajony do życia z nim, nie brakowało mi go. Jeśli obawiałem się powiedzieć coś mamie, zwracałem się do Wojtka, mojego brata. Mama nas wychowywała, pracowała na nas bo niewiele osób było w stanie nam pomóc, dostawałem tyle ciepła i miłości od nich, że nigdy nie czułem, że kogoś w domu brakuje. Nie przeżywałem w związku z tym żadnych cierpień. Nigdy nie bawiły mnie używki, nie wagarowałem, chociaż często miałem poprawne zachowanie. Było u nas w domu zawsze zaufanie i nie wystawiałem go raczej na próbę. Staram się być w porządku, być wdzięcznym osobom, które mnie zaprowadziły tu gdzie jestem, cały czas uczę się być wierny sobie. Pod koniec dnia lubię myśleć, że nikogo swoim istnieniem nie skrzywdziłem, że nie zrobiłem nic co komuś zaszkodziło.

Jak to robisz?
Ostrożny jestem. Stawiam na uprzejmość. Wolę odejść, ochłonąć, coś przemyśleć, chociaż bywam impulsywny, wiem że po mnie tego nie widać. Całe szczęście, że mam Ewelinę, gdy chcę automatycznie zareagować, podnieść tarczę na przykład jak przeczytam jakieś kłamstwa na swój temat, które mnie bolą, to ona mówi, żebym odpoczął, żeby mi serce tak szybko nie biło. Potem dochodzi do mnie, że faktycznie czasami lepiej nie reagować, odpuścić.

Czego w sobie nie lubisz?
Pewnej mściwości, jestem pamiętliwy. Jak ktoś mnie skrzywdzi, czuję niesprawiedliwość, chcę szybko zareagować, to czasami nie jest dobre. Pewnie psychologicznie to nie jest zdrowe i poprawne, ale lubię satysfakcję ze sprawiedliwości, moment kiedy swoim nastawieniem czy zachowaniem pokazuję, że stało się coś złego. Często za sobą nie przepadam, chciałbym być lepszym człowiekiem. Ale kiedy ktoś mi zarzuca coś nieprawdziwego, albo zmusza mnie do czegoś na co nie mam ochoty staję się chłodnym wojownikiem, wkraczam na jakiś taki ostry, wydaje mi się, że inteligentny obszar.

Brzmi jak zachowanie jednego z bohaterów gier komputerowych, które lubisz. „Comfort and Happiness”, tytuł płyty podobno również pochodzi z gry.
Udało mi się w gry wciągnąć Ewelinę, więc nie mam już problemów z zarwanymi nocami, chociaż czasami po trzech dniach przed monitorem mówi, żebyśmy już wyszli z tego pomieszczenia. To dla mnie świetna forma relaksu, odpoczynku, ucieczki od codzienności, wchodzę w świat, który rządzi się innymi regułami, nie ma dla mnie znaczenia, że to jest fikcja. Tytuł pochodzi z gry Final Fantasy, to japoński RPG. Siedziałem razem z bratem i powiedział mi, żebym wybrał tytuł, na który jak spojrzę za czterdzieści lat to nie będę czuł żenady. Między głównymi bohaterami ważna jest historia miłosna. Ona mówi do niego w pewnym momencie, że poza komfortem i szczęściem, on jest dla niej również rozczarowaniem i irytacją. Był dla niej kimś naprawdę wyjątkowym, i właśnie dlatego Comfort and Happiness, z miłosnej historii.

A tobie bliżej do komfortu i szczęścia czy melancholii?
Mam blisko ważnych ludzi, to wystarcza. Jak pojawia się coś smutnego, nawet jak mamy różne zadania, przytulamy się i wyznajemy sobie miłość. To co się wydarzyło w tym roku, całe to zamieszanie przekroczyło mój limit szczęścia, melancholia przechadza się bokiem.

Nie boisz się, że ego zacznie wariować, wpadniesz w wir samozachwytu?
Nie, jestem dosyć samokrytyczny, trzymam dystans tak samo do pozytywnych jak i negatywnych rzeczy. Nie przypisuję sukcesów sobie, to zasługa losu, ludzi, jestem tylko jednym z elementów. Wiem co mi się podoba, a co nie. Egocentryczne podejście do świata wydaje mi się idiotyczne. Nie jestem skromny, mam świadomość, że robię rzeczy, które mogą poruszyć, ale nie widzę sensu w życiu tym, opowiadaniu cały czas o sukcesach. Pracuję jak zawsze chciałem, stało się to bardzo szybko, do tego odbiorcy mówią, że to jest dla nich ważne. Nie dość, że robię to co kocham to jeszcze dostaję za to pieniądze, mogę wspierać mamę, myślę o znalezieniu dla siebie swojego kąta.

Chcesz się przeprowadzić do Warszawy?
Raczej nie, zostanę w Dąbrowie. W stolicy czuję się na wyjeździe, nie znajduję tam domowej atmosfery. Zresztą Ewelina uczy się na śląsku, będę blisko rodziny i przyjaciół. Niestety moje studia poszły w odstawkę, chcę do tego wrócić. Potrzebuję zewnętrznego sygnału, potwierdzenia, że jestem wykształconym człowiekiem, chcę się cały rozwijać. Ale tak naprawdę nie mam na co narzekać, nie mam planu nagród do zdobycia. Jest dobrze, czuję się jak szczęściarz.

Dawid Podsiadło (ur. 23 maja 1993 w Dąbrowie Górniczej) – wokalista, ukończył liceum Ogólnokształcące im. W. Łukasińskiego oraz szkołę muzyczną I stopnia w klasie puzonu, założyciel i członek zespołu Curly Heads. W maju 2013 roku, nakładem wytwórni Sony Music ukazał się jego debiutancki album  zatytułowany „Comfort and Happiness”, który osiągnął status potrójnej platyny, w związku z czym na rynku pojawiła się reedycja płyty z niepublikowanymi wcześniej utworami. Był laureatem programu X Factor, w grudniu 2013 został nominowany do Paszportów Polityki w dziedzinie muzyki popularnej.

 

Wywiad został opublikowany w magazynie Zwierciadło nr 2/2014, Robert Rient.