Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska

Człowiek przenosi na niektóre zwierzęta swoje utajone pragnienia realizacji tego, co robi to zwierzę. Jak wiadomo samica modliszki podczas kopulacji odcina głowę partnera i zżera go, traktując jako dobry zasób białka. Odcięcie głowy wzmaga ruchy kopulacyjne samca. To instynkt rozkoszy połączony z instynktem śmierci. Część zwierząt realizuje nasze głęboko ukryte pożądania będące blisko zwierzęcej natury – mówi prof. Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska.

 

Człowiek człowiekowi wilkiem, nosił wilk razy kilka, o wilku mowa, nie wywołuj wilka z lasu, wilk w owczej skórze. Dlaczego tak dużo wilka w naszym języku?
Wilk jest bytem osobnym, fascynującym przez to, że nie daje się oswoić. Od setek lat jest obecny w naszej kulturze, ale i naturze. Jego bytowanie w powszechnie używanych frazeologizmach te fakty tylko potwierdza. Jednak sensy różnych  frazeologizmów z biegiem lat zacierają się i często mamy do czynienia z ich niewłaściwym, odległym od pierwotnego, rozumieniem. A już z pewnością niezrozumieniem, standaryzacją, uproszczeniem, co jest dość typowe dla żywego języka. Na przykład  „Człowiek człowiekowi wilkiem” odnosi się do jednego tylko wymiaru wilczej natury, wrogości wobec innego, agresywnego traktowania ofiary. W istocie, jednak, to przysłowie mówi więcej o człowieku niż wilku.

Przez to, że wilk nie dał się oswoić, przez to że nie hodujemy go na mięso i nie chodzimy w jego futrach, próbujemy podporządkować go w języku?
Pana intuicja może być słuszna. Ale jest jeszcze coś innego. Ludzie obserwują naturę i wyciągają z niej dla siebie pewne wnioski. To się przydarzyło i wilkowi. Jego oswajanie przez narrację połączone z rozpoznaniem charakteru tego zwierzęcia przełożyło się nie tylko na przysłowia, ale mity, bajki, powieści, obrazy, także filmowe. W ten sposób wciągany jest w kulturę, używany w języku, zatem – istotnie – jakoś tam adoptowany na ludzki użytek.

Ale lepiej nie wywoływać wilka z lasu?
To powiedzenie odnosi się do bardzo starego przekonania, że wypowiedzenie prawdziwego imienia ontologizuje, to znaczy sprawia, że istota tak nazwana staje przed nami. W kulturze Słowian od dawna żywe było przekonanie, że wypowiedzenie prawdziwego imienia jakiejś istoty powoduje, że za chwilę pojawi się ona w całej swojej krasie. Z tego powodu górale podhalańscy obawiali się wypowiadania słowa niedźwiedź, mówili On. On chodzi po groniu, On chodzi po hali. Przekonanie o  magicznej mocy słowa można znaleźć zarówno w judaizmie, jak i współczesnej kulturze popularnej. Istota tego myślenia sprowadza się do przekonania, że wszelkie byty mają imiona prawdziwe i „zewnętrzne”. Poznanie prawdziwego imienia daje nam władzę nad danym bytem. Co zrozumiałe, zdradzenie swego prawdziwego imienia to na swój sposób akt desperacji. Tzw. mądrość ludowa często przedstawia bajkowego bohatera, który w zamian za przysługę, pomoc, jakiej udzielił na drodze swych zmagań, poznaje prawdziwe imię pomocnika. I jak to w bajce, w sytuacji granicznej, kiedy imię pomocnika zostanie wypowiedziane, ten zjawia się i wspiera bohatera. Czasem tym wpierającym jest wilk. Ale może to być Konik Garbusek, złotorogi jeleń, a nawet jabłoń. Ciekawe, że z reguły są to dziko żyjące zwierzęta.

Ile wilków żyje w Polsce?
Wilkolodzy twierdzą, że około sześćset, siedemset sztuk.

W Europie wilk pojawił się przed człowiekiem?
Historycy kultury, archeolodzy i paleontolodzy twierdzą, że jakieś sześćdziesiąt tysięcy lat temu wilk zasiedlał już nasze tereny. Człowiek rozumny, za jakiego uznaje się kromaniończyka pojawił się w Europie jakieś 50 tys. lat temu, zatem wilk go wyprzedził. Wiele starych mitów europejskich, na przykład ten o wilczycy kapitolińskiej, uznawanej przez Rzymian za opiekunkę założycieli  „wiecznego miasta” potwierdza odwieczną obecność wilków. Oczywiście, mitologiczna rzymska lupa do pięt nie sięga ustaleniom paleontologów, ale kulturowo to jeden z pierwszych, europejskich głosów  o znaczeniu wilka. Mityczna opowieść o wilczycy sięga jakiegoś VIII wieku, to zdecydowanie później niż faktyczne pojawienie się Canis Lapus na naszych terenach. Sądząc po rozpoznaniach badaczy, zasięg wilka był znaczny, od półwyspu Iberyjskiego, po stepy Rosji i dalej, aż po Syberię.

wilki_i_ludzie_m

„Wilki i ludzie. Małe kompendium wilkologii”, redakcja: Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska, Emilia Wieczorkowska, wydawnictwo grupakulturalna.pl

Wilki polarne cechuje większy spokój i opanowanie od wilków europejskich, przejawiających wysoki poziom lęku, to zasługa cywilizacji?
Zdecydowanie. Wilki to bardzo inteligentne zwierzęta, szybko się uczą, mają rozwinięty zmysł obserwacji, te pozbawione kontaktu z człowiekiem zachowują się spokojnie. Nasze, europejskie, na przestrzeni ostatnich czterystu lat były ścigane i zabijane, są bardzo wycofane. Przestały się pokazywać, prawie nikt z nas żyjących, nie widział dzikiego wilka i nie ma szans go zobaczyć. Silna antropopresja wypiera wilki i uczy je ostrożności. Ludzie niszczą ich naturalne siedliska. Budując autostrady, koleje, osiedla, zakłady przemysłowe, wkraczamy na ich tereny, jak biali w czasach podbojów Ameryki. Eksterminacja Indian, niestety, mocno przypomina to, co działo się z wilkami w Europie.
„Żyją w grupach, planowo zakładają rodziny, posiadają osobnika alfa, bezwzględnie prowadzą grupowe wyprawy i odznaczają się ksenofobicznym stosunkiem do obcych” – napisała pani w książce „Wilki i ludzie”. Co jeszcze nas łączy?
Niechęć i lęk przed wilkami prawdopodobnie jest skutkiem właśnie tego, że tak dużo nas z nimi łączy. Wilk stanowił konkurencję dla człowieka, wspólnie polowaliśmy na zwierzynę kopytną. Ktoś musiał przegrać. Łączy nas wysoka inteligencja, o której wspominałam. Łączy nas rodzicielstwo. Wilki podobnie jak ludzie troskliwie opiekują się młodymi, odnajdują albo tworzą wyizolowane miejsca zabezpieczające potomstwo, karmią je i uczą. Przejawiają niezwykle głębokie przywiązanie do krewnych. Poza tym bawią się tak jak my i podczas zabawy skłonne są porzucać pełnione przez siebie role. Mają zdolność organizowania własnej przestrzeni, to samo robi człowiek, tylko bardziej ekspansywnie. Poza tym łączy nas komunikacja, ostatni bastion oporu antropocentrycznego. Wilki nawołują, ostrzegają, informują. Rozmowy pomiędzy waderą, samicą a młodymi są bardzo intensywne. My tego języka nie rozumiemy i zwykliśmy twierdzić, że wilki tylko wyją.

O czym mówią wilki gdy wyją?
One nie tylko wyją, piszczą, szczekają, popiskują i wydają szereg głosów na częstotliwości, której nie słyszymy. A mówią: gdzie jesteś, uważaj! znalazłem jedzenie. Informują o odległościach między sobą, zagrożeniu.

Wyjąc do księżyca nie układają żadnych poematów?
Być może są tam pieśni. Niewątpliwie owo żałosne wycie, które zdarza się również psom, przeczuwającym zbliżającą się śmierć towarzysza czy przyjaciela, można w ludzkich kategoriach nazwać żałobnym utworem.

Kiedy wilk stał się psem?
Najpóźniej dziesięć tysięcy lat temu proces się zakończył, chociaż to nie jest właściwe słowo. My ciągle opracowujemy psa, eksponując w hodowli takie cechy, które są przydatne.

Ciekawy trójkąt dramatyczny, wilk, człowiek i pies. Czy to pies wybrał bycie z człowiekiem, czy został do tego zmuszony?
Jeśli przyjmować, że zabijanie matek i zabieranie bezbronnych  młodych z gniazd, zamykanie ich i uzależnianie od karmy dostarczanej przez człowieka nie jest zmuszaniem, to możemy powiedzieć, że nie został zmuszony. Względna symbioza mogła nastąpić znacznie później, kiedy młode rodziły się już w niewoli. Człowiek wykorzystał dla siebie instynkt stadny wilka. Przywiązanie, oddanie i posłuszeństwo wobec przywódcy stada – biologiczne cechy wilka okazały się w relacji z ludźmi zgubne. Stały się podstawą zniewolenia i uzależnienia od człowieka. I tak pojawił się pies.

Pies pozostając z człowiekiem wygrał czy przegrał?
Swoją pierwotną wartość, dzikość i wolność, w moim odczuciu wygrał wilk. Ale pytanie o to kto wygrał, kto przegrał, to właśnie antropocentryczny punkt widzenia, jesteśmy do niego przywiązani.

Opowiadamy dzieciom i sobie bajki. Wilk i Zając, Tańczący z Wilkami, w latach 80. i 90. popularna gra w wilka łapiącego wypadające jajka – jakie miejsce obecnie zajmuje wilk w popkulturze?
Wilk ustępuje wampirom i wilkołakom, a ten obecny w popkulturze jest figurą, dzięki której wprowadzamy oswojoną dzikość w obszar własnych aktywności. W Wilku i Zającu wilk zawsze przegrywa, wychodzi na głupka. Brutalność i nadmierna swoboda zostaje pokonana, odbiorca jakim jest dziecko cieszy się, bo rozpoznając swoją słabość utożsamia się raczej z zajączkiem.

A nie z palącym papierosy wilkiem.
Pod którego dziecko może sobie podłożyć wszystkie towarzyszące mu lęki, może postać ojca, który jest srogi i krzyczy. W finale zając ucieka. Ale popkulturowy wilk bywa też nośnikiem innych wartości, takich jak przywiązanie i solidarność w Tańczącym z wilkami, czy skłonność do romantycznej miłości, jak w Zakochanym wilczku. Z moich badań nad folklorem wyłania się jednak nieco inny niż popkulturowy obraz wilka. Bliższy interpretacjom Ericha Fromma.

Tym dotyczącym Czerwonego Kapturka?
Tak, tu wilk jest symbolem męskości i tego co owa męskość chce zdobyć. Zdaniem Fromma czerwony kapturek, nakrycie głowy, to symbol menstruacji. W ten sposób powstaje opowieść o niebezpieczeństwach czyhających na dojrzewającą dziewczynę. Wilk stara się ściągnąć ją z drogi wytyczonej przez mamę. W finale zjada dziewczynkę. Przychodzi gajowy, strażnik lasu i rozpruwa brzuch wilka, uwalnia Kapturka. Rozmowa z wilkiem przebranym za babcię w polskich wariantach jest bardzo skrócona. Wersja francuska jest wysoko naerotyzowana. Kapturek pyta np. wilka, czemu ma takie duże ręce, a ten odpowiada, aby cię mocniej przytulić. Zjadanie jest zresztą ciekawe psychoanalitycznie. Badając folklor doszłam do wniosków, że pożeranie zjadanie, gryzienie, rozszarpywanie jest synonimem aktu seksualnego, nie tylko zresztą w bajkach, ale i w pieśniach.

Przykład z folkloru poproszę.
Jest taka mazurska przyśpiewka: „piołła len pod borem, bojała się wilka, wilk za nią, skokł na nią, zrobił jej Marcinka”. Tych przykładów jest mnóstwo. Nie dotyczy to zresztą wyłącznie wilka, ale również innych samców-drapieżników, zwłaszcza kocura i jastrzębia. Na przykład śpiewka z Podhala: „A hyż, ino hyż, pod fartuskiem mys, a mam ci jo kotka w portkach co se będzie gryz”. Ale wilk jest uprzywilejowany. Jego zęby i krwiożercza gardziel gruchocące kości ofiary budzą fascynację i grozę. Przebiegłość, cierpliwość i wytrwałość w polowaniu, przemyślność i spryt w ucieczce, determinacja w starciu z przeciwnikiem, fizyczna wytrzymałość oraz godność i swoisty stoicyzm w obliczu śmierci czynią go antropomorficzną, ściślej – andromorficzną kwintesencją kulturowego modelu męskości.

Młody, wiejski chłopak awansujący na kosiarza zwany był Frycem lub Wilkiem.
Ale to jeszcze inna kwestia. W tych obrzędach dotyczących wyświęcania na kosiarza wilkiem nazywany jest ten kto jest obcy, nowy, kto musi być „przeczołgany” by stał się swoim.

Trochę jak pies?
Tak. Pies po latach stał się nasz, wszedł do stada. Wilk pozostał sobą, a dla nas symbolem.

Czego?
Ciemnej, instynktowej strony naszej natury. Wilk jest jak duch lasu, który przemyka między drzewami. Jest ciemną plamą, która odróżnia się od śniegu i musimy to taktować dosłownie i metaforycznie. Wilk jest tym co nieokiełznane, niezależnie od nas. Podporządkowaliśmy sobie nieomal całą przyrodę, ale wilk się nam wymyka. To budzi lęk i fascynuje. Jego obraz uzupełnia hipnotyzujące spojrzenie, unikanie osad ludzkich, niesamowity głos i umiejętność krycia się, bycia niewidzialnym. To przydaje mu dodatkowo cech demonicznych.

Jungowski archetyp cienia?
Idąc tropem psychoanalitycznym, z pewnością tak. U Junga im silniej wypieramy to co w nas nieakceptowane, im głębiej spychamy w obszary nieświadome, tym gęściejszy jest cień i silniej na nas działa. W pewnym sensie wilk jest nośnikiem tego co diabelskie. Być może dla polskiej kultury wilk jest obrazem Cienia, tego czego się obawiamy i co może dokonać na nas inwazji.

Józef Bachórz obliczył, że Mickiewicz w swoich utworach przywołuje 394 razy konia, 233 psa i 71 razy wilka. Jakiego wilka?
Nie jednego. Wilki Mickiewicza są różne. W najbardziej znanej bajce Pies i wilk odbywa się np. bardzo zajmująca rozmowa. Zgłodniały wilk wychodzi z lasu i pyta spasionego brytana o to jak mu się żyje, po tuszy wnosi, że jego brat ma się dobrze. Pies zachwala służbę u człowieka, wilk słucha, ale też obserwuje psa wszystkimi zmysłami, w końcu dostrzega ślad po obroży i stwierdza, że „lepszy w wolności kęsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki”. I zmyka do lasu. Tak kończy się bajka. Biorąc pod uwagę, że w tym czasie Polska politycznie praktycznie nie istniała, ten wilk Mickiewicza to figura postawy patriotycznego wyboru wolności mimo zachęcających do współpracy ofert zaborców. Ale jest też wilk Giedymina, jest i wilk włóczęga, czatujący strawy i Gerwazy jak wilk osaczony

A my jak możemy w sobie wilka obudzić? Powinniśmy?
Przychodzi mi do głowy fragment wiersza Jonasza Kofty: „Bo gdy się milczy, milczy, milczy to apetyt rośnie wilczy, na poezję – co być może – drzemie w nas”. Może wilk pomaga budzić poezję, zagrzebaną pod potrzebami konsumowania wszystkiego co nas otacza. Nie chodzi mi o uprawianie wierszowania, ale poezję szerzej rozumianą, będącą rozpoznawaniem świata w jego prawdziwych imionach właśnie, a nie pseudonimowanie, którym posługujemy się na co dzień.

Co to znaczy?
Poeta to ktoś znajdujący prawdziwe imiona otaczających go bytów, potrafi odkryć to co zakryte, wciśnięte w myślowe sztance. Poeta mówi na przykład: „noc jak bas, księżyc wysoko jak sopran”, odsłaniając zdumionemu konsumentowi pejzażu nocnego związki między głosem a kosmosem. Poszerza nasz ogląd rzeczy, w czym podobny jest do uczonego, choć stosuje inne narzędzia.

Czyli  pani zdaniem jesteśmy bardziej psami niż wilkami.
Niestety, psami. Ulegamy autodomestykacji, czyli sami się udomawiamy, w związku z czym możemy obserwować regres człowieczeństwa. Zachowujemy się jak nasi domowi pupile, opychamy niezdrową karmą, bawimy piłeczką, przekładamy się z miejsca na miejsce, z kanapy na kanapę, niezainteresowani głosem i kosmosem.

W wilku nadzieja?
Tak sądzę, ale oczywiście tym metaforycznym, za którym czasem tęsknimy.

Za wolnością?
Za wolnością, niezależnością, wyjściem z kręgu uzusów, norm. To tęsknota za dzikością.

Byciem wilkołakiem?
To figura czasowo uwolnionego z okowów kultury człowieka, bliższego zwierzęciu.

Wilkołak staje się sobą, ale płaci za to cenę, traci kontrolę, morduje i jest ścigany.
Tak jest w tradycyjnych przekazach. Z drugiej strony pojawia się pytanie, dlaczego tak bardzo pobudza wyobraźnię od wielu lat, co w nim atrakcyjnego. Wilkołak uwalnia część ludzkiej zwierzęcości i zaczyna żyć własnym życiem, robić rzeczy, o które jako zwierzęta kulturowe raczej byśmy siebie nie podejrzewali, ale być może, za którymi tęsknimy.

Jakie rzeczy?
Muszę tu nawiązać do Rogera Caillois, francuskiego socjologa kultury i jego eseju o modliszce. Człowiek przenosi na niektóre zwierzęta swoje utajone pragnienia realizacji tego, co robi to zwierzę. Jak wiadomo samica modliszki podczas kopulacji odcina głowę partnera i zżera go, traktując jako dobry zasób białka. Odcięcie głowy wzmaga ruchy kopulacyjne samca. To instynkt rozkoszy połączony z instynktem śmierci. Część zwierząt realizuje nasze głęboko ukryte pożądania będące blisko zwierzęcej natury, a nie tej ludzkiej, cywilizacyjnej. A jeśli nie robią tego zwierzęta, to czynią to hybrydowe twory wyobraźni, takie jak wilkołak. Istotę wilkołactwa dobrze uchwyciła Rowling w swoich opowieściach o Harrym Potterze. Gdy Profesor Remus John Lupin (nomen omen) uczący w Hogwarcie zmieniał się w wilkołaka, odczuwał niewyobrażalne napięcie między swą ludzką a nie-ludzką istotą. Jednocześnie chciał i nie chciał mordować swoich przyjaciół. Bycie człowiekiem i bestią, działanie sprzecznych instynktów prowadzące niemal do obłędu to własności wilkołacze, obrazujące otchłanie pragnień i zahamowań, dość typowe dla naszego gatunku.

Wilkołak jako po-człowiek?
Trochę tak, bo jestem zwierzęciem i człowiekiem równocześnie, pracują we mnie normy kulturowe i natura. A może jako śród-człowiek?

Co pani zabiera sobie od wilka?
Niezależność.

A dlaczego w ogóle wilki, kiedy pojawiły się pierwszy raz?
Miałam kilkanaście lat i sen, w którym byłam wilkołakiem. Szłam górską drogą, złoty księżyc wiszący nisko, zmieniłam się w wilkołaka i wyłam do tego księżyca. Obudziłam się jak po głębokiej psychoterapii. Ale tak serio – zgłębianie biologicznych i kulturowych wymiarów życia ludzkiego, ćwiczenia z antropologii nie-antropocentrycznej, jaką proponuje na przykład memetyka, to moja pasja. Naukowa i życiowa. Wspiera ją szacunek dla Gai i wszystkiego, co na niej jeszcze żywe.

Dobrosława Wężowicz-Ziółkowska – dr hab., profesor Uniwersytetu Śląskiego, zatrudniona w Zakładzie Teorii i Historii Kultury Instytutu Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych UŚ; antropolożka, folklorystka, memetyczka. W badaniach skupiona na kulturowych formach wyobrażeń społecznych i komunikacji kulturowej w kontekście tzw. nowej biologii oraz estetyce popkultury. Autorka jedynej w Polsce monografii memetyki  („Moc narrativum. Idee biologii we współczesnym dyskursie humanistycznym”, Katowice 2008) ,  autorka i współautorka szeregu publikacji, w tym książki „Wilki i ludzie. Małe kompendium wilkologii”.

 

Fragmenty wywiadu zostały opublikowane w magazynie Polityka, „Wilki w przyrodzie i kulturze. O wilku mowa” 11 sierpnia 2015 roku, Robert Rient