main podrozdoo

Wyruszam w podróż dookoła świata

Wyruszam w podróż dookoła świata.

Wyruszyłem co prawda miesiąc temu, porzuciwszy stałe miejsce zamieszkania (o czym pisałem tutaj), ale właśnie podjąłem decyzję, że kupuję bilety tylko w jedną stronę. Bardzo podoba mi się to uczucie, wywołane kupowaniem biletów tylko w jedną stronę. Dookoła świata znaczy oczywiście dookoła ziemi, ale w tej sytuacji – świat – brzmi lepiej.

Czuję się trochę jak w bajce, w której wystarczy iść cały czas w prawo, by w końcu trafić do punktu wyjścia. No to idę. Jadę, lecę, płynę, a czasami to nawet spadam. I ścigam czas, wschody i zachody słońca, strefy czasowe. Teraz na przykład jestem na wyspie, ale o tym w następnym wpisie.

wyspa2

(Nie) uważaj na siebie
„Uważaj na siebie” – ostatnio słyszałem to bardzo często. Bo Syberia, bo podróż, bo sam, bo bez etatu, bo nieznany kraj, bo kradzież, bo terroryści, bo język, bo co po powrocie. Ale też uważaj na siebie bo cię kocham, bo cię lubię, bo zależy mi na tobie.

Uważaj na siebie – zdanie to wpadało we mnie tak często, że zaczęło rezonować, zadawać pytania. Ci wszyscy, którzy mówili mi żebym na siebie uważał musieli mieć dobre intencje, tak to sobie tłumaczę. Zakładam, że płynęły one z troski, a nie martwienia się (o tym, że martwić się o kogoś, znaczy nie kochać tego kogoś napisałem tutaj). Rozumiem intencję, ale zastanawia mnie na ile wypowiadamy słowa „uważaj na siebie” z nawyku, odruchu, bez głębszej świadomości. Bo co to znaczy? Powiem ci „uważaj na siebie”, czyli sprawy mam załatwione i nie jestem za ciebie odpowiedzialny? I tak nie jestem, więc sensu to nie ma.

Pierwsze „uważaj na siebie” sprawia mi przyjemność, pojawia się myśl – dobrze mi życzysz, troszczysz się. Drugie i trzecie, i czwarte podobnie. Piąte „uważaj na siebie” wywołuje mały lęk i pojawia się myśl – może powonieniem się bać? Chociaż trochę się bać? Odrzucam tę myśl jako zapożyczoną, wywołaną ostrzeżeniem zawartym w zwrocie „uważaj na siebie”. Poza tym przeżywanie lęku w związku z nieznanym wydaje mi się smutną stratą czasu, wolę ciekawość. Przy tej okazji bardzo serdecznie pozdrawiam mojego kochanego tatę, który widział wszelkie odmiany spadających na mnie nieszczęść, donosi mi również, z niepokojem, o tym ile zamachów terrorystycznych wydarzyło się w miejscu, do którego zmierzam (na wyspie, na której obecnie przebywam, tylko jeden, dawno temu, nikt nie umarł, ale jedna pani została ranna, więc mimo wszystko uważaj na siebie).

Jestem tutaj, znaczy, że bliscy, świat ale też ja sam uważam na siebie. Gdy padło dwudzieste „uważaj na siebie” zacząłem się zastanawiać czy to życzenia aby na pewno do mnie, czy składający je nie myślą o sobie? Świat moich rzeczy to 11 kilogramów zamknięte w plecaku. Oczywiście mogę zgubić drogę, zachorować, zostać okradzionym, a nawet umrzeć. To samo może wydarzyć się w Polsce, chociaż wydaje mi się, że tam czyha więcej niebezpieczeństw. Znacznie bardziej heroiczne i wymagające uważania na siebie jest słuchanie wiadomości, chodzenie do pracy, która zabiera osiem, a z dojazdami dziesięć godzin, gromadzenie rzeczy i wyposażanie domu, płacenie rachunków, martwienie się, ciągłe martwienie się o to co może się wydarzyć.

Umrę, to pewne – ta myśl jest tak prosta, tak oczywista, że umysł uwielbia przeskakiwać nad nią i biec dalej, do tych wszystkich ważnych spraw, do sporów, do życia historią ludzi z telewizora, których nigdy nie spotkaliśmy, ale w imię których gotowi jesteśmy znienawidzić innych ludzi, którzy wybrali historię innych ludzi z telewizora. Ale właśnie ta myśl, że umrę, od dłuższego czasu przynosi mi niezwykłą swobodę, i wolność, i dystans, może przede wszystkim dystans, bo ten stwarza przestrzeń. I wtedy ta prosta myśl, jeśli się w niej rozsiąść, w swojej własnej śmierci, która przyjdzie i to przyjdzie bardzo szybko (nawet jeśli za trzydzieści, pięćdziesiąt lat, cóż to jest) przynosi coś na kształt chichotu. Lubimy za ważne brać to co chwilowe, lubimy by inni zdecydowali czym się powinniśmy zająć, co przeżywać, kogo bronić, lubimy by zarządzano naszymi emocjami. Bo przecież zaproszenie do myślenia o śmierci, w pierwszym odruchu wywołuje niechęć, czasami smutek i lęk. Jeśli jednak poświęcić temu zaproszeniu trochę więcej czasu to okazuje się, że myślenie o śmierci wywołuje spokój, i wolność, miłość też.

Popatrzcie przez chwilę na mapę świata. Kto nas nauczył gdzie jest góra, a gdzie dół? Znaleźliście Polskę? I gdzie jest centrum naszego świata?

Upside Down World map.indd

I (nie) uważajcie na siebie!

 

Poprzedni wpis                                                                                                               Następny wpis

  • Dawid Nożewski

    Zgadzam się a propos myślenia o śmierci i ogólnie całego tekstu. Zazwyczaj przed większym kolokwium, czy jakimś waznym wydarzeniem powtarzam sobie „Dawid, przecież i tak umrzesz”, „Za jakieś sto, ba, nawet za mniej niż sto lat nikt nie będzie pamiętał ” . I w sumie czuję się luźnej . Chociaż zazdroszczę Ci odwagi i umiejętności zastosowania wolności w życiu codziennym :)
    Powodzenia i uważaj na dużo miłości którą na pewno spotkasz we wszystkich zakątkach świata. Powodzenia :)
    Nie wiem czy czytałeś takich autorów jak Eckhart tolle, albo Byron Katie ? Polecam

    • https://erient.pl Erient.pl

      A to bardzo ciekawe, z tą miłością – żeby na nią uważać, dlaczego?
      Tolle – znam, czytałem „Potęgę teraźniejszości” i „Nową Ziemię”, a Byron to chyba wszystko, lubię jej słuchać na Youtubie. Jeśli te klimaty Cię interesuję to polecam Vipassanę, chociaż może znasz: http://erient.info/vipassana/
      A z podobnych nazwisk Gangaji: https://www.youtube.com/watch?v=PsUWgHJUlaA

      Dziękuję za życzenia!

      Ps. Dobre podejście z tym powtarzaniem sobie.

      • Dawid Nożewski

        Z miłością to tak ironicznie chciałem nawiązać do przestrog, które spotkałeś :) ludzie mówią żebyś uważał na wyimaginowane problemy, które możliwe, że w ogóle Cię nie napotkają, ale pomoc ze strony innych pewnie widzisz każdego dnia :) o Gangaji słyszałem, ale już się biorę za filmik :)

        • https://erient.pl Erient.pl

          Jest jak piszesz. „Z miłością to tak ironicznie” – to w ogóle jest bardzo ładne zdanie i sobie je zabieram. Pozdrawiam z wyspy, gorąco – również dosłownie (32 stopnie).

  • arleta bresińska-balcer

    Z tym uważaniem na siebie to prawda. Ludzie niby z troski ciągle nas przestrzegają ale w momencie, kiedy poznają dokładnie nasze problemy to ich przestrogi tracą na znaczeniu i jak już nie wiedzą co powiedzieć, to w przypadku mojego życia i aktualnej sytuacji zaczynają milczeć bądź zmieniać temat. Mnie to napawa ironią…..