Ewelina Seklecka

Seks, na który nie masz ochoty, to gwałt – mówi Ewelina Seklecka.

moc3

 

W internecie krąży film z dwiema scenkami, obie odbywają się w tym samym publicznym miejscu: mężczyzna atakuje kobietę – dosyć szybko ktoś reaguje, potem kobieta atakuje mężczyznę – nikt nie reaguje, wiele osób się śmieje.

Nie ma zgody na jawną przemoc wobec kobiet, bo te uznane są za słabą płeć, wymagającą ochrony. Te same stereotypy nakazują nam postrzegać mężczyznę jako silnego i tym samym śmiesznego, gdy doświadcza przemocy ze strony kobiety, gdy staje się ofiarą. Stereotypy zamykają mężczyzn w potrzasku wiecznego dowodzenia męskości. Irytuje mnie sprowadzanie feminizmu do walki płciowej, do bycia w kontrze do mężczyzn. W ogóle nie o to chodzi. Realizując projekt „Moc w przemoc”, skierowany do mężczyzn, nie jestem przeciwko nim. Większość sprawców przemocy seksualnej to mężczyźni. Jednocześnie większość mężczyzn nie jest sprawcami przemocy.

Czym jest „Moc w przemoc”?

Zajmujemy się problemem przemocy seksualnej, przede wszystkim doświadczanej przez kobiety. Instytucje państwowe i liczne organizacje pozarządowe kierują działania do osób doświadczających przemocy seksualnej z zupełnym pominięciem sprawców i potencjalnych sprawców. Pisząc projekt, chciałam całą uwagę poświęcić przyczynom gwałtu.

Dlaczego projekt nie jest skierowany do ofiar przemocy seksualnej?

Działania pomocowe skierowane do skrzywdzonych, chociaż są bardzo potrzebne, nie są faktyczną prewencją. A mnie najbardziej interesuje to, żebyśmy się zastanowili, co takiego wszyscy robimy, że wspieramy przemoc seksualną.

A jest coś takiego, co robimy wszyscy?

Jest. Prawie wszyscy mamy określone przekonania na temat męskości i kobiecości, które pociągają za sobą pewne zachowania i reakcje. Nasze myślenie o płci oparte jest na stereotypach i przeciwieństwach. W obiegowych opiniach kobiety są słabe, emocjonalne, bierne, w relacjach seksualnych pozostają obiektami. Mężczyźni są silni, racjonalni, aktywni, w relacjach seksualnych zdobywają. Takie myślenie o kobiecości i męskości to prosta droga do poglądu, że „każdą kobietę się trochę gwałci”. Czasami mam wrażenie, że oszaleję, gdy zaczynam rozumieć albo wydaje mi się, że dociera do mnie prawda o skali zjawiska i naszej milczącej zgodzie na to, co się dzieje.

Jaka jest skala zjawiska?

W Polsce statystyki wrażliwe na płeć są nowością, więc nie ma szczegółowych danych. Przemoc seksualna to temat na tyle newralgiczny, że nie wszystkie przypadki są zgłaszane. Dodatkowo to temat objęty dużą tabuizacją i odium wstydu. Z tego powodu zgłaszany jest zazwyczaj gwałt, czyli skrajny przejaw przemocy seksualnej, albo molestowanie seksualne, często w obszarze pracy. Jaka jest skala zjawiska – nie wiemy, ale możemy domniemywać, że jest znacznie większa niż ta wynikająca ze statystyki. W 2013 roku profesor Gruszczyńska szacowała, że w Polsce przemoc, najczęściej fizyczna i seksualna, rocznie dosięga około 800 tys. kobiet w wieku 18-69 lat. Kanadyjskie badania szacują, że liczba gwałtów jest dziesięć razy wyższa od danych policyjnych i sądowych. W Stanach Zjednoczonych statystycznie co czwarta studentka pierwszego roku doświadczy gwałtu na randce.

Co poza gwałtem i molestowaniem jest przemocą seksualną?

Kodeks karny mówi o wymuszonym stosunku i innych czynnościach seksualnych, nie precyzując ich. Przemocą seksualną będzie ocieranie się w środkach komunikacji miejskiej, obmacywanie, klepanie po tyłku, wszystko, na co nie ma zgody. Do tego dochodzi przemoc psychiczna, zaczepki i ataki słowne, grożenie, wymuszanie, szantaż. Coraz bardziej znana w Polsce akcja „Nazywam się miliard”, zainicjowana przez Eve Ensler, jest wynikiem niezgody na to, że co najmniej miliard kobiet na świecie doświadcza przemocy seksualnej. Kiedy rozmawiam o przemocy seksualnej z kobietami, to niemal każda zaczyna mi opowiadać swoją historię, czasami jest to gwałt, czasami wykorzystywanie w okresie dzieciństwa, czasami nadużycia w związku miłosnym, w przestrzeni publicznej. A nie jest to tylko moje doświadczenie, ale większości badaczek i badaczy tematu.

moc1

Autor: Kajetan Hajkowicz dla „Moc w Przemoc”

Cały czas rozmawiamy o kobietach doświadczających przemocy seksualnej.

Bo w 90 proc. to one są ofiarami i proporcjonalnie 90 proc. sprawców to mężczyźni. Płeć ma znaczenie dlatego, że przemoc dotyka tych, których uznano za słabszych. Gdy mężczyzna zostanie uznany za słabszego, będzie narażony na przemoc seksualną i każdą inną, ale znowu sprawcą w takich przypadkach jest zazwyczaj również mężczyzna.

Wiktymologia próbuje tworzyć portrety ofiary, co o tym myślisz?

Drażni mnie to. Z pewnością można stworzyć zbiór cech przypisanych ofierze, ale pytanie dotyczy tego, czy ten zbiór tworzymy „po” czy „przed”. Doświadczenie przemocy czyni nas podobnymi. Wiktymologia, opisując osoby podatne na przemoc, zazwyczaj nie wprost obwinia o przemoc osobę, która jej doświadczyła: masz cechy, które predestynują cię do bycia ofiarą. To niedopuszczalne. Samo słowo „ofiara” jest niefortunne, pejoratywnie kojarzy się ze wstydem, słabością. Nikt z nas nie chce być ofiarą.

Jakie słowo jest lepsze?

Osobiście wolę mówić o osobach, które doświadczyły przemocy. Wtedy opowiadam o tym, co kogoś spotkało, a nie o tym, kim ten ktoś jest.

Kim jest sprawca?

To osoba, która doświadcza przemocy jako strona aktywna, jako reżyser i aktor, inicjator. W naszym kręgu kulturowym gwałtem jest akt, przeciwko któremu została wyrażona niezgoda. Niedawno słuchałam profesor Moniki Płatek cytującej pytania, które padają podczas przesłuchiwania kobiet zgłaszających gwałt. Najbardziej zapamiętałam: „Czy nosiła pani szorty?”. Pojawiły się również inne: „Czy była pani na terapii?”, „Czy robi pani makijaż?”, „Czy nosi pani wydekoltowane bluzki?”, „Czy była pani sama?”, „Dlaczego pani tam była?”, „Ilu partnerów seksualnych pani miała?”. Prawne domniemanie niewinności ma ogromny sens, ale zastanawia mnie owo domniemanie winy ofiary. Część z tych pytań ma zawstydzać, zmusić do myślenia o tym, czym zasłużyłam na gwałt. Pytanie o to, czy kobieta prowokowała, jest idiotyczne. Ciężar udowodnienia zarówno winy sprawcy, jak i swojej niewinności spada na kobietę. Definicja gwałtu oparta na koncepcji autonomii seksualnej uznaje za gwałt każdą sytuację, w której nie była wyrażona entuzjastyczna zgoda na zbliżenie. W myśl tej definicji sprawcą jest każdy, kto robi coś bez wyrażonej zgody, entuzjastycznej zgody.

Co jest twoją motywacją do zajmowania się tematem gwałtów?

Doświadczenie.

Możesz o tym opowiedzieć?

Tak. Jestem tą, która doświadczyła przemocy seksualnej najczęściej spotykanej i najsłabiej omawianej, silnie stereotypizowanej. Byłam wielokrotnie zgwałcona. Nasuwa to skojarzenie z ciemną uliczką, obcym mężczyzną, który mnie dopadł, zamknął dłonią usta, gdzieś zaciągnął i pastwił się nade mną pół nocy. Gwałcił mnie mój partner, w naszym domu. Mówił, że mnie kocha, ja też tak mówiłam. Wierzyłam, że mężczyzna, partner, ma swoje prawa, a ja nie mam prawa odmawiać, a jeśli nawet odmówię, to on zawsze może to zlekceważyć.

Potocznie gwałt utożsamiany jest z seksualnością, a nie z przemocą. Groth, psycholog zajmujący się przemocą seksualną, mówi, że „gwałciciele nie są nad-seksualni, tak jak alkoholicy nie są nad-spragnieni”. Istotą gwałtu jest przemoc, wyrządzanie krzywdy, przełamanie oporu, dominowanie, a nie zaspokojenie seksualne. I takie też jest moje gorzkie doświadczenie: moje odmawianie tylko go podniecało.

Jakie poniosłaś konsekwencje?

To ciekawe, sporo tu paradoksów. Oczekuje się od nas, zgwałconych, byśmy o tym nie mówiły, bo nieprzyjemnie się tego słucha, byśmy traktowały to jako małą sprawę. A moim zdaniem dotyka to sensu istnienia. Naruszenie integralności cielesnej powoduje, że naruszone są wszystkie inne struktury. Przez wiele lat nie łączyłam tego ze sobą. Miałam zaniżone poczucie własnej wartości. Stałam się niepewna. Zaczęłam się bać. Wierzyłam, że coś jest ze mną nie tak. Nie umiałam zaakceptować siebie, swojego ciała, swojej seksualności. Myślałam, że jestem chora. Wybrakowana. Nienormalna.Zagrożenie było w domu, a ja bałam się wyjść z domu. Pamiętam to uczucie wyraźnie, pojawiło się po kilku latach bycia w związku, ten lęk. Każdy mężczyzna, który na mnie patrzył, był złowrogi. Czułam się permanentnie upokorzona, również tym, że stoję na przejściu dla pieszych i nie umiem przejść na drugą stronę. Bo jak nie ma świateł, to nie wiem, czy mogę już iść czy nie.

Możemy się tutaj zatrzymać.

To, że płaczę, nie znaczy, że nie chcę o tym rozmawiać. Nie wiem, wydaje mi się, że zawsze będę nad tym płakać, ale przestało mnie to paraliżować.

Jak to się stało?

Może po prostu upłynął czas, a może to dzięki osobom, które spotkałam na swojej drodze, które zareagowały właściwie na moją opowieść. Nie próbowały mnie obwiniać, stały jednoznacznie po mojej stronie. Przez wiele lat nie używałam słowa „gwałt”, grałam w grę zwaną czasami naturalnym przełamywaniem oporu kobiety. Nie zorientowałam się, że byłam gwałcona. Stereotypy i przekaz są tak silne.

Kiedy zaczęłaś używać słowa „gwałt”?

Dopiero po rozstaniu z partnerem, nieśmiało, sama przed sobą zaczęłam myśleć o sobie jak o kimś zmuszanym do seksu. Ale słowa „gwałt” nie używałam. Gdy mój następny partner zareagował na moje „nie”, gdy momentalnie przestał mnie dotykać, zapytał, co się dzieje, byłam oszołomiona. Mój poprzedni mężczyzna szybciej dochodził, gdy mówiłam „nie”.

Pięć lat temu rozmawiałam z przyjacielem o bliskości. Zapytał mnie, czy uprawiałam kiedyś seks, na który nie miałam ochoty. Powiedziałam, że tak, wiele razy. Zdziwił się i zapytał, dlaczego nie powiedziałam „nie”. „Mówiłam nie” – odparłam. Spojrzał na mnie i powiedział, że w takim razie to był gwałt. Zaczęłam płakać. Wolałam używać eufemizmów: seks, na który nie miałam ochoty, seks, do którego się zmuszałam. Potem myślałam, że byłam wykorzystywana seksualnie. Bałam się mówić ludziom, co mnie spotkało, bo myślałam, że będę dla nich zawsze ofiarą gwałtu. A tego nie chciałam. Bardzo ważna była mnie reakcja mojej przyjaciółki, gdy jej wyznałam, co się stało. Powiedziała: „Zabiję go”. Poczułam się jeszcze bardziej uwolniona. Przypomniało mi się, co mówił mój poprzedni partner – że jestem oziębła. Powtarzał to. Gdy się rozstawaliśmy, dodał, że nikt nie zaakceptuje kobiety z takimi problemami seksualnymi jak moje. Nie przyszło mi do głowy, że to z nim jest coś nie tak. Czułam się zepsuta.

Myślisz, że to może być uniwersalne doświadczenie?

Uniwersalne w tym sensie, że wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich granice są naruszane. Czułam się nikim, ale nie wiązałam tego z zachowaniem mężczyzny.

Jak to jest czuć się nikim?

Wyjść z siebie, opuścić i porzucać siebie. Czuć wstyd. A potem czuć wstyd za to, że się nie zorientowałam, za to, że nie zareagowałam, że nie umiałam, nie miałam siły, nie znałam swoich praw, że nic nie zrobiłam.

Ofiary przemocy seksualnej często obwiniają się, wstydzą, ale nie wszystkie ofiary przemocy doznają takich uczuć.

Czasami na spotkaniu towarzyskim ktoś opowiada, że został okradziony. To opowieść pełna złości, czasami smutku, bezradności, ale nie ma w tym wstydu, poczucia winy. Ofiara kradzieży dostanie współczucie, oburzenie, wsparcie. A gdy kobietę ktoś złapie za tyłek w pracy? Najczęstsze reakcje to udawanie, że nic się nie stało, przemilczenie albo obśmianie, opowiedzenie o całej sytuacji w lekki sposób, anegdotyczny. Czasami wymaga się od kobiety, by takie chamstwo potraktowała jak komplement. Zaraz też pojawia się pytanie o to, dlaczego ten ktoś ją złapał. A gdy mówimy o gwałcie – wielokrotnym, dokonywanym przez bliską osobę – wtedy może być jeszcze trudniej. Jestem świeżo po rozmowie ze zgwałconą kobietą, zrobił to ktoś z jej rodziny. Opowiedzieć o gwałcie to postawić całą rodzinę przed wyborem, którego zazwyczaj rodzina nie chce dokonywać. A brak wyboru to automatyczne wybranie strony sprawcy. Brak reakcji jest przecież jego wymarzoną reakcją. To wszystko zakorzenione jest w definiowaniu płci. Jeżeli spojrzymy na pierwsze skojarzenia związane z seksualnością mężczyzn i kobiet, pojawi się odwzorowanie aktywnej męskości i biernej kobiecości. Również na stereotypach płciowych bazują mity dotyczące gwałtu.

Co to za mity?

O najczęstszym już powiedzieliśmy. Potocznie uznaje się gwałt za sprawę marginalną, tymczasem skala zjawiska jest ogromna. Drugi mit mówi o tym, że jeżeli kobieta się nie broniła, nie została pobita, podrapana, to nie doszło do gwałtu. To takie filmowe. Mój partner nigdy mnie nie uderzył, miał mnóstwo innych sposobów. Był natarczywy. Grał na moich uczuciach. Szantażował. Manipulował. Uparcie ignorował moją odmowę. O kolejnym micie też wspomniałam – że do większości gwałtów dochodzi w niebezpiecznych miejscach, a sprawcami są nieznani mężczyźni. Tymczasem większość zgwałconych dobrze zna gwałcicieli. Idiotyczny mit mówi o tym, że kobiety chcą być gwałcone, a sam gwałt to nic takiego. Inny, bardzo rozpowszechniony u nas mit – że kobiety prowokują do gwałtów, a jeśli nie zrobią nic głupiego, to nic im się nie stanie. Badania mówią o tym, że gwałciciele pochodzą z każdej grupy społecznej, co uderza w kolejny mit głoszący, że gwałciciel pochodzi z patologicznego środowiska. Jeszcze jeden mit: by doszło do gwałtu, musi dojść do penetracji pochwy. Wychowuje się nas, dziewczynki, jakbyśmy były odpowiedzialne za męską seksualność. Tak jakby moja krótka spódnica mogła być powodem, dla którego chłopiec nad sobą nie zapanuje. To nas się uczy od samego początku, by nie wracać późno w nocy, by informować bliskich, gdzie jesteśmy, by w ręku nosić klucze do obrony, by nie wsiadać do pustej windy, by nie rozmawiać z nieznajomymi. Wiemy, że powinnyśmy robić wszystko, by nie doszło do gwałtu. Nie znajduję podobnej listy dla chłopców. Nie uczy się ich tego, by nie naruszali integralności ciała kobiety, nie uczy się ich, by nie gwałcili, by się upewniali co do zgody.

„Moc w przemoc” to projekt skierowany do mężczyzn. Jak chcecie do nich dotrzeć?

Stanęliśmy, jak większość organizacji podejmujących działania antydyskryminacyjne, przed dylematem, czy prowadzić spotkania otwarte dla chętnych i po części przekonywać przekonanych, czy docierać do niechętnych i mierzyć się z oporem. Druga opcja wydaje się sensowniejsza, i to ją wybraliśmy. Byłam na spotkaniu w Komendzie Głównej Policji, będziemy prawdopodobnie szkolić policjantów, koordynatorów Niebieskiej Karty i osoby uczące w szkołach policyjnych. Chcemy dotrzeć do klubów sportowych i nawiązać współpracę ze Związkiem Harcerstwa Polskiego.

Nie łudzę się, że podczas jednego spotkania zmieni się postawa, ale może się uda zachwiać przekonaniami dotyczącymi natury przemocy seksualnej i natury praw seksualnych obu płci. Chcemy powiedzieć, jak ważne jest reagowanie, wyrażanie niezgody. Anita Kucharska-Dziedzic, prezeska stowarzyszenia BABA, opowiadała kiedyś o „teście korytarza”. Jeśli moją sąsiadkę bije partner i ja o tym wiem, a spotykając sprawcę, odpowiadam na jego „dzień dobry”, podczas gdy spuszczam wzrok i czuję się zmieszana, gdy spotykam tę kobietę – oblewam test. Zdany test to społeczna niezgoda na przemoc i niezgoda na przenoszenie konsekwencji ze sprawcy na osobę, która doświadcza przemocy.

Tworzycie również analizę społeczno-kulturowych uwarunkowań przemocy seksualnej. Co dokładnie badacie?

Głównie przekaz medialny. Mamy typową próbę doboru, czyli przyglądamy się popularnym programom telewizyjnym: serialowi „M jak miłość”, programowi rozrywkowemu „Taniec z gwiazdami”, piosenkom i teledyskom, które mają największą liczbę wyświetleń na kanale YouTube, najbardziej poczytnemu tygodnikowi – „Polityce”, gazecie „Fakt” oraz premierom kinowym o największej liczbie widzów.

Badania trwają, na wnioski przyjdzie czas za kilka miesięcy. Ale już mnie uderzyło, że media unikają tematu przemocy seksualnej. A jeśli go poruszają, to często przy użyciu dyskursu wiktymizującego, skupianiu się na ofierze i jej traumie. Sprawcy nie ma albo jest bagatelizowany, czasami media z nim sympatyzują, zwłaszcza gdy oskarżonym bywa znana osoba.

Są też zjawiska wyjątkowo niepokojące, np. zespół Gang Albanii. W piosence „Blachary”, odtworzonej już prawie sześć milionów razy, wokalista zachęca, by „jebać blachary”. Wyjaśniając jednocześnie, że „blachary” to te kobiety, „które się ruchają”, i te, „które się nie ruchają”, przy czym obie grupy zasługują na to, by je „jebać”.

Przygnębia mnie popularność tego typu wytworów popkultury. Bo one nie tylko odtwarzają rzeczywistość, jak wielu chciałoby wierzyć, ale również wzmacniają ją i kreują. Nie jesteśmy tak samodzielni, jak nam się wydaje, to, co myślimy np. o przemocy i o seksie, to zlepek różnych wpływów, zaczynając od rodzinnych przekazów, a na kulturowych kończąc. Teledyski, w których kobiety są głównie obiektami seksualnymi, pornografia przedstawiająca seks pełen przemocy, szkolne lektury opisujące zbliżenia fizyczne, które w najlepszym razie można nazwać „końskimi zalotami”, mają wielki wpływ. To mnie kształtuje, zwłaszcza jeśli ten mainstreamowy przekaz jest spójny, a w przypadku seksualności i przemocy seksualnej, niestety, jest.

moc2

Autor: Kajetan Hajkowicz dla „Moc w Przemoc”

Jaki efekt chciałabyś osiągnąć?

„Moc w przemoc” to tylko jedna z cegiełek. Interesuje mnie przemodelowanie, zrobienie wielkiego bałaganu w tym, jak postrzegamy kobiecość i męskość. Mikołaj Grynberg w książce „Oskarżam Auschwitz” pisze, że im bliżej jest zrozumienia okrucieństwa Holocaustu, tym bardziej zachwiana jest jego równowaga psychiczna. I chociaż opowiadamy o różnych tematach, czasami czuję podobnie. Na moich oczach dokonują się zbrodnie, a większość społeczeństwa uważa, że to, co się dzieje, jest normalne, że jest wpisane w porządek świata. W Elblągu dwóch ratowników zgwałciło kobietę, dostali absurdalnie niskie wyroki. Ona się tłumaczy, media opowiadają, kim jest, dokonują jej wiwisekcji. Nikt nie poświęca uwagi sprawcom, nikt nie tworzy charakterystyki ich postaci.

Co jest najlepszą prewencją w kwestii przemocy seksualnej?

Najskuteczniejsze jest to, czego, niestety, najbardziej brakuje – edukowanie chłopców. Muszą być uczeni szacunku dla integralności i granic dziewczynek. Muszą wiedzieć, że jeśli robią coś bez ich entuzjastycznej zgody, to dochodzi do naruszenia. Dziewczynki od dawna są edukowane do uległości, do bycia miłymi, do wstydzenia się za sprawcę. To też należy zmienić. Ale zacznijmy od chłopców. I reagujmy, nie odwracajmy wzroku.

 

Ewelina Seklecka – prezeska i założycielka fundacji Punkt Widzenia działającej na rzecz równości płci, współautorka projektu „Moc w przemoc”. Projekt realizowany jest przez fundację Punkt Widzenia i stowarzyszenie Nastawnia ze środków programu „Obywatele dla demokracji” finansowanego z funduszy EOG.

Źródło: Wysokie Obcasy, Gazeta Wyborcza 2015.10.03 – Robert Rient

ewe i ja

Ewelina Seklecka i Robert Rient