main

Ayahuasca, czyli pnącze dusz

Ceremonia rozpoczyna się w nocy.

Z latarką przyczepioną do czoła wychodzę z mojego domku na drzewie.

DSCN3603

Do miejsca ceremonii – chatki szamanów – mam kilkadziesiąt metrów przez las.

DSCN3539

Amazoński las deszczowy w Peru.

DSCN3633

Prowadzi mnie ciekawość i strach. Od kilku godzin nic nie jadłem, ostatnią godzinę nie piłem wody. Wszyscy przystępujący do ceremonii pozostają na diecie wegańskiej.

W glinianym naczyniu szamanka podpala drwa, czeka aż ogień je pochłonie, a potem zdmuchuje ogień. Naciąga dym na swoją twarz, włosy, ciało. Dym, który ma chronić, dym, którego ponoć nie lubią złe duchy. Szamanka podchodzi z glinianym naczyniem do każdego w kręgu.
Sześć osób – oprócz szamanów.
Pierwsza jest Kanadyjka o włosach dłuższych od mojej ręki i uśmiechu, który nie schodzi z jej ust. Nie będę umiał przebić się przez ten uśmiech.
Jest Niemka chorująca od 16 lat na astmę, która w ostatnich latach odebrała jej spokojne życie. Próbowała wielu lekarstw, teraz przyjechała tutaj.
Następna jest Francuzka, feministka i reżyserka o niezwykle żywych oczach, pięknych zmarszczkach wokół oczu i siwych, krótko przyciętych włosach. Pokocham ją.
Następny jestem ja.
Dalej Rosjanin, biznesmen całujący kobiety w rękę podczas powitania, który twierdzi, że jest bogiem, z którym nie znajdę porozumienia.
Ostatni jest również Rosjanin, milczący, wielki i czuły mężczyzna, który do samego końca będzie chodził swoją ścieżką.

W ośmiokątnej, drewnianej chacie jest ciemno, dwie świeczki rzucają ruchome cienie. Obok każdego z nas stoi wiadro, chusteczki, woda.

DSCN3678

Kolejno wezwani podchodzimy wypić lekarstwo (tak nazywają tutaj ayahuascę) z kamiennego pucharu. Szamani również wypijają swoje porcje. W języku keczua ayahuasca oznacza „liana duszy” lub „pnącze dusz”.

DSCN3567

Gęsty napój z drzewa ayahuasci przygotowuje się przez kilka dni. Drewno należy pociąć.

DSCN3560

Rozbić młotkiem na mniejsze włókna.

DSCN3559

Włókna rozdzielić dłońmi.

DSCN3558

Gotować trzy do pięciu dni. Każda szamanka i każdy szaman stosuje własną recepturę. Z garów widocznych poniżej zostanie jakiś litr lekarstwa, który wystarczy na jedną ceremonię dla dziesięciu osób.

DSCN3556

Wiedziałem, że chcę spróbować ayahuasci właśnie tam, gdzie ona rośnie, tam gdzie stosowana jest od setek lat jako lekarstwo, narzędzie służące do uzdrawiania, zrozumienia.

Nie jest narkotykiem, chociaż ci, którzy nigdy jej nie spróbowali tak o niej mówią.

Ceremonia trwa ponad pięć godzin.

DSCN3635

W głowie mam sceny z filmu „Urodzeni mordercy”. Czekam na węże, lubię węże. Czekam na pająki, tych nie lubię. Nic takiego się nie dzieje. Szaman śpiewa swoje pieśni. Szamanka uderza w bęben. Nie dzieje się nic i nie czuję nic. Szamanka pyta czy chcę drugi kubek, chcę. Nie dzieje się nic. Kładę się na podłodze. Słyszę jak Niemka wymiotuje do swojego wiadra. Szaman jest obok niej, śpiewa. Dwie świeczki dawno zostały zgaszone. Jest ciemno, za oknem ptaki, cykady i inne stworzenia nocy grają swoją muzykę. Czuję się oszukany i uśmiecham pod nosem, takie czary dla wierzących – myślę sobie – dla tych, którzy poddają się sugestii. Kładę się na materacu, przykrywam kocem. Nie mam zbyt wielu oczekiwań, liczyłem na pewne odpowiedzi, ale powoli godzę się z tym, że to kolejne miejsce nasączone mitami.

DSCN3637

Po chwili medycyna odzywa się do mnie bardzo wyraźnie i zostawia dwie cenne informacje. Później widzę swoje ciało, słyszę że jest kamieniem, ale jeśli chcę mogę lecieć. Mam wybór. Chcę lecieć, ale boję się i nie umiem. Zostaję kamieniem, chociaż nie czuję bym dokonał wyboru, po prostu nie byłem gotowy by lecieć. Jestem kamieniem do końca ceremonii. Wszystko obserwuję, ale niczego mi nie wolno. Śni mi się wiersz o kamieniu, którego nigdy nie napisałem. Szamanka podchodzi blisko, dotyka mojej klatki piersiowej, podnosi mnie z ziemi pieśnią i nie pozwala się kłaść. Szamanka zmienia się w drzewo.

DSCN3595

Podczas drugiej ceremonii medycyna zaczyna działać bardzo szybko. Przez długi czas obserwuję niezwykły i kolorowy spektakl, śmieję się głośno. Każda wyśpiewana przez szamanów nuta rezonuje z moim ciałem. A później, przez krew cieknącą z gardła (chociaż nie ma rany), przez śmiech, śpiew i podróż w przeszłość, znajduję odpowiedź na pytanie, które noszę w sobie od siedmiu lat. Pytanie i ból, z którymi byłem u kilkunastu lekarzy zachodniej i chińskiej medycyny, z którymi mierzyłem się na terapii i podczas medytacji.

DSCN3641

Gdy po zakończonej ceremonii wracam do domku na drzewie patrzę na drzewa i widzę je po raz pierwszy jako żywe, mądre, jako odrębne i spokojne stworzenia.

DSCN3571

W nocy budzę się kilkanaście razy, niespokojny.

Śni mi się wilk, którego naturą jest gryźć. Stary, głodny wilk. Schorowany, gotowy by umrzeć. Miałem przy sobie kawałek mięsa, zrobiło mi się żal wilka, którego naturą jest gryźć. Podszedłem bliżej i dałem mu mięso. Wilk pożarł mięso, a potem chwycił mnie.

DSCN3654

Mam tego wilka w sobie, czasami rzucam mu jakiś ochłap, utrzymuję go przy życiu, a on kąsa. Rozumiem czym jest ten wilk, rozumiem po raz pierwszy. I pozwolę mu umrzeć.

Zdaję sobie sprawę, że piszę oszczędnie, bez szczegółów, ale te są bardzo intymne, osobiste, i wciąż układam to, co się wydarzyło z tym, co o sobie wiem. Być może przyjdzie moment, w którym o tym co zobaczyłem i usłyszałem odważę się napisać, obecnie nie wiem czy chcę to zrobić, i nie wiem jak to zrobić.

Zdaję sobie również sprawę, że przeżycia po spożyciu naparu z ayahuasci łatwo obśmiać, uczynić z nich opowieść o halucynacjach, przywidzeniach i tym podobnych głupstwach. Próbowałem w życiu kilku rzeczy, kilku substancji i z pewnością nie mogę porównać ayuahuasci do żadnej z nich. Ci, którzy twardo stąpają po ziemi, a na wszystko co przekracza racjonalny świat mają racjonalną lub cyniczną odpowiedź, zazwyczaj przecież chcą twardo stąpać po ziemi (albo budować wysokie wieże). Nie jest moją intencją nikogo do niczego przekonywać. Podobnie ci, którzy bujają w obłokach, najpewniej lubią obłoki. Ich sprawa.

Podczas ceremonii świadomość jest cały czas obecna, również pamięć. Nie jest się również pionkiem, biernym obserwatorem wypitego lekarstwa – można z nim rozmawiać, chyba to jest najbardziej zdumiewające. Kolejnego dnia, po tym jak świat wraca na swoje miejsce (gdzie ono jest?), przekaz jest wciąż aktualny i otwiera zrozumienie tego co się wydarzyło, tego co się usłyszało, zobaczyło.

DSCN3651

Można znaleźć szereg filmów i opracowań na temat działania ayahuasca na mózg, jej właściwości leczniczych, antygrzybicznych, antywirusowych, uzdrawiających, tego jak pomaga połączyć się ze zbiorową nieświadomością, tego jak otwiera umysł, tego że jest po prostu kolejnym środkiem odurzającym. Nie chcę tutaj o nich pisać, bo chętni mogę dotrzeć do tych informacji sami. A niechętnych bym zanudził. Szamani mówili o trzech poziomach oddziaływania lekarstwa: fizycznym, emocjonalnym i duchowym. Odczułem je wyraźnie.

DSCN3689

Przedziwne doświadczenie w zaczarowanym, drewnianym domku szamanów, jeszcze wyraźniej pokazało mi, że wiem mniej niż myślałem, że poza racjonalnym światem istnieje znacznie rozleglejszy. W nim wydarzają się sny i miłość. Ten świat zamieszkują zwierzęta,

DSCN3694

rośliny,

DSCN3632

drzewa, również wędrujące,

DSCN3646

i inne istoty, o których wiem tyle co nic.

DSCN3551

Tyle co mogą wiedzieć ludzie.

Dzisiaj trochę bliżej mi do umysłu, z którym nie chcę już walczyć.

I więcej we mnie szacunku do życia, które manifestuje się w tak różnych formach, np. w postaci drzewa, które rośnie tutaj, na ziemi, ponad tysiąc lat.

DSCN3648

Co trzeba mieć w sobie by żyć ponad tysiąc lat?

 

Poprzedni wpis                                                                                                               Następny wpis

  • pchła

    Wspaniale! Marzyło mi się, by poznać ayahuascę w takich okolicznościach, jak Ty to zrobiłeś. Niestety do Peru daleko, poznałam ją bliżej Polski, w Czechach.

    Jestem jedną z tych „twardo chodzących po ziemi”, O których piszesz. Niedowiarką, ale też ogromnie wrażliwą osobą. I tak, nie bez kozery nazywana jest lekarstwem. Ayahuasca przeniosła mnie na dawno schowane, zarośnięte poziomy mojej osobowości, pozwoliła mi zrozumieć bardzo wiele rzeczy… czy może zacząć je rozumieć, mielić, oglądać. Dwie ceremonie dały mi więcej niż trzy miesiące terapii grupowej. Tak, zaraz ktoś napisze, że widocznie to była słaba terapia. Myślę, że nie w tym rzecz. Po prostu każdemu według potrzeb. Do mnie trafiają obrazy i emocje, rozumiem, gdy widzę i czuję. W tym sensie psychodeliki są dla mnie bardziej przystępną formą docierania do siebie, niż terapia psychologiczna w konwencji – mocno upraszczając – „zachodniej”.

    I co w tym wszystkim najpiękniejsze – po ceremonii z ayahuascą ma się to poczucie jedności z naturą, o którym wspominasz. Poczucie wielkiego szacunku do wszystkiego w około. Myślę, że choćby po to, by przez chwilę tego doświadczyć warto spróbować, niedowiarki też. Szeroko zakrojona duchowość nie jest tu obowiązkowa 😉

    • https://erient.pl Erient.pl

      Pchło – wszystko rozumiem, to odniesienie do terapii również, wiele doświadczeń porównuję do lat spędzonych na terapii grupowej i indywidualnej. Niezwykła roślina. I masz rację z tą duchowością, nie trzeba. Słuchaj – jeśli zechcesz – napisz do mnie proszę na robert.rient@gmail.com więcej o swoim doświadczeniu w Czechach, kto prowadził ceremonię, jaki koszt, chętnie bym skorzystał w przyszłości. A jeśli chciałabyś poznać więcej szczegółów na temat ceremonii w Peru – pytaj o wszystko.
      Dziękuję za ten komentarz.

  • Sonka

    To, o czym piszesz, jest niesamowite…Jakieś mroczne, a przecież przynoszące jasność. Przyjrzę się temu tematowi bliżej. Czytałam z wielkim zainteresowaniem, masz dar tworzenia napięcia.

    Aha, najprawdopodobniej Twoje relacje trafiają do mnie z opóźnieniem, dlatego nie mogłam znaleźć „lasów deszczowych”, ale… już wszystko dobrze. Czekam z niecierpliwością na następne. Drzewa robią wrażenie. Pozdrawiam.

  • Sonka

    Cisza zapadła….Urlop, cy cuś????