Małgorzata Szumowska

Uważam, że castingi są nienaturalne i upokarzające. Zapraszam aktorów renomowanych, których znam, gdzieś ich widziałam i mi się spodobali albo wynajduję ludzi  na ulicy, w knajpie, na imprezie. Interesują mnie oryginały. Nie szukam przystojnych czy ładnych, ale ciekawych, jakoś złamanych twarzy – mówi Małgorzata Szumowska, reżyserka.

 

W twoich filmach powraca temat tęsknoty za spełnieniem, czułością, intymnością, czym jest dla ciebie bliskość?
Nie mam definicji. Im jestem starsza tym coraz mniej wokół mnie tego co zdefiniowane, określone.

Nic pewnego?
Własna śmierć, poza tym niewiele. I to jest zaletą życia, dzięki której można się rozwijać. Dochodzenie do tego, że nic nie jest pewne to bolesna lekcja. Bycie dorosłym, dojrzałym, zrozumienie tego, że jest się skazanym na pewną samotność, to przerażające doświadczenie i zarazem otwierające.

Uwalniające?
Bardzo. Jak ktoś ma ugruntowane poglądy to znaczy, że nie jest otwarty na zmianę. Czasami słyszę, że pół roku temu mówiłam coś zupełnie innego od tego co mówię teraz. Ale dla mnie na tym polega rozwój, by pokonywać kolejne etapy. Życie jest niezwykle dynamiczne i obsesyjne trzymanie się konkretnych poglądów tworzy sztuczną sytuację. Ludzie kurczowo przywiązani do swojej ideologii wzbudzają moją nieufność.

To musi być destrukcyjne.
Ale paradoksalnie bywa budujące. Oczyszcza przestrzeń, wzbogaca. Życie nie mieści się w stałych zasadach.

A dzieckiem byłaś grzecznym?
Nigdy, byłam złą uczennicą. Prawie w ogóle nie chodziłam do szkoły. Do dzisiaj trwa okres zabawy, on nigdy się nie kończy. Eksperymentowanie, próbowanie nowych sytuacji jest mi potrzebne. Człowiek jest ograniczony tylko swoim ciałem, moment w którym ono odmawia posłuszeństwa to najgorsze co może się zdarzyć. Umysł może być zawsze młodzieńczy.

Jak to jest drugi raz zostać mamą?
Nie jestem typową mamą, zarówno za pierwszym jak i drugim razem podchodziłam bardzo naturalnie do bycia w ciąży, nie spinało mnie to. Lubię być mamą i lubię być w ciąży ale nie chucham, roztkliwiam się nad macierzyństwem przesadnie. Mój syn ma osiem lat, chodzi z mokrą głową ale nigdy nie chorował, chociaż jestem matką niefrasobliwą. Moje dzieci są zrelaksowane, przynajmniej na razie. Jeśli matka nie jest szczęśliwa to dzieci też nie są, banalne ale prawdziwe. Ja staram się być szczęśliwa i na ogół mi to wychodzi. Szczęście odbiera strach, walczę z tym.

Jak to robisz?
Strach przełamuję działaniem, jak się czegoś boję to muszę natychmiast to zrobić. To moja natura. Przełamać strach przed życiem, przed opiniami innych, przed wieloma rzeczami.

Takimi jak współpraca z Juliette Binoche?
Oczywiście. To jest doświadczona aktorka, silna osobowość, współpracowała z wieloma reżyserami, jest pewna siebie ale właśnie dzięki temu udało się. Jak ktoś jest przesadnie skoncentrowany na tym co inni o nim pomyślą nie ma szans na wolność.

szuma 2

A są takie osoby, których zdanie się dla ciebie liczy?
To bardzo małe grono tych, z którymi współpracuję . Nie można się liczyć z opinią wszystkich to zabija wszelką kreatywność. Dobrze jest ciągle do czegoś aspirować, być świadomym swojej drogi. Powoli zbliżam się do momentu zawodowego, w którym zawsze chciałam być. Pracuję na swoich zasadach, ludzie mi ufają, nie muszę się prosić o  przestrzeń. Dzięki temu, że „W imię” było w konkursie berlińskim i zostało nagrodzone mam poczucie większych możliwości, temu służą wyróżnienia. Ta wolność jest wspaniała, marzyłam o niej. Jako młoda osoba zaczęłam jeździć ze swoimi filmami po świecie, szybko znalazłam się na międzynarodowych festiwalach, to były lata 90. To mi dało siłę, nie wpadłam w ograniczenia i kompleksy, które w Polsce ma wiele osób z mojego pokolenia. Ludzie mówią po angielsku ale za słabo więc się nie odzywają. To bez sensu bo chodzi o to żeby się komunikować a nie mówić perfekcyjnym angielskim. Czasem ludzie są  pozamykani, bardzo się denerwują co się o nich powie, boją się, że popełnią jakieś faux pas. Przyglądałam się innemu światu, uczyłam się jakiegoś luzu w podejściu do życia. Im starsza tym bardziej pewna jestem, że ten luz jest niezbędny do zachowania jako takiego zdrowia psychicznego.

Skąd masz ten luz?
Dużo podróżowałam, poznałam w ten sposób wiele osób. Nagle okazuje się, że jestem na imprezie i bawię się z osobą która podaje się za kochankę Jarmuscha,  pyta mnie czy w Polsce są pomidory, czy ciągle u nas pada śnieg…płakałam ze śmiechu. Miałam wtedy 23 lata, a na sobie koszulkę z jakimś logo. Domniemana kochanka Jarmuscha powiedziała, że nie wypada nosić ciuchów z napisem firmy. To były lata przed czasami „no logo”, do głowy by mi to nie przyszło. Te wszystkie nowości mnie podniecały, interesowały. Byłam wiecznie ciekawa innego świata, a sama przecież wywodzę się z ciężkiej komuny.  W każdej sytuacji, również tej która jest przeciwko mnie znajduję coś fascynującego.

Co?
Inspiruję się słowami, które padają, zapisuję usłyszane dialogi, słowa, biorę je do filmu, nakreślam postaci psychologiczne w oparciu o jakieś napotkane typy. Życie, ludzie to naprawdę kręcąca sprawa.

„33 sceny z życia” oparte właśnie były na takich zapiskach, prowadzisz dziennik?
Żaden dziennik, ważne rzeczy zapisuję w telefonie. Dziennik wydaje mi się turbo pretensjonalny.

Dlaczego?
Dzienniki prowadzą pisarze lub nawiedzeni ludzie. W wypadku tych pierwszych efekt jest często świetny, gorzej z drugimi. Ja nie jestem pisarzem tylko reżyserem.

szuma

Twój najnowszy film „W imię” opowiada o niemożności zbliżenia się, o nieudanym związku, bliski tobie temat?
Kiedyś byłam katoliczką, żyłam religią, poznałam wielu księży, długo zastanawiałam się nad psychiką duchownych. Okazało się, że zdecydowana większość czuje się samotna. Opowiadanie o miłości spełnionej na ekranie jest mniej ciekawe, więc poszukiwałam niespełnienia pomiędzy moimi bohaterami. Trudno wyobrazić sobie większą samotność niż tą księdza.

Jakiej reakcji się spodziewasz wśród polskich widzów?
Czasami czytam jak na forach internetowych ludzie reagują na słowo „gej”, w Polsce wciąż płynie fala nienawiści. Film opowiadający o homoseksualnym księdzu nie zyska przychylności społeczeństwa, ale nie interesuje mnie ściganie się z superprodukcjami.

Wielu aktorów występujących w filmie to amatorzy, jak ci się z nimi pracowało?
Uwielbiam pracować z amatorami, coraz bardziej mnie do tego ciągnie. W nowym filmie chcę poza czterema aktorami zatrudnić tylko amatorów.

Dlaczego?
Bo mnie drażnią wyuczone gesty na ekranie. Na początku amatorzy zagrywają się, są straszni, ale jeśli odpowiednio się z nimi pracuje, motywuje, to ich rola ma ogromną siłę.

Jak pracowałaś z amatorami podczas kręcenia „W imię”?
Integrowałam się z całą ekipą. Grałam w piłkę z tymi chłopakami, dużo rozmawialiśmy, piliśmy piwo, przeszliśmy na ty. Chciałam żeby mi zaufali, żeby zobaczyli że mogę być jedną z nich. Poza tym cały czas współpracuję z tymi samymi ludźmi, dzięki temu możemy wiele rzeczy zrobić szybciej, rozumiemy się bez słów. Nikt mi nie zadaje idiotycznych pytań, nie muszę wyjaśniać swojego stylu pracy.

Podobno bywasz wybuchowa na planie.
Lubię pracę z bardzo dobrymi aktorami, którzy potrafią wyczuć czego od nich oczekuję. Nie jestem typem reżysera, który w nieskończoność analizuje graną postać. Gdy dochodzi do nieporozumienia czasami puszczają mi nerwy, szczególnie gdy ktoś nie umie wykonać powierzonego mu zadania.

Co to znaczy – wyczuć, czego potrzebujesz?
Poszukuję aktorów, którzy mają talent do aktorstwa filmowego, które moim zdaniem jest czymś zupełnie innym od aktorstwa teatralnego. Potrzebuję aktorów, którzy czują kamerę, potrafią się do niej ustawić, nie klepią tekstu, nie mają maniery, mówią tak jak ja teraz mówię do ciebie, bez napięcia, naturalnie. Mam takiego aktora, opowiadam mu o postaci i robimy próbę, szukamy postaci. Natomiast nie lubię siedzieć, analizować, wczytywać się w tekst to dobre w teatrze.

Nie robisz castingów, jak wybierasz aktorów?
Uważam, że castingi są nienaturalne i upokarzające. Zapraszam aktorów renomowanych, których znam, gdzieś ich widziałam i mi się spodobali albo wynajduję ludzi  na ulicy, w knajpie, na imprezie. Interesują mnie oryginały. Nie szukam przystojnych czy ładnych, ale ciekawych, jakoś złamanych twarzy, na których coś się dzieje.

Sama do nich podchodzisz?
Wstydzę się i zazwyczaj nasyłam kogoś znajomego, ostatnio prosiłam o to Andrzeja Chyrę.

I jakie są reakcje?
Na ogół pozytywne.

Lubisz spokój?
Bardzo, odpowiada mi, ale nie mam go. Jestem wiecznie rozedrgana, ciekawa, cały czas chcę czegoś dotknąć, być gdzieś, zobaczyć. Jedyne momenty, w których się uspokajam to gdy siedzę w domu z rodziną.

Jaką cenę płacisz za to rozedrganie?
Rzeczywistość jest odkształcona, często inaczej postrzegam rzeczy niż inni. Prawie wszystko mnie niepokoi, a za tym pojawia się wielka ochota przekuwania tego niepokoju na kolejne obrazy, filmy. Kiedyś chudłam gdy robiłam filmy, ostatnio zyskuję coraz większą równowagę, ale rzeczywiście gdy wpadam w proces tworzenia zdarza mi się wciąż zapomnieć o jedzeniu. Moi rodzice byli bardzo zajęci, nie żyłam w domu, w którym gotowało się obiady. Sama wstawałam do szkoły, koleżanki dawały mi drugie śniadanie. Jak byłam głodna szłam do kuchni, zazwyczaj coś tam znajdowałam. Nie było zasad, wyznaczonych godzin posiłków, od samego początku musiałam być samodzielna.

Podobno twoja mama kupiła kiedyś sobie czekoladę i zjadła całą sama.
To nie było raz, w tamtych czasach było mało słodyczy i ona zawsze jak kupowała czekoladę mówiła, że jest dla niej i zjadała całą sama. Wyjaśniała mi, że słodycze nie są dla dzieci, bo są niezdrowe, poza tym ona miała na nią ochotę. Złościłam się, ale rozumiem ją.

Taki przekaz dla dziecka: jestem sam ważny dla siebie?
Mój syn przynosi pochwały ze szkoły, czasami wręcz namawiam go by był niegrzeczny, ale on ma swoje zdanie. Jestem przekonana, że dla dziecka jest ważniejsze to, że jego mama jest wesoła od regularnej pory obiadu.

A jaki wpływ miał na ciebie tato?
Mojego tato irytowało, że zawsze mówię co myślę, że nie jestem dyplomatką, że nie potrafię ukrywać tego co czuję, ale mi to dało w życiu siłę. Nie umiem, nie lubię udawać. Nie ma nietraumatycznych relacji z rodzicami. Tak samo każda relacja z partnerem bywa traumatyczna. Często chodzi o mniejsze zło. Stawiam na super szczerość w relacji z dziećmi, wiem że nie jestem idealna, ale to dla mnie ważne, by być uczciwą. Nie ma doskonałych sytuacji, zawsze jest jakaś skaza. Wolę luz i otwartość od sterylnego domu. Chociaż jestem apodyktyczna. Obok mnie jest grono bliskich ludzi, z którymi się świetnie dogaduję, ale poza nimi wydaje mi się, że jestem nie do zniesienia. Mam masę swoich dziwactw, nie mam zamiaru się przystosowywać do różnych sytuacji, szkoda mi na to czasu. Bywam trudna, dużo osób mnie nie lubi.

Zawsze taka byłaś?
Myślę, że tak, od kiedy pamiętam byłam odrębna, osobna, działałam po swojemu.

Jest coś co chciałabyś przekazać swoim dzieciom, coś im opowiedzieć, wpoić?
Cały czas z nimi rozmawiam, opowiadam im o wolności, o tym żeby nie byli od innych zależni, żeby nie starali się podobać otoczeniu. Uczę ich niezależności, tak emocjonalnej jak i intelektualnej.

Jak to robisz?
Staram się codziennie czytać mojemu synowi książkę, teraz Narnię. Rozmawiam z nim dużo. Czasami nie puszczam go do szkoły, idziemy razem na kawę, pytam co u niego i słucham.

Nie brzmisz jak odrealniona, artystyczna nimfa.
Mocno stąpam po ziemi, nienawidzę nimf. Lubię siłę w kobietach. W historii kinematografii na palcach obu dłoni można policzyć nagrody dla kobiet  za wybitne osiągnięcia. To jest wstrząsające, uwarunkowane historycznie, kulturowo, kobiety są stłamszone, zniewolone i ciągle nie widać równouprawnienia płci. A uważam, że kobiety  są silniejsze od mężczyzn, chociaż często same ustawiają się w pozycji podrzędnej wobec faceta, np.  robiąc wszystko by się podobać. To jest właśnie wina tego jak od setek lat urządzony jest świat i jak bardzo kobiety były spychane na margines. Często widzę jak ładnie ubrane dziewczyny, kobiety  czekają aż ktoś się nimi zainteresuje. A nie ma na co czekać, lepiej brać sprawy w swoje ręce.

A ty nie czekasz?
A na kogo ja mam czekać? Całe życie jestem w związkach i to długotrwałych.

To nie jest męczące?
Z jednej strony tak, ale nie umiałabym inaczej. Lubię bardzo ideę domu. Lubię intymność, świat który można stworzyć tylko z partnerem, poczucie bezpieczeństwa, własne gniazdo.

Kobiety są ciekawsze od mężczyzn?
Są bardziej otwarte, emocjonalne, mają mniej idiotycznych kompleksów, przynależnych do męskiego świata, są racjonalne. Facet typu macho to najbardziej żałosny przykład człowieka jaki można sobie wyobrazić. Ale ciągle spotykam kobiety, które chcą być docenione, zauważone przez takich facetów. Brak im wiary w siebie bo ta została gdzieś zabrana. Wierzę, że to się zmieni, czuję jak idzie wielka fala kobiet i czekam na nią. Cieszę się, że mam córkę, ona będzie dojrzewać już w świecie bardzo przychylnym kobietom. Ja musiałam i ciągle muszę trochę się w tym męskim świecie rozpychać a i tak mam wrażenie, że czasem ze względu na swoją płeć nie jestem traktowana serio.

Co ci daje siłę?
Życie bez rutyny. I jeszcze to przekonanie, że będę robić filmy dopóki moje ciało mnie nie zatrzyma.

Małgorzata Szumowska (ur. 26 lutego 1973 w Krakowie) – reżyserka, scenarzystka, producentka filmowa. Ukończyła w 1998 studia na Wydziale Reżyserii Filmowej i Telewizyjnej Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Jej najnowszy film „W imię” znalazł się w Konkursie Głównym 63. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie, na którym zdobył nagrodę „Teddy” dla najlepszego filmu fabularnego. Prywatnie żona Mateusza Kościukiewicza, mama syna Maćka i córki Aliny.

 

Wywiad został opublikowany w magazynie Sens w 2013 roku, Robert Rient.