Gaba Kulka

Specjalistka w zakresie architektury wnętrz, która nie chciała być skrzypaczką i została wokalistką uprawiającą progresywny pop. Gaba Kulka po pięciu latach powraca z autorskim albumem, na którym bawi się gatunkami, głosem i słowami. Jest obsesyjna i nadwrażliwa, nagrody muzyczne trzyma w łazience, a nam opowiada dlaczego po koncertach czuje się jak dzikie zwierzątko.

Gdy trafiam na genialny utwór zawieszam się na nim totalnie i zapętlam dopóki nie strawię go całego…
…Mam tak samo!

Utwór „Z marcepana” z twojej nowej płyty przesłuchałem już kilkadziesiąt razy.
Oj to szkoda, że tak szybko pojawia się na płycie.

Całą płytę też przesłuchałem, z przyjemnością.
Tu mam inaczej, jak podczas odsłuchiwania krążka trafię na „mój” utwór, nie idę dalej.

A na płycie jak w tragikomedii, od radości do smutku, kawałek nadziei, a potem chwila grozy, i szaleństwo. „Serce krwawo kroję na dwoje a twoje twarzą w dół układam” – co sobie myślałaś, gdy pisałaś ten tekst, pamiętasz?
Pamiętam. „Z marcepana” to jeden z najbardziej osobistych utworów na płycie. A cytat z kołysanki, który w nim powraca, jest dla mnie ważnym zabiegiem. Przywołanie tych znanych z dzieciństwa fraz ma być puentą historii. Drugą duszą tego numeru jest partia kontrabasu, w fortepianie pojawiają się też dysonanse, więc złamany jest sielski, durowy klimat. Dzięki temu ta piosenka może działać nie tylko przez tekst – sprzeczności są już w muzyce: coś słodkiego, coś rozdzierającego. Można zabić bardzo emocjonujący tekst przez bardzo emocjonalne wykonanie. Imponują mi ludzie, którzy z kamienną twarzą potrafią przekazać najbardziej poruszające doświadczenia. Można to zrobić odwrotnie i wznieść się na wyżyny teatralności, ale to zazwyczaj kończy się okropnym patosem.

gaba2

 

Tydzień przed premierą płyty uciekłaś do Londynu na koncert Kate Bush.
Musiałam przecież, chociaż może to nieprofesjonalne. Ale byłabym idiotką siedząc w tym czasie przy komputerze wypisując na Facebooku o premierze własnej płyty. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, Kate jest dla mnie ważna. Tym spektaklem udowadnia, że prawdziwie wielcy nie osiadają na laurach, jedynie pomniejsze bóstwa muzyczne mogą sobie pozwolić na odcinanie kuponów. Jeśli ktoś jest czystej wody geniuszem ma w sobie pewną dozę pokory, wszystko robi na tysiąc procent, i nie folguje sobie, nie ułatwia. Kate mogłaby zagrać dwa sety swoich przebojów, wszyscy byliby zadowoleni, a stworzyła dwie teatralne superprodukcje, wymagające intensywnej pracy od niej i całej ekipy. To inspirujące, szczególnie gdy dopada lenistwo.

Ciebie dopada?
Pewnie, ale nie chcę sobie pobłażać. Jeśli zrobiło się dobrze A,B i C to nie znaczy, że D można zrobić na pół gwizdka, bo ma się kredyt zaufania.

Co robisz by sobie nie pobłażać?
Podziwiam ludzi, którzy dbają o jakość tego co tworzą. Gdy czuję się bezpiecznie i wydaje mi się, że mogę coś zrobić bez prób, bo jestem zmęczona, zadaję sobie pytanie czy faktycznie konieczne jest odpuszczenie, czy może obleciał mnie leń. Takie wybory zdarzają się co chwilę.

To pewnie wymaga obsesyjności.
Jeżeli wpadam na jakiś pomysł, dążę do celu. To nie znaczy, że nie zmieniam zdania, ale kiedy wiem, czego chcę, trzymam się tego. To trudne, bo mam naturalną skłonność do wczuwania się w innych ludzi, można to nazwać empatią. Gdy otacza mnie dużo osób, a każda ma inne zdanie, kompletnie głupieję. Ale jeśli mam być szczera ze sobą, to tak, mam w sobie coś obsesyjnego.

Sprawdzałaś gramaturę bawełny, z której były zrobione promocyjne torby dodawane do płyt.
Nie chcę mnożyć śmieci, tych toreb jest mnóstwo, ładnie wyglądają, ale urywają się po dwóch użyciach. Bez sensu. Wolałam dodać parę złotych i stworzyć torbę praktyczną, z mocnym dnem, albo nie robić jej w ogóle. Jeśli chodzi o płytę i wszystko wokół niej, ważny jest dla mnie każdy detal.

Gdy pojawiają się trudności bliżej ci do konfrontacji czy ucieczki?
Pierwszy odruch każe mi zajmować się problemami. Ale nie jestem zbyt asertywna, czasami przeszkadza mi nieśmiałość, pewnego rodzaju miękkość. I jestem fatalną negocjatorką. A do tego chcę by wszystko było dobrze, co oczywiście znaczy mnóstwo różnych rzeczy. Jeśli to są jednak sprawy związane z muzyką – nie odpuszczam, nie mogę dać sobie wejść na głowę.

Jesteś typem nadwrażliwca?
Od zawsze. Nauczyłam się jakoś sobie z tym radzić, od dzieciństwa bardzo łatwo było mnie wyprowadzić z równowagi, co oczywiście było wykorzystywane przez rówieśników, pasjami.

Krzyczałaś czy płakałaś?
Płakałam, byłam wielką beksą. Nie wiem na ile zajmowanie się muzyką z tego wynika, możliwe, że muzyka jest efektem tej nadwrażliwości.

Obrosłaś z wiekiem, skóra stała się grubsza?
Nie bardzo, cały czas wszystko dotyka mnie do żywego. Wytworzyły się we mnie mechanizmy radzenia sobie, ogarniania tej przestrzeni, rozpoznawania, jakie reakcje szkodzą. Co nie znaczy, że to co we mnie trafia przestało być tak silne, po prostu nie jest już tak nowe. Ale nie można tępić emocji. Ktoś kto czuje mocniej, niekoniecznie mądrzej, ma jednak ułatwioną komunikację. Może taka osoba więcej potrafi przyjąć, czasami zobaczyć. Ci z mniejszą wrażliwością miewają problem z wchodzeniem w głębsze relacje, muszą sami wypracowaniem narzędzia. Nadwrażliwi często dostają to wszystko na talerzu.

Ale płacą za to zazwyczaj cenę, i muszą wypracowywać inne narzędzia, takie które będą ich chroniły.
Nie ma ochrony przed uczuciem. Ale można zmienić sposób myślenia o emocjach. Przyjaciel powiedział mi, że to co czujesz, nie musi być po prostu stanem, w którym się znajdujesz, ale poziomem, do którego ma dostęp więcej niż jedna osoba. I te dwie, lub kilka osób, spotykają się razem w tym uczuciu, jak w miejscu – może kruchym, może nietrwałym, ale wspólnym.

gaba

 

Metaforyczny dom?
Albo jakość komunikacji. Zdaniem Amandy Palmer, mojej wielkiej bohaterki, jeśli masz otwarte serce to musisz być gotowy na to, że ono zostanie złamane. Parę razy, paręnaście…

I co wtedy?
Jeżeli oberwie się kilka razy w to samo miejsce, to później rośnie tam tkanka bliznowa, ta trochę grubsza skóra, o którą pytałeś. Ale to dobrze, bo wtedy powstają nowe narzędzia, przemyślenia, opcje innego reagowania. Dla mnie jedną z tych opcji jest pisanie piosenek. To też sposób  tłumaczenia sobie co się z tobą dzieje.
Powiedziałaś kiedyś, że pisanie piosenek jest równie istotne jak ich wykonywanie.
Śpiewam to co napiszę, to luksusowa sytuacja. Chociaż covery też lubię. Śpiewałam ostatnio wiele cudzych piosenek, teraz nadszedł czas na autorski materiał. Niektóre piosenki na nowej płycie są bardzo świeże, ale zalążki innych pojawiły się nawet pięć lat temu. Jeżeli od długiego czasu coś powraca do głowy, przyczepia się i nie chce odkleić, wtedy warto to nagrać.

Dlaczego tytuł płyty to „The Escapist”?
Z paru powodów. Życie muzyka to trochę obwoźny handel emocjami. Jeśli to są autorskie utwory, bliskie sercu, pełne przeżytych doświadczeń, to śpiewanie ich w różnych miastach, przed obcymi ludźmi jest dziwnym zajęciem, trochę ekshibicjonistycznym. Pod koniec każdego wyjazdu koncertowego, w pewnym sensie pod koniec każdego koncertu, trzeba spakować emocje do walizki i wrócić do domu. To powrót do innego świata. Muzyka to forma eskapizmu.

I jak to robisz, jak pakujesz emocje?
Sama nie wiem. Koncerty są dużym przeżyciem, są pełne czegoś euforycznego, mocnego, jeśli stępić wrażliwość na to, niewiele zostaje. Ale z drugiej strony to są silne emocje do opanowania. Rozumiem, dlaczego tak wiele osób w zawodach artystycznych sięga po chemiczne wspomaganie: alkohol czy narkotyki. Zwinięcie i rozwinięcie emocji na akord nie jest naturalne.

Co robisz żeby się chronić?
Mam bezpieczną przestrzeń w życiu, domu. Najbliżsi znają mnie, wiedzą że potrzebuję chwili po powrocie, żeby się rozprężyć. Należę do tych, którzy nie lubią gdy się po nich wyjeżdża na lotnisko, albo na dworzec. Jestem jak dzikie zwierzątko, które potrzebuje czasu by się oswoić i na nowo wejść w swoje środowisko. Świat domu jest inny od tego muzycznego, w tym drugim jest się nagim, nieosłoniętym, euforycznym. Mózg odpala endorfiny, wszystko nagle jest niesamowite, muzyka jest silnym środkiem psychoaktywnym. Muzycy to ćpuny emocjonalne, dobrze funkcjonujące, jeśli mają szczęście. Błagam, niech ten powyższy tekst nie trafi do jakiegoś wytłuszczonego nagłówka, proszę!

Jest szansa. Wróćmy na chwilę do twoich muzycznych początków. W podstawówce razem z siostrą grałyście na skrzypcach i obie ten instrument porzuciłyście.
Siostra została radcą prawnym, chciała kontynuować naukę muzyki, ale złamała rękę i uszkodziła na długo nerw. Rodzice nie oponowali, gdy postanowiłam zrezygnować, może szczęśliwie nie byłam tak obiecującą skrzypaczką.

Twoi rodzice są muzykami, w domu panował reżim?
Był, ale nie obsesyjny. Na pewnym etapie zmuszanie nie ma sensu. Przerażają mnie rodzice którzy  wpajają dzieciom przeświadczenie, że one będą gwiazdami. Nierealistyczne zawyżenie oczekiwań,  pierwszy stopień do jakiejś psychozy.

Jak się łączy projektowanie wnętrz, które skończyłaś na ASP z projektowaniem utworów muzycznych?
Może wrażliwość plastyczna łączy się z muzyczną, otwiera wyobraźnię? To bardzo ciekawe studia, przez kilka lat też pracowałam w zawodzie. Ale niedługo potem muzyka zaczęła wypierać inne zajęcia. Bardzo wiele się działo przez te sześć lat od kiedy zajęłam się wyłącznie graniem i śpiewaniem.

Od coverów Iron Maiden, przez żydowską poezję po autorskie ballady. Jest jakiś muzyczny świat, do którego nie chciałabyś wejść?
Nie jest tak, że z zasady nie chciałabym czegoś zrobić, cokolwiek by to było. Jest tyle niespodzianek i możliwości, że nigdy nie wiadomo co się wydarzy.

Powiedziałaś kiedyś, że tworzysz progresywny pop i przyjęło się.
Słuchałam progresywnego rocka, który niekoniecznie oznacza onanistyczne solówki na gitarze, często polega na rozbiciu klasycznej formy piosenkowej. Zakręty w muzyce są progresywne, wracam do Kate Bush, ona taka jest. Elton John ostatnio powiedział, że struktura jej piosenek po prostu nie jest normalna, lubię to, na tym się wychowałam. Na nieprzewidywalności w muzyce rozrywkowej.

Jak reagujesz na powracające porównania do Kate Bush i Tori Amos?
Spokojnie. Nie ma co ukrywać, że długo nabiera się swoich własnych warstw. Na początku  mistrzowie są bardziej słyszalni. Utworów Tori uczyłam się na pamięć, jeszcze z kaset magnetofonowych, przewijałam i uczyłam ze słuchu. Nie oczekuję od nikogo, że spadnie z kosmosu i będzie wyłącznie swój. Porównania mają w sobie sporo prawdy. Mam świadomość, że mam coś oryginalnego do zaprezentowania, i świadomość, że moje muzyczne guru odzywają się w mojej muzyce.

Myślisz o odbiorcy przy tworzeniu?
To nie ma sensu, bo wtedy zaczyna się proces zgadywania co się komu spodoba, a to jest skazane na porażkę. Czasem myślę o słuchaczu, gdy korci mnie, by zrobić coś ekstremalnego. Czas i uwaga odbiorcy są cenne, ma duży wybór – na naszym rynku muzycznym jest w co wgryźć zęby.  Ale zanim z zespołem nagraliśmy nawet jedną nutę, zdecydowaliśmy się na odważne decyzje, nie chcieliśmy kompromisów. Ten album miał być tworzony bez półśrodków, chcieliśmy iść za każdym pomysłem, do którego byliśmy przekonani. Nie ma sensu robić letnich rzeczy, bo takich jest dużo.

I aż dwie piosenki po polsku.
Przestań. Wiem co się będzie działo, jestem gotowa na pytania dlaczego tak mało. One będą pewnie wracały dopóki nie nagram całej płyty po polsku. Mam taką odpowiedź: tylko dwie, bo są bardzo dobre. Wolę dwie dobre, niż pięć średnich.

A jak to jest z feminizmem? Powiedziałaś, że on jest jak twoja muzyka, po prostu jest i nie ma innej możliwości.
Jeżeli jesteś za prawami człowieka to jesteś za prawami kobiet. Nie ma jednego feminizmu, przypinany jest do różnych zjawisk, idei, pewnie stąd kontrowersje. Bycie feministką, lub feministą oznacza większą czujność na różne zjawiska, i rezygnację z taryfy ulgowej, przymykania oczu na łamanie praw ludzi. To nie łatwe. Łatwo oburzać się na innych, trudniej spojrzeć krytycznie na siebie: jakie jest moje nastawienie, jak traktuję innych, czy jestem otwarta na nową wiedzę  np. dotyczącą osób trans płciowych i ich praw, potrzeb. Na tym polega humanizm i feminizm, by spróbować pochodzić w cudzej skórze, wysłuchać perspektywy osób o innej płci, orientacji, innych poglądach, czy sytuacji życiowej.

Dlatego nie jesz mięsa?
Jestem oszukaną wegetarianką, bo jem ryby – każdy wyznacza granice swojej hipokryzji, wiem. Nigdy nie przepadałam za mięsem, im bardziej ono nie przypominało mięsa tym bardziej je lubiłam. Poza tym ogromnie lubię świnie, wzbudzają we mnie niezwykła sympatię, czuję nić porozumienia.

Fryderyk stoi wciąż przy Domestosie w łazience?
Tak, wszystkie statuetki mam w łazience, nie chodzi o to, że nie jestem za nie wdzięczna, czy chcę szydzić, po prostu dobrze tam wyglądają. Lepsze to od robienia sobie ołtarzyka, to mi dobrze robi na ego.

Gabriela Kulka (ur. 1979 w Warszawie) – pianistka, wokalistka i autorka tekstów, znana jako Gaba Kulka. Córka skrzypaczki Julity Czerkies-Kulki i skrzypka Konstantego Andrzeja Kulki. Pierwszą płytę „Between Miss Scylla and a Hard Place” nagrała w 2003 roku. Trzeci album „Hat, Rabbit” przyniósł jej szeroką popularność i osiągnął status złotej płyty. Właśnie pojawił się jej najnowszy album „The Escapist”

 

Wywiad został opublikowany w magazynie Zwierciadło nr 12/2014, Robert Rient.