main new

Jesteśmy zasłyszanymi opowieściami

Przede mną ekran komputera, za nim okno, za oknem lawenda, szałwia, mięta, melisa, oregano i tymianek. Mój mały ogród złożony z czterech doniczek. I jeszcze obok cytryna, sześcioletnia, wyhodowana z pestki.

Pracuję nad książką, powieścią, nieśpiesznie. Piszę inaczej niż pierwszą „Chodziło o miłość”, bez tego zarozumiałego pośpiechu i inaczej niż „Świadka”, bez bólu brzucha, kręgosłupa, narcystycznej obsesji na punkcie swojej pracy.

Gdy patrzę z siódmego piętra wrocławskiego balkonu myślę czasami o falach z Wyspy Wielkanocnej, albo nowozelandzkiej wyspie Urupukapuka. Siedziałem tam i patrzyłem jakby nigdy niczego nie było, ten moment wypełnił mnie i został, dołączył do tych wszystkich spotkań, wzruszeń, pęknięć, które pomagają porzucać iluzje (czyżby?).

urupuka puka

Czasami, gdy patrzę z mojego małego balkonu myślę o amazońskim lesie deszczowym, odgłosach małp, wietrze wpadającym do domku na drzewie i toalecie z niezwykłym widokiem.

toaleta

Wspominam Rudego, przyjaciela i upartego lisa zakochanego w swoim rybaku, który wpadł jak burza na mój ręcznik i został na chwilę, uczył mnie o bliskości.

DSCN1011

 

Myślę o godzinach na lotniskach, przypadkowych spotkaniach, ciemnych uliczkach. Myślę bez żalu i tęsknoty, ze spokojem i wdzięcznością.

Największym odkryciem podróży dookoła świata okazała się Ayahuasca, znalazłem narzędzie, które pomaga mi być bliżej tego co najważniejsze, bliżej miłości. Pewnie jak wszystko i ayahuasca jest na chwilę, ale świetnie łączy się z medytacją vipassana, z moją potrzebą wyjścia z matriksa. Tylko, że ego takie rozszalałe, podpowiada mi co chwilę gdzie mógłbym być, kim mógłbym być, co osiągnąć, jak siebie ocenić, porównać, czym zachwycić bliskich i świat, jak wzbudzić w nich ten krótkotrwały podziw, którym ego uwielbia się karmić. Te wszystkie podszepty są o tym, że jestem niewystarczający, że muszę zasłużyć, udowodnić, że obecność jest mniej ważna od opowieści. Bzdury. Dlatego obserwuję.

I jeszcze tyle, że już wiem gdzie chcę mieszkać. Musi być las. Mały domek z kawałkiem ziemi, raczej daleko od sąsiadów i przynajmniej z jednej strony zaprzyjaźniony z lasem. W województwie dolnośląskim, bo blisko do rodziców i Eweliny. W mojej wizji jest miejsce dla psa, kozy i kur, jest miejsca dla dobrych ludzi, stworzenia „sanktuarium” dla zwierząt uratowanych z hodowli przemysłowej. Ale może będzie zupełnie inaczej, może tylko ja i pies, może ja i ktoś ukochany, albo ukochani. Nie wiem. Obecnie – nieśpiesznie – szukam swojego kawałka lasu. I jeśli wiecie o takiej przystani, dajcie proszę znać (robert.rient@gmail.com). Dziękuję.

 

Ps. „Wyobrażamy sobie, że jesteśmy stworzeniami rządzonymi przez przeznaczenie. Słuchamy opowieści, nie pamiętając, że słuchanie też jest opowieścią. Sami jesteśmy zasłyszanymi opowieściami. I tylko my możemy je usłyszeć. Bez naszego słuchania wszystkie historie są tą samą opowieścią. Wszystkie mówią nam, że nic nie musi się zdarzyć” – Karen Joy Fowler, „Sarah Canary”.

 

Poprzedni wpis                                                                                                               Następny wpis