kurtyny

Zakochani we wstydzie

Dlatego zakochujemy się, tworzymy nową rodzinę na zasadzie ukrytych podobieństw, które rozpoznaje nasza nieświadomość. Wszystko przez kotary, za którymi trzymamy wstydliwe uczucia.

 

W pomieszczeniu znajduje się grupa dwudziestu ludzi, wszyscy są terapeutami i nigdy wcześniej się nie widzieli. Przez najbliższe dni będą uczestnikami grupy rozwojowej. Na samym początku, kiedy nie mają o sobie żadnych informacji i nie znają nawet swojego imienia, zostają zaproszeni do tego by wybrali z pozostałych uczestników kogoś kto przypomina im osobę z ich rodziny lub  kogoś, kto pasowałby do ich rodziny, mógłby wypełnić nieobecne miejsce, psychologiczną „lukę”. Co najważniejsze, nie wolno im rozmawiać podczas tego ćwiczenia, mają wstać z miejsc, krążyć po sali, przyglądać się pozostałym i wybrać. Gdy wszyscy dobiorą się w pary mogą porozmawiać o motywach, które skłoniły ich do dokonania tego wyboru, a dalej o swoim środowisku rodzinnym. W dalszej części pary łączą się w czwórki, które staną się rodziną, każda z osób ma wziąć na siebie konkretną rolę. „Ćwiczenie układów rodzinnych” pokazuje, że prawie każda z osób wybrała trzy osoby pochodzące z rodzin, które funkcjonowały w bardzo zbliżony sposób do jego własnej. „Na przykład cała czwórka stwierdza, że pochodzi z rodziny, w której były trudności z okazywaniem uczuć; albo na przykład z wyrażaniem złości czy zazdrości, albo gdzie było dużo relacji zbliżonych do kazirodczych; albo oczekiwano od każdego, że będzie stale wesoły i pełen optymizmu” – pisze w książce „Żyć w rodzinie i przetrwać” Robin Skynner psychiatra, specjalista w zakresie terapii rodzinnej. Czasami w trakcie ćwiczenia okazuje się, że cała czwórka straciła na ważnym etapie życia mamę, albo ich ojciec był przez jakiś czas nieobecny lub każde z nich przeżyło w dzieciństwie dużą stratę. Oczywiście można by zanegować wyniki ćwiczenia twierdząc, że osoby te miały za zadanie szukać podobieństw. Ale przeczą tej tezie ci wszyscy, którzy niechętnie brali udział w ćwiczeniu, nie wybrali nikogo, po prostu zostali sami na środku sali. Gdy Robin Skynner po raz pierwszy przeprowadził ten eksperyment w grupie dwudziestu terapeutów rodzinnych napisał „nagle zacząłem się martwić, że osoby które znalazły się razem jako ostatnie, będą miały poczucie, że są z odrzutu”. Okazało się, że ci wszyscy „z odrzutu” wychowali się w rodzinach zastępczych, domach dziecka, albo byli adoptowani.

W latach pięćdziesiątych Henry Dicks będący pionierem terapii małżeńskiej opisał trzy powodu, dla których ludzie dopierają się w pary. Pierwsze są motywy społeczne takie jak pieniądze, pochodzenie, religia, status. Drugą kategorię stanowią indywidualne względy, takie jak wspólne zainteresowania, cechy charakteru, atrakcyjność fizyczna. Ostatnią grupę stanowi nieświadomy pociąg prowadzący do tzw. „ślepego zakochania”, powodowany jest on silnym przekonaniem, że odnaleźliśmy właśnie TO i TĘ konkretną osobę. A tak naprawdę na nieświadomym poziomie rozpoznaliśmy w tej osobie swoją rodzinę, którą nosimy wszędzie za sobą, dzięki czemu ci wszyscy o podobnej psychologicznej historii mogą nas rozpoznać. Dzieje się to analogicznie to opisanego powyżej ćwiczenia, bez użycia słów, bez wrodzonego podobieństwa. Każdy z nas bez trudu jest w stanie rozpoznać nastrój, energię, atmosferę panującą w pokoju, do którego właśnie weszliśmy, a w którym przed chwilą pokłóciła się dwójka osób. Im bliżej jesteśmy danej osoby, im bezpieczniej się przy niej czujemy tym szybciej jesteśmy w stanie rozpoznać jej nastrój przez samo spojrzenie w oczy, na twarz. Ale sygnały wysyłamy cały czas również sposobem chodzenia, siadania, tonem głosu, tym jak budujemy zdania, jak sięgamy po kubek z herbatą czy nowe wyzwania. Dlatego zakochujemy się, tworzymy nową rodzinę na zasadzie ukrytych podobieństw, które rozpoznaje nasza nieświadomość. Wszystko przez kotary, za którymi trzymamy wstydliwe uczucia, ale o tym za chwilę.

Są małżeństwem od dziewiętnastu lat, z czego osiemnaście spędzili na kłótniach. Poznali się w pracy, na wyjeździe integracyjnym. Podczas tzw. rundek rozpoczynających i kończących dzień jako jedyni odmawiali dzielenia się emocjami. Po trzech miesiącach od poznania, wypełnionych szczęściem, seksem i poczuciem zupełnego zjednoczenia pobrali się. On podziwiał jej siłę, elokwencję, to jak stawiała granice swoim koleżankom i jak gardziła serialami, telewizją i spódnicami. Ona uwielbiała jego błyskotliwość, poczucie humoru, cynizm, którym wygrywał każdą dyskusję oraz niezwykłą zaradność. Każde z nich pracuje zawodowo, odnosi sporo sukcesów, czują się dorośli, pewni siebie. Jednak już kilka tygodni po ślubie rozpoczęły się ciche dni poprzedzone gwałtownymi wybuchami jednej i drugiej strony, często krzykiem, słowami pełnymi ocen, wyzwisk. I jedno, i drugie łatwo zranić, nie tylko słowem, również spojrzeniem. W każdym z nich tkwi dziecięce pragnienie miłości, czułości, którym nie zostali nakarmieni w dzieciństwie. Ona pochodzi z rodziny alkoholowej, on był ofiarą przemocy.

Zakochali się w tym co znajduje się przed kurtyną, a co Robin Skynner nazywa „towarami w oknie wystawowym”. Dostrzegli w sobie nawzajem intrygującą, obytą, silną, wyzywającą osobę i musieli przeczuwać intuicyjnie, że za kurtyną mieszka przerażone, zrozpaczone i nigdy nie pokochane dziecko. Połączenie tych dwóch obszarów stanowi „dziwnie kuszący i podniecający, i znajomy” przebłysk tego, że oto trafiłem na osobę z mojego świata. Za kurtyną znajdują się wstydliwe, wyparte lub niechciane pragnienia i emocje które domagają się nasycenia. I oto przed nim staje ona, a przed nią on, noszą w sobie tę samą pustkę, tę samą ranę, to samo pragnienie, a w końcu tę samą nadzieję na ratunek, a ratunku może udzielić tylko ktoś posiadający tę samą tajemnicę. Za ich kurtyną mieszka rozwścieczone dziecko, które nie potrafi poprosić wprost o miłość, które aby przetrwać wypracowało różne strategie przetrwania, takie jak cynizm, elokwencja czy błyskotliwość. A to uwodzi. W takim związku prawie nigdy nie dochodzi do zawieszenia broni, podobnie jak w domu rodzinnym musieli być stale czujni, ponieważ w każdej chwili mógł spaść na głowę cios. „I dlatego ta ich część, która jest dzieckiem, jest zawsze sfrustrowana, rozgniewana i zawzięta. Ta złość narasta, dopóki nie osiągnie punktu, gdy rozwścieczone dziecko eksploduje zza kurtyny. Toteż muszą spędzić połowę życia na dziecinnej wściekłości na siebie nawzajem” – pisze Robin Skynner. Nie potrafią dostrzec, że nie są wściekli na partnera, politykę, spóźniony autobus, tylko na to, że nigdy nie dostali miłości, której pragną coraz bardziej zaborczo. Nie potrafią poprosić o nią wprost, dziecięco liczą na ratunek, na to, że druga strona odgadnie i zaspokoi ich potrzeby. A ponieważ do tego skłonni są zakochani w pierwszym okresie ślepego uczucia, więc w ciągu trwania związku narasta spirala wściekłości. Łatwiej zmierzyć się z demonem swojego partnera, niż własnym.

Takim parom ciężko się rozejść. Dopóki są razem mogą udawać, że z nimi jest wszystko w porządku, przez to czują się lepsi, bardziej zaradni, mądrzejsi, dostrzegają wyraźnie chłód i braki emocjonalne drugiej strony, które ochoczo i skrupulatnie piętnują, ale nie potrafią dostrzec tego samego w sobie. Każde twierdzi, że tylko reaguje, że przecież jest cierpliwe („do granic”), że to druga strona zaczęła. Gdy jeden demon, czy też pajac wyskakuje ze swoją złością zazwyczaj momentalnie reaguje na niego ten drugi pajac i rozpoczyna się walka, po której może dojść do długich okresów ciszy, czasami nawet krótkotrwałego rozstania, po którym zwyczajowo wracają „anielskie” dni pełne bliskości, zrozumienia, łagodności. „Kiedy to się zdarza jednocześnie, obydwoje czują się i wydają innym nawet bliżsi i bardziej zajęci sobą nawzajem niż normalne pary, którym życie układa się całkiem dobrze. W takim okresie starają się wynagrodzić drugiej stronie wszystkie krzywdy, mówią, że nie zrobią tego nigdy więcej i naprawdę w to wierzą. Wczorajsza ostra walka wydaje się złym snem. Nie potrafią zrozumieć, dlaczego do niej doszło i naprawdę są przekonani, że nic takiego się nie powtórzy” – wyjaśnia Robin Skunner. A dzieje się tak dlatego, że autentyczny problem trafił ponownie za kurtynę, czyli miejsce pozostające w nieświadomości. Zarówno jedno jak i drugie nigdy nie zajęło się swoimi lękami, swoim nienasyconym dzieckiem, zakaz na okazywanie i branie miłości otrzymany w dzieciństwie pozostał w nich wciąż silny. Z tego powodu panicznie potrzebują związku, miłości, ale potrafią dawać i brać tylko taką miłość jaką znają, czyli bez-miłość. Skazani są więc na wielki głód, a to potrafi wywołać z kolei wielką wściekłość.

Pocieszające jest, że jeżeli potrafimy rozpoznać siebie w opisach powyżej znaczy to, że problem lub jego część nie znajdują się za kurtyną, świadomość ma do nich dostęp, a to oznacza możliwość pracy nad sobą np. w formie terapii. Opisana powyżej para stanowi mniejszy procent wszystkich związków, część pozostająca w przeciętnie szczęśliwych układach, nigdy nie zagląda za kurtynę, pozostając w dosyć bezpiecznej relacji. Oczywiście trzeba za to zapłacić cenę w postaci rutyny w związku. Takie pary robią wiele by uniknąć krytyki płynącej z zewnątrz lub od siebie nawzajem, tak aby zachować status quo.

Za kurtyną może mieścić się wszystko, a jeśli ona istnieje to nie jest możliwe abym w tym momencie wiedział co tam się znajduje bo – co logiczne – kurtyna nie byłaby wtedy potrzebna. Może być tam zakaz na przeżywanie złości albo smutku, może tam być przyzwolenie na odpoczynek i spokój, może tam być lęk albo okrucieństwo. „Towary w oknach wystawowych” są atrakcyjne dlatego, że intuicyjnie czujemy, że na tyłach sklepu, za kurtyną, znajdują się wstydliwe obszary, które świetnie znamy z własnego życia. Ale kurtyna nie może być cały czas szczelnie zasunięta, kosztuje to zbyt wiele energii, sił, ostrożności. Czasami gdy jesteśmy zmęczeni, albo pijani lub wyjątkowo radośni zapominamy o tym co za kurtyną i pozwalamy temu wypłynąć. Jeśli jakimś trafem zdarza się to obok innej osoby z podobną do naszej historią rodzinną zakochanie jest prawie murowane. Trochę tak jak bliskość pojawiająca się pomiędzy uczestnikami eksperymentu opisanego na początku artykułu. Nasze kurtyny nie są szczelne, wymykają się świadomości, zdradzamy się nie tylko słowem, ale również spojrzeniem czy ciszą, którą stawiamy obok siebie. W tym, że dwie strony  mają podobne słabości tkwi wielki potencjał by być zrozumianym, wyrozumiałym. Z drugiej strony osoba obok niejako otrzymuje „klucz” do naszej psychiki, co musi wywoływać mieszaninę lęku i zaufania, bo nigdy nie wiemy jak go użyje.

 

Artykuł został opublikowany w magazynie Sens, „Toksyczne kurtyny”, czerwiec 2014, Robert Rient