Skubas

Sport jest mężczyzną, a muzyka jest kobietą – uważa Skubas. Właśnie pojawiła się jego najnowsza płyta „Brzask”, na której śpiewa: tam gdzie nie istnieje ruch, tworzy się porządek. Szuka tego miejsca w życiu osobistym, w muzyce już znalazł.

Czy ty jesteś smutny?
Na co dzień, w relacjach z ludźmi raczej nie, choć potrafię marudzić, co wkurza mnie i innych. Na dnie, głębiej niż okiem i uchem sięgnąć, jest we mnie sporo smutku, rozgoryczenia, poszukiwania wyjścia z samego siebie. Czasami muszę pogrubiać sobie skórę, by żyć w świecie. Może każdy musi. Niedawno rozmawiałem z Kasią Nosowską, poprosili ją by zaśpiewała w szkole swojego syna na jakiejś uroczystości, miała problem z wyborem radosnego utworu. Jej syn ma już osiemnaście lat, ale to nie spowodowało, że nagle w swojej muzyce zmieniła się w tryskającą optymizmem, nadzieją i radością do świata matkę. Muzyka, którą dobieram do swojej playlisty pozwala mi się wyżyć emocjonalnie i faktycznie często to są melancholijne piosenki.

Co to znaczy, że pozwala ci się wyżyć?
Jeśli chcę sobie zrobić dobrze muzyką, w słuchawkach mam coś co mnie wzrusza, to może być kopniak smutku, coś nawet agresywnego, najchętniej minorowe tonacje, które wywołują na skórze ciarki. Wtedy czuję się bardziej oczyszczony. Poza tym w ponurym nastroju chętniej słucha się słów piosenki.

Ostatnie trzy dni chodziłem po domu i śpiewałem na całe gardło kawałek z twojej płyty „nie mam dla ciebie miłości”, zastanawiam się jakie duchy zapraszałem tymi słowami pod swój dach.
Ten kawałek jest o trwaniu w przeszłości, w czymś czego już nie ma i nigdy nie będzie, a mimo tego tkwimy w tym dalej. Dostałem tekst od Basi Adamczyk, która jest moją bliską przyjaciółką, rodzajem alter ego dla mnie, dla mojej muzyki. Co ciekawe, ludzie słuchający „Nie mam dla Ciebie miłości” często byli przekonani, że sam to napisałem. Z Basią znamy się długo, okołu sześciu lat, wie o mnie bardzo dużo, sporo przegadaliśmy na różne tematy. Umie słuchać, obserwować, ma dużo empatii – stąd pewnie bez problemu napisała tak zwany „męski kawałek”. Nagranie tego utworu trwało wyjątkowo krótko, życzyłbym sobie jak najwięcej takich spontanicznych i trafionych twórczych aktów w przyszłości. Ale jakie duchy przywołuje muzyka nie wiem, ale z pewnością ma taką moc, wskrzeszania.

skubas 2

Odzywa się syndrom drugiej płyty?
Odzywał się, pewne obawy, czy idę właściwą drogą, czy udowodnię coś płytą, czy muszę naprawdę coś udowadniać, czy po prostu zrobić coś z czego będę sam zadowolony. Gdybym za bardzo uległ tym wszystkim pytaniom, to mógłbym wpaść do rowu. Staram się ich nie słuchać, choć niekiedy to trudne. Ambicja to oręż, ale bywa także chorobą.

Nagrywałeś jak poprzednio głównie w domu czy przeszedłeś do studia?
Bębny i wokale do trzech utworów nagrywałem w studio u Adasia Toczko, który również zrealizował całą płytę, ale reszta pochodzi głównie z nagrań domowych, gdzie dysponuję naprawdę skromnym wyposażeniem. Chodzi mi o to by uchwycić chwilę, emocje, to jest najważniejsze w muzyce. Słowo entuzjazm mi tu pasuje, ten moment podczas odkrywania nieznanego. Uchwycenie pomysłu jest dla mnie najprzyjemniejsze w całym procesie powstawania muzyki.

Analogowe płyty, analogowe myślenie?
Będąc dzieckiem muzyki słuchałem na winylach, potem na kasetach. Wspominam ten okres z uśmiechem na twarzy. Potem przyszły CD i powrót płyt winylowych za sprawą rosnącej popularności DJ-ów. Parę lat spędziłem na scenie muzyki drum and bass. Podstawą do tworzenia tego typu dźwięków jest komputer. Cały proces aranżacyjny staje się mozaiką graficzną, wykresem, klockami lego, używaniem sampli, efektów, wirtualnych syntezatorów. Można bardzo dużo wydobyć z tego kawałka plastiku, który mimo wszystkich plusów, plastikiem pozostanie. Byłem trochę zmęczony elektroniką, chciałem wziąć do ręki gitarę, wymyślić na kolanie melodię, uwielbiam to. Kawałek drewna i ja. Chcę zamieniać dobrą kompozycję w produkcję, a nie odwrotnie. Baza w postaci dobrych piosenek pozwala stworzyć z tego symfonię. Słyszałem jak pianista gra moje kawałki, zyskałem wtedy przeświadczenie, że udało mi się stworzyć dobrą kompozycję, bo to się broniło. Na tym polega dla mnie analogowe myślenie. Chciałbym kiedyś nagrać płytę w Rogalowie Analogowym, w malowniczej okolicy pod Kazimierzem Dolnym. Jest tam stricte analogowe studio, bez komputera, wszystko w drewnie, telefony komórkowe zostają na werandzie, co osobiście bardzo mi się podoba. Nie można zbyt podkolorować tego co się robi, trzeba się skupić i nagrać wszystko najlepiej na „setkę”, trochę tak jak na koncertach. Wierzę, że jeszcze nadejdzie czas żeby tam pojechać.

Lubisz się bać?
Strach i lęk to nasi nieodłączni przyjaciele, choć mamy ich często za najgorszych wrogów. Myślę, że tak jak wielu ludzi borykam się z lękiem przed samotnością, odrzuceniem, atakiem na swoje nastroszone i przewrażliwione ego. Miewam też totalnie pesymistyczne nastawienie. Odkąd pamiętam lubiłem wmawiać sobie, że na coś nie ma szans, że się nie uda. Jestem jednak już trochę starszy i przekonałem się, że wkładając w coś wiarę zawsze musi się udać. Choć nadzieja, ta zawsze będzie nadzieją z nożem na gardle.

„Ciągle nadzieję ma, że znajdzie na śniegu ślad, co pomoże pustkę wypełnić tym, za czym wciąż tęskni”
Fragment z utworu „Ballada o chłopcu”. To utwór o tęsknocie do ojca. Dużo go nie było, pracował za granicą, często wyjeżdżał. Był jednak dla mnie bardzo ważnym człowiekiem. Kiedy zmarł, dopiero wchodziłem w nastoletni świat, poczucie braku, pustki okazało się być niewyobrażalnie duże. To chyba najbardziej osobisty kawałek na płycie.

Jak udaje ci się w tym świecie wydeptywać swoją ścieżkę?
Przez mokradła. Na okładce płyty jest jastrząb, cichy myśliciel, stróż porządku dbający o równowagę w swoim środowisku. Ostatnio obserwuję zabawną rzecz. Mam suczkę Bajkę, jak wychodzę z nią na spacer przegania wszystkie wrony, robi ambaras, wyjada im jedzenie przynoszone pod drzewo przez pewną staruszkę. I na podwórku jest jeden gawron, taki właśnie osiedlowy ptasi ochroniarz, który notorycznie ją śledzi, przesiada się z gałęzi na gałąź, a jak tylko ona nie patrzy próbuje ją dziobnąć. Nie ma dnia by nie czekał na nas po wyjściu z klatki. I nade mną czuwa taki jastrzębiogawron, a ja jestem jak ta Bajka. Część mnie chciałaby mieć spokój w głowie, być wolna od nałogów, wchodzenia w ciemne miejsca, ale jest też ta druga część, że tak powiem podatna, która to lubi i lubi zrobić ambaras. Jest w tym pewien niepokój, pewnie dlatego ten jastrząb i „Brzask” jako nazwa płyty. Czekam na coś co w końcu poskromi mój niepokój.

Twój syn Borys, ma taką moc?
Właśnie skończył pół roku, jego moc rośnie z dnia na dzień. Tak naprawdę teraz to się dzieje, przynosi spokój, i miłość. Ale jeśli masz w sobie tyle rozterek na temat siebie, świata, miłości to pojawienie się dziecka, poza ogromną radością wylewa również wiele skrajnych emocji.

To chyba naturalne, bać się.
Przed każdą wielką zmianą odczuwamy strach, to naturalne. Jednak często dowiadujemy się o tej naszej naturze patrząc z dystansu, po upływie miesięcy, lat. Każdy artysta  jest trochę egoistą. I chyba musi nim być, chociażby dlatego że potrzeba mu przestrzeni do swoich działań, nie tylko tej ujętej w metrach kwadratowych. Na pewno też artystyczny styl życia nie jest specjalnie kompatybilny z rytmem niemowlęcia, obrazkiem spokojnej, normalnej rodziny.

Byłeś przy porodzie?
Tak, i podobno nawet byłem pomocny. Ja jestem raczej przyziemnym kolesiem, nie poetą, ale to właśnie dzieciak budzi ze śpiączki, to właśnie prawdziwe życie. Najgorsza jest obojętność, a przy dziecku nie możesz taki być. Ono nie pozostawia ci wyboru, a gdybyś chciał przekląć wybór –  musiałbyś przekląć dziecko, a nikt przy zdrowych zmysłach tego nie zrobi. Brzmi banalnie, ale uczę się pomalutku cieszyć z małych rzeczy, związanych z chwilą teraźniejszą. Borys się uśmiecha i wiesz, nie ma nic więcej, to jest magia.

Moment przewartościowania priorytetów?
Nie lubię siedzieć bezczynnie, wolę działać. A jak jesteś z dzieckiem musisz wiele planów odłożyć, w tym swoje ADHD. Przestawić sobie w głowie, zrozumieć, że siedzenie z dzieckiem dwie godziny w jednym miejscu i w jednej pozycji to wcale nie jest bezczynność.

skubas-wilczelyko

Bo „mieszka we mnie diabeł”?
Mam w sobie pewien pokład destrukcji, autodestrukcji. Jest taka część, która chce niszczyć. To stały konflikt między mózgiem a sercem, czyli intuicją. Umysł ocenia, zakazuje, używa dziwnych słów, a serce niekiedy pędzi, każe szybko wybierać, iść w określoną stronę. Słucham jednego i drugiego, nie wiem gdzie szukać równowagi, to zresztą z tego co obserwuję uniwersalne doświadczenie.

Braku spokoju, spełnienia?
Tak, słuchania intuicji tak by nie ranić świata dookoła i być wciąż w zgodzie ze sobą, z uczuciami.

A bezpośrednie ich wyrażanie bywa dla wielu facetów trudne, ze względu na naszą –  umierającą – ale wciąż obecną maczo-kulturę.
Dobrym przykładem jest dorastający chłopak, który wie, że jest gejem. Umysł każe mu milczeć. Przekonuje go, że lepiej udawać niż się narażać. Gdy dojrzewa do pewnej autonomiczności musi pokonać wiele diabłów, tych w sobie, w rodzinie, w społeczeństwie. Albo skopie wszystkich dookoła, albo będzie cierpiał.

Umiesz mówić o uczuciach?
Moja mama jest psychologiem, po części pewnie dlatego nie mam żadnego problemu żeby o nich mówić. Jestem emocjonalny, być może bardziej niż wielu znanych mi facetów. Może to przez brak twardego wychowania. Zawsze chętnie przyjaźniłem się z kobietami. Jak gadka schodzi na piłkę nożną to się wyłączam. Męski świat jest w dużej mierze zero-jedynkowy, dzielony na sukcesy i porażki. Przykładem tego właśnie jest piłka nożna, za którą naprawdę nie przepadam. Muzyka jest kobietą, sport jest mężczyzną. W nim nie liczy się czy drużyna dobrze gra, tylko zwycięstwo. W muzyce nie ma zwycięstwa, nawet w dobie popularności talent show, w muzyce wszystko jest bardzo subiektywne. Pewnie dlatego wybrałem muzykę, świat w którym czuję się najlepiej. Tworząc pierwszą płytę były wielkie obawy o to czy komuś to się spodoba. Jest wielu utalentowanych ludzi, którzy wydali swój pierwszy materiał i ponieśli klęskę, czasami potrzebne jest by ktoś poklepał po plecach. Sprawdziłem siebie na scenie, wcześniej u Smolika, Noviki, wiem w czym się czuję dobrze, zachciałem być samodzielny.

Podobno skończyłeś dziennikarstwo dla swojej mamy.
Więcej w tym żartu niż prawdy, mama jednak nie ma na mnie aż tak wielkiego wpływu, ale faktycznie chciałem jej oddać trochę spokoju. Czułem od niej zawsze lęk o moją przyszłość, oto nagle jedyne dziecko wybiera gitarę, wino, śpiew i kobiety. Czułaby się bezpieczniej gdybym miał opłacone składki zdrowotne i siedział w biurze, rozumiem ją. To że udało mi się postawić na swoim, a przy okazji sprawić tym mamie dumę traktuję jako swój prywatny sukces.  Potrzebowałem skończyć studia by przede wszystkim coś udowodnić sobie, chociaż nie były tak przydatne jak podróżowanie po świecie.

Potem była szkoła muzyczna, wokalistyka w Katowicach.
3letnie studia niestacjonarne z przewagą nieobecności i imprez nie napędziły wiatru w skrzydła kariery i rozwoju. Utrzymując się z rozrywki, zarabiałem głównie w weekendy, wtedy kiedy były zjazdy. Ponadto zdając tam, liczyłem na poznanie meandrów wokalnego jazzu, improwizacji, wykorzystywania głosu jako jednego z instrumentów. Okazało się że jest to szkoła dla piosenkarzy, którzy chcieliby być bardziej gwiazdami estradowego popu sprzed dwudziestu lat, niżeli iść w ślady Kurta Ellinga, czy np Bobbiego Mcferrina. Na szczęście na wydziale poznałem Bartasa Szymoniaka i Maćka Starnawskiego, dwóch wspaniałych ludzi z którymi się przyjaźnię i współpracuję na co dzień. Trafiłem do szkoły by szukać, chociaż znalazłem nie to czego chciałem, cały czas coś w środku mnie pali.

Śpiewasz o tym. Szukanie ponad mgłą jest szukaniem Boga?
Albo nieba, pierwiastka nieśmiertelnego, przeznaczenia. Nie mam na ten temat większego pojęcia, nie sadzę też że jakiś kaznodzieja wie o wiele więcej ode mnie. Zadawanie pytań, szukanie odpowiedzi nie jest dla mnie kwestią przyjęcia określonego dogmatu, to co się dzieje dotyczy nas wszystkich w takim samym stopniu, reszta to interpretacja. Nie wiem skąd to pragnienie absolutu, może ty mi powiesz dlaczego ludzie w naszym wieku coraz częściej się nad tym zastanawiają?

Może zmęczyliśmy się gromadzeniem, spożywaniem, zużyliśmy brakiem wiary. Nie wiem. A może jednak jest coś magicznego w tym, że mamy lat trzydzieści trzy.
Nie znam tego świata ponad mgłą. Wiem, że jak się goni za szczęściem to nie sposób zobaczyć, że  może ono już tu jest. W zwykłym i niezwykłym zarazem uśmiechu dziecka.

Skubas (Radosław Skubaja – urodzony w 1981 roku) – piosenkarz, gitarzysta, kompozytor. Współpracował m.in. ze Smolikiem, Noviką, Envee. Jego debiutancki album „Wilczełyko” ukazał się w 2012 r. i została okrzyknięty „powrotem do prostoty i autentyczności” w polskiej muzyce rockowej. We wrześniu pojawiła się jego druga płyta pt. „Brzask”, podobnie jak poprzednia  nakładem wytwórni Kayax. Prywatnie tato Borysa.

 

Wywiad został opublikowany w magazynie Zwierciadło nr10/2014, Robert Rient.