main

Nydek znaczy miłość

Zraniliśmy słowa. A razem z nimi siebie. Każde słowo stwarza i każde może zostać obdarowane wybraną energią. Wtedy powstają rozległe pałace i więzienia ze słów, pajęcze sieci i drabiny oparte o księżyc, powstają domy i pogorzeliska, powstaje ucisk w klatce piersiowej i umysł. To wszystko historie – nieaktualne w każdej następnej sekundzie. Żadne słowa nie są prawdziwe, ale każdy świat, które stwarzają, musi zaistnieć.

Postanowiłem wykraść się ze świata opisanego i zatrzymać tam gdzie jestem zawsze wyczekiwany, tam gdzie natura dyktuje swoje pieśni i kołysze.

dscn4254

W Nydku.

dscn4256

Wsi na Śląsku Cieszyńskim położonej w dolinie Głuchówki w Czechach.

dscn4209

Miesiąc bez wiadomości, Facebooka, internetu, całej tej realnej, chociaż głównie wydumanej grozy.

Pewnego razu, nabierając wody z górskiego źródełka, pojawiło się pytanie: co się dzieje na świecie? Rozglądnąłem się.

dscn4296

Na wysokości moich kolan pająk tkał swoją sieć.

dscn4373

Zaczął od środka, nitka przy nitce, gęsto. A potem  zataczał coraz większe kręgi, trwało to z godzinę. Przerywał tylko wtedy gdy wiatr wzbierał na sile. Woda kapała do dziesięciolitrowego baniaka, leniwie – jak zawsze w tym miejscu. Pierwszy raz w życiu widziałem jak pająk tka sieć – co wcześniej było aż tak ważne, by przeoczyć to misterne zjawisko? Nie pamiętam.

A kilka kroków dalej, w krzakach jeżyn, gdzie czasami zatrzymywałem się na długie, syte godziny, siedziała ona. Czy spotka swojego pająka?

dscn4277

Nade mną, gdzieś w koronach jesionów wyniosłych, sikory modre rozdawały swoje dźwięki, krótkie, zaczepne. W prawej ręce trzymam drewniany kijek, w lewej zimną, czystą wodę, będę ją pił, zachłannie. Po niebie przewalają się chmury. Szyszki sosny coraz szerzej otwierają swoje brunatne skrzydełka, upuszczają nasiona. I wtedy, gdy nic nie wskazuje na to, by mogłoby być lepiej, na skraju leśnej drogi pojawia się on, lis. Jeszcze mnie nie widzi, ruda kita, niczym szamański pióropusz unosi się nad trawami. Jeden krok, i drugi. Cicho – szepczę sercu, cicho. Wstrzymuję oddech, ale on już wie, podnosi nos, odwraca się w moją stronę i daje głębokiego susa w sam środek lasu. Odprowadzam go wzrokiem jakbym odprowadzał wzrokiem przyjaciela.

dscn4415

Zatem to się dzieje na świecie, pająki tkają swoje sieci, jeżyny nabierają kruczej i soczystej czerni, szyszki rodzą nasiona, a lisy stąpają na swoich cichych łapach. Ze światem wszystko w porządku.

Zaczarowany dom

dscn4245

Zazwyczaj zaczynam od śniadania z widokiem.

dscn4272

Razem ze mną w zaczarowanym domu mieszkają różne stworzenia, najgłośniejsze są łasice. Pierwsza noc była lekkim drżeniem, skoki, skrobanie, piski, szalone biegi. W końcu przywykłem (z nieocenioną pomocą stoperów). W kuchni żyje mysz. Nad wejściem do domu, w drewnianym stropie, bzycząca rodzina zapylaczy. Pająki na balkonie i w wielu rogach. Jak pokochać to czego nie chcę – to pytanie pozostaje otwarte. Komary były moimi nauczycielami przez krótką chwilę, przymierze nie zostało zawarte, wojna trwa.

dscn4347

Ale po kolei, pierwszy raz trafiłem tu na cztery dni, by wziąć udział w ceremonii.

dscn4455

Wtedy, podczas jednej z wizji, zobaczyłem twarz mojej mamy i była twarzą każdej mamy na świecie, a później zobaczyłem twarz mojego taty i była twarzą każdego taty na świecie. Musiałem klęknąć, złożyć ręce w modlitwie, w podziękowaniu, że dostałem szansę by żyć. Nie musieli zrobić nic więcej, a jednak, przez kolejne dni, tygodnie, miesiące, lata, zdobyli się na heroiczne gesty, ustawili drogowskazy, ostrzeżenia, porady, pełne talerze i tornistry, mieli pomysł, że dadzą mi wszystko co wiedzą i więcej niż sami kiedykolwiek dostali. Kolejna ceremonia trwała siedem miesięcy przedzierania się przez ciemną i gęstą dolinę cieni, zapomniałem wtedy o własnym imieniu, o oddechu, o tym, że wszystko mija. Ciemność była przerażająca, ale pojawili się przewodnicy. Umysł musiał ustąpić i ponownie złożyć ręce w rozpłakanym podziękowaniu.

Wróciłem do Nydka – zaczarowanego domu z długim drewnianym stołem ustawionym w kuchni –  już na pięć dni i kolejne ceremonie, połączone z uzdrawiającymi zabiegami Kambo. Jad tej amazońskiej żabki nakłada się na wypaloną rozżarzonym patykiem skórę, a później następuje oczyszczenia ciała i wzmocnienie układu odpornościowego.

dscn4379

Podczas ceremonii zrozumiałem, że gdy nie wiem co zrobić, zawsze, ale to zawsze, mogę podziękować. Jak naiwnie to brzmi, a zarazem jak wiele przyniosło mi korzyści. Poza tym znalazłem prostszą drogę do miłości, która od dawna interesuje mnie najbardziej. Myślałem, że muszę najpierw uporać się ze sobą, z traumami, z przeszłością, brakami, a przede wszystkim z lękiem – wtedy przyjdzie miłość, gdy stworzę dla niej przestrzeń, gdy znajdę kogoś, gdy nauczę się rozumieć lęk, rozpracuję go. I przez lata, w terapii, samotności, podczas długich godzin samo-analizowania i na warsztatach ogólnorozwojowych boksowałem się z lękiem. A miłość czekała, poza lękiem. Czekała z otwartymi rękami, uśmiechnięta, cierpliwa, wiedziała, że przyjdę. Nie umiem sensownie wyjaśnić dlaczego wybrałem drogę dookoła, ale wiem, że to silny nawyk, który czasami wciąż się odzywa i brzmi jakoś tak: najpierw trzeba naprawić świat, zająć się złem, uporać z ciemięzcami, uporać z lękiem, później będzie dobrze, później będzie miłość. Cóż za absurd. Droga do miłości jest krótka i prosta, wystarczy iść poza lęk – nie przez lęk, poza lęk.

dscn4278

A trzeci raz wróciłem na miesiąc. Były takie weekendy gdy przyjeżdżali ludzie (cóż za ludzie!), wtedy chwytałem w dłoń miotłę i garnki, marchewki, kaszę jaglaną, suszone pomidory i liście mięty, kawałki drewna i ogień, ale większość dni spędzałem w lesie, na medytacji, obserwowaniu życia.

dscn4204

Pojedynczy oddech stał się przygodą.

dscn4214

A istnienie, samo w sobie, nie tylko wystarczające ale rozdzierające z nadmiaru wzruszeń.

Skoro jestem tu na chwilę – celebruję chwilę.

I stwarzam rzeczywistość, każdą małą wsłuchaną myślą – wszyscy to potrafimy, a ci którzy machają ręką, nie wierzą, spluwają i krzyczą: cóż za ckliwe bzdury – taką właśnie zapraszają energię. Nie chodzi o to, że zawsze pozostaje wybór, ale że poza wyborami nie istnieje zbyt wiele więcej. Czasami tylko ciężko znaleźć pierwszy supeł, przyczynę, pierwszą wiarę i blokadę, pierwsze słowa, które nas opowiedziały, uformowały, pierwsze przekazy, nakazy, pierwsze umowy, które ze sobą zawarliśmy. Ale to możliwe, a nawet fascynujące. Później już droga z górki, porzucanie wszystkiego co nie jest odpowiedzią na pytanie: kim jestem. Przecież głęboko w sobie, w sercu, doskonale pamiętasz, i wiesz, kim naprawdę jesteś.

Jeśli poczujesz kiedyś zew, pragnienie uzdrowienia, znalezienia siebie albo miłości (czyż nie jest to tym samym?) i przyjedziesz do zaczarowanego domu w Nydku – możesz z niego wybrać się na spacer przynajmniej trzema drogami. Za każdym razem w górę, obok jeżynowego pola.

dscn4176

Droga do źródełka
Mijasz wielką sosnę, złamane drzewo i idziesz szlakiem aniołów.

dscn4266

Dochodzisz do drewnianej loży, na którą możesz się wspiąć po drabinie.

dscn4290

To doskonałe miejsce do czytania książek, medytowania, albo podglądania zwierząt, drzew, wiatru i Nydkowych dew.

dscn4303

Po prostu bądź cicho, z wdzięcznością.

dscn4367

Jeszcze kilka kroków w dół i jesteś przy źródełku, woda ma tutaj mniej niż dziewięć stopni i smakuje jak wszystko.

Wracając, patrz pod nogi.

dscn4285

Droga do świątyni buków
Spójrz proszę w dół.

dscn4223

Różne są tutaj dywany, o różnych kolorach.

dscn4225

I różnej fakturze.

dscn4394

Sanktuarium buków zaczyna się tam, gdzie z szutrowej drogi wchodzi się w las, naprzeciwko polany.

dscn4183

To właśnie tutaj można się zatrzymać, zagapić, zadać sobie pytanie o to co się dzieje na świecie, gdy osiemdziesięcioletni buk osiąga dojrzałość płciową. Jeśli pozwolić mu żyć przeżyje więcej niż czterysta lat.

dscn4181

W pierwotnym lesie, zdarza się, że buk przewraca się ze starości, ale nie umiera. Jego rodzina, otaczające buki, utrzymują go przy życiu czasami pięćset i więcej lat. Wysyłają mu cukry. Dlaczego buki to robią? Tak mało wiemy.

dscn4191

I znowu, patrzcie proszę pod nogi, tam przy samej ziemi czai się życie.

dscn4361

A czasami pojawiają się grzyby, które udają liście.

dscn4241

Droga buków ciągnie się pod dachem z liści i igieł.

dscn4416

Po drodze rosną krzewy wilczej jagody o zabójczo czarnych owocach.

dscn4201

Zapylacze mają tutaj sporo słodkości.

dscn4194

A na samym końcu, przy rozwidleniu dróg, pojawia się światło.

dscn4398

Dalej są widoki.

dscn4401

Droga do entów
To najkrótsza droga, prowadząca do najstarszych drzew w okolicy, prawdziwych bogów i bogiń.

dscn4231

Pełna ukrytego życia.

dscn4471

Również tego, które pojawia się w ranach drzew.

dscn4393

Na samym końcu stoi on, prastary Ent w otoczeniu trójki swoich krewnych.

dscn4335

Może wydać się to tylko historią, słowami właśnie, ale tutaj, w Nydku, nauczyłem się rozmawiać z drzewami. To się stało podczas drugiej wizyty, myślałem, że ostatniej, poszedłem do lasu pożegnać się, podziękować. Wtedy przemówił. Zawróciłem, oszołomiony (czy wciąż normalny?), zdziwiony a zarazem pewny, że nie są to omamy. Tak jak teraz widzisz słowa, które czytasz, tak wtedy usłyszałem wołanie lasu. Takim zaproszeniom się nie odmawia. Stara lipa uczyła mnie miłości i uzdrawiała w trudnych momentach. A ptaki odprowadzały czasami długimi kilometrami, były na wyciągnięcie dłoni. Możliwe, że wszystko to mi się tylko przyśniło, ale wtedy wszystko co znam muszę również nazwać snem.

dscn4255

Tęsknię za pająkiem.

dscn4258

Jego pajęczyna przy starym krzewie jest pusta od dwóch dni, nie ma go również pod zwiniętym liściem jeżyn, gdzie zwykł się chować. Została wielka sieć.

dscn4316

A teraz cofnijmy się w czasie ponad trzydzieści lat. Mały chłopiec siedzi na zepsutym, czerwonym traktorze swojego dziadka, gdy na jego rękę wchodzi pająk. Chłopiec zamiera, jest sparaliżowany strachem. Nie może oderwać oczu od pająka i nie może przestać krzyczeć, poza tym nie robi nic. Cały jest lękiem. Uśmiecham się do tego wspomnienia gdy pozwalam pająkowi, który zapodział się w wannie, by wszedł na moją rękę, wynoszę go na trawę, ze spokojem. Umysł może nauczyć się wszystkiego, również języka miłości.

Zakochałem się w Nydku, a później w sobie, po raz pierwszy, szaleńczo. Być człowiekiem, cóż to za niebywała kreacja. Uczucie to szło powoli, delikatnie.

dscn4465

A potem wezbrało i stało się oczywiste, pełne pasji. Wydawało mi się, że zakochaniem można obdarowywać innych, mężczyzn i kobiety, zwierzęta, nawet rośliny, ale nie siebie. A tu, jakby mnie piorun trafił. I już, stało się, to oficjalne – zakochałem się w sobie siedząc pod gałęziami starej i mądrej lipy.

dscn4475

Zakochałem się w sobie dostrzegając boskość w tych, którzy są obok mnie. Nie ma we mnie nic ponad to co znajduję w mojej rodzinie, moich bliskich, przyjaciołach i tych widzianych tylko przez chwilę. I jeszcze, zupełnie bezboleśnie, zakochanie to wymiotło wstyd i brak akceptacji swojego niedoskonałego ciała i umysłu. To nie znaczy, że teraz mogę poprzestać, to również nie jest opowieść o ego, przeciwnie, to pokorne doświadczenie tego, że nie jestem niczym więcej niż tym na co patrzę.

dscn4306

 

 

Z dedykacją dla P., mojego mistrza, brata i przyjaciela.
Gdy jestem ze sobą jestem w domu,
gdy jestem z Tobą jestem w domu.

dscn4504a

 

Poprzedni wpis                                                                                                        Następny wpis

Zapisz

  • Monika Spławska-Murmyło

    Brakowało mi nowych wpisów :) Dziękuję za opowieść i zdjęcia. Od lat marzę o tym, żeby się tak zaszyć gdzieś choćby na parę dni. Wstęp o słowach tak bardzo „mój”, rozumiem go doskonale. Pozdrawiam!

    • https://erient.pl Erient.pl

      Dziękuję i miłośnie pozdrawiam!

  • Norbert Metzger

    Piękne, boję się zepsuć to słowami. Piękne.

    • https://erient.pl Erient.pl

      Dziękuję. Nie zepsujesz :) Śmiało.

  • Marcin Szot

    Dzięki Panie Bracie, bardzo mocno dzięki :)
    Mega się cieszę tak swoją drogą :)

    • https://erient.pl Erient.pl

      Braciszku – dziękuję!

  • Kaja Marek

    <3 gratuluję znalezienia tak prostych słów, opisujących rzeczy tak cudowne :) Chylę czoła, dziękuję :)

    • https://erient.pl Erient.pl

      Dziękuję, kłaniam się nisko! Metta!

  • Justyna

    Miłość- znaczy Nydek, tego prościej, a zarazem bardziej nie da sę ująć.
    Przepięknie. Twoje słowa mówione, czy pisane są tak prawdziwe.
    A prawda tak głęboka, że sięga dna mojego serca.
    Robert dziękuję

    • https://erient.pl Erient.pl

      Justynko, ależ dziękuję, bardzo, bardzo!

  • ano

    Dziękuję. Tak bardzo dziękuję :) :)

    • https://erient.pl Erient.pl

      Dziękuję!

  • Olaf Zen

    Trafiłem na Twojego bloga. Wtedy, gdy przeczytałem notkę o samotności. Że wyjeżdżasz za granicę… że w poszukiwaniu… Czegoś. Potem sporadycznie też tu trafiałem. Przeczytałem, że zajmujesz się psychologią. A na dodatek „Rient”. I że „nydek znaczy miłość”
    Co mnie uderzyło? To, że na Twoim blogu nie ma ludzi.
    Jest ładna przyroda. Jest nawet pies. Ludzie czasami pojawiają się jako scenografia – a to w postaci pretensji do rodziców. Albo Innowiercy. Albo ludzie jako Ktoś_kto_do_czegoś_doszedł. Z akcentem właśnie na to Osiągnięcie. Zawsze są obcy. No chyba, że ktoś jest Pisarz. Wtedy bardziej Pisarz, Piosenkarz, Artysta niż Józiek, Ania, Agnieszka…
    Jesteś reporterem, ale nie zauważasz ludzi – nie widzisz piękna ich gestów. Piękna ich logiki. Albo małych śmiesznostek. To już raczej komar jest ładniejszy na ścianie.
    I to nie jest nawet obrona swojej prywatności – bo jeżeli zauważać ludzi, to oni się pojawią na blogu. Pojawią nie wtedy, gdy trzeba podpisać wspólną petycję. Smutne to. Nie tylko w kontekście „Rient”. Ani nawet „nydek znaczy miłość”. Tylko tak po prostu to smutne…

    • https://erient.pl Erient.pl

      Rozumiem panie Olafie, że pan już wie, że nie zauważam ludzi (chociaż komentuje pan wpis dedykowany człowiekowi) i rozumiem że zasmuciłem. Pozdrawiam i życzę – serdecznie, bez odrobiny złośliwości – wielu dobrych ludzi w pana życiu i ukojenia smutku, który przyniosłem.

      • Olaf Zen

        Dokładnie – właśnie chodziło mi o to „rozumiem”. A do ludzi lepiej dochodzi się przez „czuję”. Myślałem, że pomogę, ponieważ czasami kręcimy się wokół własnego ogona… Nie chciałem rozsierdzić – sorry 😉 Ale nie ma tego złego – może przez to kiedyś się pojawi „czuję”, zamiast „rozumiem”. Dziękuję za życzenia 😉

        • Ewelina Seklecka

          Chciałam Pana uspokoić: Robert czuje bardzo dużo, co najmniej tyle ile rozumie. Ludzi zauważa. Nie sądzę też by Go Pan „rozsierdził” swoimi chybionymi diagnozami. Za to mnie, owszem zirytował Pan.

          • Olaf Zen

            Przepraszam post: „gotowość do samotności” odebrałem jako pytanie „dlaczego”?? Pytanie, które zostało puszczone w świat… Moja obserwacja – nie diagnoza – była prosta: popatrz na bloga – tutaj nie ma ludzi. Jeżeli są – ponieważ wspólne_zamknięcie_w_przedziale_zmusza, to są odtrącający, niektórzy śmierdzący, brzydcy… Nawet, tutaj, w notce dedykowanej Innemu, dominuje słowo „Ja” odmieniane przez wszystkie przypadki. Co w takim razie czuje Inny? Nic. Szkoda czasu, żeby zastanawiać się co czuje Inny. Obserwacja, nie diagnoza. Czytam teksty Mariusza Szczygła – i widzę w nich wsłuchanie się w taksówkarza, w ludzi w szpitalnej kolejce, w czeską primabalerinę. Czuję, że ma do nich dużo sympatii.
            Taka obserwacja, nie diagnoza.
            Od obserwacji do diagnozy jest jeszcze daleka droga. Może mój błąd – że odczytałem post „gotowość do samotności” jako rzeczywiste uczucie samotności? Może powinienem odczytać jako komunikat do świata: „w zasadzie chciałem się Wam pokazać z jak najwrażliwszej strony – cierpienie oto pokazuję Wam.” W takim razie mój błąd. Z czystą intencją chciałem pomóc, a tymczasem rozsierdziłem tą intencją Ewelinę. Sorry razy dwa.