Spięty – Lao Che

Pokochali go Powstańcy warszawscy i patrioci, a prezydent odznaczył Srebrnym Krzyżem Zasługi. Znalazł fanów wśród ateistów, później wśród wierzących, a w końcu lewaków i anarchistów. Lao Che pozostaje nieuchwytne. Właśnie pojawiła się ich najnowsza płyta zatytułowana „Dzieciom”, na której Spięty rozlicza się z tymi wszystkimi, którzy mają „Boga w sercu i gówno na ustach”.

Podobno najtrudniej pisać dla dzieci, dla tych już dorosłych jest prościej?
Sam uważam się za dorosłe dziecko i lubię z tej perspektywy patrzeć na świat. Mam dwie córki, kilka lat temu wymyśliłem sobie, że byłoby dobrze coś napisać dla dzieci. Mistrzem dla mnie jest Tuwim i Brzechwa, potrafią prosto, z humorem, subtelnie i dziecięco opowiadać świat. Tuwim raz strzela frazą „całujcie mnie w dupę”, a później pisze rzeczy krotochwilne, dla dorosłych i dzieci. Za każdym razem prosto, ta prostota mnie pociąga.

Myślałeś o swoich córkach pisząc teksty na najnowszą płytę?
Tak, jest w tych tekstach trochę mojej rodziny.

Gdyby przyszła wojna „skłamałbym, że wyszłaś, że na świat nie przyszłaś. Kłamałbym jak popadnie, choć kłamać, córeńko nieładnie”.
To utwór „Wojenka”. Myślałem wtedy o mojej starszej córeczce, skończyła pięć lat, jest coraz bardziej świadoma, ale też bardzo krucha, przejmuje się światem. Wymarzony adresat. Ta piosenka powstała z obawy, bo uczestniczenie w tym świecie, obcowanie z nim, uwiera. Nie lubię przygłupich radykałów, krótkowzrocznych, nieczułych ludzi, po prostu głupich.

spiety

„Człek o kurduplim sercu i radykalnym w łbie” – jak śpiewasz. Jak zatem uczestniczysz w tym świecie?
Czasami z przerażeniem, czasami z buntem, gniewem, odrazą. Jak się ma rodzinę, dwie córki, a obok czai się nieprzyjazny świat włącza się potrzeba ochrony. Panoszą się głupcy, ci którzy sądzą że siła jest wartością. To buduje obawy. A przecież ważne są wszystkie kolory tęczy. Dlatego też płytę otwieramy utworem o Dżinie, niejako prośbą do instytucji wyższej, by pomogła.

Lekarstwem na obawy jest odwoływanie się do Boga?
Jest. Wierzę swojej intuicji. Wychodzę z założenia, że jest na świecie energia, która mi sprzyja, a skoro mi sprzyja to musi sprzyjać każdemu, bo pod tym względem nie jestem wyjątkowy. Zdaję sobie sprawę, że to co się dzieje na świecie, nawet ta głupota, jest elementem wolności, mamy ją by robić i myśleć co chcemy. Wierzę, że wypchnięta energia wraca, że to co dajesz wraca. Zbudowałem swoją osobistą religię, opartą na czuciu i widzeniu świata, indywidualnych subtelnościach. Z wieloma sprawami się nie zgadzam, innych nie akceptuję, jeszcze innych się boję, ale moja własna wiara pomaga mi żyć z przekonaniem, że to wszystko co się dzieje, chociaż nie potrafię tego pojąć, ma sens.

Nadajesz ten sens, znajdujesz, czy pojawia się sam z siebie?
Mówimy o odczuciach tak zwanych podskórnych. Czasami coś co było ciosem okazywało się darem. Cały czas układam się ze światem.

Masz jakiś przykład na ten cios, który przestał boleć?
Jest taka teza mówiąca, że człowiek niedojrzały cierpi więcej. Niedojrzały w każdym znaczeniu tego słowa, być może ktoś nie dorósł do zrozumienia, ktoś inny może być infantylny, roszczeniowy, pełen pretensji za każde zło. Jestem przekonany, że cierpienie również czemuś służy, chociażby budowaniu charakteru. Jak każdy miałem gorsze dni, szarpałem szaty. Po czasie okazywało się, że ból czemuś służy. Na płycie jest piosenka „Errata”, dla mnie bardzo osobista, adresowana mojemu bratu, który siedem lat temu zginął w wypadku samochodowym. W refrenie powtarzam słowa: „Pan ma Brata. Errata. Miał pan Brata.” To też próba opowiedzenia dzieciom o tym, że wszyscy odchodzą.

„Zakończył misję, a z panem tak zawsze, Pan to by chciał wszystko na zawsze.”
Właśnie. To była relacja absolutna, w sprawie braterstwa miałem sto procent. Misja się skończyła. Wszystko się wypełniło, to co ważne że się wypełniło. Nie musimy dalej żyć obok siebie, teraz to rozumiem. Zostałem z poczuciem spełnienia. Nie chodzi mi o to by na siłę szukać w złym pozytywów, ale zachować świadomość, że wszystko się kończy. Dlaczego niby relacja lub coś innego miałoby trwać wiecznie lub zatrzymać się w miejscu, które ja wybieram. To właśnie dla mnie infantylne, dziecięce w złym tego słowa znaczeniu. Bo być dzieckiem to być na dwóch biegunach. Dobrze pielęgnować spontaniczność, wrażliwość, pogodę, dobrze to zatrzymać na resztę podróży przez życie. A z pewnych cech należy się obedrzeć, cisnąć w kąt i iść dalej. Chodzi mi o upór, obrażanie się, naiwność, przekonanie że coś mi się należy na zawsze, przekonanie, że życie nie ma prawa stawiać mi znaku stop, na przykład uśmiercając ukochaną osobę.

Co robisz by rzucić w kąt to co niepotrzebne?
Funkcja czasu i rozmyślań. Chrześcijańskie „szukajcie a znajdziecie” wpisuje się dla mnie w sposób radzenia sobie z życiem. Zrozumienie pomaga odpuścić cierpienie, a demony przestają dręczyć gdy wychodzą na światło słoneczne.

Niektórzy – tak zwani oświeceni – mówią, że ostatnim etapem poszukiwania jest zaprzestanie poszukiwania. Nie kusi cię to?
Nie jestem na tym etapie, a może zawsze będę niecierpliwy i niespokojny. Myśli bardzo mi skaczą. Interesuję się tworzeniem, a ono związane jest z rozmyślaniem, poszukiwaniem, lubię to. Z drugiej strony masz rację, bo największy poziom walki mieczem samurajskim to walka bez walki. Tworząc i dotykając źródła sztuki przestaje się tworzyć, to koniec drogi. A my w Lao Che wciąż idziemy.

spiety2

Zaczynałeś od death metalu.
Jest we mnie tęsknota za nowym, od zawsze. Często obawiam się nieznanego, ale pokusa jest większa. Wychowałem się na muzyce metalowej, wtedy byłem nastolatkiem, mocne, agresywne dźwięki. Potem przyszła fascynacja hip hopem, rapowaniem, punk rockiem. A dopiero przy okazji płyty „Powstanie Warszawskie” zrozumiałem, że można grać bardzo prosto, ale podpierać to mocną treścią, zabraną z barykad, również w sensie dosłownym. Wcześniej grając, śpiewając, nie myślałem o interakcji z publicznością. Wychodziliśmy na scenę, robiliśmy swoje i już. Przy okazji „Powstania” przenieśliśmy się w czasie, byliśmy z ludźmi. Muzyka oczywiście nie powinna mieć granic, nie wierzę w jeden pomysł i sposób, to cały czas wędrówka po różnych światach. Czasami dotrą do kogoś subtelne nuty, a czasami trzeba piąchą w pysk przywalić ze sceny, wszystko się uzupełnia.

Po co piszesz, śpiewasz?
Żeby się wyrazić. Jestem jednostką niepowtarzalną, która widzi i słyszy w swój sposób. Chcę stwarzać coś czego nie było, wtedy czuję, że jestem, że nie odtwarzam tylko rytuałów. Inna sprawa to ten moment wyjścia do ludzi, spotkania, śpiewania czegoś ważnego dla mnie przed tłumem.

Żadnej misji, chęci zmiany świata, albo chociaż jakiegoś systemu?
Zmienić mogę tylko siebie. Długo męczyłem się ze znalezieniem swojego miejsca, długo byłem konformistą. Muzyka była i jest moją drogą do wolności, w niej znalazłem swoje miejsce, poczułem się sobą.

Z wykształcenia ekonomista, później kierowca ciężarówki, handlarz nieruchomościami.
Właśnie dowody na to, że żyłem bez pomysłu na siebie. Chociaż już będąc dzieckiem, gdy patrzyłem na występy muzyków w telewizji, ogarniało mnie wzruszenie, dziwna chęć. Ta myśl cały czas mi towarzyszyła, małymi krokami próbowałem ją realizować. Ale nie było w tym wielkiej odwagi. Zbuntowałem się dopiero jak skończyłem dwadzieścia pięć lat. A w sumie zacząłem myśleć, rozważać, szukać tego o czym mógłbym i chciałbym powiedzieć muzyką. Zacząłem oglądać siebie, świat, wyciągać kamienie z butów, mocować się z Bogiem.

I co o Bogu myślisz?
Zawsze to samo, bardziej zresztą czuję niż myślę. Bóg to dla mnie energia. Robię sobie jaja z religii, z mojego podejścia do religii, po prostu to nie jest moja droga, jeśli komuś służy – proszę bardzo. Wychowałem się w religii katolickiej, ale odszedłem od niej i nie potrafię, ale też nie chcę przekazywać tych nauk swoim dzieciom. Kiedyś interesowałem się buddyzmem, tą ideą, że może Bóg jest, a może nie, ale nie ma to znaczenia. Bogu w niebie zwisa czy ja w niego wierzę. Można mieć też Boga w sercu, a gówno na ustach, jak śpiewam w „Legendzie o smoku”. Moja osoba, tu i teraz, w tej formie ma sens i to co ją spotyka ma sens. W to ufam i wierzę.

„Rzuciłem papierosy i kościół też, do pierwszego wracam do drugiego nie.”
Nie jestem apostatą, przyjmuję księdza po kolędzie, ale z inercją jednak. Od wielu lat nie chodzę do kościoła. Palenie i kościół to symbole tego co nie jest zdrowe, ale niezdrowe dla mnie, nie ma we mnie potrzeby narzucania swojej wizji świata komukolwiek. Nawrócisz się jeszcze worku łajna – mówią niektórzy. Niczego nie wykluczam. Są osoby, dla których katolik, ojciec dwóch córek, mąż nie powinien takich rzeczy głośno wypowiadać, ale moim zdaniem wszelkie tabu są szkodliwe, dobrze je rozbierać.

Zdarzało ci się też grać samego Boga, być jego głosem, który śpiewa do biblijnego Noego, swojego Ptysia Miętowego.
Żyjemy w kraju katolickim, Bóg katolicki jest potężny, srogi, wszechmogący. No ale skoro jest wszechmogący to jak można go obrazić jakimikolwiek grzechami. Nasza kultura powoduje również to, że oddalamy się od Boga, który staje się cielcem, a my pozostajemy wyobcowani. Powstał system, jak ten u Franza Kafki, w którym chętnie chwycilibyśmy obcego za fraki i wrzucili go w czeluście piekielne, żeby się smażył w głębokim oleju. A Bóg to intuicja, sztuka, matematyka, energia, karma. To co daję z określonym ładunkiem z takim samym wraca.

Czego się boisz?
O dzieci się boję. Tego, że utracę wiarę, że zwątpię w sprzyjającą energię. Wojen się boję, zła szeroko pojętego, które kiedyś może zapukać do drzwi. A nigdy się nie biłem. Czasami mi to doskwierało, ja jako mężczyzna powinienem przecież być jakiś, chociaż wiem, że złamanie komuś nosa nie jest czymś czym można się chwalić. Z drugiej strony mam wrażenie, że biję się i szarpię przez całe życie, z samym sobą biję się najwięcej. Może dlatego życie mi oszczędziło lania innych po mordzie.

Śmierci się nie boisz?
Może być wielkim zaskoczeniem, może wcale nie jest taka straszna. Świetnie, że jest obligatoryjna dla wszystkich, bez względu na to jak bardzo rozwiniętych duchowo, materialnie, intelektualnie. Śmierć budzi we mnie więcej ciekawości niż strachu, myślę o niej jak o kurtynie, za którą coś jest.

Kiedy pojawił się Spięty?
Paliłem trawę, to był pierwszy raz, albo jeden z pierwszych. Mocno zadziałało. Poczułem wtedy w sobie, w ciele i głosie, że mam mnóstwo hamulców na wielu płaszczyznach. One wszystkie mnie wykrzywiają, powstrzymują, przez nie jestem właśnie spięty. Zdziwiło mnie to. Wtedy uznałem, że jeśli kiedykolwiek będę śpiewał wybiorę sobie taką ksywką.

Teraz Spięty wciąż jest spięty?
Tak, różnica polega na tym, że jestem tego świadomy.

Hubert Dobaczewski Spięty (ur. 1974) – muzyk, kompozytor, autor tekstów. Rozpoczynał w hip-hopowej grupie Koli. Od1999 roku wokalista i gitarzysta zespołu Lao Che, które wydało właśnie najnowszą płytę „Dzieciom”. W ramach solowej działalności opublikował płytę „Antyszanty”. Prywatnie mąż i tato.

 

Wywiad został opublikowany w magazynie Zwierciadło nr 5/2015, Robert Rient.