main

Zaangażowane wątpliwości

Czy można uznać coś za ważne, bez wcześniejszego zaangażowania?

Bo z pewnością nie można się uczciwie zaangażować, bez uznania określonej aktywności za ważną. Można chodzić do pracy i można kochać bez uczciwego zaangażowania, uznając pracę i kochanie za ważne.

Nie można również uważać czegoś za nieważne i uczciwie się zaangażować. Można uznawać segregowanie śmieci, prawa kobiet czy cierpienie zwierząt za nieważne i nie poświęcać im swojej energii.

DSCN2977

Myślę o tych wszystkich sprawach, które uznałem za ważne, tylko dlatego, że się w nie zaangażowałem. Przez zaangażowanie rozumiem nie tylko pojawianie się na manifestacjach, pisanie listów, sadzenie drzew, zakładanie organizacji pozarządowych, dyskutowanie, ale również wszystkie działania umysłu – cały ten monolog wewnętrzny, planowanie, złoszczenie się, przeżywanie, ustalanie co powinno być inaczej. I tu wraca pierwsze pytanie – czy można nadać jakiejś idei ważność, bez wcześniejszego zaangażowania? A jeszcze wcześniej: kiedy i dlaczego zaczynam się angażować, gdzie jest to miejsce, w którym coś nie jest ważne, ale za chwilę takie będzie – jeśli tylko przeczytam więcej wiadomości, usłyszę od bliskich o ich zaangażowaniu, cierpieniu lub poświęceniu?

Odsiewam w głowie te wszystkie ważne rzeczy, będące wynikiem mojego zaangażowania, które z kolei nigdy nie było moim wyborem. Bo zacząłem się angażować ze względu na politykę, bardzo ważną i bliską relację, ale również ze względu na wiadomości, którymi pozwoliłem się zasypywać. Z telewizora zrezygnowałem ponad 10 lat temu właśnie dlatego, że nie odpowiadały mi serwowane informacje. Nagłówek „pilne” przy wypadku samochodowym, wybuchu gazu w mieszkaniu, porwaniu dziecka, i inne tego typu fascynacje złem. Uległem iluzji, że w internecie podejmuję autonomiczne decyzje. I na-klikałem sobie setki stron. A one wyrzucały na mnie informacje,  codziennie. Facebook to tylko pretekst, przykład miejsca, w którym przebywam, któremu pozwalam się zagarnąć, które czyni mnie zaangażowanym, na początku delikatnie, wirtualnie, ale jeśli łączę to z kontaktem z innymi ludźmi, zaangażowanie prowadzi mnie do uznania określonej idei za ważną.

Większość czasu nie żyję, nie żyłem swoim życiem. Nie mam najmniejszego pojęcia czym jest to „moje życie”, ale z pewnością wiem czym nie jest. I nie wiem czy będę umiał utrzymać obecną pozycję, czy za kilka dni, tygodni, pozwolę się zagarnąć nowej ważnej idei.

DSCN2981

I wraca do mnie ta mała, osobista zagadka dotyczące tego czym zajmuje się mój umysł. Bo jemu się myśli o tym czym został nakarmiony. Zapatrzenie na piękno, te kilka rozsadzających czaszkę wzruszeń w kontakcie z naturą, odciągają mnie od wojny i walki, jej wszystkich odmian. Jeśli zabijanie jest ostateczną formą wyrazu, którą uprawia wojna to gdzie jest jej początek? Kiedy staję do wojny? I czy muszę stawać do wojny, nawet wtedy, gdy mój kraj mnie do tego zaprasza?

Piękno i dobro ma w sobie większą moc zmiany świata niż walka i wojna. Uczono mnie jednak, że takie myślenie jest naiwnością. Tylko, że już nie wierzę moim nauczycielom, bo im się sporo w życiu pomyliło. Poświęcenie nazywali miłością. Postawili również granicę pomiędzy myśleniem i czuciem, nadając wyższą wartość racjonalności, oddzielając myślenie i czucie, które wydarza się właśnie dzięki sobie i wydarza się w tym samym czasie.

Być może zaangażowanie jest jedyną drogą prowadzącą do uznania czegoś za ważne. Wiem tylko, że bardzo często brakuje mi czujności i wsłuchuję się, wczytuję się w coś, tylko dlatego, że ktoś otworzył usta, krzyknął, zdobył władzę, zdobył sławę, napisał książkę, wyraził swoje myśli do mikrofonu. Wiem też, że odpowiedź na pytanie „co jest dla mnie ważne” wymaga odpowiedzi na pytanie „dlaczego się w to angażuję” i „kiedy zacząłem się w to angażować”. Szczególnie to drugie pytanie, o początek, bywa tropem. Nie mam na myśli wszystkich tych pustych deklaracji, w których ktoś głosi, że ważne jest dla niego życie, ale stawia jedno życie nad drugie, albo wyraża się z nienawiścią o ludziach, którzy wierzą lub kochają inaczej niż głoszący.

I jeszcze. Czy można angażować się w piękno i dobro – bez względu na to czy będzie ono pieczeniem chleba, pracą w hospicjum, sadzeniem drzew, pielęgnacją chorego lub ogrodu, podróżowaniem, czytaniem, pisaniem – jeśli zło zatacza coraz szersze kręgi? Jeśli zło wycina drzewa?

DSCN2979

A jeśli to nie jest możliwe to jak reagować na zło, by nie uczestniczyć w wojnie? Walka i bezczynność – pomiędzy tymi dwoma postawami jest spora przestrzeń, w której może wydarzyć się dobro.

Kolejny raz wracają do mnie słowa, które Hannah Arendt napisała w książce „Eichmann w Jerozolimie – rzecz o banalności zła”: „Zło nigdy nie jest »radykalne«, a tylko skrajne i nie posiada ono żadnej głębi ani jakiegokolwiek demonicznego wymiaru. Może ono wypełnić i spustoszyć cały świat, bo rozprzestrzenia się jak grzyb porastający powierzchnię. »Urąga myśli«, jak napisałam, gdyż myśl próbuje dotrzeć na pewną głębokość, sięgnąć do korzeni, w momencie zaś, gdy zajmie się złem, jałowieje, bo dotyka nicości. Na tym polega »banalność zła«. Jedynie dobro posiada głębię i może być radykalne”.

 

Ps. Wszystkie zdjęcia zrobiłem w miejscowości Dargaville w Nowej Zelandii.

Poprzedni wpis                                                                                                               Następny wpis