Gotowość do samotności

testowy – duplikat samotości

Wrócę gdy poczuję się bardzo samotny, gdy odezwie się pustka – tak założyłem wyruszając w podróż. Minął ponad miesiąc i nie czułem się samotny, a raczej osamotniony, chociaż większość dni spędzam sam. Był taki moment na łodzi, zachód słońca, wiatr, gapię się w uciekający horyzont, szczęśliwy. Obok mnie jakaś para robi sobie zdjęcie, przytulona. Przenoszę wzrok na ludzi. Grupa kumpli żartuje z poparzeń jednego z nich. Rodzice pokazują coś dziecku. I przyszedł ból, rozpaczliwe myśli o tym jak wspaniała mogłaby być moja podróż gdybym dzielił ją z kimś, kogo kocham. Ten ból nie był moim, odszedł gdy dotarło do mnie, że pojawił się – jak zawsze do tej pory – gdy porównuję się do innych. Zawsze są lepsi ode mnie, mądrzejsi, lepiej piszący, odnoszący prawdziwe sukcesy, nominowani do nagród i nagrody zdobywający. Grając w ocenianie i porównywanie zawsze przegrywam, bo takie są reguły tej gry. I gdy stałem na rufie, zwróciłem ponownie oczy na horyzont, na wodę, słońce, przelatujące ptaki. Jestem pojedynczy – ty też. Wtedy wrócił spokój.

W podróżach bardzo lubię poznawanie nieaktualnej wiedzy na własny temat i na temat tego jak postrzegam, stwarzam świat. Tak jak kiedyś zdziwiło mnie, że nie ma obok cierpienia, tak teraz dziwi mnie, że nie czuję się samotny. To uczucie wracało do mnie co jakiś czas, od zawsze. Samotność odchodziła i przychodziła, zazwyczaj wtedy gdy zostawałem bez ludzi, zadań, książek, filmów. Nie ma jej od miesiąca, może wróci, nie wiem, ale to właśnie po doświadczeniu na rufie zdecydowałem, że ruszam w podróż dookoła świata.

Doświadczenie i hasła na pocztówkach
Historia spisana, opowiedziana, niesie w sobie różne zagrożenia. Może zabić narrację, zamknąć ją przed końcem, bo nigdy nie wiemy co jest końcem, a pisząc, ustalamy go sami, brutalnie, stawiając kropkę. Wtedy taka historia niesie w sobie kłamstwo (może jest to cechą każdej historii?). Ale największym zagrożeniem historii spisanej jest to, że ktoś w nią może uwierzyć, głównie opowiadający. Jeśli historia – na swój własny temat – odniesie sukces, spodoba się bliskim, spodoba się czytelnikom, wtedy pojawia się ryzyko konstruowania pod tę historię siebie, przeszłości, a nawet przyszłości, poprzez kontrolowanie swoich odruchów, słów, zachowania, tak by pasowało do opowiedzianego. Dlatego o swojej samotności wiem tylko tyle, że nie ma jej teraz, tej bolącej samotności. Na długo przed podróżą przestałem się bać samotności, mieszkałem głównie sam i głównie sam spędzałem czas. Ale również wtedy pojawiała się bolesna samotność, a w niej głód człowieka, miłości, dotyku, wrażeń, doznań, intensywności. I tej, bolesnej samotności, nie ma.

Przychodzą mi do głowy niezliczone spotkania, w których sięgałem po człowieka by go użyć i po mnie sięgano, zazwyczaj działo się to za obopólną zgodą. Tak samo sięga się po czipsy, czekoladę, psa, gazetę czy film. Spotkaniom z ludziom nadawałem jednak wyższą rangę. Chociaż bardzo często podczas nich czułem, że jestem tu zamiast – nie wiem dokładnie zamiast czego, ale wiem, że nie o to mi chodzi, nie o to słuchanie, nie o to mówienie. Nie piszę o spotkaniach przepełnionych głębią albo lekkością, ciekawością siebie, miłością. To wyjątkowe chwile, które dzielę z wąskim gronem ukochanych osób, chociaż zdarzało mi się poczuć tę świeżość i prawdę podczas nowych, przypadkowych spotkań – tak przecież zaczyna się przyjaźń i inne, przyjaźni pochodne, w tym miłość. I o tym chciałem dzisiaj napisać, te myśli kotłują się we mnie od kilku dni, to zaskoczenie, że można być i jest to wystarczające, że istnienie jest wystarczające. Wszyscy o tym wiemy, bo naczytaliśmy się haseł na pocztówkach, ale doświadczenie to coś innego.

To wszystko co się nie udało
Jesteś szczęściarzem, tak mi mówią niektórzy. Dlaczego? Większość rzeczy w moim życiu mi nie wyszła. Mój umysł, jak umysł każdego, nie lubi pamiętać o tych wszystkich planach, których nie zrealizowałem, o ludziach, których skrzywdziłem, o kłótniach, rozstaniach, związkach na całe życie, których nie ma, o niespełnionych aspiracjach. Ale jeśli zrobię uczciwe podsumowanie to większość w życiu mi się nie udała, nie szkodzi. Miejsce, w którym jestem wynika z niezgody na ograniczanie mojej wolności. Często odchodziłem z miejsc i od ludzi, którzy ranili, albo właśnie ograniczali moją wolność, był w tym radykalizm, który w końcu polubiłem, któremu jestem wdzięczny. Nikt nie przyszedł i nie wręczył mi biletu na wyspę, na podróż dookoła świata. To nie jest również opowieść o mojej zaradności i pracowitości. Nie mam domu, mieszkania, samochodu – nie mam w związku z tym kredytu, rachunków, czynszu do opłacenia. Wybór. Moja przyjaciółka przeżywa właśnie niezwykłą przygodę swojego życia – ma rodzinę, absolutnie cudowną córkę, i uwielbia czas, którym żyje. Są różne podróże.

Ale tak, jestem szczęściarzem. Jeżdżę palcem po mapie, wybieram miejsca,, o których marzę od lat. I kupuję bilet w jedną stronę do Nowej Zelandii (miałem nie zdradzać kolejnych etapów podróży, ale słabo u mnie z powstrzymywaniem się). A stamtąd polecę w inne wymarzone. Jestem szczęściarzem, bo wśród różnych podarunków od moich rodziców dostałem ruch, pośpiech (to właśnie moja mama kiedy idzie to biegnie). Ten pośpiech ma w sobie wiedzę, że trzeba być samowystarczalnym, że trzeba pracować, że należy mi się jeśli się wykażę. Jestem szczęściarzem, bo wiele lat temu uparłem się, że będę pisał i teraz mogę pracować z każdego miejsca na świecie. Praca i życie nie jest oddzielone zmianą kostiumu, miejsca, otoczenia, obie te rzeczy wydarzają się w tym samym czasie.

O koszmarach, które się śni.
Powiem wam co jeszcze zostało i bardzo bym chciał żeby odpadło. Lęk. Tutaj na wyspie wynająłem mieszkanie bez klimatyzacji, pomyślałem, że to wyleczy moje gardło. Mam za to wielki wiatrak, który obraca swoją głowę przez cały dzień. Drzwi zawsze otwarte, a na to otwarte naciągnięte moskitiery. Kilka dni temu śniłem koszmar. Obudziłem się ze snu o mordercy przerażony i chciałem zamknąć drzwi, odciąć sobie powietrze by poczuć się bezpieczniej. Ale nie zamknąłem, bo urodziłem mordercę i koszmar w swojej głowie, jak zawsze. Bać się – to zazwyczaj jest pomysł, który stał się odruchem. Smucić się i byś samotnym to zazwyczaj również jest pomysł. Nie wiedziałem o tym wtedy, bo to absolutnie nie jest możliwe, być smutnym i samotnym, i uważać, że to realizacja pewnego pomysłu. Nie piszę o złamanej nodze i śmierci bliskiej osoby – ale właśnie gotowości do bycia w życiu przestraszonym. Każdy z nas ma dominującą gotowość do bycia jakimś. A to się zazwyczaj nosi w swojej konstrukcji osobowości, i zazwyczaj wzięliśmy to na siebie bardzo dawno temu, nieświadomi co robimy, pełni wiary w naszych nauczycieli.

Ta droga, na której następuje dekonstrukcja trwa – jestem absolutnie przekonany, że życie bez lęku jest możliwe. Znowu – nie piszę o życiu bez strachu przed kobrą czy czyhającym za rogiem bandytą. Chcę życia bez lęku. Zmierzam tam. Po raz pierwszy nie podążam szlakiem guru, szlakiem świątyń, rytuałów, książek, doskonalenia się, wiary, medytacji, ale swoim własnym. Na tym szlaku jest przede wszystkim sporo przestrzeni by przychodziło to co ma przyjść (np. Rudy). Ale mam też kilka pomysłów i w najbliższych tygodniach o nich napiszę. Nawet jeśli nie zadziałają.

Lęk ma dla mnie jedno podstawowe pytanie, które brzmi: jaki powinieneś być? I ja już nie chcę na nie odpowiadać, chociaż robię to, zwłaszcza wtedy gdy zaczynam się porównywać – zapraszając za każdym razem samotność czy smutek. Póki co odpowiada mi podróż, ruch w jedną stronę. Dzisiaj np. jadłem obiad w takiej „restauracji”, naprawdę niczego mi nie brakowało.

DSCN1158

Czasami przyjdzie jakiś koszmar, oczy wtedy mam zamknięte albo otwarte, ale to ja go wymyślam, to ja w niego wierzę.

Jak miałem siedem lat to lubiłem wyjść z domu i iść w lewo, obok garażu, krzewu leszczyny pospolitej, która dawała niepospolite orzechy, kucałem pod oknami, za którymi działa się kuchnia, a w niej mama, dalej był strumyk i stara jarzębina, i wejście do domu. Ta moja podróż dookoła świata, jeśli chodzi o przeżycia, nie jest niczym innym od podróży tego siedmiolatka dookoła domu.

młody