odporni

Odporni na zmianę

Zmiano-odporni mogą twierdzić, że poradzili sobie ze zdradą, że uwolnili się od negatywnych uczuć, a nawet wybaczyli, ale nie uświadamiają sobie, że tak bardzo boją się zranienia, że wybrali pracoholizm zamiast ryzyka zbudowania nowego związku. Inni pną się po szczeblach kariery, osiągają kolejne sukcesy gwałcąc swoją potrzebę bliskości i odpoczynku.

„Zmieniłam się, to było ważne doświadczenie, terapia na stałe będzie wpisana w moje życie” – powiedziała Magda odchodząc po pół roku z rocznej grupy terapeutycznej. „Terapia była dla mnie  ważna, ale już jej nie potrzebuję, co myślisz o takim zdaniu?” – zapytał jej terapeuta. Ale Magda, 35latka z Warszawy, nie zrozumiała. Z zajęć ogólnorozwojowych korzysta od ponad siedmiu lat. Niedawno skończyła szkołę coachingu, wcześniej chodziła na zajęcia jogi, a potem air jogi. Raz pojechała na trening interpersonalny, ale jej się nie spodobało, spróbowała również pracy z ciałem metodą Lowena, później były warsztaty oddychania. Na terapię trafiła po tym jak rozpadł się jej kolejny związek. Miesiąc temu poznała nowego faceta, zakochała się i uznała, że terapii już nie potrzebuje, bo czuje się świetnie, bo się w końcu zmieniła, na co dowodem jest nowa miłość.
Prawdopodobnie Magda ma rację – terapia będzie wpisana w jej życie, dopóki nie nauczy się jak z niej nie skorzystać. Zmiana, o której mówi i która zachęciła ją do porzucenia grupy jest pozorna i krótkotrwała. O sukcesie w terapii można mówić gdy przestajemy jej potrzebować. Gdy rozpadnie jej się związek, doświadczy straty, cierpienia, smutku albo nudy czy pustki, skorzysta z jakiejś formy pracy nad sobą, poprawi sobie na jakiś czas nastrój i wróci do dawnego życia.

Magda należy do coraz większego grona zmiano-odpornych. Ci ludzie zmieniają otaczającą ich scenerię, ale nie zmieniają scenariusza. Gdy prowadzę treningi asertywności lubię obserwować jak uczestnicy uwalniają się od przymusu ulegania czy bycia agresywnym, jak uczą się prosić i odmawiać, brać i dawać. Jest jednak pewna grupa, który przychodzi na trening asertywności by utwierdzić się w przekonaniu, że agresja jest skuteczniejszym narzędziem od asertywności. Są też tacy, którzy uczą się asertywnych komunikatów i pod ich płaszczykiem, psychologicznie poprawną wypowiedzią, umieszczają agresywny ładunek. Zmiano-odporni mogą twierdzić, że poradzili sobie ze zdradą, że uwolnili się od negatywnych uczuć, a nawet wybaczyli, ale nie uświadamiają sobie, że tak bardzo boją się zranienia, że wybrali pracoholizm zamiast ryzyka zbudowania nowego związku. Inni pną się po szczeblach kariery, osiągają kolejne sukcesy gwałcąc swoją potrzebę bliskości i odpoczynku. Nie rozumieją, że żyjąc w takim tempie próbują zrealizować pomysł na życie narzucony przez wymagającego, wiecznie niezadowolonego i sfrustrowanego ojca. W ten sposób pomimo szeregu kursów i szkoleń, nic nie zmienia się we wnętrzu zmiano-odpornych. Mogą podróżować, zmieniać miejsca zamieszkania i partnerów tkwiąc w iluzji, że nowe oznacza inne. Nie rozumieją, że są zdeterminowani tym samym, stałym i niezmiennym wewnętrznym skryptem.

Ucząc się nowych umiejętności, podejmując pracę nad sobą ludzie kierują się różnymi motywami. Poza marzeniami i celami do zdobycia „najczęściej jest to jakaś forma cierpienia takiego jak poczucie osamotnienia, niezrozumienia siebie i innych, konflikty albo kłopoty w nawiązywaniu i pogłębianiu relacji z innymi ludźmi. Czasami jest to trudne do zdefiniowania poczucie napięcia albo pustki” – wyjaśnia Monika Jędrowska, psycholożka i certyfikowana psychoterapeutka Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i dodaje, że „najnowsze badania wyraźnie wskazują, że umiejętność skorzystania z różnych form rozwoju osobistego jest związana z osobą korzystającą z pomocy”. Znaczy to tyle, że im więcej w nas zasobów tym bardziej potrafimy skorzystać. Pozornie wydaje się więc oczywiste, że udział w kolejnych zajęciach zwiększa świadomość zasobów, pozwala je rozpoznać albo uaktywnić. Niestety może się okazać, że współczesne, popkulturowe traktowanie rozwoju osobistego nie tyle nie przynosi efektów ale może być równie destrukcyjne jak uzależnienie od alkoholu. Nałogiem można regulować swoje emocje poprzez picie, zażywanie narkotyków czy hazard. „Formą rozładowywania emocji może być też uczestnictwo w kolejnych warsztatach. Mechanizm byłby taki sam jak u nałogowców. Nieumiejętność rozpoznawania oraz regulowania emocji  i nieprzyjemne napięcie zamieniane jest na potrzebę uczestniczenia w jakiś zajęciach” – mówi Monika Jędrowska. Dodatkowo u takich osób rozwija się system zaprzeczania  problemom (przecież cały czas się rozwijam) i tak odtwarza się przymus pracy nad sobą, który nic nie wnosi. Zdarza się, że takie osoby wykazują wielką chęć w zajmowaniu się cudzymi problemami, wchodzeniem w rolę pocieszycielki, doradcy, ratowniczki czy mentora. W ten sposób jeszcze głębiej można ukryć swoje cierpienie i nieumiejętność poradzenia sobie z nim. Skąd się bierze taki mechanizm?

Kluczowe są relacje. Dzieciom coraz częściej okazuje się warunkową miłość – za dobre oceny, posłuszeństwo, uległość lub aktywność, milczenie lub zabieranie głosu. Do tego dochodzi brak czasu na bliskość z rodziną, a to odbiera poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Z tego powodu  dziecko dorasta w atmosferze pozbawionej warunków potrzebnych do zbudowania zaufania, najpierw do innych, a potem do samego siebie. W konsekwencji przybywa osób zależnych od głosu ekspertów zarazem niepotrafiących im zaufać, z niskim i zmiennym poczuciem własnej wartości, a co najważniejsze niepotrafiących budować autentycznych i trwałych relacji z innymi. „Deficyt w umiejętności tworzenia więzi jest jednym z powodów nieutrzymywania się ludzi w relacji terapeutycznej, wytrwaniu na jakiś zajęciach, dokończeniu jakiegoś projektu” – twierdzi Monika Jędrowska. W takim człowieku istnieje ogromna tęsknota za bliskością, zależnością, opieką, ale z drugiej strony jest lęk przed zbliżeniem, przed powtórzeniem znanego z dzieciństwa scenariusza, kiedy to będąc blisko było się narażonym na jakiś rodzaj krzywdy – „zranienie, ośmieszenie, odrzucenie. Funkcjonując w takim schemacie za każdym razem gdy zaczniemy doświadczać emocjonalnej bliskości z drugim człowiekiem, spokoju, bezpieczeństwa zacznie nasilać się lęk, że oto zaraz nastąpi katastrofa” – opowiada Monika Jędrowska i dodaje, że taka osoba pierwsza wycofa swoje zaangażowanie, tak aby ową katastrofę wyprzedzić, zapobiec jej. Nawet jeśli jest to katastrofa wyimaginowana. Aż do następnego razu kiedy gnana tęsknotą za kontaktem, miłością, bliskością wejdzie w kolejną relację, którą po jakimś czasie porzuci z tych samych powodów.

„W mojej pracy terapeutycznej dostrzegam również kilka innych schematów które powodują, że ludzie wielokrotnie zmieniają terapeutę. Jednym z nich jest potrzeba potwierdzania narcystycznej kompensacji, że jest się kimś wyjątkowym, szczególnym. Obecnie wszelkie formy pracy nad sobą mogą być traktowane jako dowód na to, że jest się kimś uduchowionym, wrażliwy, świadomym. Jest to tylko kolejna forma pogłębiania dystansu do samego siebie, a przede wszystkim nie leczy głębokiego bólu, samotności  z którą człowiek boi się spotkać. Popycha też do coraz to nowych aktywności, bo żadna nie jest tą, która przyniosłaby ukojenie” – wyjaśnia Monika Jędrowska. Jest też inna grupa zmiano-odpornych. W przeszłości doświadczyli dotkliwej straty, takiej jak śmierć bliskiej osoby, zdrada czy rozpad związku i w związku z tym rozwinęli w sobie gorzkie przekonanie, że nie ma nadziei na zmianę, inne, szczęśliwsze życie. Podejmując się pracy nad sobą terapeutycznie lub na jakichkolwiek innych warsztatach nieświadomie realizują ten sam scenariusz. W ich głowie trwa stały monolog wewnętrzny, brzmiący jak zdarta płyta: nie może się udać, to nie ma sensu, nie mam nadziei, może inni ale nie ja, to się nigdy nie zmieni. Przywiązanie do owego monologu związane jest – paradoksalnie – z poczuciem moralnego zwycięstwa nad sprawcami krzywdy, najczęściej rodzicami lub innymi znaczącymi osobami. Dopuszczając do autentycznej zmiany, symbolicznie oddali by zwycięstwo terapeucie lub innej osobie udzielającej pomocy. Wypadając z kolejnej terapii lub warsztatu, chociaż ponoszę porażkę to nie dają satysfakcji innej, ważnej osobie np. terapeucie. Odnoszą krótkotrwałe zwycięstwo, które jednak ma potwornie gorzki smak. To oczywiście psychologiczna gra, w której za każdym razem gdy wygrywają ponoszę emocjonalną klęskę.

„Głęboka zmiana jest przede wszystkim procesem ulokowanym w czasie. Obejmuje procesy poznawcze czyli nasze destrukcyjne, ograniczające przekonania, narracje życiowe, wspomnienia,  fantazje. I procesy emocjonalne czyli doświadczenia kontaktu ze sobą w zakresie rozpoznawania, nazywania i adekwatnego przeżywania emocji” – wyjaśnia Monika Jędrowska. Gdy dochodzi do takiej zmiany rozluźniają się napięcia w ciele, znikają pewne nawyki a inne się zmieniają, poza tym znacznie poszerza się spektrum możliwych zachowań. Oznacza to większą wolność wyboru, brak przymusu i brak konieczności nieustannego sięgania po wsparcie. Zmieniają się również relacje, w których znika napięcie i lęk, pojawia się przestrzeń na słowo „nie”, ale i słowo „tak” dla nowych smaków, pomysłów. Rozszerza się świadomość i mnogość doznań, a to powoduje że w samych sobie znajdujemy najwięcej sposobów na rozwiązywanie pojawiających się problemów. „Pacjenci najczęściej mówią, że zaczynają robić różne rzeczy inaczej. Jeśli to inaczej zaczyna przynosić ulgę w cierpieniu motywuje ich do podążania nową drogą. A to pozwala osłabiać mechanizmy, które pierwotnie miały chronić przed bólem ale obecnie zniekształcają doświadczania kontaktu ze sobą” – podsumowuje Monika Jędrowska.

Nowy związek Magdy rozpadł się gdy jej partner zaproponował wspólne wakacje. Kłótnia o miejsce odpoczynku zamieniła się w awanturę na temat wyznawanych wartości. Magda trafiła na terapię indywidualną, podczas której zrozumiała, że podświadomie chciała skończyć związek, ponieważ cały czas bała się zranienia, i cały czas nie poradziła sobie ze stratą mamy, która umarła tak wcześnie, że nawet jej nie pamięta. Ma nowy cel, wytrwać w terapii. Pomogło jej pytanie terapeutki: „czy kiedykolwiek wcześniej zanurzyłaś się w procesie zmiany, w procesie terapeutycznym?”. Po tygodniu poszukiwania odpowiedzi Magda postawiła na szczerość, i przyznała że nie, że nigdy tak naprawdę nie pracowała nad sobą, chociaż spędziła siedem lat z przekonaniem, że nieustannie się zmienia.

 

Artykuł został opublikowany w magazynie Sens, „Ludzie odporni na zmianę”, sierpień 2014, Robert Rient.