maijn4

Kolej transsyberyjska – oficer żółte wąsy

Z wujkiem co ma tłuste wąsy i obleśne myśli, można jakimś cudem wytrzymać dwie godziny na przyjęciu urodzinowym u babci, tak, by nie dać mu po mordzie, ale pięćdziesiąt godzin przekracza szereg granic. Tym bardziej mając go na wyciągnięcie ręki, to znaczy jego gębę, która gada, również przez sen albo dupę, która pierdzi, głównie przez sen.

Ale po kolei.

Brązowa linia moskiewskiego metra (Кольцева́я ли́ния), jako jedyna biegnąca w mieście po okręgu, zawozi mnie – trzy godziny przed czasem – na Dworzec Jarosławski. Od zawsze lubię być przed czasem i znacznie bardziej przeżywam, że ktoś na mnie czeka od czekania na kogoś.

W wagonie nr 9 wrzucam plecak pod dolną pryczę nr 11. Znajdujący się obok mnie mężczyzna, którego do końca podróży będę zwał Aspołecznym, zakłada właśnie krótkie spodenki, szarą koszulkę i kapcie. Natchniony tym widokiem, dżinsy zmieniam na dresy, a ciężkie buty na japonki. Temperatura w pociągu przekracza 23 stopnie Celsjusza. Pociąg relacji Moskwa – Władywostok odjeżdża punktualnie o 13:20.

DSCN0194

W tym momencie do przedziału wchodzi Oficer z pożółkłym wąsem i wskazującym oddechem. Siada na dolnej pryczy, naprzeciwko i patrzy mi się uporczywie w twarz, uśmiecham się więc głupio i serdecznie.
– SztoJaSobierajsaWamZdarziNapozarowaSztoZdabriezowanieNa?
– Ja nie poniemaju – odpowiadam zgodnie z prawdą.

Aspołeczny wychodzi na korytarz, podążam za nim wzrokiem, mam w tym wzroku prośbę, ale on nie patrzy.

DSCN0105

Z Oficerem wyjaśniamy sobie, że jestem z Polski, za oknem porusza się Rosja. Chcę patrzeć na Moskwę, czytać książkę, pisać, rozmyślać, ale Oficer postanawia pytać. Jestem miłym człowiekiem, co może potwierdzić wiele osób, które zna mnie powierzchownie, dlatego reaguję na Oficera, który przez ponad trzydzieści lat służył w rosyjskiej Armii, na imię ma Władimir, a wąsy ma pożółkłe.
– Jak się żyje w Polsce?
– Dobrze – kłamię, zupełnie niepotrzebnie, bo rozjusza to Oficera.
– Co ty sobie myślisz, że jak się żyje w Rosji, co?!
– Dobrze – kłamię ponownie, ale tego jest Oficerowi za mało.

Rozpoczyna serię pytań, które mają zapewne służyć oświetleniu zakamarków mojej głowy: Czy uważam, że Rosja jest wielka czy mała? Czy Rosja jest piękna? Czy w Polsce macie takie pociągi? Dlaczego Polacy tak nienawidzą Rosji?

Dodam, że czytam „Gułag” Anne Applebaum i poziom moich paranoi na temat potencjalnego aresztowania mnie przez funkcjonariuszy rosyjskich jest wysoki. Wyrażam więc miłość do Rosji, mówię o dziadku, który żył w Krasnojarsku. Ani słowa o deportacji. „Gułag” Applebaum kładę na stole, robię to po cichu.

Oficer nalewa wódki do kubka, dobrej wódki, rosyjskiej, tłumaczy mi to wyraźnie. Przygotowany na taką ewentualność, mówię, że jestem na antybiotykach i wyciągam solidne opakowanie witaminy C 1000 plus. Oficer, ponownie mną rozczarowany, macha ręką i z flaszką w ręce, zwraca się do Aspołecznego. Ten odmawia. Wtedy właśnie zaczynam Aspołecznego kochać. Oficer uderza kubkiem o stół, patrzy na mnie srogo i pije.

Aspołeczny wskakuje na górną pryczę, grzebie w telefonie. Włączam czytnik książek, bo Gułagu boję się czytać – już nawet nie dlatego, że Oficer zobaczy, ale paranoje mi się powiększają. W czytniku mam kilka książek Virginii Woolf i „Uprawę roślin południowych metodą Miczurina” Weroniki Murek (cóż to jest za książka, fenomenalna).

Patrzę przez okno dopóki nie zrobi się zupełnie ciemno. Później patrzę w książkę, albo notatnik.

DSCN0125

W drodze do toalety przyłapuję Oficera jak pali papierosa, w przejściu między wagonami, uśmiecham się głupio i serdecznie, żeby nie pomyślał, że mam coś przeciwko, chociaż mam coś przeciwko. W przedziale zaraz zagaduje, zionie nikotyną, co tam piszę i żebym pił wódkę. Tak sobie piszę, wódki nie chcę. Machanie ręką, sapanie, oddech w moim kierunku. Oficer wyciąga dwa plastikowe pojemniki, w przeźroczystym ma mięsne kulki pachnące zwłokami i octem, w żółtym ziemniaki z cebulą, pachnące ziemniakami z cebulą. Jak Oficer je i szeroko otwiera usta, to jego szczęka wydaje specyficzny klik, jakby odgłos kłódki zatrzaskowej. Klik, mięsna kulka w mordzie, żucie, zalanie wódką, klik, ziemniaczek, klik, cebulka, klik, jeszcze cebulki, zalanie wódką. Pojemnika nie zamyka, żeby mi cuchnęło.

Im bardziej jest pijany tym bardziej jest niepocieszony gdy go nie rozumiem. A staram się go nie rozumieć. Macha wtedy ręką, a jak Aspołeczny stoi na korytarzu to skarży na mnie: ten polak i inne obraźliwe, z odpowiednim akcentem. Kurczę się i wpadam w notatnik.

Siada na pryczę, klik z mięsnej kulki, zalanie wódką, klik, ziemniaczek, klik, cebulka, która zostaje na wąsie, trochę nie mogę oderwać wzroku co Oficer zauważa i traktuje jako zainicjowanie kontaktu. Sam sobie winny muszę rozmawiać, głównie o tym dlaczego w Polsce tak źle mówią o Rosji. Czeka odpowiedzi a mięsna kulka nabita na nóż czeka by zrobić klik, potem odbywa się żucie i zalanie wódką.
– Nie poniemaju, nie poniemaju – wykręcam się Oficerowi.

Macha ręką i zaprasza Aspołecznego, który stoi na korytarzu, żeby usiadł obok niego. Aspołeczny odmawia Oficerowi. Kocham Aspołecznego jeszcze mocniej. Oficer macha ręką i sięga po pojemnik z mięsnymi kulkami, pcha je do buzi jakby pchał do walizki. Kątem oka widzę go cały czas, więc zastanawiam się czy nie usiąść twarzą do ściany. Długo rozważam i rezygnuję, bo usiąść twarzą do ściany to niechybnie wyjebać się na podłogę, gdy pociąg szarpnie, bo w tej pozycji nie dość, że mało miejsca to i nie ma się czego trzymać, poza tym dziwnie wygląda i jednak nie chcę Oficera prowokować, robiąc mu plecy. Widzę więc kątem oka, że robi jakieś gesty, coś mruczy, klik, mięsna kulka, wódka, klik, ziemniaczek, klik, cebulka i zalewanie wódką. I te brwi, jakby gniazdo ptaków, każdy włos z innego pola, w inną stronę się wyciąga, ale Oficer już dostrzegł, że się zapatrzyłem. I co tam polaku – zagaduje z małej litery i macha butelką wódki.

Im ciemniej się robi tym więcej jest Oficera. Nie mogę już szukać za oknem miejsca bez niego. Stać na korytarzu i patrzeć się w ciemność, nie będąc podejrzanym o traumę, smutek czy obcokrajowość nie jest prosto (myślę tak tylko przez pierwszą dobę, kolejną, długie godziny spędzam patrząc w ciemne okno, to lepsze niż Oficer, nawet jeśli tylko na kącie oka). Ta pierwsza doba, jak już zniknęły poza Oficerem wszystkie widoki, cała staje się niewygodą, a nie wyśnioną podróżą koleją transsyberyjską.

Idę do pani prowadnicy po piękną szklankę, wlewam sobie wrzątku i siorbię, powolutku. Dostaję też posiłek – dla każdego przysługuje jeden na całą podróż, chociaż kupując bilet, byłem przekonany, że jeden na każdy dzień. Proszę o opcję wegańską, ale pani nie rozumie, więc powtarzam, że bez mięsa, bez mięsa. Proponuje zatem z kurczakiem, ale odmawiam. No to dostaję ryż.

DSCN0093

Oficer kładzie się spać, czyni mnie to szczęśliwym, ale tylko na chwilę, bo Oficer nawet we śnie daje o sobie znać. Trzeba tutaj wyjaśnić, że prycze mamy oddalone od siebie na wyciągnięcie ręki, dosłownie. Jak Oficer śpi twarzą w moim kierunku to oddycha na mnie, nie na twarz, ale rękę, albo ciało i zionie. Mówi przez sen, bardzo dużo, ale nic nie rozumiem. Dwa razy pluje, wcale nie podkręcam tej historii, naprawdę pluje przez sen. Zresztą może to wszystko brzmi trochę zabawnie, ale tak to z koszmarami bywa. Wolę by Oficer leżał odwrócony do mnie dupą, z której odór nieznacznie tylko różni się od tego dolatującego z ust, za to nie dolatuje często i regularnie.

Na zdjęciu jest Oficer, opakowanie z mięsnymi kulkami (przeźroczyste) i opakowanie z ziemniaczkami i cebulką (żółte).

DSCN0088

Przestaję się chować w czytaniu, pisaniu, jestem sobie przez chwilę. Aspołeczny leży na górze, coś czyta, wspaniały człowiek, do końca podróży nie dowiem się jak ma na imię, słowa nie zamienimy, a wzrok z dwa razy, raczej przypadkiem. Kocham go. Poniżej plecy Aspołecznego, zdjęcie uważam za bardzo udany portret mojego bohatera.

DSCN0127
Oficer śpi, dupą w moją stronę, więc nieźle. Prycza nade mną pusta, za oknem ciemno, jestem i coraz mi lepiej. Myślę o wszystkim, ale tak, żeby niczego się nie uczepić. Jestem i lubię.

Szarpie pociągiem, wybudza to Oficera. Siada, wkłada kapcie, już mnie dostrzegł, że sobie leżę, taki żaden, w nic leżę, w żadnym zadaniu, w żadnym jedzeniu jestem. Mówi, że teraz będę pił wódkę. Ja, że antybiotyki, macha ręką i mówi, że będę pił, a jak nie wypiję to nie uznaję Rosiji, mówi to ciągle i coraz głośniej, z innych przedziałów już słyszą, że nie uznaję Rosiji! Paranoje mi mówią, że lepiej wypić, to się zgadzam. Cieszy to Oficera, wąsem pożółkłym porusza i wlewa mi prawie pół szklanki. Wtem pociąg się zatrzymuje, dwudziestominutowy postój. Oficer wkłada kurtkę, wychodzi na zewnątrz, palić, wódki dokupić. Wraca po dziesięciu minutach. Zanim ściągnie kurtkę, przewraca się na mnie trzy razy, pewnie zaciągał się na mrozie. Twarz ma poczciwą, uśmiechniętą, śmierdzącą, czerwoną i głupią. Mówi, że pójdzie spać. Wylewam wódkę ze swojej szklanki do kubka Oficera. Kładę się na pryczy, naciągam kołdrę na noc. Aspołeczny czyta, nic nie mówi, ukochany mój. Oficer mówi przez sen, często i niezrozumiale, sapie. Do przedziału wchodzi Atletyczny, z zawodu wojskowy, z zamiłowania ruchacz, ale o tym później. Leżący nade mną Atletyczny wygląda tak:

DSCN0142

Atletyczny wrzuca na górną pryczę kurtkę, siada dżinsami na mojej pryczy, na mojej białej kołdrze siada dżinsami i otwiera zwłoki kurczaka zapakowane w folię. No to mamy komplet, kurwa mać, a za nami dopiero niecały tysiąc kilometrów.

 

Drugą część podróży koleją transsyberyjską, czyli „brzozy i śnieg”, znajdziesz tutaj.
Trzecią część podróży koleją transsyberyjską, czyli „ktoś musi umrzeć”, znajdziesz tutaj.

Poprzedni wpis                                                                                                               Następny wpis