main

Umysł znika jako ostatni

Przez pierwsze trzy dni w Malezji mówiłem do kobiet w burkach i mężczyzn będących muzułmanami. Na wyspie wynająłem pokój z łazienką i osobnym wejściem u rodziny. Wszystkie kobiety, czyli mama, dwie ciocie i trzy córki chodzą w burkach. Prowadzą małą restaurację, jem u nich codziennie śniadanie. Czwartego dnia zacząłem mówić do kobiet i mężczyzn, chociaż chciałbym się kiedyś nauczyć nie widzieć płci.

DSCN1806

Nie używam telefonu od ponad dwóch miesięcy. Używam Facebooka, wylewa się na mnie, donosi o ksenofobicznej fali, które zalewa Polskę. A później wychodzę na plażę, szeroką i białą, z tym piaskiem konsystencji mąki.

Stopy

Moją ulubioną czynnością jest leżenie tam gdzie kończą się fale, na mokrym piasku. Ogrzewa mnie słońce. Mam zamknięte oczy. Palce i stopy zanurzam w piasku. Słona, ciepła woda, nieregularnie, ale wytrwale, wpływa na mnie. Mogę tak leżeć dwie godziny. Możesz? Pyta umysł. Gdy rządzący chcą odebrać tę żebraczą resztkę praw społeczności LGBTQ, gdy nowa ustawa chce uczynić z kobiet niewolnice? Poczuj chociaż wstyd, poczucie winy, że jesteś tu, nie ze swoimi, nie w zmartwieniu. Przeżywam smutek, złość, bezradność, ale opuszczam je szybko gdy leżę tam gdzie kończą się fale.

Tłumaczę umysłowi, że nikomu nic nie da, gdy będzie mi źle. Ten jest moim głównym partnerem i rozmówcą od wielu dni. Nie zbliżam się do ludzi, nie zaczepiam. Zmęczony jestem ludzkim światem, tym, w którym ustaliliśmy zasady, kasty, hierarchię, w którym ludzi dzieli się ze względu na wyznanie, płeć, to kogo kochają. Lgnę – zupełnie spragniony i jeszcze nienasycony – do piasku i słonej wody, do krabów, drzew, kwiatów, słońca, koloru i kształtu chmur, mruczenia kotów, iskania małp, liści na drzewach, nieba, orłów na niebie. Orłów na wyspie Langkawi jest mnóstwo, każdego dnia widzę kilka, kilkanaście. Wyglądają jakby unosiło je nic. Szeroko rozłożone skrzydła, dostojnie zataczane kręgi, jakby pasażerowie mknące pociągu, bogowie.

DSCN1857

Umysł szybko się nudzi. Chce liczyć, kalkulować, chce żebym pisał w końcu książkę, żebym zajął się wymiernym, tym co przyniesie korzyść, uznanie, żebym chociaż zrobił jakieś zdjęcie do pokazania na blogu. Ulegam mu często, sami dobrze wiecie, ale ze zdziwieniem obserwuję tę część mnie, która nie jest umysłem, chociaż przecież i on, i ta część to ja, to jedność. Co ciekawsze, poza tą częścią i umysłem jest jeszcze przestrzeń, której nie umiem nazwać, również żywa, czujna, o smaku wanilii jak sądzę, uśmiechnięta, ale tak jak uśmiechał się Kot z Cheshire.

Ciężko tu znaleźć muszelki. Prawie wszystkie są połączone, podwójne i żywe, z galaretowatym żywym organizmem w środku. Każda fala odkrywa takie maleństwa, pozostają przez chwilę nieruchome, po czym, jakby zorientowane, że je widać, że są nagie, nurkują w mokrym piasku. Trwa to fala za falą. Mój umysł ma wiele określeń dla tych, którym się szklą oczy na widok zachodu słońca – słucham co mówi do mnie, jak mnie obraża, ale wtedy przychodzi z pomocą ta przestrzeń, a z nią uśmiech Kota.

DSCN2007

Chciałem zwiedzić wyspę, jak już się wygrzałem na plaży. Poza tym musiałem znaleźć miejsce, w którym mógłym wydrukować bilety lotnicze. Poszedłem pożyczyć skuter za 16 RM (około 15 zł). Pani zapytała czy mam pozwolenie, nie mam, a dzień wcześniej widziałem jak policja zatrzymuje kogoś na skuterze. Umysł się przestraszył, on się lubi bać – ale gdyby nie on, nie byłoby mnie tu gdzie jestem, trzeba mu oddać – i kazał mi pożyczyć samochód za 70 RM. To pożyczyłem. Po raz pierwszy w życiu pożyczyłem z firmy samochód. Kierownica jest po złej stronie co dobrze widać na zdjęciu.

DSCN1934

Wielokrotnie zamiast włączyć kierunkowskaz uruchamiałem wycieraczki. A chcąc zmienić biegi uderzałem prawą ręką w drzwi. Bo kierunkowskaz i dźwignia zmiany biegów jest też po złej stronie. Oblewały mnie poty przy parkowaniu, tankowaniu, wyprzedzaniu, tym co będzie jak złapię gumę, jak złapie mnie policja, kilka razy ruszyłem z trójki. Spędziłem kilka godzin będąc spięty, spocony i zestresowany. Skończyło się tym, że wszystko co chciałem zobaczyłem, bilety wydrukowałem i wracałem do wypożyczalni uśmiechnięty jak dzik, a z radia leciała głośna lokalna muzyka.

I były zaczarowane miejsca, o których to napiszę w osobnym wpisie.

DSCN1901

Wieczorem rozbolał mnie kręgosłup lędźwiowy, lewe biodro i łydka – moja ulubiona reakcja na stres i napięcie. Każdy ma jakąś. Siła umysłu jest zdumiewająca, z pewnością to dzięki niemu nauczyłem się prowadzić samochód, liczyć, funkcjonować w tym świecie, ale również dzięki niemu uwierzyłem w setki iluzji. To on wywołał ból w moim ciele. Ta siła mnie zdumiewa. Funkcjonuję tutaj bardziej od wschodu i zachodu słońca, nie mam zegarka, telefonu nie używam, więc (bez)czas pozwala mi na leniwe obserwacje. W tym ja – złożonym z umysłu, mnie i przestrzeni – istnieją niezrozumiałe dla mnie połączenia z ciałem. To nic, że fachowo opisane przez neurologów, biologów, psychologów. Interesuje mnie najbardziej uśmiech Kota, ta przestrzeń, w której jest dla niego sporo miejsca. Bo tam nie występuje ocenianie, są doznania, tylko one. Oczywiście, gdy do gry wkracza umysł ocenia je jako przyjemne lub nieprzyjemne, pojawiają się dobrzy i źli, bezpieczni i zagrażający, pojawia się ból albo ekstaza, pojawiają się kobiety w burkach, pojawiają się moi i tamci, gorsi, pojawia się marnowanie czasu podczas leżenia na plaży, a z nim lęk, poczucie winy i wstyd. Nie mam pojęcia przez co wiedzie droga w kierunku przestrzeni pomiędzy umysłem i ja, ale zmierzam tam, prawdopodobnie kolejny raz błądząc.

DSCN1852

Wiem tylko, że nie chodzi o dokładanie do umysłu nowych umiejętności, o doskonalenie się, zmienianie – co uprawiałem przez lata. Nie ma nic złego w zdobywaniu wiedzy i nie o tym piszę. Wiem też, że nie chodzi o wyciszenie umysłu, wyłączenie go, kontrolowanie – co z kolei uprawiałem przez odosobnienia i ostrą medytację. Nie neguję wartości zrozumienia. Ale wiedza i zrozumienie jest tylko środkiem, takim samym środkiem jest czucie, współodczuwanie czy zapatrzenie się. Wychodzi na to, że nie wiem, ale jeszcze się boję nie wiedzieć naprawdę, nic nie wiedzieć.

DSCN1961

 

Poprzedni wpis                                                                                                               Następny wpis

  • Sonka

    Czyta się „lekko”, dlatego sobie tak porcjuję Twoje opowieści, by na dłużej starczyło:)
    Twoja mina w samochodzie mówi wszystko, chachachaaaa:)