wartosc

Jak poczuć swoją wartość i uwierzyć w siebie

Wiele osób próbuje zbudować poczucie własnej wartości na osiągnięciach i nagrodach. Tyle że wtedy każdy sukces musi się okazać zbyt mały, by zadowolić nienasyconą potrzebę bycia wartościowym.

Jeszcze zanim się urodziła jej rodzice mieli wobec niej konkretny plan. Prowadzili kinoteatr, w którym odbywały się występy wodewilowe, miała zostać aktorką, tancerką, gwiazdą, dumą rodziny. Przyszła na świat jako trzecia córka i wraz ze swoim rodzeństwem pod czujnym okiem rodziców stworzyła zespół muzyczny. Francis Avent Gumma i Ethel Marion nazwali swoją najmłodsze dziecko Frances Ethel Gumm na własną cześć. „Urodziłam się w Metro-Goldwyn-Mayer w wieku dwunastu lat” – powiedziała wiele lat później znana już jako Judy Garland, bo kiedy podpisała kontrakt z wytwórnią filmową MGM zmieniło się jej całe życie. Dzięki roli Dorotki w filmie „Czarnoksiężnik z Oz” stała się jedną z najsławniejszych osób swoich czasów. Od tamtej pory aż do dziś identyfikowana jest z oskarową piosenką „Over the Rainbow” która doczekała się tysięcy coverów. Podobnie jak rodzice Judy tak wytwórnia MGM z ogromną siłą wierzyła w jej sukces, rujnując jej poczucie własnej wartości. Miała 151 centymetrów wzrostu, wygląd prowincjonalnej „dziewczyny z sąsiedztwa” przez co kompletnie odbiegała od ówczesnych standardów piękna, które prezentowała sobą między innymi Elizabeth Taylor, z którą chodziła do szkoły. Była zmuszana do ubierania młodzieżowych sukienek utrzymujących jej image, noszenia wymiennych nasadek na zęby i gumowych dysków, które zmieniają kształt nosa. Szef studia Louis B. Mayera nazywał ją swoim „małym garbuskiem”. Jej wartość stale była oceniana na podstawie tego jak wygląda, śpiewa, jaki przynosi zysk czym manipulowali producenci i reżyserzy, którzy niejako stali się jej właścicielami. Uwierzyła, że to kim jest zależy od tego co osiągnie, i żeby to osiągnąć musi lepiej wyglądać, bardziej się uśmiechać, więcej pracować. Aby miała siłę występować, pokonać niepewność siebie i lęk podawano jej amfetaminę, a przed snem barbiturany, wysyłając w ten sposób komunikat nie wprost, że sama nie da rady, że jest bezsilna. Występowała w wielu filmach, dawała koncerty w Canergie Hall, prowadziła swój program telewizyjny, ale jej życie osobiste było wypełnione bólem i smutkiem. W 1947 roku, podczas pracy nad filmem „Pirat” Garland przeżyła załamanie nerwowe i szkłem z rozbitej szklanki próbowała przeciąć sobie żyły. To była pierwsza z wielu prób samobójczych, które dokonała. „Chciałam uwierzyć, stawałam na głowie, żeby uwierzyć, w tęczę. Próbowałam się do niej zbliżyć, ale nie mogłam!” – wyznała. Pięć razy wychodziła za mąż, była uzależniona od alkoholu i leków, wielokrotnie przechodziła załamanie nerwowe. Osiągnęła spektakularny sukces zachowując dramatycznie niskie poczucie własnej wartości i samooceny. „Przeciętności nigdy nie były dla niej – nudziły ją. Chciała szczytu podniecenia. Jak była szczęśliwa, to nie była po prostu szczęśliwa, była ekstatyczna. A kiedy była smutna, była smutniejsza niż ktokolwiek” – tak o Judy Garlnad powiedziała jej córka Liza Minnelli. Umarła dwanaście dni przed swoimi 47 urodzinami wskutek przedawkowania barbituranów. Około 20 000 osób przyszło do Frank E. Campbell Funeral Chapel w Nowym Jorku, aby zobaczyć jej ciało. Podczas pogrzebu Ray Bolger, z którym zagrała w „Czarnoksiężniku z Oz” , powiedział „ona po prostu się wyczerpała”.

Judy_Garland_The_Harvey_Girls_MGM_Publicity_still.jpeg

Judy Garland w 1945 roku (Wikipedia).

Złaknieni uznania

Historia Judy Garland boleśnie ilustruje w jaki sposób poczucie wartości nagminnie mylone jest z wiarą w siebie. Na początku przez większość rodziców, a później przez dorosłe dzieci, które to samo przekonanie przekazują swoim dzieciom. Mechanizmu tego doświadczają nie tylko znani artyści tacy jak Judy Garland, Marilyn Monroe czy Amy Winehous, ale wszyscy ci, którzy próbują na podstawie swoich sukcesów, osiągnięć i nagród zbudować poczucie wartości. A to zadanie zawsze skazane na porażkę. „Spotykając się z ludźmi filmu bardzo często pytałem ich o to dlaczego wybrali ten zawód” – mówi Łukasz Maciejewki, dziennikarz, krytyk filmowy i teatralny. „70% odpowiedź jest jednobrzmiąca – wynika to z chorobliwej nieśmiałości, poczucia niedowartościowania, wstydu, z tego że czuli nieuzasadnione defekty własnej urody, a często później stawali się seksbombami i amantami polskiego kina. Zawód, o którym myślą nastolatkowie, którzy później zostają uznanymi aktorami czy reżyserami to najczęściej psychologia”. Chęć zrozumienia drugiego człowieka, a przede wszystkim siebie to wspólna płaszczyzna dla zajmujących się psychologią i sztuką. Wiele osób zachłannie poszukujących satysfakcji, ukojenia, spełnienia, zadaje sobie pytanie o to jaką rolę odegrać w życiu, czym się zająć, gdzie być, nie znajdując czasu i przestrzeni by przyjrzeć się mechanizmom, które zmuszają ich do ciągłego ruchu, zmiany, poszukiwania uznania. Moc widowni, fanów może uzależnić od zewnętrznych bodźców, zagłuszających poczucie wartości i silnie budujących wiarę w siebie. Nie jest to regułą, wiele osób ze świata sztuki łączy jedno z drugim, wykonują swoją pracę i czerpią zrozumiałą satysfakcję z komplementów, pochwał i nagród mając niepodważalne poczucie swojej wartości, tego że ich życie, samopoczucie nie jest związane z rolą, którą pełnią, ale tym że istnieją.

Wiara w siebie zabijająca poczucie wartości

Kiedy pojawia się dziecko dla rodziców zachwycające jest wszystko co się z nim wiąże, jak śpi, patrzy, je, zaciska rączkę na placu. Czasami wystarczy kilka tygodni, miesięcy by pojawiły się pierwsze pomysły i próby ułożenia, wychowania, zmiany nowego człowieka. Szybko przestaje zachwycać sama obecność, a pojawia się oczekiwanie by dziecko było jakieś, spełniło określone wymagania, grzecznie siedziało, ładnie się wyrażało, osiągało sukcesy. Ta potrzeba poprawiania drugiej osoby związana jest z tym, że zamiast ją dostrzegać taką jaka jest zaczynamy ją oceniać. Wartościowy staje się narysowany obrazek, piątka z klasówki, samodzielnie wybrany strój a nie obecność, a jeśli już to określona obecność np. bycie cicho gdy przychodzą goście. Wszystko te zachowania rodziców wpływają na samoocenę. „Kiedy prawdziwym problemem jest u dziecka brak poczucia własnej wartości, oni skupiają się na wzmocnieniu jego wiary w siebie. Dodatkowo ich wysiłki często przynoszą odwrotny skutek, bo w rezultacie poczucie własnej wartości u dzieci nawet się obniża” – napisał Jasper Juul, terapeuta i pedagog, autor książki „Twoje kompetentne dziecko”. W konsekwencji każdy osiągnięty sukces musi się okazać zbyt mały, by mógł zadowolić nienasyconą potrzebę bycia wartościowym. Rodzice, którzy chwalą dziecko, cieszą się jego sukcesami, nagradzając lub karząc wyłącznie jego zachowanie nie dostrzegają go jego obecności, przez co przyczyniają się do rozbudowania ego takiego dziecka. W dorosłym życiu istnieje ryzyko, że będzie to osoba z silnie rozdętym ego, słusznie przekonana o tym, że może bardzo wiele osiągnąć, a przy tym czując się w środku niewarta miłości, szacunku, nieszczęśliwa.

Poczucie własnej wartości bezpośrednio związane jest z samoakceptacją, niezależnością i świadomością. Aby je sprawdzić wystarczy uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie: jak się czuję z samym sobą? Poczucie własnej wartości jest stanem w którym mieści się wiedza na temat tego kim jesteśmy oraz związane z tym wspomnienia, doświadczenia, ich zrozumienie. To przekonanie o tym, że jestem w porządku taki jak jestem, na drugim biegunie czyli niskim poczuciu własnej wartości są osoby krytyczne, zależne od innych, często doświadczające poczucia winy. Zwolnienie z pracy, zdobycie prestiżowej nagrody, krytyczna uwaga koleżanki lub komplement męża wpływa na samopoczucie, jednak u osoby o wysokim poczuciu wartości nie przyczynia się do zmiany postrzegania siebie. Osoba z niskim poczuciem wartości, każde z tych zdarzeń będzie długo analizowała, przeżywała, uzależniała od niego postrzeganie samej siebie czując wstyd lub dumę. Niskie poczucie wartości będzie przejawiało się lękiem przed porażką, przechwałkami na swój temat, wycofaniem się w cień z życia zawodowego i rodzinnego, wyniosłością, agresywnym zachowaniem wobec innych, ale też nadużywaniem środków psychoaktywnych, a czasami kłopotami z układem trawiennym. Poczucie własnej wartości kształtuje się długo, jest głęboko ukrytym filarem, na którym zbudowane są myśli, uczucia, potrzeby prowadzące do decyzji podejmowanych w dorosłym życiu. „Z kolei wiara w siebie jest miarą tego do czego jesteśmy zdolni – w czym jesteśmy dobrzy i do czego mamy zdolności” – wyjaśnia Jasper Juul. To nabyta cecha, związana z umiejętnością stawiania i osiągania celów. „Jeśli ktoś ma zdrowie poczucie własnej wartości, to rzadko kiedy cierpi na brak wiary w siebie. W przeciwną stronę jednak ta zależność nie działa” – dodaje w swojej książce Jasper Juul. Wiarę w siebie budujmy słysząc komplementy, pochwały, wyrazy uznania od rodziców, nauczycieli, trenerów, coachów, ale również wtedy gdy osiągamy sukcesy w jakiejś dziedzinie. Stosunkowo łatwo zbudować lub zburzyć w sobie taką wiarę dotyczącą określonych umiejętności – potrzebujemy do tego informacji płynących z zewnątrz oraz idących za nimi wewnętrznego przekonania „jestem w tym dobry”. Wzmacnianie wiary w siebie, nie przyczynia się do budowania poczucia własnej wartości. Dobrze jest gdy obie te elementy są na wysokim poziomie, często jednak rodzice mając dobrą intencję i przekonanie, że wspierają swoje dziecko budują w nim wiarę w siebie kompletnie ignorując lub wręcz obniżając poczucie własnej wartości. „A wyrażanie miłości to decydujący czynnik w rozwoju poczucia wartości” – tłumaczy Jasper Juul. Poza tym może być tak, że ktoś ma „obniżoną samoocenę w zakresie swoich relacji interpersonalnych a jednocześnie wysoko się oceniać pod względem intelektualnym co może wpływać na jej sukcesy w aspekcie zawodowym i porażki w sferze prywatnej” – wyjaśnia dr Urszula Sajewicz-Radtke psycholożka z sopockiego wydziału zamiejscowego Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Kocham Cię a Ty mnie oceniasz

Do owego zamieszania i rozwijania wiary w siebie, zamiast poczucia wartości dochodzi w relacji dziecka z rodzicami i innymi znaczącymi dorosłymi w ich życiu, nauczycielami, dziadkami, rodzeństwem. Czteroletni Krzyś czekał w swoim domu na przyjście mamy z pracy, wraz z opiekującym się nim babcią wymyślił, że zrobi dla niej laurkę, bardzo się niecierpliwił i tęsknił, całą swoją energię włożył w tworzenie obrazu dla mamy. Wycinał z kartek papieru kolorowe serca, rysował, kleił. Gdy mama wróciła do domu, pełen miłości podbiegł do niej z wyciągniętą w dłoni laurką. Ta ucieszona powiedziała „piękna laurka, świetnie Ci to wyszło, ale musiałeś pracy w to włożyć, masz talent, kto wie może zostaniesz malarzem”. Mama pochwaliła laurkę, zrobiła to z radością, ale Krzyś nie czuje by spotkał się z nią emocjonalnie. On dał jej siebie, swój czas, energię. Uczucia umieścił w rysunku, który był tylko pretekstem by powiedzieć: kocham. Krzyś podbiegł do mamy po obecność, a dostał ocenę. To, że jest ona pozytywna buduje wiarę w siebie, ignorując poczucie wartości. A ponieważ całe zdarzenie było przyjemne, pomimo emocjonalnej konsternacji dowiedział się w trakcie tego zdarzenia, że tym co robi może sprawić radość osobie, którą kocha najbardziej na świecie. Podobna sytuacja zdarza się za każdym razem gdy dziecko woła do rodzica „patrz na mnie”, a rodzic zamiast patrzyć, towarzyszyć w działaniu, zabawie zaczyna oceniać, chwalić lub ganić dziecko. Ono chce obecności, emocji, wzmocnienia swojego poczucia wartości, poprzez zauważenie, usłyszenie („widzę Cię”, „jestem z tobą”) a dostaje ocenę („świetnie się bawisz”, „pięknie Ci to wyszło”, „za szybko biegasz”). Dziecko szybko uczy się, że tym co robi może zyskać sympatię i akceptację innych, zaczyna wierzyć, że jak się postara będzie lubiane. Gdy zrobi ładną laurkę, posprząta pokój, powie to co chce usłyszeć druga strona, a nie to co samo myśli, a dalej wykona pracę za swojego kolegę, zdobędzie więcej pieniędzy, kupi ładniejszy dom przez krótki czas poczuje satysfakcję. Jednak ten niebezpieczny wyścig trwa u niektórych przez całe życie, zamieniają bycie na zadania, nie ma znaczenia to, że jestem, znaczenie ma co potrafię. „Potwierdzanie swojej wysokiej samooceny, co do której dana osoba nie ma pewności może się wiązać z ryzykownymi, destrukcyjnymi zachowaniami, zbieraniem informacji, które to potwierdzają, poszukiwaniem sukcesu w wymiernych osiągnięciach i dużym wyczuleniu na zewnętrzne komunikatu” – podsumowuje dr Mariusz Zięba, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, Wydział Zamiejscowy w Poznaniu. Mama, która chce budować poczucie wartości swojego dziecka nie musi nauczyć się żadnych specjalnych zdań, które w tej sytuacji powinna wyrazić, ważne jest by zareagowała emocjonalnie, spontanicznie, w zgodzie z tym co czuje i powiedziała na przykład „dziękuję, tęskniłam za Tobą”, albo „porozmawiamy o tym co jest na tym obrazku i jak to było czekać na mnie?”, albo jeszcze inaczej „sprawiłeś mi wielką radość, cieszę się że tu jesteś”. Chodzi o zrozumienie różnicy pomiędzy reakcją, która ocenia co zrobiło dziecko, bez względu na to czy jest ona pozytywna czy negatywna a reakcją która zauważa dziecko, to że ono jest, a nie że jest jakieś. Po kilku takich scenach dziecko uczy się by pytać czy to co zrobiło jest dobre, ładne, czy się podoba. Jeśli zamiast emocjonalnej reakcji, autentycznego kontaktu otrzymuje ocenę, pochwałę lub naganę szybko uczy się świata, w którym musi coś zrobić by zostać zauważonym. To trochę tak jakby dwoje zakochanych w sobie dorosłych ludzi spotkało się po kilku dniach rozłąki. On został w ich mieszkaniu, ona wyjechała na szkolenie. Gdy wróciła zaskoczył ją wysprzątanym mieszkaniem i samodzielnie ugotowaną kolacją, podczas której powiedział „tęskniłem za Tobą, kocham Cię” i usłyszał od niej „Dziękuję, jak ty świetnie sprzątasz i gotujesz”.

Wiele osób bardzo szybko zamienia emocje na oceny, bo tak łatwiej, szybciej, bo tego uczą w szkole i pracy. Nie chodzi również o to by zrezygnować z ocen, bywają one motywujące, pomagają wybrać to co w danej chwili postrzegam jako lepsze, jednak jeśli są zamiast emocji to chociaż mogą znacznie przyczynić się do wzrostu wiary w siebie okaleczają poczucie wartości. Człowiek dorastający w takim świecie ma tendencję do pozostawania egocentrykiem, budującym siebie poprzez otaczające go rzeczy i wyrazy uznania. A ta droga, nawet jeśli trwa kilka lat kończy się pustką, samotnością, a czasami chorobami psychosomatycznymi gdy brakuje siły, czasu lub zawodowych szczytów do zdobycia. Dostrzeżenie drugiego człowieka to stworzenie mu miejsca obok, zadawanie pytań „co myślisz”, „co czujesz”, nie jest to możliwe dopóki oceniam. Dla wielu osób okazuje się niewyobrażalne zauważenie różnicy pomiędzy zadaniem a byciem, ocenieniem a czuciem, obserwowaniem a dostrzeżeniem. Jeśli tak jest to dobry moment by zapytać samego siebie na czym buduję lub zbudowałem poczucie własnej wartości? Jakie znaczenie ma to, że jestem? W środowisku terapeutów krąży żart dotyczący tego co poprzedza załamanie nerwowe. Prawie zawsze jest to przekonanie u osoby, która go doświadcza, że wykonuje niezmiernie ważną pracę.

Czym jest sukces i jak go osiągnąć?

Sytuacja jest idealna gdy poczucie wartości i wiary w siebie jest wysokie, jeśli natomiast poczucie wartości jest wysokie a wiara w siebie na niskim poziomie nie stwarza to trudnej do pokonania sytuacji psychologicznej. Wsparcie ze strony bliskich, terapeuty, coacha, przełożonego czy samo nagradzanie i dostrzeganie swoich sukcesów może w krótkim czasie je zbudować. Może być również tak, że poczucie wartości i wiara w siebie są na niskim poziomie. „Wiele badań wskazuje na to, że osoby o niskiej samoocenie przede wszystkim starają się unikać sytuacji, w których ujawniałaby się ich niska wartość.” – tłumaczy dr Mariusz Zięba. „Mogą też mieć tendencję do kompensowania poczucia niższej wartości sukcesami, na które w ich mniemaniu ich stać, trochę jak uczeń, któremu nauka nie wychodzi, więc stara się pokazać swoją wyższość nad innymi prezentując siłę fizyczną”. Alfred Adler, twórca jednej z najbardziej znanych teorii osobowości, w powszechnym dla każdego dziecka poczuciu niższości i bezradności dostrzegał źródło dążenia do mocy, czyli obecnego w całym życiu człowieka mechanizmu rozwojowego. „Dążenie do mocy motywuje do wysiłku, którego celem jest wyrównanie słabości i dorównanie innym. Może ono przyjmować też neurotyczne formy objawiające się np. upartym dążeniem do władzy”. To do jakich sposobów zachowania, funkcjonowania z innymi prowadzi niska samoocena zależy od wielu czynników, podobnie jak sukces, który jak pokazują biografie znanych często nie łączy się z zadowoleniem z siebie i swojego życia. „Związek między samooceną a osiąganiem sukcesów nie dotyczy bowiem tylko tego, czy te sukcesy są, ale też tego co będzie dla danej osoby sukcesem i jakie cele sobie stawia” – wyjaśnia dr Mariusz Zięba. Czym innym jest potrzeba osiągnięć, zaspokajana awansem w pracy, a czym innym potrzeba szacunku i uznania, której spełnienia można poszukiwać w intymnych relacjach z rodziną czy przyjaciółmi. To zadanie, który każdy może wykonać w swojej głowie, gdy słyszy słowo sukces – jakie obrazy, myśli się pojawiają? Hamak pod palemką z kolorowym drinkiem, dom w dobrej dzielnicy, wyższa wypłata, nowy samochód, własne biuro? A może chwila relaksu z książka na kanapie, czas na kawę z przyjacielem, przyjaźń? A może sukcesem jest spokój?

Nadzieja na sukces

Średnio co trzy lata na całym świecie organizowane jest badanie PISA – Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów. Najnowsze wyniki pochodzą z 2009 roku i przeprowadzone były na grupie 475 460 uczniów z 65 krajów. W zakresie matematyki prowadzą Chiny (Szanghaj, Hongkong), Singapur, Korea, na szarym końcu m.in. Łotwa, Włochy i USA. Podobnie sytuacja wygląda w zakresie nauk przyrodniczych i czytania. Jay Mathews z gazety

„Washington Post” zwraca uwagę na badania przeprowadzone wśród ośmioklasistów uczących się matematyki. W Korei 6% wśród tej grupy wyrażało zaufanie i wiarę w swoje umiejętności matematyczne, natomiast w Ameryce takie przekonanie posiadało 39%. Jedne z najgorszych wyników w matematyce nie przeszkadzają amerykanom zachowywać optymizm, z drugiej strony brak wiary w siebie nie utrudnił Koreańczykom zajęcie jednego z pierwszych miejsc w tej dziedzinie. „Wiara w swoje możliwości sprzyja osiąganiu sukcesów, jednak nie jest ona czynnikiem wystarczającym” – mówi dr Urszula Sajewicz-Radtke i dodaje, że ważna jest „nadzieja na sukces rozumiana jako przekonanie jednostki, iż potrafi podjąć działania zmierzające do osiągnięcia celu i kontynuować je mimo napotkania trudności. Nadzieja na sukces zawiera w sobie dwa komponenty jeden dotyczy przekonania o posiadaniu silnej woli, drugi natomiast przekonania o umiejętnościach znajdowania rozwiązań”. Heinz Heckhausen, niemiecki psycholog, wykładowca i badacz wyodrębnił dwa czynniki motywacyjne: nadzieję na sukces i lęk przed porażką. Osoba znająca swoją wartość, czująca się ze sobą bezpiecznie i pewnie częściej będzie doświadczała nadziei na sukces, która ma większe znaczenie w procesie motywacyjnym od lęku przed niepowodzeniem. Ci, których motywuje nadzieja na sukces potrafią czerpać przyjemność z wyzwań i trudnych zadań, które dla osób motywowanych lękiem przed porażką wydają się czasami niemożliwe do osiągnięcia. „Badania dowodzą, że osoby motywowane przez nadzieję na sukces chętniej nawiązują przyjaźnie z podobnymi do siebie osobami” – wyjaśnia dr Urszula Sajewicz-Radtke i dodaje, że studenci z wysokim poziomem nadziei potrafią znacząco lepiej tworzyć plany realizacji celów długoterminowych. Potrafią planować swoją pracę, dzielić ją na mniejsze zadania tak aby móc stale monitorować postępy”. Nadzieja na sukces bezpośrednio związana jest z poczuciem własnej wartości, ponieważ doświadczający tego stanu stawiają sobie cele w świadomy sposób, to znaczy bazujący na wcześniejszych doświadczeniach. Tak sformułowane marzenia czy postawione cele wynikają z wewnętrznych przekonań na własny temat, a nie są odpowiedzią na pochwały szefa, chęć pokazania się w nowym aucie sąsiadom, czy udowodnienia swojej wartości znajomym. Nadzieja na sukces nie jest biernym stanem oczekiwania, czy zmuszającą do osiągania kolejnych zewnętrznych sukcesów wiarą w siebie, ale realnym postrzeganiem siebie, swoich możliwości, aspiracji i pracy, która pozostaje do wykonania.

Samokontrola

653 dzieci w wieku 4,5 lat znalazło się w niezwykle trudnej sytuacji. Posadzono ich przed stołem, na którym na talerzu znajdowała się pachnąca i pyszna pianka nazywana z angielskiego marshmallow. Mogły ją zjeść od razu albo… poczekać 15 minut i dostać kolejną. Ogromna pokusa i wyzwanie. Około 30% dzieci zdecydowało się poczekać. Aby wytrzymać i nie ulec przybierali różne strategie, odwracali wzrok od pianki, wąchali ją i dotykali, niektórzy śpiewali, tupali, a jedno z nich próbowało nawet usnąć. Po 15 minutach spotkała ich obiecana nagroda. Wszystkie te dzieci wzięły w latach 60, udział w wielokrotnie powtarzanym później eksperymencie profesora Walter Mischel z Uniwersytetu Stanfordzkiego, który potocznie nazywany jest „testem pianki”. Co ciekawe, po 20 latach profesor postanowił ponownie zbadać osoby, które zdecydowały się odroczyć przyjemność i kontrolować swoją ochotę na piankę. Okazało się, że w późniejszym życiu otrzymały więcej punktów na maturze jeśli do niej podeszły, lepiej radziły sobie ze stresem, miały mniejsze problemy z koncentracją, uwagą oraz nawiązywaniem przyjaźni. Oczywiście nie dlatego, że w swojej przeszłości na 15 minut odmówiły sobie niebiańskiego smaku pianki, ale dlatego, że odmówiły sobie tej przyjemności ponieważ posiadały umiejętność kontrolowania siebie, swoich decyzji. Potwierdza to dr Mariusz Zięba twierdząc, że na drodze do osiągnięcia sukcesu kluczowa jest „zdolność samoregulacji, czyli kierowania sobą, odporność na pokusy i wytrwałość”. Wewnętrznie umiejscowione poczucie kontroli powoduje, że dana osoba świadomie wybiera ścieżkę swojego rozwoju. Taki człowiek potrafi pozostać wierny sobie i swojemu pomysłowi na swój rozwój, pracę i czas wolny uwzględniając zdanie innych, ale nie podporządkowując się mu. Ludzie zewnątrz sterowni zapisują się na jogę, później siłownię, tai – chi, idą do wróżki, karmią się poradnikami, kupują określone produkty ponieważ taka panuje moda, tak powiedział autorytet w białym kitlu lub bliska osoba. Postawa taka zmusza do szybkiego reagowania i zmiany swojego postępowania wskutek zewnętrznych bodźców, ponieważ wskutek niskiego poczucia własnej wartości ciężko zaufać samemu sobie, swoim potrzebom. Samokontrola związana jest również z umiejętnością odpuszczania i czekania, osoba z niskim poziomem wewnętrznej kontroli potrzebuje natychmiast mieć to co ta ładna pani w telewizji czy sąsiad zza płotu, a niezaspokojona potrzeba wywołuje frustrację. Test pianki pokazał, że takich ludzi jest około 70%, gdy widzą przed sobą smakołyk muszą go szybko zjeść, pomimo tego, że wiedzą, że gdyby poczekali 15 minut ich przyjemność byłaby podwójna. W codziennym życiu owe 15 minut czasami trwa kilka dni, tygodni czy lat, dlatego pokusa może być jeszcze większa. „Staranie się o sukces obejmuje kolejne fazy, od formułowania celu (o co się starać), poprzez nadawanie mu znaczenia (czy warto się o to starać), aż po wytrwałość w dążeniu do celu” – wyjaśnia dr Mariusz Zięba. A na każdym z tych etapów kluczowe dla dostrzegania własnych możliwości ma poczucie wartości i wiara we własne możliwości. Jeśli oba przekonania są na wysokim poziomie maksymalizujemy szansę na sukces, o ile potrafimy rozpoznać to czym się różnią. Zapobiega to karmieniu się z pustej miski. „Byłoby niezwykle smutne, jeśli wszystko było by zależne od naszego dzieciństwa i jeśli nie dałoby się tego zmienić. Po co wtedy byłaby terapia psychologiczna, coaching, grupy wsparcia czy samorozwoju” – dodaje dr Urszula Sajewicz-Radtke. Większość ludzi zmierza do osiągnięcia sukcesu i jest tym zadaniem tak pochłonięta, że nie znajduje i nigdy nie znalazła czasu by odpowiedzieć sobie na pytanie czym on tak naprawdę jest i jaka jest różnica pomiędzy działać a być.

 

Źródło: magazyn Coaching 2013