main2

Obsesje i duchy umysłu

Mój umysł jest chory. Nie cały. Jest rozgadana część mnie, która odmawia przeżycia tego co przykre, tego co nie po mojej myśli i postanawia to rozpamiętywać, analizować. Usłyszane słowa wracają, umysł toczy debatę, próbuje obronić moje ego, udowodnić drugiej stronie, że się myli. Urojone zranienie boli tak samo jak każde inne zranienie. Podjąłem się leczenia. Dobrze wiecie, że szukam, od lat. Przez religie, odosobnienia, medytacje, przez podróże, vipassanę i ayhuaskę. Do teraz, za każdym razem porzucałem swoich mistrzów i swoje mistrzynie, zazwyczaj wdzięczny, coraz bliższy prawdy (czymkolwiek ona jest), ale nienasycony. Poszukiwałem praktyki, która będzie potężna ale nieinwazyjna, która nie będzie stała w opozycji do codziennego życia i pracy. Znalazłem. Za kilka dni jadę do Ashramu by utwierdzić się w praktyce i wtedy wszystko Wam opowiem.

Niecałą godzinę temu przeczytałem – enty, ale pewnie ostatni raz w życiu – moją nową książkę, która za chwilę leci do drukarni. 27 września premiera „Duchów Jeremiego”.

Okładka

Wokół tego wydarzenia wiele myśli i emocji, część z nich jest doskonałym pretekstem do pracy nad sobą, swoim ego. Zdradzę, że pierwsze zdanie brzmi tak:

Mama znowu spała w łazience, na podłodze.

Nic ważniejszego w życiu nie napisałem. To historia dwunastoletniego Jeremiego, nękanego duchami przeszłości, swojej rodziny i chorobą mamy. Więcej o książce znajdziecie tutaj.

Trafiłem na niezwykłych ludzi pracujących w wydawnictwie Wielka Litera, poczynając od Pawła Szweda i Moniki Mielke, pierwszego spotkania w Warszawie, które po prostu płynęło. A w końcu Monika przyjechała do mnie z wydrukiem książki i genialnymi pomysłami. Później poznałem Ankę Wyżykowską, która zajmuje się promocją, z pełnym zaangażowaniem. Cóż to za osoba! Redaktorem książki został Wojtek Górnaś z Redaktornii, który jest wybitny (chociaż zaprzecza temu komplementowi). I jeszcze zdradzę, że Ignacy Karpowicz (jeśli nie czytaliście jego „Sońki” to warto nadrobić) napisał na okładkę książki tak: Rient jest czuły, uważny i błyskotliwy. Nie popada w patos ani sentymentalizm. Tak powinno się teraz pisać o ważnych sprawach. Świetne! A to nie koniec poleceń, bo rekomenduje też Marek Bieńczyk i dwa inne nazwiska, niespodzianki. I będzie magiczny wieczór autorski, zaśpiewa Mela Koteluk – zaproszę Was niebawem. A piszę to wszystko oczywiście po to, żebyście powieść przeczytali. Dosyć o książce.

Życie na wsi ma swój rytm. Gdy uporałem się ze ślimakami (dzięki skorupkom jajek) – pojawił się kret, albo raczej krecia rodzina. Próbuję przepędzać czosnkiem, bazylią, skórkami z cytryny, petami zostawionymi przez kuzyna, wiatrakami wbitymi w ziemię, metalowymi prętami z nabitymi na nie plastikowymi butelkami – bezskutecznie. Krecia rodzina ma się dobrze, każdego dnia znajduję nowe kopczyki. Macie jakiś pomysł, by kreta przepędzić, a nie zabić? Jeśli tak, napiszcie proszę koniecznie. Poza tym pomalowałem ubikację na kolor wściekłej maliny. Założyłem z tatą moskitiery na okna. Poniżej brzuszek ćmy.

ćma

Dzisiaj przyjeżdża półtorej tony węgla na zimę, który będzie trzeba zrzucić do piwnicy. Zamówiłem czerwoną blacho-dachówkę na dach. Po mniejsze zakupy jeżdżę rowerem do miasta, przez las, z plecakiem na spoconych plecach. Ale te widoki:

las

Każdego dnia znajduję w sobie wdzięczność za spokój, za możliwość wyjścia boso na taras i trawę, napicia się herbaty w otoczeniu natury.

drzwi

Mają rację, gdy piszą, że spokój pochodzi z wnętrza, jednak dla mnie istotna jest scenografia, to w jakim otoczeniu spokój znajduję. Po prostu łatwiej mi w lesie niż klatce w bloku. Pomaga to, że nocą jest ciemno i cicho, że w ciągu dnia widzę raczej owady, motyle i krecie kopce, a nie pędzących ludzi. Dostałem to życie bez rodziny i dzieci, bez tej niezwykłej miłości i służby, chcę wykorzystać czas, by zrealizować najbardziej kuszący mnie cel. Właśnie dlatego chcę się zająć umysłem, jego nawykami, odruchami, a przede wszystkim jego niechęcią i pragnieniami, które w ułamku sekundy jest w stanie zmienić w obsesje. Temat okazuje się mniej ważny, to może być jedzenie, związek albo korzystanie z Facebooka, umysł jest lustrem, które odbija wszystko co się przed nim pojawi. Jego naturą jest pustka i gdy ta (czasami podczas medytacji lub obecności) się odsłania, ogarnia mnie stan, które nie potrafię wyrazić słowami. To istnienie, nieskrępowane niczym, wykraczające poza ciało i myśli, poza koncepcje i emocje. A później powraca umysł, a raczej to co odbija, i pędzę, bo przywykłem pędzić za tym co umysł odbija, jakby była to prawda. Już nie chcę.

 

Poprzedni wpis                                                                                                    Następny wpis

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Marlena Brzezinska

    Taka juz Twoja natura,ze pędzisz.Przypatrz sie sobie dokładnie,jesteś żywotna istota,widząca czująca,tak Ciebie odbieram.I to jest piękne.Na Kreta pamietam eko sposób mojej mamy,podtopić -woda go wygon.wiesz jak?zrob mu w chałupie powódź.pieknie tam u ciebie