Noa Zuk

Jestem jak miękkie spaghetti we wrzącej wodzie – mówi Noa Zuk, tancerka, choreografka, nauczycielka Gaga Movement z Izraela.

Czym jest Gaga Movement?
Samo słowo Gaga nic nie znaczy, albo znaczy wszystko. Ohad Naharin, który od ponad dwudziestu lat jest dyrektorem The Batsheva Dance Company i twórcą tej metody powiedział kiedyś, że potrzebna jest nazwa, na to co robimy. Ktoś rzucił: gaga. I tak zostało. Gaga to język ciała, opis tego jak inicjować ruch, to sztuka obserwowania siebie, bycia ze sobą, technika pomocna zarówno podczas tworzenia spektaklu jak i życia jako takiego.

A dla ciebie, czym jest Gaga?
Przez dwanaście lat to był mój codzienny trening. Na głębszym poziomie pomagał mi być coraz bardziej świadomą ciała. W ten sposób odkrywałam jego strukturę, coraz bardziej subtelną strukturę włókien w ciele, wszystkich jego powiązań, ale też coś co można nazwać mieszanką wybuchową dającą nam moc by wstawać, ruszać się, żyć.

Jaka jest różnica pomiędzy Gagą a innymi technikami pracy z ciałem?
W klasycznym balecie najpierw rozgrzewasz stopy, nogi, kolejne partie ciała. Z Gagą od samego początku pracujesz z całym ciałem, ale też umysłem i sercem, dlatego jest unikatowa. Gaga to mój dom, miejsce do którego zawsze wracam, które wszędzie ze sobą zabieram. Gaga to wyzwanie, stałe wyzwanie dla mojego ciała, umysłu i serca. Gaga nie jest opowieścią o technice, w niej chodzi o ludzi, o połączenie.

noa

Noa Zuk, fot.: Joanna Woźniak

Co ci daje Gaga?
Przyjemność, szczęście. Ten trening się nie skończył. Zawsze gdy zaczynam tworzyć, albo uczyć muszę znaleźć wspólny język z tancerzami, innymi ludźmi, porozumienie. Gaga pozwala się komunikować. Bez względu na to czy jestem w Izraelu, Polsce czy Nowym Jorku mogę szybko odkryć wspólną przestrzeń ze wszystkimi ćwiczącymi.

W sali, w której ćwiczyliśmy nie było luster, dlaczego?
To pierwsza zasada. Gdy są lustra cały czas mierzysz się z tym jak wyglądasz, jak wykonujesz ruch, przyglądasz się innym, oceniasz. A w tej technice ważne jest by słuchać ciała i wszystkich wrażeń z niego płynących. Zachowujemy się inaczej gdy ktoś się nam przygląda.

Ale w grupie warsztatowej, ludzie którzy się poruszają, tańczą i tak patrzą na siebie.
I dobrze, w ten sposób dzielimy się energią, inspirujemy, ale wszyscy i wciąż jesteśmy w ruchu. Bywa, że ktoś stanie się twoim lustrem. Czasami mówię: znajdź wzrokiem partnera, który jest daleko od ciebie i poruszajcie się razem. To inny sposób by otworzyć drzwi. Ale nie chodzi tu wcale o lustro.

Często na zajęciach powtarzałaś: otwórzcie drzwi, otwórzcie wszystkie drzwi. Co to za drzwi?
Drzwi energii. Otwarte w ciele drzwi pozwalają by wszystko z ciebie wypływało, i wpływało nowe. Chodzi o wewnętrzne przyzwolenie na to by działo się to co jest obok ciebie, blisko. Zamykamy siebie cały czas, głównie umysłem, myślami, to frustrujące. Otworzenie drzwi w ciele pomaga się zmienić, znaleźć nowe informacje. Podczas treningów chodzi mi o to by ludzie przestali myśleć, robią to cały czas, a to nie jest interesujące.

Jakie drzwi tobie Gaga pomogła otworzyć?
Czasami gdy ćwiczę czuję, że zacznę płakać. Czasami otwiera się radość, znienacka. To jest stały, nieskończony ruch, proces. Nie chodzi o odnalezienie konkretnych drzwi, ale o to by otwierać je cały czas, od początku. To mi pozwala przeżywać ciało, a zatem siebie, uczucia i doznania jakbym to robiła po raz pierwszy w życiu. Te chwile są pełne życia. Gdy przychodzi taki moment pojawia się poczucie połączenia ze wszystkim, wtedy najbliżej mi do odczucia miłości. A czasami jest zupełnie odwrotnie, jestem zmęczona, zniechęcona, i na zajęciach chodzi o to bym była z tymi wszystkimi doznaniami, nie uciekała od nich w kierunku przyjemności, czegoś wymyślonego. Wtedy moim celem jest bycie z moimi wszystkimi nawykami. I złamanie ich. O to mi przede wszystkim chodzi, by wszyscy doświadczyli przełamywania, albo złamania swoich nawyków, emocjonalnych, myślowych, ruchowych.

Jakie masz nawyki?
Sporo, na przykład mam nawyk chodzenia w określony sposób. Ale nawyki to nic złego, ważne jest by je złamać i znaleźć zakres, przestrzeń swoich wszystkich możliwości. Aby to się stało nie można być przez nawyki więzionym.

Gaga jest formą terapii?
Zupełnie nie, Gaga odbywa się tylko tu i teraz. Nie chodzi o radzenie sobie z emocjami, ale pozostanie w ruchu, w ciele, tylko to. Oczywiście jest wiele wspólnych warstw łączących terapię i Gagę. Byłam kilka lat w terapii, potrzeba wielu dróg do łamania swoich nawyków. Lubię różne informacje, różne źródła rozwoju, im ich więcej tym trudnej ignorować to co przychodzi, człowieka który przychodzi. Gaga nie zakazuje ci niczego, ona pozwala poczuć miękkość w życiu.

Po zajęciach nie analizuje się ruchu, przeżyć, tego co się wydarzyło?
Nie. Gdy zaczynam prowadzić zajęcia również niczego nie analizuję, nie planuję. Kontaktuję się z odczuciami we mnie, kontaktuję się z energią grupy i zaczynamy trening. Czasami wychodzę po zajęciach i nie pamiętam tego co się stało. Chodzi o momenty. To trochę jak miłość, albo świetny seks, zabawa z przyjaciółmi – te wszystkie chwile w relacji, gdy nic poza relacją nie istnieje. Podobnie jest gdy gram spektakl i wyjątkowo dobrze mi poszło. Gdy schodzę ze sceny nie pamiętam nic. To było połączenie z tymi wszystkimi momentami.

noa2

Noa Zuk, fot.: Joanna Woźniak

Najciekawsze na zajęciach było dla mnie gdy mówiłaś: wiem, że to trudne ale znajdź w tym przyjemność, albo: rozciągnij maksymalnie ciało i odpuść. Tak jakbyś chciała połączyć w jednym momencie dwa stany będące w opozycji.
One nie są w opozycji. Możesz napinać ciało jednocześnie odpuszczając mu. Popatrz na moje ramię teraz, wydłuża się, napina ale również odpuszczam. Te dwa doświadczenia wspierają się nawzajem.

Jak?
Twoja ciało się wydłuża, a przy okazji znajdujesz nowe, nieznane i miękkie miejsca w swoim ciele. Coś jest napięte maksymalnie, a coś zupełnie zrelaksowane, w tym samym czasie. W pośpiechu życia zazwyczaj się tego nie dostrzega. To jest wyzwanie dotyczące ograniczeń, w pewnym momencie musi się okazać, że nie ma żadnych ograniczeń.

Naprawdę tak uważasz, że nie ma żadnych ograniczeń?
Tak, jest tylko kierunek energii, gdy go złapiesz, zobaczysz że on nie ma końca.

Inną często powtarzaną przez ciebie frazą na zajęciach było: poczuj się jak spaghetti we wrzącej wodzie.
Spaghetti jest naprawdę miękkie, a w tym samym czasie dookoła niego jest gorąca, gotująca się woda, czyli mój wewnętrzny stan i otaczająca mnie rzeczywistość. Jedyne co może zrobić spaghetti to poddać się, zupełnie zrelaksować. I zrobienie tego daje niezwykłą radość, wtedy gotująca woda nie przeszkadza, ona cię wspiera, powoduje twój ruch.

Kto najczęściej przychodzi na zajęcia Gagi?
Jedną grupą są tancerze, a drugą wszyscy inni. W Izraelu to bardzo popularne zajęcia, tak jak joga. Z tancerzami pracujemy bardziej intensywnie nad techniką, z pozostałymi chodzi przede wszystkim by odkryć w sobie umiejętność słuchania doznań płynących z ciała.

Na pierwszych zajęciach skupiałem się na tym jak wyglądam, jaki wykonuję ruch, dotarło do mnie, że chcę zaimponować innym uczestnikom, tobie i sobie, potem chciałem tworzyć jakieś wyszukane ruchu.
Możesz tworzyć, ale nie przestawaj się koncentrować na doznaniach. Czasami ludzie tak bardzo skupiają się na swoich fantazjach, że zapominają o sobie, o swoim ciele. Przecież w życiu robimy to samo. Chodzi o to by się ruszać, tworzyć, ale z koncentracją, świadomie, nie automatycznie.

Ale nie chodzi o to by przestać marzyć?
Nie, zupełnie nie. Powinniśmy mieć sny, marzenia, ale nie przestawać w tym samym czasie być obecnym, zakorzenionym w teraźniejszości. Bo gdy tak się nie dzieje podążamy za czymś, ale nie wiemy za czym.

Jak to robić?
Być teraz, w kontakcie z tym co czujesz, i troszeczkę przy okazji marzyć. To znowu nie jest w opozycji. Chcę tańczyć, podróżować po świecie, spotykać się z ludźmi, marzę, ale to nie przeszkadza mi być teraz, obecną w swojej lenie.

Czym jest lena?
To środek naszego ciała, umiejscowiony gdzieś w brzuchu. Gaga używa wielu słów opisujących konkretne miejsca w ciele. Lena to siła, początek i centrum ciała. Lena jest źródłem energii, ale to tylko imię dla fizycznej przestrzeni, nie trzeba znać terminologii by ćwiczyć Gagę.

Czy można praktykować Gagę spacerując, będąc z przyjaciółmi, samodzielnie?
Nie, na początku trzeba przyjść na zajęcia, potrzebny jest nauczyciel, który nauczy praktyki.

Co zabrałaś z Gagi do swojego życia?
Wszystko, ale to nic nie znaczy. Jak mówiłam, Gaga to mój dom, miąższ mojego bycia. Gdy wstaję rano ze smutkiem, po zajęciach czuję się lepiej. Nie opowiem ci teraz dramatycznej historii, bo nie o to chodzi, to proces zmian, małych, subtelnych, w takie wierzę, w nieustanną dynamikę. Mam córkę, partnera, swoje życie zawodowe, to wszystko się przeplata. Gaga nie wyklucza innych aktywności, nie zakazuje. Można ćwiczyć klasyczny balet i Gagę, to nie jest w opozycji.

Dla mnie Gaga ma wiele wspólnego z medytacją Vipassana, jogą, terapią, tai chi.
Byłam trzy razy na Vipassanie, pewnie po to by dorastać, by poczuć szczęście. Medytacja jest o tobie, radzeniu sobie z bliznami, o doznaniach, wszystkich doznaniach. Możesz ćwiczyć Gagę z różnymi nauczycielami, za każdym razem będą to inne zajęcia, ale szybko rozpoznasz, że to co teraz robisz jest Gagą, właśnie przez określone zasady.

Mówiliśmy o braku luster w sali, braku obserwatorów, jakie są inne zasady?
Nie wolno się spóźniać, gdy ktoś przychodzi po czasie drzwi są zamknięte. Bo to przeszkadza i zaburza proces innych. Inna zasada mówi o tym, że nie wolno przestać ćwiczyć, również po to by napić się wody. Chodzi o to by zacząć i skończyć w ciągłym ruchu. Nawet jeśli opadasz z sił, bądź w kontakcie z ciałem, zrób to jak najmniejszym wysiłkiem, ale pozostań w ruchu. Inaczej odpadniesz z procesu, ciągłości.

I nie wolno zamykać oczu, to trudne szczególnie gdy w ciele pojawia się przyjemność.
Zamykanie oczu to kolejny nawyk. Wyobrażamy sobie, że będziemy czuli więcej przy zamkniętych oczach, to nie jest prawda. Po czasie okazuje się, że można patrzeć i czuć tak samo dużo, może więcej. Poza tym to pozwala być w kontakcie z przestrzenią, ludźmi. Chodzi o to by nie zamykać świadomości, tych drzwi, które otwierają oczy.

Ludzie również nie dotykają się na twoich zajęciach, dlaczego?
Jest wiele technik poświęconych dotykowi. Gdy praktykuję z tancerzami dotyk się pojawia, to jest potrzebne do tworzenia spektaklu. Ale na zwykłych zajęciach nie pracuję z dotykiem, bo to tworzy napięcie, emocjonalne, seksualne, wprowadza wstyd, ciekawość, a to przeszkadza w pojawianiu się doznań naturalnie wypływających z ciała.

Gdy zachęcałaś grupę do używania głosu miałem wrażenie, że robimy to cicho, nieśmiało, tak jest wszędzie?
Nie, też mnie to zaskoczyło, w innych krajach jest inaczej. Głos umożliwia doświadczenie fizycznego pulsu, jest kolejnym narzędziem, które pozwala poczuć ciało. Głos podróżuje przez ciało, ważne jest dla świadomości by poznać drogi, którymi przechodzi.

Byłem zaskoczony twoim wyglądem, dziurawe skarpety, podarta bluzka, wyglądałaś jakby ci naprawdę nie zależało co masz na sobie, to świadome?
To mi się przydarza, to naprawdę nie ma znaczenia. Świadomie nie przykładam do tego uwagi.

Zachęcałaś nas do spotkania przyjemności w słabości, jaką ty znajdujesz w tym przyjemność?
Po pierwsze przestrzeń. Gdy czujemy się słabi mamy odruch by zostać samemu, gdy pojawia się więcej wewnętrznej przestrzeni można do niej zaprosić innych ludzi. Poza tym gdy czujemy się słabi mamy nawyk nakładania na to cierpienia. Jestem słaby, no tak, zatem zacznę cierpieć. Robimy to bez refleksji. Można się czuć słabym i zrelaksowanym, można być słabym i uważnym, czujnym, i dalej kochać. Wtedy pojawiają się obok nas inni ludzie, nie zlewamy słabości z cierpieniem. Uciekamy od słabości, ale bez poznania jej jesteśmy skazani na to by wciąż powracała. Spotykasz słabość gdy już więcej nie możesz, dochodzisz do pewnej granicy wytrzymałości. I wtedy zatrzymuję się w tym miejscu, popycham uczestników do tego by zostali tam na chwilę, wtedy okazuje się, że mogą zrobić jeszcze więcej. Gdzie jest więc ta granica?

Nie wiem. Dlaczego zaczęłaś tańczyć?
Nie miałam żadnych wątpliwości, że chcę tańczyć od kiedy skończyłam trzy lata, to było dla mnie oczywiste. Jak miałam piętnaście lat dołączyłam do Batshevy Ohada. Poszłam na przesłuchanie, przyjęli mnie do grupy dla młodszych. Można w niej być przez trzy lata, potem Ohad zaprasza do głównej grupy lub trzeba poszukać dla siebie innego miejsca. Miałam szczęścia trafić do jego zespołu, spędziłam tam dziewięć lat. Teraz tworzę własne prace, podróżuję po świecie i uczę.

W co wierzysz?
W ludzi. W rodzinę, miłość. Jeśli pytasz o strukturę, jakiś system wierzeń – jestem od tego bardzo daleka. Ale tak, wierzę w ludzi.

 

Noa Zuk – tancerka, choreografka, nauczycielka Gaga Movement. W 1997 roku dołączyła do Batsheva Dance Company, gdzie pracowała z choreografem i dyrektorem artystycznym Ohadem Naharinem. Występowała na całym świecie w takich przedstawieniach jak:  Sharon Eyal, Mats Ek, Yasmeen Godder, Inbal Pinto i innych. W 2007 roku otrzymała nagrodę Yair Shapira.

noa3

Noa Zuk, fot.: Joanna Woźniak

 

Wywiad został opublikowany w magazynie Coaching Extra 2014, Robert Rient

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz