blog1

Nieszczęśnik zabiera się do pisania

Wyprowadzam się dzisiaj. Wyprowadzam się po raz dziewiętnasty, ale pierwszy raz nie wprowadzam się, nigdzie. I to jest pretekst by założyć bloga. O podróży napiszę za kilka dni.

Nie byłoby Roberta gdyby nie pisał, gdybym nie pisał. Tylko proszę nie doszukiwać się w tym wartości terapeutycznych. Jak powiedziała Magdalena Tulli: „pisanie nie jest terapeutyczne. Życie jest terapeutyczne.”

Notatniki, zeszyty, pamiętniki, a później – przez wiele lat – dzienniki. I to głęboko ukryte pragnienie, by kiedyś na pisaniu zarabiać, chociaż nie z tego powodu zacząłem pisać.

Publikacje w takich magazynach jak Duży Format czy Wysokie Obcasy za każdym razem były lekcją, doskonaleniem warsztatu, podglądaniem mistrzów. Pisanie na zlecenie wymusiło pracę nad formą, bałaganem językowym, rozlazłością i świetnym samopoczuciu po wyrzuceniu z siebie treści każdych. Moment, w którym zacząłem żyć tylko z pisania przyniósł wolność, upragnioną pracę, która odbywa się w wybranych miejscach, godzinach. Do tego te wszystkie wywiady, spotkania z niezwykłymi ludźmi, bohaterkami mojego dzieciństwa i sprawcami obecnych wzruszeń, od Nosowskiej i Róisín Murphy, przez Olgę Tokarczuk, Marcina Świetlickiego do Marka Bieńczyka. I ci anonimowi, którzy opowiadali mi świat miłości, pracy, wojny, straty, zła.

Ale ten moment to również liczenie ilości znaków, spełnianie wymagań określonych redakcji, łaszenie się do potencjalnych rozmówców, nieustanne porównywanie się do lepszych i znacznie lepszych ode mnie dziennikarzy, reporterów, pisarzy. A ja po prostu chciałem pisać, od zawsze i bez względu na wszystko. [1]

Jakiś czas temu doszło do mnie, że poza nielicznymi wyjątkami, nie piszę za darmo, nie piszę dla siebie, nie prowadzę dziennika, a pamiętnik zapisuję co kilkanaście dni. I dlatego ta strona, dlatego próba zmierzenia się z blogiem – formą traktowaną przez wielu reporterów i dziennikarzy z przymrużeniem oka, pobłażaniem, czasami pogardą.

Zatęskniło mi się za pisaniem bez nadzoru, bez licznika, bez zysku, bez utraty praw autorskich, tylko w swoim imieniu. Być może ten projekt szybko umrze, być może znajdą się czytelnicy, bo jednak nie otworzyłem szuflady, a stronę internetową. Dla siebie – znaczy więc dla innych. I nie oszukuję się, że porównywanie do lepszych zniknie, w tym celu należałoby zmienić głowę. Traktuję bloga jak eksperyment, otwieram drzwi, zapraszam.

[1]Kiedy bowiem choroba czytania weźmie organizm we władanie, tak go osłabia, iż staje się podatny na tę drugą zarazę, co drzemie w kałamarzu i ropieje w gęsim piórze. Nieszczęśnik zabiera się do pisania. O ile u człowieka ubogiego, który nie posiada nic prócz krzesła i stołu pod cieknącym dachem, jest to znośne – nie ma on bowiem w końcu wiele do stracenia – o tyle dola człowieka bogatego, który ma domy, bydło i czeladź, osły i pościel, a pisze książki, jest w najwyższym stopniu godna pożałowania. Zatraca on smak tego wszystkiego; jest dźgany gorącym żelazem, zjadany przez robactwo. Oddałby ostatni grosz (tak złośliwy jak bakcyl), żeby napisać jedną książczynę i zyskać sławę; a przecież wszystko złoto Peru nie kupi skarbu jednej zgrabnej linijki. Zapada więc na suchoty, strzela sobie w łeb, twarzą do ściany. Nie ma zresztą dla niego znaczenia, jak go znajdą. Przeniknął bramy śmierci i zaznał płomieni piekła.”  Virginia Woolf , „Orlando”.

orlando

Podpis pod zdjęciem: „Orlando on her return to England”. Virginia Woolf. Orlando: A Biography. New York: Crosby Gaige, 1928.

Następny wpis

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Marta Orłowska

    Czekałam na coś takiego. Miałam nadzieję że się pojawi, i oto jest.
    Czytam Ciebie zachłannie, jakby „na potem” Dziękuję za otwarcie tych
    drzwi.

    • Robert Rient

      Dziękuję!

  • Kasia Jabłońska

    Uprzejmie informuję, że śledzić i czytać zamierzam! :) Dziękuję i czekam na więcej…

    • https://erient.pl Erient.pl

      Kłaniam się nisko. Więcej – już niebawem.