sybierai main

Na Syberię

9 lutego 1940 roku dziadek został deportowany na Syberię.
9 lutego 2016 roku ruszam jego śladami na Syberię [1].

Nienawidziłem go przez długie lata, ale o tym za chwilę.

Dziadek został deportowany w nocy, miał wtedy sześć lat. W całej wsi szczekały psy. Nad ranem, jak ludzi we wsi Kulawa, w rejonie Żółkiewskim już nie było, psy prawdopodobnie poszły spać. Tak jak każda deportowana wtedy rodzina, mogli zabrać bieliznę, obuwie, pościel, naczynia kuchenne, pieniądze. W pośpiechu i otoczeniu żołnierzy. Dziadek pamiętał o krowach, które zostały, o małej kuźni taty, domu, o psie który szczekał. Temperatura spadła do minus czterdziestu stopni Celsjusza – mówił dziadek. Usłyszałem „minus czterdzieści” i od razu uznałem, że przesadza. Ze swoją historią przesadza, koloryzuje przeszłość, dramatyzuje, poza tym od czterech lat chorował na Alzheimera. Nie pamiętał prawie nic z teraźniejszości. Sprawdziłem więc każdy szczegół. Temperatura w nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku spadła do czterdziestu stopni. Przeszłość dobrze się dziadka trzymała.

Nienawiść, trwającą nienawiść, czułem w swoim życiu tylko do dziadka, wiele lat temu. Mógłbym napisać, że miałem powody, że był trudnym człowiekiem, że głosił prawdę obcym i złość swoim. Mógłbym napisać, że nienawidziłem go za moją mamę, jego córkę. Znalazłbym usprawiedliwienie dla swojej nienawiści, a gdybym bardzo się postarał, może nawet wywołałbym jej namiastkę w czytających opowieść, ale skłamałbym, za każdym razem bym kłamał. Przez wiele lat żyliśmy obok siebie, przez ścianę, a później jako sąsiedzi. Nie znałem mojego dziadka, znałem tylko swoją historię o dziadku.

10 marca 1946 roku, po deportacji, która trwała sześć lat, jeden miesiąc i jeden dzień, dziadek z rodziną został zapakowany do wagonu towarowego, który zawiózł go na Ukrainę, w rejon Zaporowski. Tam czekali na pradziadka, który musiał zostać w Krasnojarsku, bo kowala tak szybko wypuścić nie chcieli.

Był taki moment, kilka dni przed jego śmiercią, który mnie zatrzymał. Próbuję o tym pisać, tak by o tym napisać i wiem, że poniosę porażkę. Krytycy z głowy krzyczą, że wyjdzie ckliwie, banalnie, że ludzie zobaczą klisze ułożone ze słów, mimo wszystko napiszę. Dziadek stracił prawie całą pamięć. Na plecach miał odleżyną, falująca skóra wokół odsłoniętego mięsa. Stałem przy jego łóżku, a on się bał. Nie wiem co jeszcze czuł, co myślał, wyglądał jak lęk, jakby nic poza lękiem w nim nie było. Trzymałem go za rękę, mówiłem, patrzyłem tak by uspokoić. Właśnie wtedy przez chwilę go zobaczyłem, po raz pierwszy. Kilka dni później umarł.

Dzisiaj w nocy minie 76 rocznica I deportacji, podczas której dziadek i 141 tysięcy Polek i Polaków zesłano na Syberię. Prawie 14 tysięcy, tak jak dziadek i jego rodzina, trafiło do Kraju Krasnojarskiego.

Nigdy nie byłem na Syberii. Jadę tam z ciekawości.

Jadę po wiedzę, przeżycia i dla widoków. Chcę zobaczyć to na co patrzył, jeśli to w ogóle możliwe. Z tego powodu z Polski ruszam pociągiem, przez Białoruś, Moskwę. Do Krasnojarska dotrę koleją transsyberyjską. Chcę patrzeć przez okno, dzień za dniem. Różnica jest taka, że on jechał w wagonie bydlęcym, ja mam bilet do sypialnego. Dopiero gdy wsiadł na barkę i popłynął rzeką Jenisej, w głąb tajgi, było co podziwiać. Tak o tym opowiadał.

Jadę spotkać duchy.

Jadę pisać powieść.

Syberia jest pierwszym przystankiem i pretekstem do rozpoczęcia podróży, znalezienia miejsca do pisania i trochę więcej miejsca w sobie, na zrozumienia.

W 1943 roku, na Syberii, urodziła się najmłodsza siostra mojego dziadka. Nikt jej nie pamięta, tak szybko umarła. Jadę poszukać Adeli.

Jadę z poczucia straconych lat, relacji z dziadkiem, która oparta była na nie-widzeniu siebie.

Jadę z poczucia spokoju, bo zobaczyłem go na chwilę.

 

[1] dziadek2Chociaż deportacje rozpoczęły się w nocy z 9 na 10 lutego, a zdecydowana większość 10 lutego nocą i wczesnym rankiem, dziadek powtarzał, że został zesłany 9 lutego, dlatego tę datę uznaję za początek jego i mojej podróży. „Dziesiąty luty będziem pamiętali” – fragment „Ballady zesłańców”, Sybir 1940 r. Na zdjęciu obok mój dziadek.

 

stypendium_szaraPodróż jest częścią projektu realizowanego w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Poprzedni wpis                                                                       Następny wpis

  • Agnieszka Rogaczewska

    Na szczęście nikt z mojej rodziny nie został zesłany. Moja rodzinna historia natomiast wiąże się bezpośrednio z 24 grudnia 1944 w Ihrowicy i rzezią Polaków przez bandy UPA w tym dniu. Dom mojej babci, Julii Białowąs z.d. Litwin, znajdował się pomiedzy domami ukraińskimi na skraju wsi (do dziś to ostatni lub już przedostatni dom w Ihrowicy w kierunku Tarnopola). Jej rodzina właśnie została wtedy ostrzeżona przez zaprzyjaźnionych (chyba) Ukraińców. Wraz z rodzicami i 4-letnią córeczką, babcia zdołała się schronić w stodole, czy w polu, dzięki czemu rodzina uszła z życiem. Gdy babcia opowiadała o tym, byłam dzieckiem. Nie bardzo mnie to wtedy interesowało. Dziś jest staruszką sporo po 90-tce. Jednak już kilka razy udało mi się pojechać do Ihrowicy. Mam tam zaprzyjaźnioną rodzinę i wychodząc na podwórko oglądam tylną ścianę ówczesnego babcinego domu.
    Wigilijną rzeź opisał Jan Białowąs w „Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy w 1944 roku”.
    Życzę Ci udanej wyprawy w poszukiwaniu historii i znalezienia spokoju ducha rodzinnego.
    Agnieszka Rogaczewska, z.d. Białowąs

    • https://erient.pl Erient.pl

      Wstrząsająca historia, i ta ściana, która stoi do dzisiaj. Mam nadzieję kiedyś dotrzeć do Ihrowicy. Serdecznie pozdrawiam panią i babcię.

      • Agnieszka Rogaczewska

        Cały dom stoi, ale ja przebywam u sąsiadów, których podwórko graniczy z domem mojej babci. :)