main

Ko Samui – poradnik praktyczny

Żegnam się z wyspą, bez rozpaczy, przeciwnie – doczekać się nie mogę nowego. Zachłanny jestem na nowe. Wczoraj, po ostatnim masażu, poszedłem poszukać Rudego – nie było go przy naszym drzewie.

DSCN0961

Nigdzie go nie było. Nie ma Rudego od czterech dni. Nie pożegnał się, oczywiście. Nasze ostatnie spotkanie było jakby nigdy nic, jakby idę siku, idę do mojego Rybaka, nie oglądam się za ciebie. Ale wrócisz – pomyślałem sobie – przybiegniesz z tym mokrym nosem, uderzysz nim w udo, zepsujesz mi ręcznik brudnymi łapami. Nie wrócił. Każdego dnia wypatrywałem, pewnie przeniósł się ze swoim Rybakiem na inną część wyspy. A może tylko mi się przyśnił, czasami tak sobie myślę, że mi się przyśnił, bo to lepsze od wiedzy, że już nigdy go nie zobaczę (jeśli ktoś Rudego nie poznał, to niech nadrobi tutaj).

W ramach podsumowania napiszę tylko, że jeśli chcecie dostać się na Ko Samui to macie dwie opcje: 1) szybszą i znacznie droższą, 2) tańszą i nieznacznie dłuższą.

1) Z Bangkoku samolotem bezpośrednio na wyspę (około 500 zł) – 1 godzina.
2) Z Bangkoku samolotem linii AirAsia do Surat Thani (około 60 zł) – również 1 godzina. Z Surat Thani autobusem do portu, a dalej łódką na wyspę – trochę ponad 3 godziny. Całość za 70 zł – można kupić opcję autobus/łódź u pośrednika na lotnisku lub online tutaj.

Skorzystajcie z usług Taxi Lomprayah – za 150 bahtów (ponad 15 zł) dojedziecie z każdego miejsca na wyspie w każde miejsca na wyspie, bez względu na to czy będą to 2 czy 32 kilometry.

Jeśli ktoś szuka kurortów, spa, hoteli każdej gwiazdki, bialuchnych plaży – poradzi sobie (polecam Kamalaya).

Jeśli ktoś szuka odludzia, dzikości (i Rudego lub jego śladów) polecam południową część wyspy, przy rzece Ban Thale – przez rzekę nie należy przechodzić bez specjalnych mocy (o księżniczce Arwenie, która się prawie utopiła do przeczytania tutaj). Tylko ostrzegam, że poza palmami kokosowymi, dzikimi plażami i zwierzętami nie ma tutaj nic więcej. Jeśli traficie na południe wyspy, stańcie twarzą do wody i kierujcie się w stronę rzeki, przekroczcie ją mimo wszystko morzem, podczas odpływu – nie powinniście sobie wtedy zamoczyć nic powyżej pępka, lub sutków (zależnie od wzrostu). Kilometr spaceru wzdłuż plaży i znajdziecie się przy sanktuarium dobrej samotności, miejsce absolutnie magiczne (zdjęcia sanktuarium tutaj). Wystraszeni i rozsądni mogą przekroczyć rzekę oddalonym o 2 kilometry mostem.

Za 20 zł na dobę można sobie wypożyczyć skuter (ruch lewostronny!). Benzynę można kupić na stacji paliw (niecałe 3 zł za litr) lub praktycznie wszędzie (trochę ponad 4 zł za więcej niż litr). Sprzedawana w butelkach. Przy okazji tankowania można sobie kupić papierosa i zapalniczkę, połączyć.

DSCN0886

Jak już użyjecie skutera udajcie się zobaczyć wodospady Namuaeng. Nie dajcie się tylko zmylić, pierwszy, wysoki na 18 metrów i oblegany przez turystów jest namiastką tego długiego na 79 metrów. Gdy opuścicie turystyczne zbiegowisko po prostu idźcie w górę. O tam.

DSCN1115

Weźcie wodę, krem do opalania i jeszcze jedną wodę. Skuter można zostawić na jednym z parkingów na dole. W żadnym wypadku nie korzystajcie z przejażdżki na plecach słonia (dlaczego do przeczytania tutaj). Będziecie się wdrapywać prawie 650 metrów nad poziom morza. W trakcie wędrówki, prawdopodobnie będziecie wyglądać tak (nie wiedziałem, że można się tak pocić):

DSCN1128

Za to jak wejdziecie wszystko się zmieni.

DSCN1138

Warto, absolutnie warto, nie dla masochistycznej przyjemności udowodnienia sobie czegokolwiek – dla widoków. Wyspa położy się przed wami, a wy będziecie mogli się położyć w wodospadzie. I patrzeć.

DSCN1124

Przepoconą odzież można wyprać w publicznych pralkach (4 złote za pranie).

DSCN0804

Albo skorzystać z profesjonalnego „Laundry service” (4 zł za kilogram).

DSCN1333
Z innych, głównych atrakcji – jedzenie. Richard, Amerykanin i masażysta, mieszka tutaj z żoną od dziesięciu lat, powiedział mi kiedy spotkałem go w drodze na wyspę, że najlepiej można zjeść w restauracji „Słodkie Siostry” (nie odpowiadam za wasze skojarzenia). Faktycznie, jedzenie jest fenomenalne. Polecam prażone kwiaty bananowca w kremowym sosie kokosowo-orzechowym z chilli. Poza tym mnóstwo całkiem przyzwoitego jadła w knajpach przy ulicy, jak to w Tajlandii. Warto również odwiedzić knajpkę „Kuzyna Bonne” przy plaży  – zwłaszcza jeśli kochacie kicz. Jedzenie przeciętne, ale można zatrzymać się na szejka z mango, wyjść na taras widokowy, a później kontemplować wystrój knajpy. Właściciele pomieszali wszelkie wątki popkulturowe i ułożyli je obok siebie. Coś obrzydliwego. Spider-Man łapie na swoją sieć gekona, a zegarek po prawej jest z Francji, zobaczcie również kto kieruje taksówką.

DSCN0841

Dla wielu to sprawy oczywiste, ale w Tajlandii pewnych spraw nie wolno, a pewne należy.

DSCN1334

– Nie machamy i nie krzyczymy za kelnerami, kelnerkami, nawet jeśli robimy to z czarującym uśmiechem. W niektórych lokalach znajdziecie grafikę (patrz zdjęcie powyżej).
Pieniędzy nie gnieciemy – zdarzyło mi się w aptece wręczyć banknot z pogiętymi rogami i aptekarz najpierw długo rogi prostował. Był niepocieszony, a ja zawstydzony. Nie wszyscy zwracają na to uwagę, ale możemy kogoś obrazić wręczając zniszczone pieniądze. Tajowie szanują swojego Króla, a ten jest wszędzie, również na banknotach.
Należy zdejmować obuwie (klapki przecież) przed wejściem do domów, restauracji, sklepów, świątyń.
Ręki na powitanie nie podajemy, przykładamy dłoń do dłoni, lekko się pochylamy. Podobnie dziękujemy.
Głowa uważana jest za najważniejsze miejsce w ciele człowieka, nie należy poklepywać spotkanych dzieci po głowie, głaskać ich rozkosznych czuprynek. Dorosłych głów również nie macamy – w tym wypadku turyści są bardziej powściągliwi (chociaż sporo zależy od płci i urody). A gdy wchodzimy zwiedzać świątynię to nasza głowa, jak i każdej osoby zwiedzającej, nie powinna znajdować się wyżej od głowy Buddy.
Stopy z kolei uważane są za nieczyste, nie należy trzymać ich powyżej czyjejś głowy, nie należy stopami niczego wskazywać, a zwłaszcza wizerunków Buddy. Wielu turystów, zmęczonych upałami, wchodzi do świątyń i siada na podłodze ze stopami w kierunku posągu Buddy – nie ładnie, nie należy, nogi krzyżujemy, a jeśli prostujemy to na bok.
Krzyk – nie uprawiamy, jakże to cudowne. Tajowie nie okazują publicznie negatywnych emocji. Szacunek jest ważny i ochoczo okazywany, podobnie wdzięczność.
Targowanie się jest powszechne, należy je uprawiać z uśmiechem i jeśli na produktach nie są podane ceny, założyć, że cena, którą słyszymy z pewnością jest zawyżona.

Dobrze, koniec wymądrzania.

Serdeczności znad kokosa przesyłam i ruszam dalej.

DSCN1340

 

Poprzedni wpis                                                                                                               Następny wpis

  • http://nudyniema.blogspot.com/ Nudy nie ma

    Hmm, my lecieliśmy AirAsia z Bangkoku do Surat Thani, potem autobus i prom. Tyle, że nas to kosztowało ok. 2000 PLN na 4 osoby :-/

    To jak należy wzywać kelnerów?

    • https://erient.pl Erient.pl

      To faktycznie drogo. Z AirAsia można znacznie taniej, trzeba polować.

      A kelnerów uśmiechem, oczami i słowami :)

  • Ania Juchnik

    Cześć, świetnie się czyta! szapoba i chciałabym tak pisać! pytanie: gdzie mieszkałeś na ko samui? jest miejsce, które polecasz na 4 dniowy wypad?

    • https://erient.pl Erient.pl

      Hej, spędziłem wiele dni w „Il Castello”, kilometr od restauracji „Sweet Sisters” (tam koniecznie, chociaż raz zjedz obiad, albo kolację i wybierz coś z pierwszej strony menu, czyli to co poleca szefowa). Ale to totalne odludzie, jeśli szukasz ludzi, miejsc dla turystów to do Il Castello tylko ze skuterem, a jak szukasz Rudego to gdzieś się tam kręci. Daj znać jak już będziesz! Pozdrawiam i dziękuję za dobre słowa!

  • Sonka

    Czytam z przyjemnością:) Fajnie piszesz:)

    • https://erient.pl Erient.pl

      Dziękuję Sońka!

  • Dżej Di

    Dobre miejsce na ślub? 😀

    • https://erient.pl Erient.pl

      Doskonałe :)