coaching

Nieświadomi coachowie

Ukończyli dwudniowe szkolenie i oferują usługi w obrębie „life – coachingu”, czyli treningu życia. A ponieważ życie jest dosyć pojemnym słowem, które mieści w sobie wszystko, od czasu narodzin aż do śmierci warto uważnie sprawdzić zanim oddamy się w ręce „life coacha”.  

„Odrzuciłem wszystkie płatne oferty, wybrałem trzech coachów, którzy nie biorą za pierwszą sesję pieniędzy i postanowiłem ich sprawdzić. W końcu pierwsza randka jest bez żadnych zobowiązań” – opowiada Jerzy Piątek, specjalista public relations i fotograf z Wrocławia. „Na początku przejrzałem pobieżnie kilka ofert i stron internetowych. Później sprawdzałem doświadczenie, rekomendacje i kompetencje coachów z którymi chciałem się spotkać, a podczas  rozmowy dopytałem ich o wykształcenie i praktykę. Za każdym razem przedstawiałem ten sam temat. Kierunkiem mojego rozwoju osobistego jest fotografia, nie mówiłem proszę coś ze mną zrobić, tylko opowiadałem dokąd chcę dojść. W pierwszym miejscu raził mnie sztuczny luz coacha i nachalne odpytywanie powodujące wrażenie, że jestem na rozmowie kwalifikacyjnej. U kolejnego było bardzo sztywno, podczas rozmowy o jego kompetencjach okazało się, że pracował wiele lat w międzynarodowej firmie i w jego języku, sposobie bycia czuć było tę ‚korpo-mowę’. Rozumiem że chodzi o kontrakt, pewną umowę, ale nie chciałem nad sobą pracować z kimś, kto co chwilę mówi do mnie „klient”, czułem się jak w sklepie. Szukałem kogoś do kogo lgnę, posłuchałem intuicji i wybrałem osobę, której pytania mnie ciekawiły, przy której nie czułem napięcia, w sumie najmniej mogę  opowiedzieć o tym coachu, bo najmniej mi przeszkadzało. Na jego korzyść zadziałało również to, że ma wykształcenie psychologiczne, chociaż moim celem nie jest zajmowanie się emocjami, relacją, bo tego dotyczyła zakończona przeze mnie psychoterapia, która swoją drogą była otwierającym wydarzeniem jeśli chodzi o coaching”.

Nie ma przepisów, ustawy, takiego prawa, które powstrzymywałoby kogokolwiek przed nazywaniem siebie coachem. „Prowadziłam niedawno zajęcia na SWPSie, podczas których przez 4 godziny omawiałam zagadnienie coachingu. Po szkoleniu dostałam maila z pytaniem czy wydamy certyfikaty i czy można po tym zajmować się coachingiem” – opowiada  Monika Zubrzycka-Nowak, wiceprezeska Polskiego Stowarzyszenia Coachingu i Rozwoju. Polscy coachowie mogą starać się o międzynarodowe certyfikaty, część z nich tak robi, ale wielu coachów to samorodki, które coraz częściej pojawiają się na rynku. Ukończyli dwudniowe szkolenie i oferują usługi w obrębie „life – coachingu”, czyli treningu życia. A ponieważ życie jest dosyć pojemnym słowem, które mieści w sobie wszystko, od czasu narodzin aż do śmierci warto uważnie sprawdzić zanim oddamy się w ręce „life coacha”.

Nieświadomi specjaliści od życia
Proces coachingu polega na wspieraniu klienta w osiąganiu celów, które ten sobie stawia by podnieść jakość swojego życia. Sesje odbywają się średnio co dwa tygodnie, trwają minimum 60 minut i inaczej niż w terapii nie kończą się wraz z wybiciem określonej godziny, ale wtedy gdy coach wraz z klientem stwierdzą, że wyczerpali poruszany temat. Czasami może to być 70 czasami 90 minut, a cały proces zazwyczaj zamyka się w 6 do 10 spotkań. Ceny, kiedyś astronomiczne, coraz bardziej spadają. Obecnie jedna sesja life coachingu waha się pomiędzy 100 a 300 zł, a biznes coachingu od 200,300 zł do 1500, 2000 zł. Coach aktywnie słucha, zadaje pytania, dzieli się swoimi obserwacjami, wiedzą, poza tym wzmacnia klienta, jego mocne strony, inspirując i pobudzając go do działania, podejmowania decyzji, odkrywania swojego potencjału. Z coachingu korzystają najczęściej ludzie wolnych zawodów, przedsiębiorcy którzy zaczynają, albo będący w trakcie zmiany, niekoniecznie kryzysu. Impulsem do skorzystania z pomocy jest zazwyczaj wydarzenie, z którym ktoś sobie nie radzi. Wyzwanie. Często coaching jest impulsem do skorzystania z terapii i odwrotnie. „Jeśli ktoś jest bardzo świadomy siebie, jest uważny, ma dobrą autoinformację zwrotną to wtedy nie potrzebuje coachingu, ale poza kilkoma prezesami dużych firm nie znam takich ludzi” – wyjaśnia Jacek Wiśniewski, prezes Stowarzyszenia Coachów Polskich. Coach nie jest guru, nie doradza, nie mówi co zrobić, co jest zdrowe, lepsze, szybsze. Towarzyszy swojemu klientowi, a wręcz za nim podąża. Wspiera, pobudza, nie narzuca swojego zdania, przez co staje się katalizatorem i organizatorem procesów poznawczych. „Coach ma się trzymać z dala ze swoją wizją świata” – dodaje Monika Zubrzycka-Nowak. „A ponieważ każdy obserwator wpływa na obiekt obserwowany, nie ma możliwości nieoddziaływania na klienta. Każde zadane pytanie jest ukierunkowane na odpowiedź, więc niewątpliwie coach manipuluje w intencji dobra, ale znowu definiowanego przez samego siebie. To co robi musi być w zgodzie z  jego wartościami. Jeśli coach jest bliżej obserwatora niż manipulatora to sprawdza czy klientowi pasuje to co się dzieje na sesji, pytając i obserwując sygnały niewerbalne”. Coach, który będzie zaszczepiał innym swoją wizję życia, spowoduje, że jego klienci wyruszą w świat, ale nie w swoich celach. Początkowo mogą osiągać spektakularne sukcesy, zza których prędzej czy później wypłynie brak satysfakcji, frustracja i potrzeba pomocy. Coach nie doradza. Jeśli tak robi, uczy klienta by ten przychodził po porady, gdy pojawią się trudności, a sukces polega na znalezieniu w  sobie samym umiejętności rozwiązywania problemów. W ten sposób nawet bardzo dobra rada może utrwalić mechanizm  wyuczonej bezradności, albo zatrzymać rozwój klienta, nie wspominając już o oczywistych konsekwencjach skorzystania z tzw. złej rady. „Istotą coachingu jest nie przywiązywać klientów do siebie” – wyjaśnia Jacek Wiśniewski i dodaje, że „dobry coach nie jest dobrym sprzedawcą, a dobry sprzedawca nie jest dobrym coachem, ponieważ jego postawa polega na wycofaniu, oddaniu pola dla klienta, sprzedawca natomiast to pole zagarnia”. Najbardziej udane sesje to te, po których klient ma przekonanie, że najważniejsze słowa podczas spotkania padły z jego ust. Podstawą tego procesu jest założenie, że każdy człowiek ma w sobie wystarczający potencjał do poradzenia sobie z trudnościami i stojącymi przed nim wyzwaniami, coaching nie służy naprawianiu człowieka, leczeniu go, ale usprawnieniu sposobu myślenia i działania zgodnie z indywidualnymi potrzebami.  „Ja bardzo mało pytam, głównie pracuję ćwiczeniami” – tłumaczy Jacek Wiśniewski, a ponieważ jestem ciekawy jak to działa w praktyce, proszę o przykładową sesję coachingową. Na początku mam opisać swoją obecną sytuację, problem czy też wyzwanie. Mówię mu, że niedawno przyszła mi do głowy myśl by na kilka tygodni lub miesięcy rzucić wszystko co mam i pojechać do Birmy po spokój, rozwój duchowy, nowe smaki, doznania, ludzi. Jacek mnie pyta o to co się stanie gdy będę w nowym miejscu, jak to sobie wyobrażam? Czy mam środki na realizację tego celu, czy postawiony cel jest autentyczny, a realizacja wydaje mi się realna. Po serii pytań Jacek stawia przede mną puste krzesło, mówiąc że to jest Birma, mam na nim usiąść, zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że tam jestem, że cel został zrealizowany. Co czujesz? Co czujesz w swoim ciele? Wyłącz głowę, spójrz bardziej w siebie i skup się na ciele, co ono mówi? A teraz wróć na swoje miejsce, to ten moment w Twoim życiu, w którym jesteś teraz. Co teraz czujesz? Co w Twoim ciele, jakie czujesz doznania? Odpowiedzi, całkiem intymne, które podpowiadało mi ciało, emocje i głowa niech pozostaną moją tajemnicą. „Wykonuję takie ćwiczenie na początku spotkania by zweryfikować, czy cel jest prawdziwy, ciała nie da się oszukać. Wolę tak niż przez pięć sesji pracować nad celem, o który tak naprawdę klientowi wcale nie chodzi” – wyjaśnia Jacek Wiśniewski i dodaje, że jeśli na pustym krześle, czyli na nowym miejscu w życiu, klienci czują się źle często bywa to ważna informacja z podświadomości.

Cierpienie jako motywacja
W Polsce istnieje ponad 30 prywatnych szkół coachingu, prowadzonych przez firmy i drugie tyle oferowane przez uczelnie wyższe, państwowe i prywatne. Do tego dochodzą stowarzyszenia, zrzeszenia, kluby i nieformalne grupy coachów. Zajęcia trwają około roku, od 100 do ponad 300 godzin, wykładowcami są praktycy i teoretycy, psycholodzy i informatycy, w zależności od placówki. Aby zapisać się do szkoły zazwyczaj trzeba mieć ukończone studia wyższe, motywację i pieniądze. A koszt wynosi od kilku do kilkunastu tysięcy. Studenci coachingu to zazwyczaj ludzie pracujący, często na kierowniczych stanowiskach, którzy aby poradzić sobie z nowymi zadaniami muszą wyjść poza dotychczasowe schematy działania np. w zarządzaniu czy realizacji projektów między-zespołowych. Inna grupa to świeżo upieczeni absolwenci różnych kierunków, głównie psychologii i zarządzania, jest również wielu dla których szkoła coachingu jest kontynuacją pracy nad sobą, albo nieuświadomionym poszukiwaniem pomocy. Są również tacy, którzy poczuli się wypaleni w swoim życiu, pracy zawodowej i poszukują zmiany, albo narzędzi które umożliwią im przeprowadzenie tej zmiany. W ośrodkach, w których organizatorzy poza zarabianiem na rekrutach mają misję wyposażenia ich w wiedzę, umiejętności i etykę związaną z wykonywanym zawodem prowadzone są również rozmowy kwalifikacyjne. Ich celem jest sprawdzenie czy przyszły coach ma predyspozycje do pracy z ludźmi i czy jest zdrowy psychicznie. „Gdy ktoś ma problemy idzie studiować psychologię, a jeżeli ktoś ma mniejsze problemy uczy się coachingu” – mówi Jacek Wiśniewski. „Jak ktoś nie ma parcia na szkło, nie zostanie aktorem, a jak ktoś nie ma motywacji by pracować z wnętrzem, zajmować się problemami, rozwiązywać je, nie będzie dobrym coachem”. Cierpienie nie jest złą motywacją by iść do szkoły coachingu, ale jest złą motywacją by zajmować się innymi. A dobry coach to nie ten, który nie ma problemów, ale ten który potrafi je rozwiązywać, traktując przeszłość i teraźniejszość jak bezpieczny, rozwojowy fundament dla przyszłości. Coach, który ma nierozpoznane własne trudności, problemy będzie je projektował na swojego klienta. Część coachów, którzy sami potrzebują pomocy, ale sobie tego nie uświadamiają projektują tę potrzebę na inne osoby i zajmuję się pomaganiem, podświadomie marząc o ratunku. „Taka sytuacja wywołuje skrajne emocje u coacha. Gdy klient będzie coraz silniejszy, zacznie stawać na własnych nogach coach może przeżywać zazdrość i inne trudne uczucia, to katastrofa już na wstępie współpracy” – ostrzega dr Martyna Goryniak, terapeuta i certyfikowany trener Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Taka sytuacja związana jest z przywiązywaniem do siebie klientów. Z zewnątrz taki coach pomaga, ale wewnątrz siebie, na nieuświadomionym poziomie nie życzy klientowi dobrze, a wręcz jest przeświadczony, że cała praca może się nie udać. Coach pracujący z klientem, który chce więcej podróżować i lepiej zarabiać, jeśli sam jest sfrustrowanym  niespełnionym podróżnikiem z długami i nie rozpoznaje emocji stojących za tymi obszarami swojego życia, przestaje być bezstronnym, wspierającym pomocnikiem. Może hamować klienta w próbach zmiany jego sytuacji. Dlatego ta praca wymaga sporego rozeznania w sobie.

Odpowiedzialność mieszka w brzuchu
Tymczasem ukończenie nawet najbardziej prestiżowej szkoły coachingu to zazwyczaj dopiero pierwszy krok na długiej drodze zdobywania doświadczenia i klientów. „Po szkole miałam optymistyczną i idealistyczną wizję tego jak to zaraz zacznę świetnie zarabiać. Studiowałam w Laboratorium Psychoedukacji, uczyli nas warszawscy coachowie i pokazywali warszawską rzeczywistość, myślałam więc, że zrobię wizytówki i wejdę na rynek. A to nie tak” – mówi Julia Szmyt-Krych, reżyserka teatralna i coach z Poznania. „To co dzieje się w Warszawie to zupełnie inna rzeczywistość niż ta w Poznaniu, zarówno jeśli chodzi o ceny jak i świadomość klientów.
Trudno sprzedać tę usługę gdy jest się nieznanym, tym bardziej teraz, gdy firmy tną koszty, a do współpracy często zapraszają coachów z Warszawy. Gdy podczas spotkań w firmie proponowałam coaching widziałam pobłażliwy uśmiech na twarzy szefa, że to niby magia która nie wiadomo co da”. Zdanie na temat tego czy coach pracujący w biznesie powinien mieć własne doświadczenie w pracy korporacyjnej są podzielone. Wielu coachów uważa, że wystarczy wiedza na temat procesu zarządzania zmianą, umiejętność obserwacji i zadawania pytań, a brak doświadczenia w biznesie może być pomocny ze względu na świeże spojrzenie, brak schematów i utartych nawyków, przekonań. Innego zdania jest Agnieszka Kasprzycka, prezeska Izby Coachingu, która twierdzi, że to nie jest czarodziejska metoda, a zgrabne pytania można zadać w rozmowie towarzyskiej. Trzeba umieć je postawić w odpowiednim momencie, precyzyjnie, ponieważ każde słowo waży, to szczególny nośnik, który może wyzwolić coś bardzo dobrego, ale można nim też zabić dalszy rozwój firmy. „Osoba, która nigdy nie czuła ciężaru odpowiedzialności jaki niesie na sobie menedżer nie jest w stanie wejść w jego buty. Coach musi sam wiedzieć co to znaczy. Szkoła, szkolenie jakie by nie było jest tylko podstawą, pomaga dowiedzieć się jak wygląda szkielet, procedury. W coachingu pracuje się sobą, kluczem jest rozwój własny” – mówi Agnieszka Kasprzycka. Coaching biznesowy realizuje głównie cel firmy, chodzi o to by zarządzać myśleniem zespołu tak by ten cel zrealizować. Etyczny coach musi poinformować szefa, że pracownicy po coachingu mogą opuścić firmę, jeśli odkryją w sobie potencjał, który nie może być zrealizowany w tym konkretnym miejscu. „Pracownik prędzej czy później dojrzeje do pewnych decyzji, np. związanych z opuszczeniem korporacji, a coaching może ten proces przyśpieszyć. Jeśli ktoś pracuje przeciwko wartościom prędzej czy później się zgubi” dodaje Monika  Zubrzycka-Nowak. Inną kluczową sprawą w pracy coacha jest umiejętność wycofania, pilnowania kontraktu i nie brania na siebie odpowiedzialności za sukcesy, porażki, samopoczucie i wybory klienta, a to niezwykła sztuka, gdy jest się emocjonalnie zaangażowanym w relację. A takie zaangażowanie jest niezbędne by móc towarzyszyć klientowi w jego, zazwyczaj bardzo intymnej, podróży w głąb siebie. „Pamiętam jedną sesję po której poczułam się bardzo źle, kotłowało mi się w brzuchu od emocji, fizycznie czułam jak coś mi tam lata. Po chwili dotarło do mnie, że wszystkie emocje z sesji, całą odpowiedzialność klienta wzięłam na siebie, to była ostra lekcja” – opowiada Julia Szmyt-Krych, która umiejętności coachingowe wykorzystuje również w swojej pracy reżyserskiej. W ubiegłym roku przeprowadziła eksperyment. Dla grupy znajomych aktorów i amatorów zorganizowała 4dniową sesję coachingu grupowego. Wzięły w nim udział osoby, które później wystąpiły w spektaklu. Proces coachingowy odbywał się pod nazwą „Ptak niebiesko-zielono-biało-czerwono-różowo-czarny na srebrnym tle”, która później stała się tytułem przedstawienia, a w trakcie coachingu każdy uczestnik z narzuconego hasła czerpał inspirację, temat do swojej własnej pracy. Na podstawie wydarzeń na coachingu reżyserka wraz z obserwatorem procesu stworzyła scenariusz, a później wyreżyserowała spektakl. Było to doświadczenie z pogranicza sztuki, coachingu i terapii.

Pomoc z zazdrością w tle
Coaching i psychoterapie łączy to, że oba procesy nastawione są na poprawę funkcjonowania człowieka, wzrost samoświadomości i zmianę niepożądanych zachowań, jednak terapia zajmuje się przebudową w obszarze osobowości, a coaching tego obszaru nie powinien dotykać. Jeżeli ktoś chce zrealizować swoje marzenia, poszukuje skutecznych sposoby zrealizowania tego celu. Osoba  pracująca terapeutycznie skoncentruje się na osobowościowych wzorcach, które decydują o tym czy jest ona w stanie zrealizować te marzenia czy nie, będzie analizowała przyczyny zastoju w swoim życiu, badała swoje wcześniejsze funkcjonowanie i poszukiwała źródła bierności, niemożności realizacji marzeń. Coach skupi się na przyszłości, nie będzie dokonywał korekty w obszarze osobowości klienta, ale wraz z nim poszuka skutecznych sposobów na realizację marzenia. Ryzyko pojawia się wtedy gdy na coaching trafia kandydat na terapię, który potrzebuje leczenia. „Jeśli coach postępuje nieetycznie lub jest niekompetentny i nie potrafi tego zdiagnozować rozpocznie pracę z taką osobą i ktoś z nadzieją na pomoc nie uzyska jej, a oferowane wsparcie będzie chybione” – wyjaśnia dr Martyna Goryniak. Z tego powodu coach  powinien umieć rozpoznawać podstawowe formy zaburzeń psychicznych, by klienta z takim problemem odesłać do psychoterapeuty. Wielu coachów z zapleczem terapeutycznym może widzieć głębsze dno zgłaszanego problemu, ale to nie znaczy, że powinni się tym zajmować. A jeśli nie widzą problemów i ich źródła mogą pracować nad powierzchowna poprawą życia klienta, zrealizowaniem celu, który przesłania większy problem. Po ukończeniu coachingu okazuje się, że życie klienta, jego samopoczucie, myślenie o sobie jest takie samo jak poprzednio lub gorsze, ponieważ pomimo podjętego wysiłku w poprawę sytuacji i całym zaangażowaniu nic się nie zmieniło. Poza tym w terapii ważne jest by terapeuta był neutralny wobec życia osobistego pacjenta, natomiast coach może pozostawać ze swoim klientem w znacznie bliższej relacji.

Na konferencję „Coaching. Innowacja w zarządzaniu, cudowna pigułka na wszystko czy psychoterapia dla snobów za duże pieniądze” organizowaną przez Stowarzyszenie Coachów Polskich, Izbę Coachingu i Polskie Stowarzyszenie Coachingu i Rozwoju przyszło ponad 1800 osób. Zainteresowanie tematem jest ogromne, szczególnie wśród młodych ludzi, którzy przyszli skorzystać z darmowych sesji coachingowych lub dowiedzieć się o drodze, którą muszą pokonać by zarabiać duże pieniądze siedząc na fotelu i zadając co jakiś czas mądre pytanie. Bo właśnie taką wizję ma część osób, z silnym narcystycznym przekonaniem, że wystarczy skończyć jakiś kurs, przeczytać specjalistyczną książkę by nazywać siebie coachem. „A kontakt z nieprofesjonalnym coachem szkodzi tej formie współpracy bo ludzie się od niej odwracają” – wyjaśnia Monika Zubrzycka-Nowak. Tymczasem efekty przejścia przez proces coachingowy są porównywalne do tych, które pojawiają się po ukończeniu krótkoterminowej terapii behawioralno-poznawczej, czyli opartej na pracy z konkretnym zachowaniem, nawykami, celem. Po kilku tygodniach klient ma w sobie i często na kartce bardzo konkretny plan, zazwyczaj już w trakcie realizacji, bo coaching mocno korzysta z zadań domowych. „W biznesie łatwiej sprawdzić efekty, będzie nimi zadowolenie z szefa, wyższe wyniki, szybsze rozliczanie się z raportów. W life coachingu cel opisany jest tak detalicznie, żeby nie mieć wątpliwości, że został on zrealizowany. Jeśli w życiu danej osoby ma nastąpić zmiana nawyków to musi się ona wykodować z ciała i zakodować na nowo”  – tłumaczy Monika Zubrzycka-Nowak i dodaje, że każdy z nas ma trzy mózgi. Najstarszy to mózg gadzi, czyli nasze ciało i zawarte w nim nieświadome odruchy, reakcje. Drugi to mózg ssaczy żyjący uczuciami, emocjami. A trzeci mózg przynależny do wyższych ssaków to myślenie, którym nie da się zarządzać emocjami i ciałem. Głównie kierują nami instynkty, czasami emocje, a prawdziwa zmiana nie nastąpi jeśli będzie przeprowadzana na  poziomie głowy. Właśnie dlatego wiedza o tym, że palenie papierosów szkodzi w żaden sposób nie przekłada się na rzucenie nałogu. Wiedzieć to za mało, potrzebne jest przeżycie, doświadczenie. Jak to zrobić? „Właśnie na tych trzech poziomach. Trzeba przeprogramować ten fizyczny kawałek, nieświadomy, instynktowny. Chodzi o to by odbyć z klientem podróż, również w ciele, do momentu w którym powstało określone zachowanie, uczucie, myśl, nawyk, zobaczyć je, wyobrazić sobie, wyczyścić i zaprogramować na nowo. Jak ktoś jest w zaułku to pomagamy mu znaleźć drabinę, popatrzeć z góry i przejąć odpowiedzialność” – wyjaśnia Monika Zubrzycka-Nowak i dodaje, że sama łączy coaching z ustawieniami rodzinnymi. „Uprawiam couczapię, ewentualnie terping – uprzedzam klientów, że mam umiejętności coachingowe i terapeutyczne, czasami ustawienie jest szybszą drogą, na skróty. Można to robić na symbolach, rysunku, krzesłach, albo sobie, wtedy ja wcielam się określoną postać lub miejsce, symbol z życia klienta”. Każdy coach korzysta z własnego zbioru pomysłów, ćwiczeń, ale celem większości z nich jest umożliwienia nie tylko opowiedzenia o swojej obecnej sytuacji, planach na przyszłość ale doświadczenie ich, przeżycie, to pomaga wyłączyć głowę, uruchomić emocje i ciało. „Pracuję   eklektycznie, korzystam z tego co działa – opowiada Agnieszka Kasprzycka, prezeska Izby Coachingu. „Czasami daję klientowi pudełko z klockami i mówię: wybierz ten, który symbolizuje tę osobę, albo ten problem, postaw drugi obok. Ustawienie w przestrzeni powoduje, że klient coś dostrzega, zależności, uruchamia intuicje, a nie myślenie. Nie wiadomo dlaczego sięga po czerwony a nie zielony, mały a nie duży, nagle widzi, że coś jest mniejsze, a coś większe również w jego życiu. A o dojrzałości coacha świadczy umiejętność wycofania się w odpowiednim momencie, tak by zostawić przestrzeń dla klienta”. Profesjonalny coach nie będzie pytał „czy”, ale „co dalej”, „jak”, „co z tym zrobisz”, bo te pytania otwierają nowy proces, możliwości, plik rozwiązań bez wskazania konkretnego. W pytaniu „Czy?” zawarta jest informacja, że coach ma w głowie przynajmniej jeden scenariusz dla swojego klienta i być może właśnie sprawdza, czy ten zechce go zastosować.

Coach to nie kefir
Nie istnieją żadne regulacje prawne określające zakres obowiązków, zadań, praw czy zaplecza merytorycznego i osobowościowego, które powinien posiadać coach. „A coach to nie kefir żeby był dwudniowy” – mówi Agnieszka Kasprzycka która od 2007 wraz z gronem specjalistów w zakresie coachingu, terapii i pomocy psychologicznej przygotowała „System akredytacji Izby Coachingu”. W związku z wieloletnimi problemami towarzyszącymi regulacji prawnej zawodu psychoterapeuty i wciąż nieuchwaloną w tym zakresie ustawą zrezygnowano z tej karkołomnej drogi. „Ustawa często zamyka drogę, bo środowisko specjalistów, które chce zachować swoją pozycję, a niekoniecznie standardy, a nam zależy by profesjonalnie opisany zawód coacha wpisać na listę w Ministerstwie Pracy”  – wyjaśnia Monika Zubrzycka-Nowak, przewodnicząca Komisji ds. Akredytacji. Izba Coachingu określiła standardy, które musi spełnić coach, coach superwizor, program edukacyjny coacha oraz szkoła coachingu. Akredytacja jest formalnie przyznanym oświadczaniem dla organizacji lub osoby, które zapewnia, że te są kompetentne do świadczenia usług coachingowych, a wystawiane są na podstawie analizy wiedzy, doświadczeń, edukacji, a co najważniejsze opinii superwizora, czyli osoby bezpośrednio obserwującej pracę coacha. Wszystkim coachom spełniającym wymagania Izby Coachingu akredytacyjne przyznawane są od 1 stycznia 2013 roku (Szczegóły dotyczące procesu akredytacyjnego dostępne są na stronie www.izbacoachingu.com).

Obecnie umiejętności i styl pracy coachów weryfikuje rynek, zostają ci najlepsi. Wybierając coacha warto oprzeć się na rekomendacjach, sprawdzić certyfikaty, którymi się on legitymuje. „Gdybym miała sobie wybierać coacha preferowała bym tych, którzy skończyli własną terapię, chociaż to wcale jeszcze nie gwarantuje, że ktoś będzie osobowościowo dojrzały i wewnętrznie poukładany” – uważa dr Martyna Goryniak. Jeżeli nie znamy nikogo z polecenia, warto wybrać osobę pracującą w zespole, bo taki coach jest weryfikowany nie tylko przez klientów, ale również przez swoich kolegów, zazwyczaj jest też szef, do którego można się odwołać. Nie ma obiektywnych sposobów weryfikacji coachów, najbardziej rozpowszechniona jest wciąż ustna rekomendacja. Doświadczony menedżer nie zaryzykuje coachingu u anonimowego coacha. Po wykonaniu tych wszystkich zabiegów, najlepiej zachować się tak jak to zrobił bohater, którego historia rozpoczyna artykuł – sprawdzić przyszłego coacha samemu. Odwołać się do swojej intuicji, emocji, myśli, które pojawią się podczas pierwszej, próbnej sesji. „Jestem po trzecim spotkaniu, pomagają mi najzwyklejsze pytania, których sam sobie nie zadaję. Czasami ich prostota mnie zaskakuje, bawi, zadziwia. To zmienia optykę, tak jak wtedy gdy mówię o czymś co trzeba, należy, powinno się zrobić, a coach mnie pyta dlaczego należy robić pewne rzeczy” – opowiada Jerzy Piątek. „Najtrudniejszy zazwyczaj jest pierwszy krok, wyjście ze strefy komfortu, bezpiecznej, znanej przestrzeni.  Ale warto to zrobić uczciwie i założyć, że może nie wszystkie efekty uda się osiągnąć, co nie znaczy, że nie należy liczyć na sukces. Jednak droga dochodzenia do celu, sama w sobie już jest niezwykłym zyskiem”.

Rodzaje coachingu (na podstawie  „System Akredytacji Izby Coachingu”)
Coaching osobisty/życiowy (personal/life coaching) – realizowany na prywatne życzenie, poza organizacją, jego temat ustala indywidualnie klient.
Coaching biznesowy (business coaching) – dotyczy biznesowego rozwoju organizacji, czasami dotyczy klienta rozpoczynającego lub prowadzącego własną działalność.
Coaching przywódczy (leadership coaching) – skoncentrowany na pracy z kadrą zarządzającą przedsiębiorstwami i organizacjami w zakresie rozwoju potencjału związanego z przewodzeniem innym.
Coaching umiejętności (skills coaching) – ukierunkowany na rozwój konkretnych umiejętności u specjalistów danej dziedziny (np. sprzedawcy, pracownicy działu obsługi klienta, trenerzy).
Coaching strategiczny (strategic/executive coaching) – adresowany do najwyższej kadry zarządzającej w obszarze określania kierunku rozwoju i tworzenia strategii przedsiębiorstw i organizacji.
Coaching kariery (career coaching) – skierowany do poszukujących wsparcia w zakresie doprecyzowania swojej ścieżki zawodowej, tak by osiągnąć satysfakcję finansową i psychologiczną.
Coaching zespołu (team coaching) – interaktywny proces skoncentrowany na obszarach i celach istotnych z punktu widzenia całego zespołu, którego celem jest wzięcie odpowiedzialności za realizowanie celów przez cały zespół.
Coaching grupowy (group coaching) – proces prowadzony metodami pracy warsztatowej, podczas której każdy uczestnik grupy pracuje nad obszarami i celami istotnymi z jego punktu widzenia.

 

Artykuł pojawił się w magazynie Coaching, „Wybierając coacha”, lipiec 2013, Robert Rient.