Natalia Grosiak – Mikromusic

Prawniczka, która rzuciła intratną pracę w kancelarii, by śpiewać. Założyła zespół Mikromusic i czekała ponad dziesięć lat, by żyć z muzyki. Nam opowiada o tym dlaczego kobiety powinny rządzić światem, jak zmieniło się jej życie po urodzeniu córek i dlaczego nie pije kawy z mlekiem.

Ludzie lubią makabreski?
Płyta odbija się od wielu osób, ale gdy już ktoś ją przesłucha, wpatrzy się w teledyski, to płyną gorące komplementy. Wydaje mi się, że te utwory są trudne.

Przez teksty?
Tak, one przerażają. Dla wielu osób są obrzydliwe, ale to co robią ludzie też jest obrzydliwe. I  większość z nas nie chce słyszeć prawdy.

Jakiej prawdy?
O mięsie, futrze, nabiale. Skąd bierze się na przykład mleko dodawane do kawy, batonów, ciast i ciastek, w sumie  do wszystkiego. Wiele osób nie wie, że w hodowli przemysłowej krowa jest zapładniana średnio raz na dwa lata, dziecko odbiera się jej po kilku dniach a ją doi do ostatniej kropli. Zostaje ponownie zapłodniona po roku, a kolejne dziecko ponownie jej się odbiera, by stało się cielęciną albo zostało zmielone na owocowe żelki. Mniej więcej po pięciu takich cyklach, krowa nie odchodzi na emeryturę, zostaje przerobiona na karmę dla psów. Dlatego, gdy zamawiam latte na mleku krowim jestem odpowiedzialna za życie tej krowy, jestem częścią tego procesu.

16804938_2031495753744115_1035220028_o

Fot. Bartek Sadowski

W utworze „Smalczyk walczyk” odwracasz role i śpiewasz o „smalczyku ciepłym i tłustym z ludzkiego truchła”.
Bo to, co się dzieje w rzeźniach, na fermach jest jeszcze gorsze, ale udajemy, że jedzenie jest ze sklepu, że nie pochodzi od żywych, torturowanych istot. Wszystko dla smaku mięsa, czy przyzwyczajenia. Dlatego tak ważna jest świadomość mechanizmów rządzących przemysłem mięsnym, czy mlecznym. Wtedy zostają trzy opcje, można z wyrzutem sumienia dalej robić to co robimy, albo stosować mechanizm wyparcia, albo zmienić coś w sobie. Właśnie z tego powodu większość nie chce poznawać prawdy, bo ona bywa po prostu niewygodna.

Słyszałem jak kiedyś nazwałaś siebie ekoludem.
Lubię życie, w każdej formie. Razem z mężem sadzimy partyzancko drzewa. Mięsa nigdy nie lubiłam, a od kiedy odstawiłam nabiał, który zakwasza i zaśluzowuje organizm, ja i moje dzieci czujemy się zdrowsi, krócej i rzadziej chorujemy. Leczę się konwencjonalnie i metodami naturalnymi, akumpunkturą, ziołami. Wolę zapobiegać, szanować swoje ciało, karmić je tym co zdrowie, wtedy ono potrafi samo się uzdrawiać.

„Makabreski” to płyta z misją?
Bolek Makabreski odezwał się do mnie z propozycją współpracy, podesłał piękne i do końca przemyślane utwory, dołożyłam do niektórych z nich tekst i głos. Nie znaliśmy się wcześniej z Bolkiem, ale szybko okazało się, że nadajemy na podobnych falach. Płyta opowiada o nieprzyjemnym zapaszku w tramwaju, o rozstaniu i końcu miłości, o bezlitosnej tresurze, o mięsie. Nie ma w tym misji, a próba nazwania tego, czego zazwyczaj nie chcemy nazywać, o czym milczymy, albo udajemy, że nie istnieje.

Na przykład śmierć.
Bo ona mnie męczy, od dawna. Zachowujemy się jakby śmierć nie istniała obok życia, jakby nie czekała na nas wszystkich. Kultura zachodu nie radzi sobie z tematem śmierci.

Od kiedy śmierć cię męczy?
Gdy miałam piętnaście lat mój tata przeżył śmierć kliniczną. Wymsknął się śmierci. Od tamtego czasu przez wiele lat wracały do mnie sny, w których tato umierał. Budziłam się z płaczem. Później w snach umierały mi kolejne bliskie osoby. To był dziwny sposób mojej psychiki na przepracowywanie tego tematu.

16780420_2031495903744100_1291995715_n

Fot. Bartek Sadowski

Próbowałaś terapii?
Tak, tej klasycznej i przez jakiś czas ustawień Hellingerowskich. Temat śmierci powracał, udało mi się z tym uporać, ale nie do końca, bo właśnie w muzyce, w tekstach, co jakiś czas wracam do odchodzenia.

A jak myślisz o swojej śmierci to co czujesz?
Smutek. Kaja ma trzy lata, a Wandzia niecały rok. Chcę patrzeć na moje córki, obserwować, jak idą przez życie, być przy nich wtedy, gdy mnie potrzebują. Dlatego tak bardzo nie chciałabym odchodzić teraz. Pociesza mnie nadzieja, że śmierć nie jest końcem, że być może jest przejściem pomiędzy światami. Ale cierpliwie pracuję nad tym, aby godzić się z każdym aspektem mojego życia, także świadomością tego, że kiedyś umrę.

Tę cierpliwość widać również w twojej karierze. Kiedy zaczęłaś żyć z muzyki, a nie tylko dla muzyki?
Momentem przełomowym były narodziny dzieci, one pootwierały pola energetyczne w moim życiu. 3 kwietnia w 2013 roku urodziła się Kaja, a 5 kwietnia pojawił się utwór „Takiego chłopaka”. Ponad 10 milionów odtworzeń singla, który przyniósł Mikromusic wyczekiwaną popularność.

Z którą pojawiły się negatywne komentarze, że obrażasz polskich mężczyzn, wzdychając do tych poza Polską.
Gdy powstawała ta piosenka byłam w Portugalii. Napisałam pewnego dnia na Facebooku: jacy piękni ci Portugalczycy, czemu nasi Polacy tacy nie są. Bardzo to oburzyło moją koleżankę, która akurat miała męża brzydala. I myślę, że te mało eleganckie komentarze zazwyczaj pochodzą od tych, którzy mają problem opisany w piosence – piją, cwaniaczą, ale oburza ich ten Polak. Mam męża Polaka, kocham go i doceniam. Polacy, mimo, że urodą nie grzeszą, są bardzo zaradni i pracowici. Utwór „Takiego chłopaka” wywołał sporo zamieszania, ale dla mnie najważniejsze było to, że po ponad dziesięciu latach grania, po czterech wydanych płytach, moja kariera nabrała tempa. Żyjemy w świecie energii, ta może być czasami przyblokowana, albo przeciwnie, można się nią bawić. To przecież absolutnie niezwykłe, że to o czym pomyślę, następnego dnia zmieniam w słowa, a później w materię.

Bartosz Sadowski

Fot. Bartek Sadowski

A co się stało po urodzeniu Wandzi?
Dostałam sporo zaproszeń do udziału w niezwykłych projektach muzycznych. Będzie można mnie usłyszeć śpiewającą pieśni Moniuszki w szczecińskiej filharmonii, czy w nowy aranżacjach nieznanych piosenek Osieckiej w katowickim NOSPRze. Dzięki Smolikowi pojawiłam się na płycie „Historie” poświęconej Powstaniu Warszawskiemu. To część tego, co zadziało się niedługo po narodzinach mojej drugiej córki.

Będzie trzecie dziecko?
Już nie zdążę. Mam dużo pracy, a moją dwójką muszę się należycie zająć jako mama.

Na płycie skomponowanej przez Smolika śpiewasz o Aluni i jej chłopaku, który zdradził swe serce i oświadczył się wojnie. Czy to zawoalowane oskarżenie inicjatorów Powstania Warszawskiego?
Nie. Gdy zaczęłam pisać teksty na tę płytę poznałam wiele historii osób, które wzięły udział w powstaniu. Ta dotycząca Alunii bardzo mnie dotknęła. Była w kościele ze swoim Jureczkiem, pięknie ubrani, jakby gotowi do ślubu. Ale Jureczek nie chciał brać ślubu pośpiesznie. I dzień później wybuchło powstanie. Rozpoczyna się dramat, rozstanie zakochanych. Jureczek został porwany przez wojnę, deportowany na Syberię. Mija dziesięć, piętnaście lat. Alunia wychodzi za mąż za niezwykłego i dobrego człowieka, rodzi dzieci. Gdy jej mąż choruje i wie, że niebawem umrze, zachęcą ją by odszukała Jureczka, o którym tyle słyszał. Po pięćdziesięciu latach Jureczek i Alunia spotykają się. Mąż Aluni wie, że umrze i udziela jej błogosławieństwa na życie w nowym związku. Niezwykłe. Po śmierci męża Alunia wychodzi za Jurka, żyją razem trzy lata, dopóki i ten nie umrze. Chciałam opowiedzieć historię miłosną, a nie oceniać zasadność powstania. Nie oceniam inicjatorów Powstania Warszawskiego, rozumiem, że zdecydowali się wystawić szereg młodych ludzi na samobójczą akcję, ale kim ja jestem, by ich oskarżać i oceniać. Uważam, że zmarłym powstańcom należy się szacunek, tym bardziej że walczyli o wolność dla mnie i dla Ciebie. Wielu ze współcześnie żyjących rozprawia o tamtej historii, polityce, zabiera oskarżycielski głos, tymczasem dla Aluni najważniejsza była jej miłość.

A dla Ciebie co jest najważniejsze?
Pasja w robieniu tego co kocham – wychodzi na to, że również miłość. Przez te dziesięć chudych lat, póki nie pojawiła się piosenka „Takiego chłopaka”, coś we mnie nie umiało odpuścić, poddać się, zrezygnować. Muzyka zajęła moje serce, bo niczego innego tak naprawdę nie umiem robić. Pisanie piosenek, nagrywanie i koncertowanie to właśnie pasja.

Ukończyłaś filologię słowiańską i prawo. Zaczęłaś pracować w kancelarii prawnej, ale rzuciłaś tę pracę świeżo po ukończeniu studiów – dlaczego?
Bo bałam się przyszłości. Z każdym dniem coraz bardziej. Wpadałam w depresję. To rodzice wybrali dla mnie ten zawód. Chcieli bym była niezależna, miała dobrą pracę na etacie, ale ja chciałam śpiewać. Chodzenie do pracy, której nie chce się wykonywać smakuje frustracją. Myślę, że z tego wypływa tyle nienawiści i hejtu na świecie, bluzgów w internecie. Te słowa padają od osób, którym się życie nie ułożyło.

Nie ułożyło się, czy sami sobie nie ułożyli?
Może być i tak, i tak. Świadomie decyduję o swoim życiu od chwili, w której rzuciłam swoją pracę. Miałam wtedy 25 lat. Do tego momentu spełniałam oczekiwania innych osób. Wiele osób tak właśnie żyje, dla kogoś, w poświęceniu, poczuciu winy,  podejmując ważne decyzje pod presją otoczenia. Dlatego nabranie świadomości tego kim jestem, czego pragnę, co chcę robić – pomaga odzyskać siły i żyć swoim życiem. To również zależy od warunków i czasów, w których zostaliśmy wychowani. W mojej młodości co chwilę słyszałam, że dzieci i ryby głosu nie mają, albo durne powiedzenie: co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie. Świadomość rodzicielska tego, że dziecko należy traktować z szacunkiem jest dosyć młoda. Staram się być z moimi dziećmi, nie ograniczać ich nadmiernie, nie wiedzieć lepiej za nie, ale za to dyskretnie obserwować.

A jak rodzice zareagowali na to, że rzuciłaś starannie zaplanowaną karierę prawniczą?
Pomyśleli, że zwariowałam. Bali się o mnie, bardzo. Miałam pewną i dobrą pracę, stałe wynagrodzenie, perspektywy na rozwój i awans, za sobą lata nauki. A z dnia na dzień rzuciłam się w nieznane, niepewne. Rozumiem ich strach, ale wiem, że gdybym tego nie zrobiła nie byłabym dzisiaj w tym pięknym miejscu, nie zajmowałabym się tym co kocham. Sporo zawdzięczam rodzicom, wychowywali mnie tak, bym była zaradna, niezależna, silna, to im naprawdę się udało. Moja siostra jest pod tym względem podobna. Pracuje jako analityczka finansowa, mówi po japońsku, chińsku, pracowała w wielu krajach, ćwiczy sztuki walki, niezwykła osoba, dla której nie ma żadnych przeszkód. I wiesz, bardzo się cieszę, że moje córki widzą spełnioną mamę, bo w przyszłości, im jako kobietom, będzie łatwiej mierzyć się ze światem.

„Kobieta jest towarem z biustem, dupą, białymi zębami i wciągniętym brzuchem” – tak powiedziałaś w jednym z wywiadów.
Bo dla wielu wciąż jest. Na szczęście ta tendencja powoli się zmienia, bo kobiety w końcu się zbuntowały. Żyjemy cały czas w świecie patriarchalnym. Kobiety odzyskują swoje prawa dopiero od jakiś stu lat. Gdyby Bóg istniał byłby jedną wielką macicą, macierzą, z której pochodzi wszystko, każde życie. Ziemia też jest kobietą. Facet pojawia się i zapładnia, natomiast kobieta nosi życie w sobie, rodzi, wychowuje, dba o życie. Mężczyźni są de facto szkodnikami, organizują nam wojny, konflikty i w imię własnej wygody upychając nas w kuchni. A to właśnie nasza kobieca naturalna umiejętność ochraniania i przewidywania buduje jakiś porządek na świecie.   Wykonujemy niezwykłą pracę absolutnie marginalizowaną w męskim świecie. To my powinniśmy rządzić światem.

16810344_2031494797077544_733030958_o

Fot. Marcelina Pieniążek

A jak jest w świecie muzycznym?
Powoli kobiety go odzyskują, nowe pokolenie dziewczyn zaczyna grać na perkusji, gitarze elektrycznej, czy na basie. Walka o swoje prawa, a bardziej o odzyskiwanie swoich praw trwa – chodzi nam o możliwość współtworzenia świata, w którym żyjemy. A teraz przyszedł czas, w którym kobiety zaczynają odzyskiwać swoją przestrzeń, niezbywalne prawo do współistnienia.

Podobno nazywają cię królową matką.
Bo mam naturę kierowniczki. Dla chłopaków z zespołu jestem trochę jak mama, trochę jak managerka. Poza tym jestem silną, zaradna kobietą. Potrafię zadbać o siebie i innych. I mam w sobie dużo miłości.

Natalia Grosiak (ur. w Bielawie) – wokalistka, autorka tekstów i piosenek. Liderka zespołu Mikromusic. Absolwentka Wydziału Prawa oraz Filologii Słowiańskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Właśnie pojawiła się jej najnowsza płyta „Makabreski”. Prywatnie żona i mama.

 

Wywiad został opublikowany w magazynie Zwierciadło nr 01/2017

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz