Ewa Kastory

Spotykam się z korporacjami, które wyciskają wszystko ze swoich ludzi, a równocześnie dają im poczucie przynależności do rodziny, to toksyczne związki – mówi Ewa Kastory, założycielka Szkoły Negocjacji.

 

Od czego zależy styl, kultura konkretnej korporacji?
To my decydujemy o tym gdzie spędzamy większą część dnia, gdzie spędzamy swoje życie. Wielu myśli, ze korporacja działa tak jak działa bo właściciele, zarząd, menedżment tak zdecydowali, tymczasem oni mają zazwyczaj w głowach ogólne wytyczne, a mnogość procedur to dążenie do uporządkowania złożonej rzeczywistości społecznej i biznesowej. Nic nas nie zwalnia z odpowiedzialności za nasze wybory i z samodzielnego podejmowania decyzji. Warto stale pytać siebie o osobistą misję: na ile to co mogę robić w mojej firmie jest tym czym chcę się zajmować, tym co lubię, na ile mnie to rozwija.

Pracujesz dla różnych korporacji, jakie znajdujesz pomiędzy nimi różnice, podobieństwa?
Są korporacje, które tak dalece zagospodarowują życie swoich pracowników, że funkcjonują prawie na zasadach sekty, która tworzy lepsze lub gorsze warunki do życia, chętniej w postaci opieki zdrowotnej, siłowni, wyjazdów integracyjnych, samochodu służbowego, laptopu, telefonu, niż wynagrodzenia finansowego. Na drugim krańcu są takie, które tworzą bardzo swobodną strukturę działania opartą na zaufaniu, szacunku i współodpowiedzialności, korzystają z talentów, kreatywności i entuzjazmu ludzi dając im dużą swobodę i godziwe wynagrodzenie. Są takie korporacje, które już na etapie rekrutacji poszukują ludzi ciekawych świata, pełnych optymizmu i wiary w siebie oraz takie, które większą wagę przywiązują do wykształcenia i zdyscyplinowania.

Jakie zachowania utrudniają pracę i życie w korporacji?
Zabieganie o względy przełożonych kosztem kolegów. Zazwyczaj nie opłaca się z nikim rywalizować, bo nie da się tego zrobić bez wzbudzania złych emocji. Nie opłaca się pokazywać niekompetencji kolegów, ich niedociągnięć w pracy.
To częste zachowania w korporacji, nie warto tego robić bo można zniszczyć sobie relacje?
Rozpoczyna się wtedy emocjonalnie kosztowna wojna, nigdy się na niej dobrze nie wychodzi, chyba że ktoś naprawdę się zaangażuje, ale wtedy rozgrywki interpersonalne pożerają 90% czasu pracy, a to wpływa negatywnie na wyniki.

A jaka strategia prowadzi do doskonalenia?
Nie mam poczucia by w korporacjach, które od lat szkolę, obowiązywały inne strategie niż na pozostałym rynku. Wiele osób narzeka na biurokrację, papierologię, raportowanie, dużą ilość zebrań, które do niczego nie prowadzą. To ludzie tworzą korporację i często wydaje im się, że oczekiwany jest od nich udział w tych wszystkich spotkaniach, pisanie raportów, reagowanie na wszystkie padające pomysły, więc starają się sprostać bez względu na to czy uważają to za sensowne czy nie. Ludzie często mają w głowie jakieś założenia dotyczące tego co myśli i czego oczekuje firma czy przełożony i nie sprawdzają słuszności swoich założeń. Kiedyś mama mnie uczyła, że w szkole najbardziej opłaca się zabierać głos gdy coś się umie, że nie należy czekać aż pani zapyta. Wtedy to ja wybieram, temat, sposób i moment, a pani potem pyta tych którzy jeszcze nie odpowiadali. To samo działa w korporacji, mówienie o swoich wątpliwościach, stawianie pytań, wysuwanie propozycji daje możliwość współtworzenia.

Co w sytuacji, gdy dostaję długiego maila z samej góry na temat tego co mam zrobić, jak to zrobić, podczas gdy wydaje mi się, że wiem lepiej, a część w ogóle oceniam jako bezsensowną stratę czasu?
Najpierw dobrze się zastanowić jak samemu bym to zrobił by wyszło dobrze i czy jakkolwiek pokrywa to się z treścią maila. Zazwyczaj okazuje się, że jak odczekam chwilę, przebiję się przez niechęć i emocje to obszar, który się nie pokrywa wynosi 15,20 procent. O tym oczywiście można rozmawiać. Ludzie często koncentrują się na formie: dostałem maila co mam robić, a przecież wiem lepiej, zresztą dlaczego nie przez telefon albo osobiście, czyli że nic nie znaczę, i tak dalej. W korporacji żądzą te same prawa co w świecie, jeśli komuś zależy na rozwoju to musi robić to co należy w jak najlepszy sposób.

A nie jest tak, że im ktoś jest wyżej w korporacji tym więcej zarabia i mniej pracuje, delegując a czasami wykorzystując tych najniżej?
Jeśli robieniem jest kopanie łopatą to na pewno robią mniej, jednak przemyślenie jak ma działać wielka struktura też jest pracą, aby móc delegować trzeba nad tym panować, za to panowanie należy się wynagrodzenie. To jest trochę tak jakby nie płacić dyrygentowi bo on nie umie grać na harfie.

Dlaczego zatem mówi się o przetrwaniu w korporacji, pracowaniu na nowe samochody i jachty zwierzchników?
Ludzie mówią też tak o naszym kraju, o przetrwaniu w Polsce, chociaż i u nas można robić co się chce, jest coraz lepiej, ostatnio okazało się, że nawet edukację mamy na wysokim poziomie. Mój mąż mawiał, że to czy kobieta jest piękna czy nie zależy od patrzącego. To czy korporacja daje szansę czy jest zagrożeniem zależy od patrzącego. Bardzo często korporacja dzięki swojemu rozmachowi, temu że działa w wielu krajach i na różnych rynkach, daje pracownikom możliwość korzystania z wyjątkowego know how, z wymiany międzynarodowych doświadczeń, ze szkoleń na końcu świata. Oczywiście, że oczekiwanie ze strony korporacji jest takie, że dzięki temu będziemy mogli jeszcze lepiej, sprawniej pracować i przyniesiemy w związku z tym większe zyski. Jednak to co wzbogaca pracownika zostanie z nim również po opuszczeniu pracy.

Jaką cenę trzeba za to zapłacić?
Przystosowanie, tak samo jak w związku. Muszę być na miejscu, a jak się dobrze zorganizuję to w obecnych czasach szereg prac mogę wykonywać z domu przez łącze internetowe. W korporacjach prawie wszystko jest ustawione na cele, nie muszę udawać, że pracuję, mam do zrealizowania zadanie i często ode mnie zależy w jakim czasie je wykonam. Jeśli zadanie rozłożone na tydzień  zrobię w dwa dni nikogo to nie zainteresuje, a ja zyskam czas dla siebie.

Trzeba mieć określone cechy, predyspozycje psychologiczne by pracować w korporacji?
Zielonym jest gorzej, ludziom którzy trudno reagują na zmianę, potrzebują dużo czasu by się rozpędzić. To dynamiczne miejsce. Na pewno przydaje się tolerancja. Jeśli dzisiaj dowiaduję się, że pojawia się jakaś zmiana, która uniemożliwia mi pracę to wiem, że na razie nie ma co się przejmować, muszę trochę poczekać, bo prawdopodobnie za chwilę zmieni się jeszcze bardziej i na ogół tak się dzieje. Mam taką zasadę, że nie reaguję natychmiast na zmianę, czekam aż sytuacja się ustabilizuje i sprawdzam czy to już koniec nowego. Potrzebny jest dystans, to co dzisiaj okazuje się trudne za chwilę staje się proste, wizerunek rzeczy, które się dzieją jest często gorszy od realności.

Co to znaczy?
Jeśli nie zobaczymy jakie coś jest, nie poznamy nowego to będzie miało twarz wszystkich naszych strachów. Spotykam się i pracuję coraz częściej z korporacjami, które kształtują społeczeństwo w bardzo ważnych wartościach. Pewna skandynawska firma trenuje wręcz ludzi w uczciwości, szacunku, niewykorzystywaniu innych. Jeśli dom nie był tym miejscem, często staje się nim korporacja, pełniąc dodatkową ważną rolę. Sam system awansów, szkoleń, to że ogromne pieniądze wydawane są na warsztaty rozwojowe jest wyrazem szacunku do człowieka, nie tylko jako narzędzia zarabiania pieniędzy. Bo jeśli jest to tylko narzędzie to można wziąć z rynku lepszego, ale nie o to chodzi.

A co z indywidualnością, nie chodzi o stworzenie spójnego, konformistycznego tłumu?
Są takie wartości, które sprzyjają współpracy i generowaniu zysków. Np. wpojony szacunek, posiadanie tej wartości nie czyni ludzi takimi samymi. Podobnie jest z odpowiedzialnością. Niebezpieczeństwem są tak zwane dupokrytki, ustalam coś z kimś, a potem wysyłam do tej osoby maila z ustaleniami, zabezpieczam siebie. Jeśli w zespole, który ze sobą pracuje jest zaufanie nie trzeba tego robić, wystarczy zadzwonić albo spotkać się i coś omówić. W ten sposób nie spędzam sporej ilości czasu by udowodnić wszystkim, że zadbałam o wszystko. Dupokrytki są po to by nie być współodpowiedzialnym za efekt, swoje zrobiłem, tutaj mam dowód. Jeśli korporacji uda się wdrożyć kolejną wartość jaką jest współodpowiedzialność będzie to służyć nie tylko jej samej ale rozwinie psychologiczne kompetencje wszystkich.

Ale dupokrytki są bardzo popularne w korporacjach.
I kto je wysyła? Pracownicy. Czy ktoś im każe?

Dzieje się w to w korporacji, czy nie świadczy to źle o niej samej?
Ale czym jest korporacja? Grupą ludzi. Spotkali się w jakimś celu, nadrzędnie chodzi oczywiście o generowanie zysku, zgodzili się na pewien sposób pracy, dostali pewną strukturę ale wypełniają ją sami. Styl korporacji w dużej mierze zależy od prezesów, menedżerów, jeśli ci rozmawiają wprost i uczciwie mówią o zagrożeniach to modelują sposób bycia i pracy. Jeśli jednak oni tego nie robią, zawsze mogę to zrobić jako pracownik.

W jaki sposób?
Mówi się, że do tańca trzeba dwojga, ale naturę wyniku zmienia jedna strona. Każda osoba ma wpływ na finał, zmiana mojego zachowania oddziałuje na resztę. Znam ludzi, którzy wysłali do wszystkich maila: przestaję wysyłać maile podsumowujące nasze rozmowy, bo obliczyłem, że zajmuje mi to w ciągu roku dwa tygodnie, mam zamiar spędzić je inaczej. Ufam, że jak się umawiamy to zostanie to zrealizowane. Kolejną ważną wartością jest właśnie zaufanie. Przychodzę do korporacji, w której szacunek, współodpowiedzialność i zaufanie mogą być obecne lub nie. Bez względu na to czy trafia się na stanowisko asystenta czy kierownika można je modelować.

Jak to zrobić pracując na najniższym szczeblu, bo tam chyba najtrudniej?
Szanować innych, to jest aż takie proste, być współodpowiedzialnym za efekt.

A co z wolnością, przechodząc przez drzwi korporacji trzeba ją odwiesić?
Pytanie o to czym jest wolność. Ja nie odwieszam wolności, bo korporacja stwarza mi pole do działania, realizowania osobistych celów. Oczywiście muszę generować zyski, czyli zazwyczaj o określonej godzinie być w określonym miejscu, ale warto pamiętać, że na moim koncie co miesiąc będzie pensja, w którą mam wliczone ubezpieczenia, delegacje, koszt benzyny, czasami inne sprzęty. Mam obowiązki, ale tak samo jest w życiu, mam radość z posiadania dzieci, ale i mnóstwo obowiązków, w jakimś sensie odebrały mi wolność, to był mój wybór.

Spotkałaś się z manipulacją, konkretnymi technikami wywierania wpływu przez korporacje, tworzenia wśród pracowników poczucia iluzji bycia w rodzinie?
Spotykam się z korporacjami, które wyciskają wszystko ze swoich ludzi, a równocześnie dają im poczucie przynależności do rodziny, to toksyczne związki. Coraz częściej spotykam się z tak zwanym „work-life balance”, odchodzeniem od zostawania po godzinach, dbaniem o to by sprawy rodzinne załatwić w godzinach pracy. Mądrzy menedżerowie wiedzą że jeśli nie zadbają o zaplecze pracownika, którym jest rodzina, to ta przestanie go wspierać i będzie gorzej pracował lub odejdzie. W branży szkoleniowej dużo się zmieniło, kiedyś mnóstwo warsztatów i wyjazdów integracyjnych odbywało się w weekendy, obecnie planowane są wyłącznie w tygodniu. „Work-life balance” jest coraz bardziej rozpoznawalną wartością. Popularne stają się systemy pracy poza biurkiem. Dzięki dużej ilości ludzi można się zająć w korporacji tylko tym co się naprawdę lubi, analizę finansową zrobi ktoś kto lubi analizę finansową, a ja się zajmę wyłączenie doradzaniem klientom, szkolenie przeprowadzi trener specjalista. Jeśli wiesz co lubisz możesz się na tym skupić, ale tak jest wszędzie, satysfakcję zyskujesz gdy zaczynasz siebie rozpoznawać.

Faktycznie znam korporację z salami do medytacji dla pracowników, ale praca w korporacji na pewno niesie ze sobą jakieś zagrożenia.
Można się w tym zatracić, często stwarza ona możliwość wysokich zarobków, mówi się o złotych kajdankach, zazwyczaj sami je sobie zakładamy. Kiedy np. wysokość wypłaty zależy od ilości klientów przyprowadzonych do firmy, albo od ilości przeprowadzonych szkoleń, obsłużonych klientów, i tak dalej. Niekiedy ludzie sobie myślą, zarabiam pięć tysięcy, mogę osiem, a w sumie to mogę dwadzieścia. Za „work-life balance” odpowiedzialni są pracownicy, a nie korporacja, to ja decyduję z czego uczynię priorytety w swoim życiu. Czasami gdy moja pracownica mówi mi, że nie weźmie kolejnego szkolenia, bo już nie może, myślę, że to dobrze, bo zrobiłaby to od niechcenia, zmęczyła się, ja bym na tym też straciła.

Wiele osób boi się odejść z korporacji, chcieliby, ale z lęku przed utratą bezpieczeństwa decydują się zostać.
Jest bardzo dużo miłosnych związków, w których ludzie kwitną, a to że są razem dodaje im skrzydeł, pewności siebie i zapewnia poczucie bezpieczeństwa, jest też bardzo dużo trwałych, toksycznych związków, w których ludzie usychają, chorują, są nieszczęśliwi i całe spektrum pomiędzy. To my podejmujemy decyzję czy to jest związek dla nas. Rolnik, który nie pracuje w korporacji też ma lęk by przestać zajmować się rolą i otworzyć zakład ślusarski. Zanim ktoś wyjedzie z miasta w Bieszczady, otworzyć agroturystykę, przeżywa lęk, ale ten lęk nie jest generowany przez korporację, generowany jest przez zmianę. Łatwo odejść, zmienić coś gdy jest mało do stracenia. Jeśli ci ludzie boją się odejść z korporacji, to znaczy, że dostają tam  coś bardzo cennego, czego boją się utracić i myślą, że sami tego nie wypracują.

A jeśli jednak to stracą, wtedy korporacja o nich zapomina, zostają odcięci.
To naturalna konsekwencja, jeśli masz kontakt z wrażliwymi danymi trzeba tak zrobić, to nie jest łatwe, ale uważam, że wtedy taką osobę należy odłączyć natychmiast, co wcale nie znaczy, że nie może wrócić służbowym samochodem do domu. Tak samo w swoich związkach nie chcemy być blisko kogoś do kogo straciliśmy zaufanie. Odejście to trudna sytuacja dla obu stron.

A jeśli to było zwolnienie bo pojawił się ktoś lepszy na rynku, albo w wyniku restrukturyzacji?
Praca jest również pewną grą, ona może cieszyć, bawić, to może być coś fascynującego, może mieć różne poziomy, przeszkody, no i jak w każdej grze czasami przegrywam, muszę wtedy zabrać swoją planszę i znaleźć innych graczy.

Co byś doradziła komuś kto zaczyna pracę w korporacji?
Najpierw patrzeć i słuchać, sprawdzić dokąd trafiłam, jak się porozumiewają ludzie, o czym mówią. Potem słuchać siebie, na ile mi to pasuje, czy jest zgodne z moim wartościami, potrzebny jest czas. Często rzeczy, które wydają się nam bezsensowne, odsłaniają ważne, sensowne mechanizmy. Zanim zacznie się narzekać, warto poczekać by zrozumieć, to wymaga pewnej pokory. Potem dobrze wyobrazić sobie jak w tym systemie mogę wykonywać swoją pracę i mieć satysfakcję, jeśli jest coś co nie pasuje warto o tym powiedzieć, możliwe, że pewne schematy uda mi się zmienić, po to są liczne zebrania.

Tendencja jest jednak taka by o tym co nie pasuje mówić na kawie lub papierosie.
Taka sama zasada pasuje w innych zbiorowiskach, ludzie wolą się złościć niż mówić wprost, bo tak jest łatwiej, niektórym brakuje świadomości do czego mają prawo i kompetencji wyrażania się. Rolą menedżera jest stworzyć przestrzeń na dialog.

Uważasz, że za poczucie bezpieczeństwo należy płacić cenę?
Podatki płacimy by ktoś czuwał nad systemem dróg, bezpieczeństwem, opieką medyczną, na działanie wyżej wymienionych wielu się oburza. Gdyby nie było dróg, opieki medycznej i latarni też by się oburzali, bo narzekanie to czynność bardzo energotwórcza, zbliżająca ludzi, ułatwiającą spotkanie. Narzekamy na przedsiębiorstwa, religie, politykę, rodziny, przeżywając autentyczne cierpienie, ale warto pamiętać, że ono zależy od tego jak patrzymy, nie zawsze na co. Można znaleźć szerokie i głębokie uzasadnienie dlaczego coś jest bez sensu, tak łatwiej, można też zebrać się w sobie i zabrać do pracy.

Ewa Kastory –  psycholożka, konsultantka i trenerka rekomendowana przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne, Certyfikowany Coach ICC, absolwentka Universite Des Sciences Humaines de Strasbourg oraz Uniwersytetu Warszawskiego. Twórczyni, kierowniczka merytoryczna i wykładowczyni rocznej Szkoły Negocjacji House of Skills www.szkola-negocjacji.pl

Wywiad został opublikowany w Magazynie Coaching 2013, Robert Rient