main

Kolej transsyberyjska – brzozy i śnieg

Cały czas widzę jak stoimy z Aspołecznym na korytarzu pociągu, obok siebie, patrzymy długimi godzinami, ja za okno, on w telefon. Podglądnąłem, gra w budowanie wirtualnego miasta, przynajmniej ma poczucie wpływu.

Budzi mnie Oficer, grzebie pod moją pryczą. Szuka kapcia. Podnoszę się szybko, uśmiecham serdecznie i głupio, przestawiam bagaże, szukamy kapcia, bez skutku. Oficer macha ręką i mówi, że chuje, chuje. Pewnie zgubił kapcia jak się zataczał na stacji kolejowej. Oficer ma kaca, leży na pryczy i wydmuchuje wczorajszy dzień.

Rano do kawy mam jagodziankę, kupiłem sobie jeszcze w Moskwie. Umiem odraczać, czekałem na ten poranek. Po ugryzieniu okazuje się, że to kapuścianka. Taka niespodzianka.

Za oknem śnieg i brzozy.

DSCN0223

Czasami jakaś wioska.

DSCN0225

Atletyczny siada sobie na mojej pościeli, ot tak, dżinsami, stopy wkłada pod tyłek i dotyka nimi prześcieradła. Wczoraj usiadł by zjeść i poszedł grzecznie do siebie. Dzisiaj jak usiądzie i zje, to dalej siedzi. Gdy zbliża się do mojej pryczy, uśmiecham się serdecznie i głupio, gestem i całym sobą daję do zrozumienia, żeby sobie posiedział, zjadł ze spokojem i wychodzę na korytarz, bo krępuje mnie jak ludzie dalecy są za blisko. Stoję więc na korytarzu, zostawiam mu przestrzeń, moją przestrzeń. Za każdym razem Atletyczny siedzi dłużej, mija doba, a każdy jego posiłek to godzina mojego stania. Raz mnie nawet zaprosił z tego korytarza, żebym usiadł obok niego, obok niego na mojej pryczy, no to stało się – myślę sobie – przeholowałem z uprzejmością. Znam dobrze ten stan. Później muszę uciekać, bo cały jestem uśmiechnięty, wsłuchany, pytający, i cały jestem: ależ oczywiście, nie ma problemu. A chciałbym być jak Aspołeczny. Różnica jest taka, że on się nie uśmiecha, nie przymila, jak musi to odpowiada, grzecznie, bez wylewności.

Ograniczenie przestrzeni od zawsze jest ograniczeniem wolności. W szpitalu pod różnymi względami jest lepiej (chociaż wiadomo, że gorzej). Tam wędruje się we wspólnym celu – zdrowia, i z podobnej przyczyny – choroby, ewentualnie hipochondrii. Koleją transsyberyjską wędruje się z różnych przyczyn i dla różnych powodów.

Śmieszne jest to moje narzekanie gdy pomyślę o podróży wagonem bydlęcym z kilkudziesięcioma ludźmi stłoczonymi obok siebie.

Za oknem śnieg i brzozy.

DSCN0224

Na śniegu sporo śladów zwierząt, ale żadnego zwierzęcia. Tylko ich sierść – na każdej stacji, gdy wchodzą nowi, niosą na sobie skórę, futra, czapki z długimi ogonami lisów. Ocierają się o mnie futra, wchodzą w pole widzenia, sierść doczepiona jest do kurtek jako dodatek, do butów jako ozdoba. Skóra na rękawiczkach, paskach, butach. Kim były te wszystkie zwierzęta i dlaczego nie jest to istotne?

Składam pryczę, mniej miejsca, ale przynajmniej oszczędzam prześcieradło przed stopami Atletycznego. Zszedł się posilić, dużo je chłopak, też Vladimir, ale woli Vlado.

Za oknem brzozy i śnieg, czarno-biało jest.

DSCN0243

Czasami jakaś wieś, jakieś domy pośpiesznie mijane.

DSCN0227

Oficer pyta wszystkich o zgubionego kapcia, chodzi palić, wciąga mięsne kulki, ziemniaczki i cebulkę, wypija trzecią kawę rozpuszczalną. Widzę kątem oka, szuka łyżeczki, którą położył pod pojemnikiem. Zniechęcony poszukiwaniem zabiera łyżeczkę z pustej szklanki Aspołecznego – każdy z nas ma taką samą szklankę i łyżeczkę – miesza w kawie, oblizuje dokładnie i odkłada do szklanki Aspołecznego. Patrzę na moją łyżkę, niedawno użytą i zastanawiam się czy była wcześniej w dojrzałych ustach Oficera.

Gdy pociąg zatrzymuje się na dłuższy postój, wychodzę na zewnątrz, pooddychać mroźnym powietrzem, stanąć na ziemi, zobaczyć dzielnego człowieka, który siekierą zdejmuje lód z pociągu.

DSCN0210

Albo zrobić zdjęcie traktorowi, który ciągnie za sobą przyczepę z węglem, żeby pod samowarami móc palić, żeby woda w pociągu była ciepła.

DSCN0213

Oficer pyta o Polskę, wyjaśniam, że nie wszyscy nienawidzimy. Wychodzę na korytarz, staję obok Aspołecznego, który wydaje z siebie delikatną woń zużycia. W ogóle im dłużej jedziemy, tym bardziej mężczyźni śmierdzą , wonieją, można powiedzieć, że nieustannie wonieją. Chociaż w przypadku Aspołecznego wydaje mi się, że wszystko to sobie zaplanował, że zapach jest przemyślaną strategią i częścią jego aspołecznej tożsamości.

Wyruszam do wagonu restauracyjnego.

DSCN0234

W restauracyjnym pusto, tylko ja i kelnerka, która nieśpiesznie plecie warkocz.

DSCN0178

W menu są trzy dania „wegetariańskie”: 1) sałatka warzywna, 2) ziemniaki z cebulą i grzybami, 3) zupa warzywna na mięsie.

DSCN0254

Zajadam się ziemniakami z cebulą, niczym Oficer, to samo do ust wkładamy. I tak bardzo w mojej niechęci go nie widzę, trochę jak mojego dziadka. Mój umysł gotowy jest ukarać mnie za ten brak reporterskiej postawy, za patrzenie na kamyk tylko z jednej strony albo pod światło, tak że mnie oślepia. Gotowy jest karać mnie za to, że od siebie pozbierałem historię o innym. Nie pozwalam głowie na wyrzuty, jestem istotą bardzo niedoskonałą i taką pozostanę, wolno mi oceniać Oficera za te wszystkie słowa, za to, że kichnął na mnie dwa razy, za to, że w nocy znowu pluł przez sen, za to, że umieścił we mnie telewizyjną propagandę o Polsce i Rosji.

W przedziale Atletyczny siedzi na mojej pryczy, coś je, uśmiecha się, odpowiadam uśmiechem, oczywiście. Cały jestem przyzwoleniem, nie umiem być Aspołecznym w towarzystwie ludzi. Stoję na korytarzu, patrzę w ciemność.

Nie wiem co sobie myślałem. Uniesiony aurą magii, zgromadzoną wokół dwóch słów: kolej transsyberyjska, nie poświęciłem zbyt wiele czasu by wyobrazić sobie dni i noce w klaustrofobicznej przestrzeni z trójką mężczyzn. Wiedziałem tylko, że nie mogę podróżować plackartą, czyli na otwartej przestrzeni z kilkudziesięcioma osobami (przeżyłem to w kiedyś w drodze do Odessy i opisałem tutaj). Uchwyciłem się nadziei, jak zazwyczaj, że jakoś to będzie, że będzie dobrze, że trafi się ktoś ładny i mądry, ktoś ciekawy, inspirujący, gnany duchem przygód lub lękiem przed pustką, ale przede wszystkim uchwyciłem się nadziei, że jakoś to będzie. I jest jakoś.

Czas, w którym mam dosyć ludzi jest nieporównywalnie krótszy od tego, w którym do ludzi zaczynam tęsknić.

Nowosybirsk, poranek, Oficer wysiada! Podajemy sobie ręce, mówi do mnie o Polsce, nie słucham, na pożegnanie wypowiadam jego imię i wracam do przedziału, chichotać, że to nasze ostatnie spotkanie (o życie przekorne – nie zaskocz mnie). Po kilku minutach do przedziału wchodzi Słonecznikowy, też wojskowy, zajmuje pryczę Oficera. Ma czapkę z futrem, dwie torby bagażu, a w nich ciastka, papier toaletowy, ciuchy i kilogramowe opakowanie słoneczniku niełuskanego, wiem co to oznacza i drżę.

Syberia. Kładę się spać, bo tętno pociągu zawsze mnie usypiało, uwielbiam to kołysanie. Budzę się, za oknem brzozy i śnieg. Zasypiam, budzę się, kołysanie, brzozy i śnieg. Trans. Tylko wieczorami, gdy słońce zachodzi, niebo robi się czerwone, wzroku nie można oderwać.

Syb3

Wychodzę na korytarz. Atletyczny brata się ze Słonecznikowym. Aspołeczny przechodzi obok, nie zauważa mnie, co za rozkosz. Za oknem brzozy i śnieg. Głowa chciałaby snuć narrację o tym jaki jestem niewdzięczny, jaki egotyczny, jak nie potrafię wytrzymać, docenić, porównuje moją podróży do podróży zesłanych na Syberię, ale nie słucham,  znam dobrze te myśli i napięcie, które powodują.

Przez krótką chwilę coś dzieje się na niebie, niezwykłe poruszanie, wywołane skrzydłami smoka. Do tego ten pociąg, który wytrwale zabiera mnie z każdego miejsca w każde kolejne miejsce, nieustannie, sekunda za sekundą. Pozostaję bezwolny w tym ruchu, poddany, zatrzymany przy oknie. Wszystko jest przez bardzo krótką chwilę. Wszystko znika. Nie ma Oficera. Nie ma śniegu. Nie ma brzóz. Nie ma frustracji. Nie ma Roberta. W tej krótkiej chwili jestem, tylko jestem i to wystarcza na kilka kolejnych godzin.

DSCN0274

 

 

Pierwszą część podróży koleją transsyberyjską, czyli „Oficer żółte wąsy”, znajdziesz tutaj.
Trzecią część podróży koleją transsyberyjską, czyli „ktoś musi umrzeć”, znajdziesz tutaj.

Poprzedni wpis                                                                                                               Następny wpis