mainstokrot

O tym jak zniknąć, na chwilę

Gdy widzę drzewo – tęsknię za lasem. Od pewnego czasu to się nasila. Pociągają mnie ci bogowie, te boginie z kory, gałęzi, liści, igieł, zatrzymane w ziemi rozległą siecią korzeni. Dlatego na miesiąc znikam, w lesie.

Myślę, że zgubiłem coś, właśnie wtedy gdy byłem pewien, że jestem na drodze do znalezienia tego co nazywamy sukcesem, realizacją siebie, swoich marzeń. Gdy biegłem za uznaniem, za lajkami, za poklepaniem po plecach przez większego i silniejszego ode mnie, mądrzejszego, a najlepiej (tak naprawdę) znanego. Duże słowo, ale zgubiłem „dom” – to poczucie, które znajduję w mieście tylko czasami, przeważnie gdy jestem z bliskimi, w parku, albo na poduszce medytacyjnej w swoim mieszkaniu. W lesie, przynajmniej ostatnio, szybciej i bliżej do „domu”.

Był taki moment w amazońskim lesie deszczowym gdy wróciłem do swojego domku na drzewie. Jedyne światło pochodziło z latarki przyczepionej do czoła, oświetliła moje ciało – brudne od ziemi stopy i paznokcie, włosy na nogach i klatce piersiowej, dłonie znaczone przedzieraniem się przez zarośla. I zobaczyłem zwierzę, brudne, ugruntowane zwierzę, które zaraz miało pójść spać w domku na drzewie. To zwierze było szczęśliwe i miało głęboko w dupie jak wygląda.

DSCN3603

Dzisiaj chodziłem boso po trawie z moją przyjaciółką, odwiedziła mnie w Szklarskiej Porębie.

Ewelinka i ja

Poszliśmy na Złoty Widok, a później znalazła wygodny głaz przy grobie Liczyrzepy i postanowiła tam zostać, leżeć i patrzeć się w niebo przeciskające się przez korony drzew.

Ciągnęło mnie głębiej, więc poszedłem sam, wzdłuż strumyka, przy którym w końcu się spotkaliśmy. A potem długo leżeliśmy na Chybotku. Wychowałem się na tej ziemi i uciekałem od niej przez wiele lat, uciekałem długo i daleko, wierząc, że trzeba pokonać drogę, że na tym polega życie, na pokonywaniu, osiąganiu. To wszystko opowieści. A co jeśli nie ma żadnej drogi? Co jeśli prawdą jest to o czym mówią, że wszystko już tu jest, przed oczami (tylko nie widzę) i na wyciągnięci ręki (ale sięgam po to co dalej, po nieosiągalne teraz, po osiągalne w przyszłości, oczywiście lepszej od teraźniejszości). Niczego nie brakuje moim drzewom ze Szklarskiej Poręby, gdy przywołuję w pamięci te z lasu deszczowego. Tak samo dobrze się dotyka ich kory i leży pod ich gałęziami, podobne pieśni śpiewają.

Jutro jadę na miesiąc do lasu, zaczarowanego domku. Zostawiam ten wpis, bo nie będę w tym czasie odpowiadał na wiadomości i na chwilę zniknę z kontaktu, i online też nie będę. Chcę widzieć drzewa i nie tęsknić za lasem.

 

 

do lasu

 

Poprzedni wpis                                                                                                        Następny wpis